Ubezpieczenie od utraty zysku (BI) przydatne w prowadzeniu biznesu

Odszkodowanie   z  polisy ubezpieczenia majątku firmy w razie poważnego wypadku może nie wystarczyć na  rekompensatę wszystkich strat poniesionych  przez   przedsiębiorcę. Albowiem szkoda  majątkowa  w przedsiębiorstwie - zauważa "Rzeczpospolita"(Nr  z 14.04.2017 r.) - w wielu przypadkach, jak efekt domina,  powoduje kolejne straty. Na przykład  zniszczona przez pożar  fabryka po  odbudowie  może nie osiągnąć  takiego samego poziomu zamówień jak przed pożarem. Albowiem  50 proc.  strat finansowych przedsiębiorstwa, w którym miała miejsce szkoda majątkowa, ma związek z utratą zysku w wyniku jej przestoju  W takich przypadkach - pisze dziennik - bardzo  przydatne jest   ubezpieczenie  przedsiębiorstwa od  utraty zysku,  tzw.  business interruption (BI),  które pomimo   przerwy w  działalności firmy, uchroni ją przed bankructwem dzięki wypłacie środków z tytułu polisy BI.   Jak tłumaczy w gazecie   Łukasz Cichowski, manager Departamentu Ubezpieczeń Majątkowych, OC i Finansowych w GrECo JLT,  firma,  która wznawia swoją działalność po dłuższej przerwie, traci dwukrotnie. Albowiem  w trakcie odbudowy nie realizuje zamówień i nie osiąga zysku, a  jednocześnie  traci  kontrahentów,  którzy w międzyczasie przyzwyczaili się do innych  dostawców. "Rz" przypomina,  iż przykładem na to,  jak przydaje się przedsiębiorstwu ubezpieczenie BI, jest  katastrofa w  zakładzie produkcyjnym łódzkiej firmy Coko-Werk, ubezpieczonej  przez  sopocką Ergo Hestię. W  lipcu  2015 r. fabryka ta w całości spłonęła - informuje gazeta. Jednak firma była ubezpieczona i otrzymała jedno z największych odszkodowań w historii polskiego rynku ubezpieczeniowego – ponad 100 mln zł. Odbudowana fabryka miała więc środki na wznowienie  działalności, ponieważ  przedsiębiorstwo dzięki posiadanej  polisie BI, otrzymało od sopockiego ubezpieczyciela rekompensatę za czas, kiedy nie zarabiało.

Państwowy  smok  w polisach korporacyjnych

Zdaniem "Pulsu Biznesu"(Nr z 20.04.2017 r.), idea repolonizacji ubezpieczeń trafiła na podatny grunt. Kontrolowany przez PZU  SA  TUW Polski Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych  (TUW PZUW)  ma już 150 klientów  z  sektora  publicznego  oraz   apetyt na ubezpieczanie mienia samorządów - pisze gazeta. Jak przyznaje w dzienniku Rafał Kiliński, prezes TUW PZUW, "naszymi członkami są prawie wszystkie polskie kopalnie. Mamy spory udział w energetyce  i rynku szpitalnym. Ubezpieczyliśmy także samorząd".  Rafał Kiliński podkreśla,  iż ubezpieczyciel zaistniał już  na  rynku  samorządowym. "Pierwszym naszym członkiem zostały małopolskie Raciechowice, które ubezpieczają u nas cały swój majątek, włączając mienie ochotniczej straży pożarnej" - twierdzi szef towarzystwa.
"PB" przypomina, iż  TUW PZUW  powstało w 2015 r., a na rynek weszło wiosną ub.r. Pomysłodawcom utworzenia ubezpieczyciela  zależało na tym, aby  "podmioty z domeny publicznej (od urzędów i podległych im jednostek przez samorządy po spółki skarbu państwa) nie kupowały ubezpieczeń od prywatnych, zagranicznych ubezpieczycieli, lecz od PZU, dzieląc się zyskami". W tym celu - informuje dziennik -  państwowy gigant powołał  zakład ubezpieczeń  wzajemnych (TUW). Inicjatywa zyskała poparcie rządu, który zachęcił do niej państwowe spółki, Jak podkreśla  dziennik,  członkowie TUW PZUW   mogą ubezpieczać się bez konieczności rozpisywania przetargów oraz  partycypują  w wypracowanych  zyskach,  np. otrzymując zniżki na zakup kolejnej polisy. Ubezpieczyciel ma już 120 członków, w tym 30 szpitali. W  2016 r. firma zebrała 137 mln zł  przypisu składki   Rafał Kiliński,  prezes zarządu TUW PZUW  przyznaje w gazecie, iż  towarzystwo  jest  "otwarte także na innych klientów" (ma już dwóch  prywatnych  członków) oraz na  współpracę  z  innymi ubezpieczycielami, np. w zakresie transferu ryzyka.
Tymczasem "wejście państwowego smoka" -  w opinii "PB" -  "zatrzęsło rynkiem ubezpieczeń korporacyjnych".  Przedstawiciele konkurencji  i  brokerzy zarzucają  firmie "psucie rynku oraz nakręcenie wojny cenowej w segmencie korporacyjnym poprzez kuszenie klientów niższą ceną polis" - pisze dziennik.

Nieprzewidywalność zadośćuczynień można byłoby  znacząco  ograniczyć

Nieprzewidywalność zadośćuczynień można byłoby znacząco ograniczyć odpowiednią regulacją prawną, która   wskazywałaby w danym wypadku   należną kwotę zadośćuczynienia za ból i cierpienie - przyznaje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń  (PIU)  w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" (Nr z 18.04.2017 r.). .Zdaniem ekspertki,  ułatwiłoby  to "pracę sądom, pozwoliłoby ubezpieczycielom na lepszą analizę ryzyka i ograniczyło wzrost składek w OC" - podaje dziennik. Dorota Fal podkreśla, iż  opinia o tym, iż  zasądzane kwoty zadośćuczynień za śmierć osoby bliskiej w wypadku są dość przewidywalne, nie odpowiada stanowi faktycznemu. Tym niemniej - podaje "DGP" -   wprowadzenie  regulacji  określającej   należną kwotę zadośćuczynienia za ból i cierpienie, wzorowanej na  rozwiązaniach przyjętych w innych krajach europejskich,   ograniczyłoby problem nieprzewidywalności  zadośćuczynień i przyczyniłoby się do ustalenia przez ubezpieczycieli wysokości składki w OC na właściwym poziomie. Zaś ewentualna tabelaryzacja zadośćuczynień – uważa ekspertka - powinna mieć formę pośrednią pomiędzy wskazówką dla sędziów a obligatoryjnym dla nich narzędziem.. Z kolei utworzenie półotwartego katalogu uprawnionych do zadośćuczynienia wyeliminowałoby  z kolejki po zadośćuczynienie osoby przypadkowe, tak, aby  o  świadczenie z tego tytułu  mogły ubiegać się   tylko Ci, którzy byli naprawdę związani z poszkodowanym. Fal  podkreśliła w rozmowie z gazetą, że jeśli w ramach umowy społecznej prawodawca ustali, że zadośćuczynienia za śmierć w wypadku mają być wysokie, to także  wysokie muszą być składki OC.

Będzie proces klientów  Volkswagena z  Volkswagen Group Polska

Klienci Volkswagena szykują się na zbiorowe starcie z Volkswagen Group Polska.  Wartość roszczeń osób, które zgłosiły się do Stowarzyszenia StopVW, przekroczyła już 100 mln zł  - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 20.04.2017 r.). Według dziennika, jest to "pokłosie afery Dieselgate". Gazeta przypomina, iż  Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) w  styczniu  2017 r. wszczął postępowanie przeciwko Volkswagen Group Polska, w związku z tym, że koncern stosował w samochodach VW, Audi, Seat i Skoda produkowanych po 2008 r. oprogramowanie, które w warunkach testowych pozwalało zaniżać wartość emisji tlenków azotu.  W Polsce takich aut jest 140 tys., ale według innych szacunków może ich być 200 tys. - przyznał sam koncern. W związku z tym,  "wielu posiadaczy takich aut wzięło też sprawy w swoje ręce" - podaje gazeta. "Rz" przyznaje, iż  pozew  grupowy Stowarzyszenia StopVW , do którego formalnie przystąpiła  niecała setka osób, a taką chęć zgłosiło już ok. 3,5 tys. osób, jest jedną z form dochodzenia roszczeń. I  kiedy już  sąd wyznaczy termin rozprawy, od osób chętnych do przystąpienia do pozwu grupowego będą zbierane formalne oświadczenia - pisze dziennik.
Każdy poszkodowany domaga się od VW 30 tys. zł - tyle bowiem  według rzeczoznawców kosztuje "doprowadzenie pojazdu do zgodności ze specyfikacją".
Jak informuje "Rzeczpospolita",  sprawa dotknęła wielu użytkowników samochodów w całej Unii Europejskiej. Procesy przeciwko VW odbywają się również za granicą.   Np. w Niemczech zapadło w tej sprawie jak dotąd ponad 50 wyroków korzystnych dla klientów. Ugoda ws. afery Dieselgate ma podobno kosztować Volkswagena blisko 15 mld USD - twierdzi dziennik.

Powstanie specjalny Fundusz Wypadkowy do wypłat rekompensat za błąd medyczny

Ministerstwo  zdrowia pracuje nad nowelą przepisów dotyczących  rekompensat  dla źle leczonych pacjentów - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 20.04.2017 r.). Według przygotowywanej przez resort regulacji,  "jeżeli pacjent doznał uszczerbku na zdrowiu podczas pobytu w szpitalu, to będzie miał prawo ubiegać się  o odszkodowanie. Wypłacane ono ma być ze specjalnego funduszu wypadkowego, na który złożą się placówki, budżet państwa i Narodowy Fundusz Zdrowia" - informuje gazeta. I tak,  w  pierwszym roku działalności fundusz dysponować ma 400–500 mln zł, choć "pierwotnie mówiło się nawet o miliardzie złotych rocznie" - pisze dziennik, przyznając, iż "niewykluczone, że kwota ta będzie rosła". Z kolei o tym, czy pacjent ma prawo otrzymać rekompensatę, decydować będzie odpowiednio przeszkolony orzecznik. W sumie w całym kraju powstać ma 16 komisji orzeczniczych, które na  początku mają działać  przy oddziałach NFZ, "a gdy dojdzie do likwidacji funduszu – przy ministrze zdrowia i nowych wojewódzkich urzędach zdrowia" - podaje gazeta. Z kolei   kwota wypłacanego odszkodowania ma być zależna od poziomu uszczerbku na zdrowiu. I tak,  za " najmniejsze uszkodzenie, od 2 do 20 proc. ciała, pacjent dostałby 1,5–2 tys. zł". Natomiast  w razie jego śmierci rodzina mogłaby liczyć na 300 tys. zł - pisze "DGP". Terminu wprowadzenia nowych zasad  jeszcze nie ma.
Gazeta przypomina, iż  "na razie urzędnicy zmodyfikowali istniejący system wypłat za błędy medyczne". W opinii dziennika - nieskutecznie. "Nie usunięto bowiem kluczowego problemu: brakuje uregulowania kwot, jakie mają być wypłacane pacjentom za błąd medyczny".
I tak,   poszkodowani pacjenci,  którzy nie chcą iść do sądu,  są zdani na komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych, jakie działają przy urzędach wojewódzkich. Niestety, "nawet jeśli komisja orzeknie, że doszło do błędu (tzw. zdarzenia medycznego), odszkodowanie może być symboliczne. Choć zgodnie z ustawą szpitale powinny płacić nawet 100 tys. zł (za uszczerbek na zdrowiu) lub 300 tys. zł (za śmierć członka rodziny).

W marcu 2017 r.  polisa OC auta droższa  średnio o 45 proc.  w porównaniu z  analogicznym okresem ub.r.

W marcu 2017 r. za  ubezpieczenie OC samochodu trzeba było zapłacić średnio o 45 proc. drożej   niż rok  wcześniej - donosi "Parkiet"(Nr z 19.04.2017 r.). Według gazety, która powołuje się na wyniki  analizy porównywarki OC/AC mfind.pl,  obecnie za  polisę  obowiązkową   auta trzeba zapłacić średnio 1054 zł, czyli o 326 zł więcej niż rok wcześniej. Jednak w I kwartale 2017 r.  wzrost cen komunikacyjnego OC wyraźnie zwolnił. I tak,  w marcu br. średnia stawka OC była wyższa ledwie o 2 proc. niż w styczniu br., podczas gdy  w  tym samym okresie 2016 r. wzrost cen OC  wyniósł 13 proc. Dziennik podaje, iż  z  analizy ponad 20 tys. kalkulacji wynika, że  w porównaniu do zeszłego roku w marcu 2017 r.  "najbardziej wzrosły ceny w Warszawie - aż o 79 proc. "Z wysokimi podwyżkami muszą się również liczyć kierowcy w Opolu, Szczecinie, Gorzowie Wielkopolskim, Bydgoszczy oraz Poznaniu, gdzie podwyżki przekroczyły 60 proc" - podkreśla "P".
Według  porównywarki OC/AC mfind.pl,    w  marcu   br. najwięcej za OC musieli zapłacić kierowcy we Wrocławiu, średnio 1439 zł. Z kolei  w Szczecinie   OC kosztowało średnio 1385 zł,  w Poznaniu 1316 zł, a  w  Warszawie 1312 zł. Najtańsze  OC w Polsce można zaś kupić w  Rzeszowie - 957 zł;  Opolu -  957 zł oraz w  Kielcach - 1001 zł - podaje gazeta.
Zdaniem ekspertów porównywarki mfind.pl,  podwyżki cen OC były związane  m.in.  z  zakończeniem  tzw. wojny cenowej, która przyniosła ubezpieczycielom ogromne straty.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT