Kto się myli w sporze dotyczącym wysokości odszkodowania, ten pokrywa koszty niezależnego rzeczoznawcy

Kto się myli, ten płaci. Zgodnie  z  uchwałą Sądu Najwyższego (SN) z 29 maja 2019 r., to ubezpieczyciele będą musieli płacić za opinie rzeczoznawcy samochodowego - podaje "Rzeczpospolita" (Nr z 06.06.2019 r.). Wprawdzie dotyczy to na razie tylko wyłącznie firm skupujących wierzytelności z tytułu odszkodowań za szkody komunikacyjne (kancelarii odszkodowawczych), ale  w Sądzie Najwyższym leży już wniosek Rzecznika Finansowego (RzF) z listopada 2018 r., aby takie uprawnienia przysługiwały wszystkim kierowcom poszkodowanym w wypadkach - pisze dziennik.  Mamy nadzieję, że wkrótce SN  zajmie podobne stanowisko względem takich roszczeń kierowanych do ubezpieczycieli bezpośrednio przez poszkodowanych – mówi Marcin Jaworski z Biura Rzecznika Finansowego. Ekspert  przyznaje w gazecie, iż  "klient, otrzymując od ubezpieczyciela wyliczenia ze specjalistycznego systemu np. Audatex lub Eurotaxglass’s, nie ma możliwości samodzielnej weryfikacji takiego dokumentu. To kilka czy kilkanaście stron pełnych wyliczeń i technicznego żargonu. Rzeczoznawcy dobrze wiedzą, na jakie elementy należy zwrócić uwagę, gdzie najczęściej dochodzi do „błędów” w wyliczeniach ubezpieczyciela". Z kolei Piotr Korobczuk, niezależny rzeczoznawca samochodowy w Łodzi, zauważa w "Rz", iż "od dawna wiadomo, że niezależna opinia jest w praktyce jedynym sposobem obrony poszkodowanego przed zaniżeniem szacowania jego straty majątkowej", gdyż zdarza się nawet i "dziesięciokrotna różnica między tym, co wypłacił ubezpieczyciel a faktyczną wartością szkody". Takich przypadków jest jednak zadecydowanie więcej i to dlatego poszkodowani w wypadkach samochodowych proszą o pomoc rzeczoznawców.

I co istotne,  sporządzenie takiej  opinii kosztuje przynajmniej kilkaset złotych, a  płaci za nią poszkodowany z własnej kieszeni. I to  często powstrzymuje kierowców, którzy podejrzewają, że dostali za niskie odszkodowanie, przed skorzystaniem z usług rzeczoznawcy - komentuje dziennik.

Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze  (RzF) twierdzi  w "Rz", iż w związku z uchwałą SN  "mamy nadzieje, że stanowisko SN  wystarczy do zmiany praktyki w tym zakresie". Zdaniem Daszewskiego, to  "kolejny krok do poprawy jakości likwidacji szkód. Wzmacnia pozycję podmiotów walczących o dopłatę do zaniżonego (…) odszkodowania. Na towarzystwach wymusi to większą staranność i profesjonalizm w prawidłowym ustaleniu wartości szkody. Będą musiały wziąć pod uwagę, że ich stanowiska będą jeszcze częściej weryfikowane i w sytuacji, gdy się pomylą lub, co gorsza celowo nie doszacują wartości szkody dodatkowo za to zapłacą, pokrywając również koszty opinii rzeczoznawczej" - pisze gazeta.

 

 

Użytkownik e-hulajnogi odpowiada  za  szkody  niezależnie  od  winy

 

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl postanowili wyjaśnić, jakie konsekwencje finansowe ponosi użytkownik hulajnogi elektrycznej, który spowodował wypadek.   

Jego odpowiedzialność  za spowodowany wypadek na zasadzie ryzyka wynika z art. 436 kodeksu cywilnego, który m. in.  stanowi iż : „odpowiedzialność (...) ponosi również samoistny posiadacz mechanicznego środka komunikacji poruszanego za pomocą sił przyrody. Jednakże gdy posiadacz samoistny oddał środek komunikacji w posiadanie zależne, odpowiedzialność ponosi posiadacz zależny” - informuje "Bankier.pl" (z 04.06.2019 r.). Jak wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl, nie ulega wątpliwości, że "hulajnoga elektryczna jest mechanicznym środkiem komunikacji poruszanym za pomocą sił przyrody. Dlatego też „w tym kontekście związanym z odpowiedzialnością cywilną nie ma znaczenia fakt, że wedle obowiązujących przepisów hulajnoga nie jest traktowana jako pojazd. Odpowiednia zmiana ustawy prawo o ruchu drogowym została dopiero zapowiedziana przez Ministra Infrastruktury”.

Zdaniem  Pawła Kuczyńskiego, prezesa porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl, użytkownik e-hulajnogi nie poniesie odpowiedzialności na zasadzie ryzyka, jeżeli udowodni, że wypadek wynikał z wyłącznej winy osoby poszkodowanej lub  działania siły wyższej (zjawiska, którego skutkom nie można zapobiec),  czy też z winy osoby trzeciej, za którą kierujący hulajnogą nie ponosi odpowiedzialności - podaje portal. Prezes Kuczyński mówi, iż w razie wypadku, użytkownik e-hulajnogi  może zostać zmuszony do skompensowania szkód o charakterze majątkowym i osobowym.  "Możliwe jest również domaganie się od sprawcy rekompensaty za korzyści (dochody) utracone na wskutek wypadku”. Jednak katalog możliwych roszczeń jest szerszy w przypadku szkód osobowych. Kodeks cywilny przewiduje - pisze "Bankier.pl"- obowiązek sprawcy dotyczący m. in. pokrycia celowych i uzasadnionych kosztów leczenia w ramach prywatnej oraz publicznej służby zdrowia, które były związane z wypadkiem, wypłaty zadośćuczynienia za cierpienie fizyczne i / lub psychiczne; sfinansowania kosztów zmiany zawodu, jeżeli stało się ono konieczne na wskutek wypadku czy wypłacenia renty rekompensującej całkowitą albo częściową utratę zdolności do pracy itp. Portal ostrzega, że w razie spowodowania śmierci osoby  potrąconej przez e-hulajnogę,  katalog ewentualnych roszczeń wobec sprawcy ulega poszerzeniu. Zdaniem   Andrzeja Prajsnara, eksperta porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl, w  grę  wchodzą przede wszystkim "dwa świadczenia, które często mają dużą wartość: odszkodowanie za pogorszenie się warunków życia członków najbliższej rodziny po śmierci ofiary wypadku oraz  zadośćuczynienie pieniężne dla bliskich za śmierć ofiary wypadku” - podkreśla "Bankier.pl".

 

 

SN: poszkodowany w wypadku  ma prawo  żądać odszkodowania  także w przyszłości

 

Zdaniem Sądu Najwyższego (sygn. akt: V CSK 558/17), osoba poszkodowana na  zdrowiu w wyniku  wypadku,  "ma prawo nie tylko do zadośćuczynienia za stwierdzone już szkody", ale także do  orzeczenia odpowiedzialności sprawcy lub towarzystwa  ubezpieczeń w przyszłości, gdyby ujawniły się kolejne uszczerbki na jego zdrowiu" - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 03.06.2019 r.). Bogumiła Ustjanicz, sędzia SN stwierdziła, iż "po zmianach przepisów o przedawnieniu takich roszczeń od 10 sierpnia 2007 r.,  poszkodowany może żądać odszkodowania do końca życia (...).  W praktyce się ono nie przedawnia i można z nim występować np. po 40 latach". Jak wskazała, jednak  trudności dowodowe z biegiem lat narastają, zatem "przesądzenie w wyroku zasądzającym odszkodowanie także odpowiedzialności pozwanego za szkody mogące powstać w przyszłości, zwalnia poszkodowanego z obowiązku udowodnienia istnienia wszystkich przesłanek odpowiedzialności sprawcy czy ubezpieczyciela, na którym taka odpowiedzialność ciąży" - pisze gazeta. Natomiast w opinii  Jolanty Budzowskiej, radcy prawnego z kancelarii BFP, specjalizującej  się w sprawach odszkodowawczych, "przesądzenie w wyroku odpowiedzialności na przyszłość ma głęboki sens, bo poszkodowany będzie musiał udowodnić jedynie istnienie związku przyczynowego między zdarzeniem sprawczym a kolejną, nowo powstałą szkodą oraz rozmiar tej szkody, a poza sporem pozostanie odpowiedzialność co do zasady".

SN rozpatrywał sprawę Jana P., instruktora prawa jazdy, który uległ poważnemu wypadkowi, kiedy usiłował  zatrzymać  na placu manewrowym kursantkę, gdy ta  straciła kontrolę nad jazdą - podaje "Rz".  Poszkodowany zażądał od kobiety i zakładu ubezpieczeń 130 tys. zł zadośćuczynienia i ustalenia ich odpowiedzialności za przyszłe następstwa wypadku. Jednak ubezpieczyciel  jego krzywdę wycenił na 55 tys. zł, a odszkodowanie pomniejszył o 60 proc. z  tytułu  przyczynienia się do wypadku. Sprawa trafiła do sądu. I tak, Sąd okręgowy kwoty tej nie zwiększył, stwierdzając, że kobiecie z powodów zdrowotnych nie można przypisać winy, zatem nie ponosi jej także ubezpieczyciel. Natomiast  Sąd Apelacyjny w Katowicach uznał, że "zasady współżycia, w szczególności lepsza sytuacja majątkowa kobiety w stosunku do powoda, przemawia za przyznaniem mu tej kwoty. Katowicki SA oddalił  żądanie ustalenia odpowiedzialności pozwanych na przyszłość, uznając, że „powód nie ma takiego interesu”. Z kolei Sąd Najwyższy - podkreśla gazeta - zakwestionował zastosowanie przyczynienia się do szkody powoda i ustalił odpowiedzialność pozwanych na przyszłość.

 

 

Towarzystwo  ubezpieczeń  może  żądać   zapłaty zaległych składek z polisy AC

 

Ubezpieczyciel może dochodzić zaległych składek  z polisy AC - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 03.06.2019 r.) w odpowiedzi na  zapytanie czytelnika, wobec   którego towarzystwo ubezpieczeń  wystąpiło z pozwem sądowym, domagając  się zapłaty prawie 10 tys. zł zaległych składek. Jak informuje dziennik, pozwany mężczyzna prowadzi firmę usługową i w 2016 r. nie zapłacił składki za polisy AC  dwóch firmowych pojazdów. Zalegający ze składkami za AC twierdzi - podaje gazeta - iż zakład ubezpieczeń niesłusznie domaga się od niego zapłaty. Pozwany argumentuje, że "szkody żadne nie wystąpiły, ubezpieczenie jest dobrowolne, a poza tym skoro właśnie mijają trzy lata, to chyba już doszło do przedawnienia”. Tymczasem według "DGP",  roszczenie towarzystwa  ubezpieczeniowego  jest słuszne, ponieważ  mężczyzna poprzez zawarcie umowy z ubezpieczycielem zobowiązał  się zapłacić składkę, a zakład ubezpieczeń  zobowiązał się  "spełnić określone świadczenie w razie zajścia przewidzianego w umowie wypadku".  Dziennik podkreśla, powołując się na wyrok Sądu Rejonowego Szczecin Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie z 22 stycznia 2019 r.( sygn. akt III C 778/18),  że wspomniana umowa jest obustronnie zobowiązująca. Wyjaśnia, iż   z "jednej strony ubezpieczyciel ma obowiązek spełnienia świadczenia w przypadku wystąpienia określonego w umowie wypadku, z drugiej strony ubezpieczający ma obowiązek zapłaty składki". Przy tym, na istnienie obowiązku zapłaty składki nie mogą mieć wpływu okoliczności związane z brakiem wystąpienia szkód w spornym okresie, czy rodzaj zawartego ubezpieczenia - tłumaczy "DGP" - ponieważ "zasadniczym źródłem praw i obowiązków stron jest umowa ubezpieczeniowa i różnej rangi dokumentacja ubezpieczeniowa, stanowiąca jej integralną część".  

 

 

Różnice w cenie komunikacyjnego OC dla poszczególnych grup zawodowych

 

Statystyczny Polak wydaje na  komunikacyjną  polisę OC 25 proc. miesięcznych zarobków - donosi "Interia.pl" (z 03.06.2019 r.), powołując   się  na  raport  opracowany  przez porównywarkę ubezpieczeń mfind, która przeanalizowała wydatki na ubezpieczenie OC różnych grup społecznych i zawodowych. Według opracowania porównywarki mfind, najwięcej na obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne OC wydają studenci, sportowcy i pracownicy działów IT,  natomiast najmniej emeryci, renciści, rolnicy oraz nauczyciele.   Jednak wydatki na komunikacyjne OC w naszym kraju  są nieproporcjonalne do przychodów - komentuje portal. I tak, specjalista IT na OC pracuje  2,5 dnia, wydając na polisę 11 proc. wynagrodzenia, a  kasjer  czy początkujący nauczyciel wyda na  taką polisę  blisko  40 proc. swojej pensji.

Zdaniem  Wojciecha Rabieja, eksperta porównywarki mfind,  przy średniej składce OC, wynoszącej 906 zł, polisa pochłania średnio 25 proc. miesięcznego wynagrodzenia Polaków (według GUS, przeciętne wynagrodzenie w Polsce w I kwartale 2019 r. wyniosło 4950,94 zł, a więc około 3515 zł "na rękę").  Jak  przyznaje w "Interia.pl"  W. Rabiej, jest to wydatek, który znacząco wpływa na domowy budżet, choć oczywiście nie da się go porównać z kosztami szkód komunikacyjnych, jeśli mielibyśmy je pokryć z własnej kieszeni.

Z danych mfind.pl wynika, że najwięcej za OC płacą standardowo uczniowie i studenci (średnia składka  na poziomie 1966 zł). Natomiast  sportowcy za  polisę komunikacyjną OC muszą zapłacić średnio 1252 zł, a  osoby bezrobotne około 1090 zł. Z kolei najtaniej za  OC płacą  policjanci.  Służby mundurowe płacą za ubezpieczenie auta średnio 740 zł, "co oznacza, że cena OC proponowana im przez ubezpieczycieli jest o 166 zł niższa od średniej składki, jaką płacą Polacy" - twierdzi ekspert porównywarki mfind. W. Rabiej podkreśla, iż statystyka jest bezlitosna: im kierowca  młodszy stażem w pracy, tym mniej zarabia , a jednocześnie jako niedoświadczony,  płaci większe składki za OC. "Dlatego kupując polisę, dobrze znać bezpieczne sposoby na jej obniżenie" -  pisze portal.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT