KNF: lokowanie ponad 10 proc. aktywów UFK w certyfikaty FIZ-ów jest niedopuszczalne

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  uznała, że lokowanie więcej niż 10 proc. aktywów ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego (UFK) w certyfikaty niepublicznych inwestycyjnych  funduszy zamkniętych (FIZ) jest niedopuszczalne - donosi  ”Puls  Biznesu" (Nr z 18.07.2019 r.). W opinii nadzoru, "konstrukcja ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego nie może służyć obchodzeniu ograniczeń dotyczących minimalnego progu inwestycji dla osób fizycznych określonego w art. 117 ust. 3 ustawy o funduszach, ale także przepisów dotyczących oferowania certyfikatów inwestycyjnych funduszy inwestycyjnych zamkniętych" - podaje dziennik, powołując się na  stanowisko KNF  z 17 lipca 2019 r.  FIZ-y mają bowiem większe możliwości inwestycyjne i mogą  mieć większy udział jednego emitenta w portfelu niż fundusze otwarte. Mogą też kupować aktywa niepubliczne, np. wierzytelności , nieruchomości czy udziały w spółkach niegiełdowych. Jednak ich certyfikaty mają być sprzedawane tylko tym, którzy jednorazowo wpłacą co najmniej 40 tys. EUR (obecnie około 170 tys. zł).

Zdaniem KNF, próg 40 tys. EUR ma głębokie uzasadnienie, ponieważ chodzi o to, aby certyfikaty niepublicznych FIZ-ów nabywali wyłącznie inwestorzy dysponujący niezbędnym doświadczeniem, akceptujący podwyższone ryzyko inwestycyjne oraz ograniczoną płynność swoich inwestycji. Tymczasem na rynku wykształciła się  praktyka opakowywania niepublicznych FIZ-ów w polisy ubezpieczeniowe w UFK. 

"W ten sposób ludzie formalnie kupowali ubezpieczenie inwestycyjne, którego limit 40 tys. EUR nie obowiązuje, choć faktycznie inwestowali w jeden z niepublicznych FIZ-ów" - tłumaczy gazeta, wyjaśniając, iż w skrajnych przypadkach, aby kupić takie ubezpieczenie, wystarczyło 5 tys. zł.

W opinii  KNF,  działania ubezpieczycieli oraz ich ewentualna współpraca z TFI przy  zakupie   do portfela lokat UFK certyfikatów inwestycyjnych emitowanych przez FIZ-y,  "nie mogą zakładać lub prowadzić w praktyce do sytuacji, w której klientowi zakładu ubezpieczeń będą oferowane ubezpieczenia z UFK o znacznej ekspozycji na instrumenty finansowe, których nie mógłby nabyć bezpośrednio ze względu na kryterium minimalnego progu inwestycji na poziomie 40 tys. EUR przy jednorazowym zapisie na certyfikaty konkretnego FIZ-u lub które z innych powodów musiałyby być uznane za nieodpowiednie lub nieadekwatne dla tego klienta” - pisze "PB".

 

 

SO: niezrozumiałe postanowienia OWU należy tłumaczyć na korzyść konsumenta

 

Zdaniem Sądu Okręgowego w  Suwałkach (sygn. akt I Ca 10/19),  niezrozumiałe postanowienia w umowie  ubezpieczenia należy tłumaczyć na korzyść konsumenta. Suwalski SO orzekł - informuje "Prawo.pl" ( z 18.07.2019 r.) -  iż  "klient, kupując pełny pakiet ubezpieczenia, może myśleć, że obejmie on wszelkie zdarzenia". W związku z tym towarzystwo ubezpieczeniowe  ma zwrócić chorej na cukrzycę koszty jej krótkiej hospitalizacji w USA, spowodowanej utratą przytomności.

Sąd rozpatrywał  sprawę turystki, która domagała się od ubezpieczyciela (powódka miała  pełne ubezpieczenie Hestia Podróże, obejmujące koszty leczenia na całym świecie przez 14 dni)  zwrotu 41 500 zł wraz z odsetkami  za skorzystanie z pomocy medycznej podczas pobytu w USA. Tymczasem towarzystwo ubezpieczeń odmówiło wypłaty, argumentując, że  "zakres ubezpieczenia nie obejmował chorób przewlekłych, a kobiecie udzielono wsparcia medycznego właśnie w związku z taką chorobą". Turystka chorowała  na cukrzycę  -  pisze portal. Sąd Rejonowy  przyznał jednak rację poszkodowanej, a sąd okręgowy podtrzymał ten wyrok.  Ponadto, suwalski  SO oddalając apelację ubezpieczyciela stwierdził,  iż zachowanie firmy  "jest niezgodne z celem ubezpieczenia i stanowi akt nielojalności i złej wiary, który nie zasługuje na ochronę prawną".  

Zakład ubezpieczeń bronił się w sądzie argumentem, iż leczenie powódki było spowodowane zaostrzeniem jej choroby przewlekłej, co wyklucza jego odpowiedzialność. Albowiem według Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) polisy  Hestia Podróże,  "o ile zakres ubezpieczenia nie został rozszerzony za opłatą dodatkowej składki, ubezpieczyciel nie odpowiada za szkody będące następstwem chorób przewlekłych"- podaje "Prawo.pl". Sąd rejonowy uznał zaś, że  wyłączenie określone w OWU "nie dotyczy tej sytuacji". Ponadto, sąd rejonowy podkreślił, iż  "kobieta wykupując pełną opcję, była przekonana, że ma pełną ochronę. (…)  podkreślała, że jedzie za granicę, cierpi na wiele schorzeń i chce się zabezpieczyć na wypadek konieczności poniesienia kosztów leczenia, jeśli takowe by wystąpiły”.

W opinii Aleksandra Daszewskiego, radcy prawnego z biura Rzecznika Finansowego, "bardzo istotną okolicznością był tutaj fakt, iż ubezpieczyciel nie ustalił precyzyjnie i jednoznacznie przyczyny utraty przytomności przez powódkę". A. Daszewski stwierdził, że "zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem, postępowanie likwidacyjne z założenia nie jest postępowaniem spornym, a zasadniczy ciężar tego postępowania spoczywa na zakładzie ubezpieczeń, który z użyciem wszystkich dostępnych mu środków, wyspecjalizowanych kadr winien precyzyjnie ustalić okoliczności faktyczne zdarzenia". Zaś w tej sprawie ubezpieczyciel nie wykazał  jednoznacznych przyczyn wyłączających jego odpowiedzialność.

 

 

Coraz więcej sztucznej inteligencji w Grupie PZU

 

Sektor ubezpieczeń stawia   na nowe technologie.  W walce  z wyłudzeniami wykorzystuje zwłaszcza  algorytmy sztucznej inteligencji -  pisze "Bankier.pl" (z 16.07.2019 r.) za PAP.  Jak twierdzi Roman Pałac, prezes PZU Życie, sztuczna inteligencja pozwala bowiem skutecznie  "uratować"  rocznie kilkadziesiąt mln zł.  Najbardziej zaawansowane rozwiązania sztucznej inteligencji wykorzystywane są zwłaszcza do walki z tzw. fraudami, czyli wyłudzeniami  popełnianymi najczęściej przez zorganizowane grupy przestępcze. Według szefa PZU Życie, dzięki zastosowaniu algorytmów w analizie danych, które spółka ma w swoich bazach, można skutecznie wykrywać takie nadużycia.  Prezes Pałac przyznaje,  iż  firma, którą kieruje ma "bardzo dobre efekty i wyniki finansowe w wysokości kilkudziesięciu milionów złotych rocznie, które udało się uratować  przed wyłudzeniami". Ponadto,  PZU Życie zaczęło testować pogłębioną analitykę danych obsługi szkód i świadczeń - podaje portal. Jak mówi prezes PZU Życie, sztuczna inteligencja automatyzuje procesy decyzyjne i je przyspiesza. I np. gdy spółka dostaje informację od rodziców o urodzeniu dziecka, to dzięki algorytmom może szybko zweryfikować otrzymane dane i z automatu wypłacić świadczenie. Natomiast z perspektywy klientów "korzyść z zastosowania sztucznej inteligencji polega na tym, że np. w przypadku świadczeń życiowych, blisko 90 proc. spraw może być rozpatrzona w jeden dzień".

Drugim obszarem, w którym Grupa PZU testowała i wdrożyła już algorytmy sztucznej inteligencji jest usprawnienie procesu obsługi szkód komunikacyjnych - informuje "Bankier.pl". Jak przyznaje prezes Pałac,  w procesach likwidacji szkód majątkowych firma  40 proc. spraw kończy  w ciągu trzech dni. Zaś w kryzysowych sytuacjach, jak nawałnice, powodzie i inne kataklizmy, dzięki automatyzacji procesów i użyciu algorytmów sztucznej inteligencji  w ciągu 24 godzin.

Ponadto, ubezpieczyciel dzięki algorytmom może  "bardzo sprawnie przeprowadzić np. analizę zdjęć uszkodzonego auta, oceniać zakres szkody i szybko określić kwotę należnego odszkodowania. To istotnie skraca proces likwidacji szkód".

Według prezesa  PZU Życie,  Grupa PZU  sztuczną inteligencję wykorzystuje także w opiece zdrowotnej poprzez spółkę PZU Zdrowie. Algorytmy sztucznej inteligencji  dużo precyzyjniej pozwalają skierować  "naszych klientów do odpowiednich specjalistów, a nawet ocenić, czy wymagana jest natychmiastowa wizyta w szpitalu" - dodaje R. Pałac.  Podkreśla,  że "ogromny potencjał tkwi także w zastosowaniu sztucznej inteligencji w diagnostyce medycznej" - pisze portal.

PZU Życie ma  niemal 46-proc.  udziału w polskim rynku ubezpieczeń na życie,  obsługując ponad  11 mln klientów.  PZU Zdrowie, spółka zależna towarzystwa, po przejęciu w 2019 r. 32 placówek opieki zdrowotnej (Falck Centra Medyczne, NZOZ Starówka) ma w dyspozycji 97 przychodni, ponadto współpracuje z ponad 2,1 tys. placówek partnerskich w 550 miastach w Polsce oraz 50 szpitalami.

 

 

Bezpieczne wakacje za  granicą tylko z dostosowaną do rejonu wyjazdu  sumą ubezpieczenia

 

Polacy coraz bardziej świadomie i odpowiedzialnie podchodzą do wyboru ubezpieczenia turystycznego. Spada liczba klientów, którzy decydują się na wybór najtańszych polis podróżnych o niższych sumach ubezpieczenia - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 11.07.2019 r.). Jak  wynika z raportu Nationale-Nederlanden  ”Bezpieczni w podróży”,  osoba, która ma wypadek czy zachoruje za granicą bez odpowiedniego ubezpieczenia, musi się liczyć nawet z utratą dorobku całego swojego życia – za leczenie, transport medyczny, późniejszą rehabilitację płaci bowiem z własnej kieszeni. A na  takie ryzyko przyzwala  wciąż co trzeci Polak - pisze dziennik.

Dlatego też jadąc za granicę nie warto ubezpieczać się na sumy ubezpieczenia w kwotach, które jesteśmy w stanie pożyczyć od naszych bliskich.  "To powinna być kwota, która nie jest dla nas normalnie osiągalna" – radzi w gazecie Radosław Kamiński, wiceprezes zarządu Allianz Polska. Zdaniem Macieja Krzysztoszka  z Link4, suma ubezpieczenia kosztów leczenia zależy przede wszystkim od tego, gdzie klient się wybiera – czy jest to Europa, czy świat. Stąd trzeba  wziąć pod uwagę, czy klient jest chory przewlekle, jakiego typu aktywności będzie uprawiał, czy będzie tylko leżał na plaży, czy może będzie uprawiał sporty wysokiego ryzyka, czy może będzie jeździć na nartach.

I tak, suma ubezpieczenia kosztów leczenia dla krajów europejskich i państw  basenu Morza Śródziemnego powinna wynosić około 200 -300 tys. zł - podaje "Rz".  Na przykład  "krwiak mózgu, który wymagał hospitalizacji pacjenta na terenie Grecji  oraz koszty dwóch operacji ubezpieczonego wraz z air- ambulansem kosztowały towarzystwo blisko 280 tys. zł" -  wynika z danych TU Europa. Z kolei "zwykłe" przeziębienie w Turcji   może kosztować 1 tys. zł   a  przewóz ambulansem w Grecji - 2,2 tys. zł. Jeśli zaś turysta z Polski na tydzień trafi na OIOM w Hiszpanii, to   będzie musiał zapłacić za hospitalizację 100 tys. zł, a  za powrót do kraju transportem sanitarnym z Wysp Kanaryjskich "wybuli" 130 tys. zł. Z  Dominikany taki transport będzie kosztować 260 tys. zł. Natomiast "zwykłe" zapalenie wyrostka robaczkowego u posiadacza polisy, który przebywał w USA, kosztowało ubezpieczyciela 213 tys. zł.  Za  leczenie klienta po udarze, który zakończył się śmiercią turysty i za transport jego ciała z  Ameryki Łacińskiej do Polski TU Europa zapłaciła  590 tys. zł  -  donosi dziennik. W opinii "Rz", wakacje do Japonii mogą kosztować ubezpieczyciela turysty  nawet i  800 tys. zł.

 

 

Wzrost gospodarczy to także dodatkowy popyt na ubezpieczenia

 

Zdaniem Tomasza Kulika, członka zarządu PZU SA, rozpędzona gospodarka, niskie bezrobocie i wzrost wynagrodzeń spowodowały dodatkowy popyt  na  usługi ubezpieczeniowe. Na przykład podmioty gospodarcze   chcą ubezpieczyć te same aktywa na wyższe sumy albo ubezpieczyć nowe, zaś klienci  indywidualni myślą, jak ubezpieczyć rzeczy, na które pracowali przez długi czas - podaje "Parkiet" (z 15.07.2019 .).  W 2018 r.  rynek ubezpieczeń majątkowych rósł prawie o 12 proc. i  to  pomimo przecen OC i AC o 18–20 proc. Wzrost nastąpił w ubezpieczeniach podróżnych, ubezpieczeniach  kosztów leczenia czy  mieszkań. T.  Kulik  podkreślił, iż  "nieco inaczej sytuacja wygląda w ubezpieczeniach na życie, gdzie rynek rok do roku jest płaski". Presja cen na rynku powoduje bowiem, że te ubezpieczenia są coraz tańsze, a nie ma napływu nowych - pisze dziennik. Według T. Kulika, "przeciętny Kowalski ubezpiecza się w ramach programu grupowego, czasem z żoną i dziećmi", a  rzadko sięga po dodatkowe ubezpieczenia na życie. Polakom często brakuje świadomości, że ubezpieczenie grupowe nie odpowiada na wszystkie ich  potrzeby. "Jest jeszcze duża praca po stronie ubezpieczycieli i rynku, żeby kształcić klientów"- zauważył. W jego opinii, po długim okresie spadających cen,  ceny polis  powinny zacząć odbijać. "Jesteśmy na dnie cyklu, mam nadzieję, że ta sama refleksja jest po stronie naszych konkurentów" - stwierdził  członek zarządu PZU. Kulik, zapytany o nową strategię dla Grupy PZU z hasłem „10 lat dłużej", którą zasygnalizował dziennikarzom prezes PZU SA, przyznał,  iż firma funkcjonuje obecnie  w ramach bieżącej strategii, opierającej się na budowaniu wartości i skali - donosi "P". Lider polskich ubezpieczeń chce zacząć wpływać na zachowania klientów, na ich  podejście  do zdrowia oraz życia.

"Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. 80 proc. otyłych dzieci staje się otyłymi dorosłymi, którzy często mają problemy sercowo-naczyniowe przed 20. rokiem życia. Rośnie liczba hospitalizacji wynikających z problemów sercowo-naczyniowych. Problemy z układem krążenia ma 1,5 mln ludzi. Gdyby w odpowiednim czasie mieli odpowiednią refleksję, mogliby być zdrowi" - przyznał T. Kulik.  Oświadczył, że  w nowej strategii ubezpieczyciel myśli o prewencji w ramach, której jest gigantyczne sprzężenie zwrotne z jego biznesem. „Ograniczenie liczby świadczeń (po stronie opieki zdrowotnej czy ubezpieczeń) w długim czasie wpłynie na nasze przebiegi szkodowe. Będziemy w stanie te same produkty oferować taniej"- podkreślił.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT