Koniec z wypłacaniem groszowych świadczeń emerytalnych?

Resort rodziny i pracy oraz ZUS pracują nad likwidacją emerytur groszowych - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 04.07.2018 r.). Zdaniem prof. Gertrudy Uścińskiej,  prezes ZUS, takie  świadczenie nie gwarantuje bowiem zabezpieczenia materialnego, natomiast  oznacza wysokie koszty dla systemu.  Wypłata i wyliczenie każdego świadczenia kosztuje  ZUS około 120 zł rocznie (łącznie prawie 35 mln zł). Przy  tym wysłanie najniższej  emerytury w Polsce w  wysokości 4 gr kosztuje ZUS  10 zł - pisze dziennik. Organ rentowy  wypłaca obecnie ponad 234 tys. emerytur niższych od minimalnych; w tym około  1,5 tys. stanowią  świadczenia równe 100 zł lub mniejsze - podkreśla gazeta. Według Michała Mycka, dyrektora Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA, groszowe emerytury to problem  przede wszystkim tych, którzy "płacili składki tylko okazjonalnie albo dlatego, że głównie pracowali na nieozusowanych umowach, albo z tego względu, że przez większość okresu przedemerytalnego nie byli aktywni zawodowo".  Tymczasem w ciągu ostatnich siedmiu lat liczba "groszówek" wzrosła o 75 proc. - donosi "DGP". Dzieje się tak dlatego, że zgodnie z obecnymi przepisami (reforma z 1999 r. zniosła 15-letni staż pracy jako warunek otrzymywania emerytury) jej wysokość jest wyliczana na podstawie zgromadzonych składek, nawet jeżeli była to tylko jedna wpłata. Nowe rozwiązanie, które  dotyczyłoby około 1–2 proc.  wypłacanych przez ZUS świadczeń,  oznaczałoby zaś odejście od tej zasady. Rozważane projekty przewidują 10 lat stażu pracy jako warunek wypłaty świadczenia emerytalnego. Według proponowanej nowej  regulacji, "bezterminowe comiesięczne świadczenie dostanie każdy, kto w swojej karierze zawodowej przez nie mniej niż 10 lat wpłacał do ZUS składki od co najmniej minimalnej pensji.(...)  Kryterium to byłoby wprowadzane stopniowo, by nie zaskakiwać osób, które zbliżają się do wieku emerytalnego" – pisze dziennik, powołując się  na szefową ZUS. Jak zapewnia prezes Uścińska, osoby bez 10-letniego stażu miałyby dostać pieniądze, które uzbierałyby na swoim koncie w ZUS  dopiero po ukończeniu 70. roku życia.  "Do tego wieku podejmujemy aktywność zawodową,  istnieje więc szansa, że niektórym ludziom uda się jednak wypracować niezbędny staż "– wyjaśnia prezes ZUS. I dodaje, ze od takiej groszowej emerytury  pobierana jest składka zdrowotna. W  efekcie "także groszowy emeryt ma prawo do bezpłatnego leczenia. Rząd musi zastanowić się, jak rozwiązać ten problem. Na razie nie ma pomysłu"- podkreśla w "DGP"  prof. Uścińska.

W opinii Łukasza Kozłowskiego, eksperta Pracodawców RP,  koszty comiesięcznej wypłaty emerytur groszowych  spadłyby,  "gdyby najniższe świadczenia kumulować i wypłacać w cyklu kwartalnym, rocznym lub – w przypadku gdy zgromadzony kapitał jest bardzo niski – jednorazowo."  Ekspert zauważa, iż staż składkowy jako  kryterium, które decydowałoby o tym, jak wypłacać emerytury, "to chyba nie jest dobry pomysł. (...) To wartość kapitału albo wielkość świadczenia powinny decydować o tym, w jakim trybie je wypłacać"  - pisze gazeta.  Łukasz Kozłowski podkreśla, iż   "optymalne byłoby ustanowienie kilku progów, po przekroczeniu których zmieniałby się sposób wypłaty (...) z punktu widzenia racjonalności i efektywności kosztowej to chyba byłoby najbardziej wskazane".

 

 

Wcześniejsze  emerytury  nie „rozsadzają”  finansów  w ZUS

 

Wpływy ze składek na ubezpieczenie społeczne są wyższe od założeń - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 03.07.2018r.), powołując się na dane ZUS. Według dziennika, w pierwszej połowie 2018 r.  wpływy na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS) wyniosły  prawie 84 mld zł, a więc o  7 mld zł więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej (wzrost o ok.  9 proc.).  Oznacza to, że wydatki związane z wypłatą wcześniejszych emerytur nie rozsadzają finansów zakładu - podkreśla gazeta. Zdaniem  Wiktora Wojciechowskiego, głównego ekonomisty Plus Banku,  jest to  "wysoki wzrost, biorąc pod uwagę obniżenie wieku emerytalnego"  oraz fakt,  że od  1 października 2017 r.   tysiące Polaków odeszło na wcześniejszą emeryturę.              I tak, w  IV kwartale 2017 r. na emeryturę z tego tytułu przeszło 357,1 tys. osób, a w okresie styczeń–maj  tego roku – kolejne 104,5 tys. osób. Dynamicznie zaczęła rosnąć także liczba emerytów ogółem. Obecnie emeryci w Polsce stanowią grupę blisko  8 mln, zaś  świadczenia emerytalne pobiera  o 270 tys. więcej osób  niż rok wcześniej.  To, "w oczywisty sposób zwiększa wydatki ZUS" - zauważa dziennik. Według "Rzeczpospolitej", budżet ZUS  równoważą wpłaty od pracujących, w tym także i od części nowych emerytów, ponieważ "wcześniejsza emerytura, która zaczęła obowiązywać w zeszłym roku, nie wykluczyła (…) możliwości dorabiania".  Gazeta podaje, iż spośród 172 tys. osób, które  w momencie składania wniosku o wcześniejszą emeryturę (do końca grudnia 2017 r.) było aktywnych zawodowo, około 146 tys. z nich (czyli ok. 85 proc. osób)  po przejściu na emeryturę, wróciło do pracy. W opinii "Rz", także "część osób, która przeszła na wcześniejszą emeryturę w pierwszym półroczu 2018 r. zapewne również nadal pracuje".  Finansom ZUS "pomaga" też    rekordowo niskie bezrobocie (na koniec  maja br. wyniosło nieco ponad 1 mln - spadło o 0,2 punktu proc. wobec  grudnia 2017 r.) oraz  wysokość polskiej emerytury. I tak, średnia świadczeń  emerytalnych dla wszystkich wynosi 2080 zł; w tym dla kobiet  1610 zł, a dla mężczyzn - 2700 zł. Przy tym, 35 tys. wcześniejszych emerytów otrzymuje jedynie do 1000 zł miesięcznie, z czego większość powyżej 500 zł - informuje dziennik.

Według szacunków w ciągu czterech lat obniżka wieku emerytalnego może kosztować łącznie aż 50 mld zł. Problem może więc zacząć się, gdy sytuacja gospodarcza w kraju znacząco się pogorszy.

 

 

SN: zasadniczą służbę wojskową należy zaliczyć do okresu zatrudnienia w szczególnych warunkach

 

Sąd Najwyższy orzekł,  że zaliczeniu do okresu uprawniającego do wcześniejszej emerytury podlegają nie tylko okresy pracy w szczególnych warunkach lub charakterze, ale także okres zasadniczej służby wojskowej, która rozpoczęła się i zakończyła jeszcze przez zmianą przepisów oraz przerwała okres zatrudnienia w szczególnych warunkach lub szczególnym  charakterze – donosi "Dziennik Gazeta  Prawna"(Nr z 04.07.2018 r.).  

SN  rozpatrywał  sprawę   Kazimierza M.,  który złożył w ZUS  wniosek  o   przyznanie  wcześniejszej emerytury.  Mężczyzna    był   przez  wiele  lat  zatrudniony  na stanowisku  sprężarkowego w  poznańskich  zakładach  gazów  technicznych Polgaz – informuje gazeta.  I chociaż  jego  stanowisko pracy  było „ ujęte w rozporządzeniu z 1983 r. w sprawie wieku emerytalnego pracowników zatrudnionych w szczególnych warunkach lub w szczególnym charakterze” ( par. 19  rozporządzenia z 1983 r.  stanowił, że „przy ustalaniu okresów pracy w szczególnych warunkach lub szczególnym charakterze uwzględnia się również okresy takiej pracy (służby) wykonywanej przed wejściem w życie rozporządzenia) oraz  we wcześniejszym rozporządzeniu z 1979 r. w sprawie I kategorii zatrudnienia - zauważa dziennik – to  ZUS odmówił  mu przyznania wcześniejszej emerytury.   W rezultacie  mężczyzna   odwołał się do sądu. I tak, sąd  w I instancji  wydał dla niego  korzystne orzeczenie, natomiast  sąd apelacyjny uchylił ten wyrok,  oddalając  odwołanie  powoda.  SA  uznał zaś, iż  „nie można zaliczyć do okresu zatrudnienia w szczególnym charakterze dwóch lat zasadniczej służby wojskowej”- podaje „DGP” - a to   spowodowało brak odpowiedniego stażu emerytalnego mężczyzny. Okazało się  bowiem, że stanowisko sprężarkowego, które zajmował Kazimierz M. w chwili poboru do wojska  w 1975 r., nie było jeszcze oznaczone jako I kategoria zatrudnienia, a później jako  praca w szczególnych warunkach (powód powrócił do pracy w 1977 r.). Sąd orzekł, „że zaliczenie zasadniczej służby wojskowej do okresu zatrudnienia w szczególnych warunkach może nastąpić tylko wtedy, gdy w chwili poboru stanowisko zostało wciągnięte do odpowiedniego wykazu. Tak się stało, ale dopiero dwa lata później, bo w 1979 r.” -  podaje „DGP”.

 

 

Prognozy emerytalne KE dla polskiego systemu finansowego są zatrważające


Jak wynika z  raportu Komisji Europejskiej (KE),  dotyczącego wyzwań związanych ze starzeniem się społeczeństw i uwzględniającego skutki obniżenia wieku emerytalnego, w Polsce    w  2050 r. przewidywana  liczba emerytów - 12,6 mln osób - praktycznie zrówna się z liczbą płatników składek na ZUS (ma wynosić 12,7 mln osób) - pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 02.07.2018 r.). Według prognoz raportu KE,  potem ta struktura będzie się dalej zmieniać na korzyść tych pierwszych, tak, że w 2060 r. liczba emerytowanych  Polaków ma przewyższyć  ilość   osób pracujących i odprowadzających składki na ubezpieczenia  społeczne.  Będą więc realną siłą, zdolną do wywierania presji na zmianę systemu i podniesienie świadczeń – twierdzi  dziennik. Ponadto, przewidywana stopa zastąpienia, czyli relacja pierwszej emerytury do ostatniego wynagrodzenia, spadnie do  około 26 proc. w roku 2060 i do 25 proc. w 2070 r. , podczas gdy w 2016 r. wynosiła ona  55 proc.  Tymczasem na koniec 2016 r.  liczba płatników wynosiła 16,5 mln, podczas gdy emerytów było  9,2 mln  - podaje  gazeta. Według  „Rzeczpospolitej”,  oznacza to, że  nawet przy założeniu wzrostu wskaźnika aktywności zawodowej,  „odsetek emerytów przypadających na 100 zatrudnionych zwiększy się z 53,8 emeryta w 2016 r. do 106,3 emeryta na 100 zatrudnionych w 2060 r.”.  Dziennik tłumaczy, iż  takie prognozy gazety  wynikają  z  tego,  że społeczeństwo się starzeje, a dodatkowo został obniżony wiek emerytalny. Przy tym  relacja  przeciętnej emerytury do średniego wynagrodzenia spadnie w Polsce z 48,5 proc. w 2016 r. do 27,3 proc. w 2050 r., zaś  relacja wydatków na emerytury do PKB  ma  się utrzymywać  na poziomie około 11 proc.  W opinii „Rz”,  konsekwencje zmian demograficznych poniosą przede wszystkim przyszli emeryci, którzy mogą przez to w przyszłości otrzymywać niższe emerytury. 

 

 

Nowe progi dopuszczalnych potrąceń długów ze świadczeń wypłacanych przez ZUS emerytom i rencistom.

 

Wchodzą w życie nowe progi dopuszczalnych potrąceń długów ze świadczeń wypłacanych przez ZUS. Od 1 lipca 2018 r. komornik zabierze mniej zadłużonemu emerytowi - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 29.06.2018r.). Jak wyjaśnia dziennik, nowe przepisy wprost określają, że "jeżeli po odliczeniu składki na ubezpieczenie zdrowotne oraz zaliczki i innych należności z tytułu podatku dochodowego, wysokość świadczenia jest niższa niż kwota świadczenia wolna od potrąceń i egzekucji, to nie dokonuje się potrąceń i egzekucji". Natomiast druga wprowadzona zmiana, która utrudni komornikowi  odzyskanie zadłużenia, to  zwiększenie kwot, które ZUS musi wypłacić świadczeniobiorcy. Według gazety, dotychczas na pokrycie należności innych niż alimentacyjne ZUS musiał wypłacić dłużnikowi przynajmniej 75 proc. najniższej emerytury lub najniższej renty. Jeśli więc w 2018 r. minimalna emerytura wynosi 1029,80 zł, to po odliczeniu składki zdrowotnej i zaliczki na podatek dochodowy oznacza 878,12 zł netto. Tak więc w  przypadku zajęcia komorniczego do 1 lipca 2018 r. ZUS musiał  emerytowi wypłacić 772,35 zł (75 proc. z 1029,80 zł - pisze "DGP". Natomiast  po 1 lipca 2018 r. ZUS musi wypłacić zadłużonemu emerytowi  825 zł, gdyż taki próg został ustalony. W rezultacie  ZUS miesięcznie potrąci na poczet zadłużenia niewiele ponad 50 zł - wylicza dziennik. Gazeta podkreśla, iż  nowe przepisy mogą zmniejszyć zdolność kredytową seniorów, a nawet osób tuż po pięćdziesiątce. Znowelizowano je bowiem w taki sposób, "aby nie pozostawić miejsca na jakiekolwiek rozbieżności. Dodatkowo zwiększono gwarantowane kwoty, które ZUS musi wypłacić uprawnionemu niezależnie od zajęć komorniczych. To z jednej strony korzystne dla świadczeniobiorców, bo dostaną większe wypłaty, nawet gdy będą mieli długi. Z drugiej zaś strony mogą w ogóle pożyczki albo kredytu nie dostać, skoro wierzyciel z odzyskaniem długów będzie miał większe trudności" - zauważa "DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT