Ceny komunikacyjnych polis OC z tendencją zniżkową

Średnia cena ubezpieczenia OC w I kwartale 2019 r. wyniosła 692 zł. Przy tym,  w przypadku osób do 25. roku życia  średnia składka  wyniosła 1674 zł - donosi „Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 10.04.2019 r.) powołując  się na dane porównywarki ubezpieczeń rankomat.pl.  W  raporcie "RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych", eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowali I kw. br. na rynku OC. I tak, z ich danych wynika, że w omawianym czasie  najwięcej za OC płacili młodzi kierowcy od 18. do 25. roku życia - pisze gazeta. Według "DPG",  ubezpieczyciele oferowali im polisy droższe aż o 184,7 proc. niż osobom z najstarszej grupy wiekowej  powyżej 56 lat. I, co istotne, to jednak  dla młodych  kierowców w pierwszych trzech miesiącach br.- w porównaniu do I kw. 2018 r. -  obniżka cen OC  była największa.  Jak podaje dziennik, kierowcy z najmłodszej grupy wiekowej w analizowanym okresie  płacili za polisę o 13,5  proc. mniej przed rokiem. Ponadto, wpływ  na cenę ubezpieczenia OC auta ma sytuacja rodzinna ubezpieczającego się kierowcy – zaznacza gazeta.  I tak, w  I kw. br. towarzystwa ubezpieczeniowe  proponowały  rodzicom co najmniej dwójki dzieci  najniższe stawki OC. Cena była dla nich niższa od średniej ceny w kraju i wyniosła 614 zł - informuje "DGP". Natomiast  największy spadek cen OC (-) 6,8 proc.  w porównaniu z tym samym okresem roku 2018 r.  dotyczył  osób bezdzietnych.  

Dziennik komentuje, iż  ceny ubezpieczeń OC  maleją  od 3 lat. Ogólnie w 2018 r. kierowcy płacili za OC o 5 proc. mniej niż w 2017 r. I jeśli przeciętna cena za ubezpieczenie OC pojazdu w ub.r.  wynosiła 741 zł, to w poprzednim 2017 r. wynosiła  779 zł. Ceny ubezpieczeń były niższe we wszystkich województwach - podkreśla gazeta.

Najwyższe ceny za  komunikacyjne polisy OC  płacili kierowcy w województwach pomorskim (843 zł), dolnośląskim (823 zł) oraz mazowieckim (812 zł), zaś najniższe w podkarpackim (608 zł). Przy tym,  najdroższe ubezpieczenia OC w Polsce były we  Wrocławiu - 1020 zł. Z kolei   w Gdańsku kosztowały one 965 zł, a w Warszawie 917 zł. Najtaniej zapłacili kierowcy w Rzeszowie -  656 zł.  Według "DGP", największy spadek cen odnotowano w województwie lubuskim (7,1 proc.), a najniższy w lubelskim (1,9 proc.).

 

 

SN: Przyczynienie się obniża kwotę żądaną w pozwie,  a nie  już  zasądzoną przez sąd

 

Sąd Najwyższy    orzekł w sprawie (sygnatura akt III CZP 106/18) o zadośćuczynienie dla bliskich dziecka, śmiertelnie potrąconego na pasach jezdni, iż  przyczynienie się do szkody obniża kwotę żądaną  w pozwie, a nie zasądzoną przez sąd - podaje "Prawo.pl" (z 12.04.2019 r.). Zdaniem SN - uchwała z 11.04.2019 r. - "w  przypadku przyczynienia się poszkodowanego do powstania szkody, sąd odnosi się do żądania pozwu i odpowiednio zmniejsza zadośćuczynienie. Obowiązany jest jednak uwzględnić ograniczenie roszczenia z przyczyny wskazanej w podstawie faktycznej orzeczenia".  

SN  w składzie trzech sędziów rozpatrywał sprawę o zadośćuczynienie, z którym to wnioskiem wystąpili do sądu  przeciwko  ubezpieczycielowi  rodzice  i  brat zmarłego chłopca. Jak informuje portal, pełnomocnik powodów zażądał po 100 tys. zł dla każdego z najbliższych członków rodziny, tj. w sumie 300 tys. zł od towarzystwa.

 I tak,  Sąd Okręgowy uwzględnił powództwo,  zasądzając  jednak zadośćuczynienie dla każdego z rodziców po 150 tys. zł, a dla brata 120 tys. zł ponad żądanie pozwu. SO ustalił przy tym, iż  "doszło do przyczynienia się ofiary wypadku do powstania szkody i to przyczynienie wynosiło 10 proc.". Z kolei Sąd Apelacyjny, do którego odwołał się ubezpieczyciel,  rozważał czy nie doszło do 50 proc. przyczynienia się - pisze "Prawo.pl".

Zdaniem sędzi sprawozdawcy  Anny Owczarek,  w takich sprawach powodowie zazwyczaj żądają z ostrożności procesowej zasądzenia kwot wyższych, niż wynosi szkoda. Jeśli powód tego nie uczyni, to sąd "w zasadzie nie może zasądzić kwoty zadośćuczynienia wyższej niż w pozwie. Chyba, że powód udowodni, iż wskazał sumę niższą z obawy przed dużymi opłatami sadowymi, z obawy przed przedawnieniem roszczeń, dla szybkości postępowania lub z innych przyczyn" - skomentowała  sędzia A. Owczarek.

 

 

Blisko 2,6 mln Polaków korzysta z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych

 

Mocno rośnie kwota wydatków na prywatne ubezpieczenia zdrowotne. Z  prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego na koniec 2018 r. korzystało już 2,6 mln Polaków, a więc  o 23 proc. więcej niż rok wcześniej - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 08.04.2019 r.), powołując się na dane  Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Wynika z nich, iż na  prywatne ubezpieczenia zdrowotne wydaliśmy w 2018 r. około  821,1 mln zł, podczas gdy w poprzednim roku 2017 r. było to 678,9 mln zł - pisze gazeta.  Zdaniem Doroty M. Fal, doradcy zarządu PIU, Polacy decydują się na prywatną opiekę medyczną przede wszystkim ze względu na to, iż daje  im  to szybszy dostęp do lekarzy. Co jest istotne, gdyż "czas oczekiwania na gwarantowane świadczenia zdrowotne od ponad dwóch lat systematycznie rośnie. Na przełomie 2018 i 2019 r. wynosił on aż 3,8 miesiąca" – podkreśla ekspertka z PIU.  "Po prywatnych placówkach medycznych spodziewamy się skutecznej i szybkiej pomocy. To dla wielu osób istotna wartość (...) Prywatne ubezpieczenie gwarantuje pomoc (...) jest to rozwiązanie znacznie tańsze niż płacenie z własnej kieszeni za każdorazowe wizyty u lekarzy czy drogie badania" – twierdzi w dzienniku  Dorota M. Fal.

Według "Rz", badanie „Współfinansowanie służby zdrowia”, przeprowadzone na zlecenie PIU we wrześniu 2018 r., potwierdziło  wysokie zainteresowanie Polaków prywatną opieką medyczną.  I tak, blisko   60 proc. respondentów wskazało, że chce otrzymywać pakiety medyczne od swoich pracodawców i jest gotowe uczestniczyć w ich finansowaniu. Natomiast  w przypadku 64 proc. ankietowanych, posiadających  już prywatną opiekę zdrowotną, "jej koszt przynajmniej częściowo pokrywa firma"- podaje gazeta. Dziennik zauważa, iż jednak  pracownicy małych przedsiębiorstw  często nie mogą liczyć na współfinansowanie opieki zdrowotnej w ramach ubezpieczenia dodatkowego przez pracodawców.  Według „Raportu z badania małych przedsiębiorców o obciążenia związane z ZUS-em” (CBM INDICATOR), niemal 68 proc. małych firm nie oferuje swoim pracownikom dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego, albowiem   około 34 proc. badanych firm  na to nie stać.

 


TSUE:  UOKiK mógł w jednej decyzji wymierzyć dwie kary finansowe na PZU Życie

 

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) 3 kwietnia 2019 r. uznał w sprawie sankcji nałożonych  przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK)  na PZU Życie (C-617/17), że polski organ ochrony konkurencji może w jednej decyzji nałożyć dwie kary, jedną za naruszenie polskich przepisów, a drugą za unijnych - podaje "Prawo.pl" (z 11.04.2019 r.). "A chodziło o poważne kary - jedna to 17 mln zł, a druga 33 mln" - pisze portal. Zdaniem TSUE,  zasada "ne bis in idem"  (z jęz. łac. - „nie dwa razy w tej samej sprawie”),  nie sprzeciwia się temu, aby w jednej i tej samej decyzji wymierzyć dwie grzywny.  Zdaniem TSUE, UOKiK   "powinien jednak upewnić się, że kary te - rozpatrywane łącznie - są proporcjonalne do charakteru naruszenia". Sąd Najwyższy RP, który zawiesił sprawę PZU Życie, do czasu rozstrzygnięcia TSUE,   będzie więc musiał zbadać, czy kara łączna w wysokości 50 mln nałożona na ubezpieczyciela jest za wysoka.

Jak wyjaśnia "Prawo.pl", TSUE rozpatrywał sprawę kar finansowych, nałożonych na PZU Życie decyzją prezesa UOKiK z 25 października 2007 r.  Prezes UOKiK uznał bowiem, że  PZU Życie nadużywa pozycji dominującej i nałożył na towarzystwo  karę w  wysokości ok. 33 mln zł       "za naruszenia przepisów krajowego prawa konkurencji od  1 maja 2001 r.  do dnia   października 2007 r.",  zaś  drugą -  w wysokości ok. 17 mln zł - "z tytułu naruszenia przepisów unijnego   prawa konkurencji od 1 maja 2004 r do 25 października 2007 r."  Natomiast   PZU kwestionowało nałożenie dwóch kar w jednej decyzji. Podkreślało, że  narusza to zasadę "ne bis in idem", wyrażoną w art. 50 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej.  Albowiem firma została ukarana za naruszenie prawa UE dwukrotnie:  na podstawie art. 82 WE w związku z art. 5 rozporządzenia nr 1/2003 oraz  w oparciu o przepisy krajowego prawa konkurencji. Stąd  SN powziął wątpliwość natury prawnej i wysłał do TSUE zapytanie, czy  dopuszczalna jest taka  interpretacja  art. 50 Karty , która "uzależnia zastosowanie zasady ne bis in idem nie tylko od tożsamości podmiotu naruszającego i tożsamości okoliczności faktycznych, ale również tożsamości chronionego interesu prawnego?" oraz "Czy art. 3 Rozporządzenia nr 1/2003 w związku z art. 50 Karty należy interpretować w ten sposób, że równolegle stosowane przez organ ochrony konkurencji państwa członkowskiego Unii prawo konkurencji Unii i krajowe prawo konkurencji chronią ten sam interes prawny?"

 Portal podaje, iż zdaniem TSUE,  "ochrona przed ponownym ukaraniem jest bezprzedmiotowa, gdy w jednej i tej samej decyzji równolegle stosowane jest krajowe i unijne prawo konkurencji".              Z kolei w opinii Bernadety Kasztelan-Świetlik z kancelarii GESSEL, "prezes UOKiK stwierdził w decyzji naruszenie zarówno krajowego, jak i unijnego prawa konkurencji. To oznacza, że praktyka stosowana przez przedsiębiorcę, mogła ograniczać konkurencję nie tylko na polskim, ale także na europejskim rynku, dlatego nałożenie dwóch kar jest uzasadnione" - mówi Bernadeta Kasztelan-Świetlik. Podobne zdanie ma  Małgorzata Modzelewska de Raad, adwokat, partner w kancelarii Modzelewska & Paśnik, podkreślając, iż TSUE  postąpił konsekwentnie. "Skoro organ krajowy może równolegle kwalifikować z przepisu traktatowego i z przepisu krajowego, to  może również równolegle karać".

 

 

Wartość odszkodowania z AC zależy od rzetelnej wyceny wartości pojazdu przy zawieraniu umowy ubezpieczenia

 

Kupując polisę autocasco, warto dopilnować prawidłowego oszacowania wartości auta - radzi "Rzeczpospolita" (Nr z 10.04.2019 r.). Gazeta pisze, iż wprawdzie liczba skarg

związanych  z polisami AC,  zgłaszanych   do Rzecznika Finansowego (RzF) od kilku lat systematycznie spada, to jednak nadal  Rzecznik odnotowuje  wciąż  pojawiający się problem wyceny samochodu lub jego pozostałości. "Chodzi o etap zawierania umowy, kiedy wartość pojazdu jest często zawyżana w stosunku do tego, jak jest ona określana po szkodzie" - podaje dziennik. Ponadto,  większość umów przewiduje  "zmniejszanie się sumy ubezpieczenia w ciągu roku, tak jak samochód traci na wartości. To oznacza, że jeśli w momencie zawierania umowy auto było warte 50 tys. zł, a zostanie skradzione po pół roku, to jego wartość może wynieść np. 45 tys. zł".

Spór z towarzystwem ubezpieczeń  dotyczący wyceny pozostałości auta pojawia się także przy tzw. szkodach całkowitych,  "kiedy zawyżenie tej wartości pozwala ubezpieczycielowi obniżyć wartość wypłaconego odszkodowania".  Według "Rz", nierzadko zdarza się także kwestionowanie przez ubezpieczyciela podanych przez klienta okoliczności zdarzenia i zakresu uszkodzeń. Skutkuje to najczęściej odmową wypłaty odszkodowania i sprawa trafia do  sądu.

Na przykład,  do Rzecznika zgłosiła się osoba, która po kradzieży samochodu była zaskoczona gigantyczną korektą wartości  jej auta ze względu na przebieg. "Przy aucie wycenionym w dniu zawierania umowy na ponad 44 tys. zł wyniosła ona prawie 12 tys. zł", albowiem w  momencie zawierania umowy ubezpieczenia właściciel pojazdu nie dopilnował, żeby agent wpisał właściwą wartość, jeśli chodzi o jego przebieg - zaznacza gazeta. " W efekcie we wniosku jest wpisany przebieg zbliżony do standardowego, czyli około 160 tys. km. Samochód miał w momencie kradzieży około 190 tys. km, ale ubezpieczyciel naliczył korektę tak, jakby samochód miał 290 tys. km. Dodatkowo, łącznie o ponad 2500 zł,  ubezpieczyciel obniżył odszkodowanie ze względu na miesiąc pierwszej rejestracji i rok produkcji" - pisze dziennik.

 Dlatego też, przy zawieraniu umowy trzeba dokładnie i zgodnie z prawdą podać wszystkie dane mające wpływ na wartość pojazdu, o które pyta ubezpieczyciel. I jeśli zaniżymy np. przebieg samochodu, gdyż jego wartość w dniu zawierania umowy będzie wyższa, to towarzystwo będzie miało prawo skorygować ją po kradzieży auta, gdyż  "podaliśmy nieprawdę".

Marcin Jaworski z Biura Rzecznika Finansowego podkreśla, że jednak  " ubezpieczyciel nie może  korygować wartości pojazdu, stosując inne parametry czy systemy wyceny na etapie likwidacji szkody, a inne w momencie zawierania umowy". Zdaniem eksperta, "zakład ubezpieczeń jako profesjonalista wyposażony w odpowiednie narzędzia powinien odpowiadać za właściwe ustalenie jego wartości".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT