Mądry Polak po szkodzie? (kilka uwag o ubezpieczeniach od klęsk żywiołowych) - PUSiG 7/98

Powstanie niniejszego tekstu zostało sprowokowane w pewnym sensie wydarzeniami ostatnich dni lecz jest również wynikiem obserwacji prowadzonych już niemal od roku. Otóż czas szybko biegnie i znów, tak jak w lecie ubiegłego roku, niektóre obszary naszego kraju dotknęła klęska powodzi, co prawda w mniejszych rozmiarach, ale jak mówią zwolennicy czarnego humoru - nic straconego...

Wydawać by się mogło, że ubiegłoroczna nauka nie pójdzie w las i mieszkańcy zalanych terenów w większej niż dawniej liczbie, z względnym spokojem będą patrzeć w przyszłość mając w kieszeni polisy i oczekując słusznych odszkodowań. Tymczasem jak donoszą środki przekazu, mało kto z do t kniętych żywiołem polisy takie posiada. Sytuacja ta znajduje potwierdzenie w wypowiedziach przedstawicieli zakładów ubezpieczeń, które nie zanotowały istotnego wzrostu sprzedaży tego rodzaju produktów. Wg badań "Pentoru" z czerwca br., tylko 16 % pytanych zamierzało, wyciągając wnioski z ubiegłorocznej powodzi, ubezpieczać swe mienie częściej, przy czym aż 50 % nie miało aktualnie ubezpieczonego mieszkania. Odnoszę wrażenie, że gdyby to pytanie ograniczyć do mieszkańców wsi i niewielkich aglomeracji - wyni k byłby znacznie gorszy. Z obserwacji Biura Rzecznika Ubezpieczonych wynika, iż tylko w niewielkim stopniu od ubiegłego roku wzrosło przekonanie o konieczności ubezpieczenia nieruchomości nawet na terenach potencjalnie najbardziej zagrożonych. Co najwyżej u bezpieczeni już wcześniej przedłużając umowy starają się realnie określić wartość ubezpieczonego mienia, bądź też, unikając pułapek w wyniku których szkody powstałe w powodzi były wyłączane z podstawowego zakresu ochrony, zakres ten rozszerzają.

Dlaczego t ak się dzieje ? Proste wytłumaczenie wyjaśniające to zjawisko niską świadomością ubezpieczeniową polskiego społeczeństwa, ma zalety i wady wszystkich prostych wytłumaczeń. Nie można zaprzeczyć, że świadomość ta, a patrząc szerzej świadomość prawna w ogóle , a także umiejętność wyboru właściwych zachowań w sytuacji gospodarki rynkowej wciąż jeszcze, zwłaszcza w środowisku wiejskim oraz wśród słabiej wykształconych są stosunkowo niewielkie. Ale to tylko część prawdy; nie jest to na pewno jedyny powód tak zn a cznej wciąż "absencji ubezpieczeniowej", a - odnośnie niskiej świadomości - należałoby spytać, co się robi, aby ją powiększyć ?

Zmiany w świadomości jakiejkolwiek, a szczególnie w zakresie tak trudnym, jakim są ubezpieczenia, wymagającym do tego od zainteresowanych świadczeń materialnych, za które nie otrzymuje się w danej chwili niczego konkretnego a tylko abstrakcyjnie brzmiącą "ochronę", nie przychodzą łatwo i szybko. Wiem, że nie można za wszystko nieustannie winić uwarunkowań dziejowych, ale w tym prz y padku kilkudziesięcioletnia przerwa w funkcjonowaniu zasad rynkowych, spowodowała szczególnie duże szkody w mentalności i przyzwyczajeniach. Do dziś, a świadczą o tym np. omyłkowo kierowane do Rzecznika Ubezpieczonych sprawy, spora część osób nie rozróżni a zakresu działania firm ubezpieczeń od sfery działania
ZUS-u. Wg cytowanych wyżej badań, aż 19% zapytanych ze słowem "ubezpieczenia" kojarzy PZU (jest to najwyższy wynik). Wreszcie - szczególnie na wsi, ale nie tylko, opłacanie składek ubezpieczeniowych nie zawsze wyraźnie rozróżnia się od świadczeń podatkowych, co m.in. spowodowało, że po likwidacji obowiązkowości pewnej części ubezpieczeń, tylko niewielki procent dotychczas ubezpieczonych kontynuował je w systemie dobrowolnym. Na marginesie - abstrahując od mającego wiele cech słuszności poglądu, że może zbyt wcześnie (w 1990 r.) zrezygnowano np. z obowiązkowości ubezpieczeń wszelkich budynków mieszkalnych - nie uważam, żeby celowym był powrót do takiego kształtu tych ubezpieczeń, chociażby z tego powod u , że przy braku skutecznych instrumentów kontrolnych skuteczność tego typu rozwiązań byłaby niewielka.

Otóż, stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że podejmowane w ostatnich latach działania nad zmianą tej świadomości są niewspółmiernie małe. Mimo pewnej poprawy, brak jest wciąż poważnych, systemowych działań, w które zaangażowane byłyby środki masowego przekazu, z najdalej docierającą i najbardziej sugestywną telewizją na czele. Brak jest poważnych programów czy publikacji o przystępnej, lecz jednocześnie stojącej na wysokim poziomie merytorycznym treści, które trafiałyby do szerokiego grona odbiorców. Reklama - nawet najlepsza - tej sprawy nie załatwi, chociaż i ona spełnia pewne zadania popularyzatorskie. Rzecz często rozbija się, jak zwykle, o pieniądze ; coraz większa liczba programów wymaga sponsorów. Wydaje się, że w tej roli powinni wystąpić najbardziej zainteresowani czyli - z jednej strony - państwo, które dysponuje przecież znacznymi możliwościami mając w swej gestii publiczną telewizję i radio, z d rugiej - zakłady ubezpieczeń. Oba te podmioty, czy też, w drugim przypadku, grupy podmiotów, powinny, i to także we własnym, dobrze pojętym interesie, być zainteresowane w działaniach zmierzających zarówno do zmiany świadomości ubezpieczeniowej społeczeństwa, jak i do poprawy instytucjonalnych uwarunkowań wzrostu ilości zawieranych ubezpieczeń, o których tu mowa. Postaram się w największym skrócie uzasadnić tę tezę.

Zacznijmy od Państwa, dołączając tu również wszelkie inne władze publiczne, w tym organy samorządu terytorialnego. Zacząć wypadałoby od konstytucyjnych obowiązków które na nich ciążą i wynikają chociażby z art 74 czy 76. Bardziej jednak w praktyce znaczącym argumentem jest konieczność, szczególnie w przypadku wielkich klęsk żywiołowych, łoże n ia znacznych sum na odwróceniu ich skutków i pomoc poszkodowanym. Czy nie lepiej wydatkować te środki, przynajmniej w części na działania informacyjno - edukacyjne, nie mówiąc już oczywiście o przeciwdziałaniu klęskom w ogóle ?

Tymczasem nie widać z tej strony znaczniejszych działań.

Przerwane zostały, zapoczątkowane w ubiegłym roku prace zespołu powołanego przez Ministra Finansów do zbadania możliwości i celowości stworzenia tzw. "funduszu katastroficznego". Cokolwiek by sądzić o takiej instytucji, która jednak np. we Francji funkcjonuje, nie zbadano wszystkich aspektów sprawy i nie przeliczono ew. strat i zysków z tym związanych.

Schodząc niżej - do absolutnych wyjątków należy ubezpieczanie przez gminy budynków stanowiących ich własność; że brak środków ? - nie ma ich potem również na zapewnienie mieszkańcom zniszczonych domów dachu nad głową. Wreszcie, istnieje jak dotychczas, obowiązek władz lokalnych do kontroli zawierania obowiązkowych umów ubezpieczenia budynków wchodzących w skład gospodarstwa rolne g o. Wg danych UFG w ostatnich latach ich liczba zdecydowanie maleje, od ponad 3 tysięcy w 1995 roku do 58 - w 1997 i 0 (!) w br. Czy oznacza to nagły wzrost wywiązywania się z tego obowiązku? Niestety, z analizy sytuacji wynika zupełnie coś innego.

Przejdźmy do ubezpieczycieli. Czy czynią wszystko, aby stworzyć warunki zwiększenia tego zakresu ubezpieczeń ? Nie chcę nawet myśleć, że słuszna może być gdzieniegdzie pojawiająca się teza, iż wcale im nie zależy na tym wzroście ? Gdyby nie chodziło tu o interesy ubezpieczonych (też potencjalnie) można by się tym nie zajmować, w końcu to zmartwienie samodzielnych firm. Ale tak nie jest. Ubezpieczenia - przy mizerii środków publicznych i takiej samej pomocy w przypadku kataklizmów - jest jedynym w ogromnej większoś c i przypadków zabezpieczeniem interesów niezamożnych w ogromnej większości właścicieli i użytkowników domów czy mieszkań i znajdującego się tam mienia, stanowiącego przeważnie jedyny dorobek całego życia.

I dlatego należy zapytać, czy dostateczna jest aktywność Zakładów w akwizycji tego typu ubezpieczeń - czy pośrednicy udzielają pełnych informacji, także o wysokości składek; wiele osób jest mylnie przeświadczonych, że nie stać ich na ubezpieczenie mieszkania, skoro tak wiele muszą płacić za ubezpieczenia s a mochodu .... Czy wreszcie skłaniają do zawierania umów mało przejrzyste i trudne w percepcji teksty ogólnych warunków, niekiedy wewnętrznie sprzeczne i nie pozbawione pułapek, które wychodzą na jaw dopiero w momencie zgłoszenia roszczenia ?

Zainteresowanym poddaję to pod rozwagę, z tym dodatkiem, że jak powszechnie wiadomo, zaufanie - nie tylko w dziedzinie ubezpieczeń - zdobywa się właśnie będąc pomocnym w chwilach szczególnie trudnych.

Powyższe uwagi zebrałem na podstawie sygnałów odbieranych przez biuro Rzecznika Ubezpieczonych, skarg, pretensji ale i próśb o radę a także propozycji rozwiązań autorstwa respondentów, często właśnie mądrych po szkodzie.

Czy jednak zawsze i wciąż przypływ mądrości musi poprzedzać szkoda?

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT