Polisa turystyczna nie zawsze pokryje wszystkie koszty leczenia za granicą

Polisy turystyczne  są ubezpieczeniami  dobrowolnymi, więc  towarzystwa  ubezpieczeń  mogą swobodnie kształtować zakres oferowanej przez nie  ochrony - pisze "Bankier.pl"(www.bankier.pl z 02.08.2018 r.). Ogólne warunki ubezpieczenia (OWU) tych produktów zatem  mogą  przytłaczać dużą liczbą wyłączeń i dodatkowych ograniczeń  ochrony ubezpieczeniowej - zauważa portal. Dlatego też eksperci porównywarki  Ubea.pl ostrzegają przed kłopotliwymi „haczykami” w polisach  turystycznych. Na przykład,  ubezpieczyciele niechętnie chronią pewne grupy klientów wybierających się na zagraniczne wojaże;   w ramach podstawowych ubezpieczeń turystycznych częste są wyłączenia ochrony dotyczące przewlekłych chorób. Taka klauzula może brzmieć, że  „ubezpieczyciel nie ponosi odpowiedzialności za koszty leczenia i koszty usług assistance (…) powstałe na skutek chorób przewlekłych (z zastrzeżeniem ust. 2 pkt. 5)”. Przy tym, każdy ubezpieczyciel samodzielnie definiuje pojęcie choroby przewlekłej - odpowiednia definicja powinna się znaleźć na początku OWU. W przypadku gdy towarzystwo przewiduje możliwość wykupienia turystycznej ochrony dla osoby chorującej przewlekle, to takie " opcjonalne rozszerzenie zakresu ubezpieczenia może się jednak wiązać ze wzrostem składki dotyczącej danego wycieczkowicza nawet o 80 proc. - 100 proc".  "Bankier.pl" pisze, iż w  OWU "typowej polisy turystycznej, obok klauzul dotyczących chorób przewlekłych, często można znaleźć również sformułowania wyłączające ochronę w przypadku leczenia następstw chorób przewlekłych. Definicje takich następstw stosowane przez ubezpieczycieli bywają nieprecyzyjne, na co uwagę zwracał między innymi Rzecznik Finansowy. Podobnie jak w przypadku chorób przewlekłych, istnieje jednak możliwość odpowiedniego rozszerzenia ochrony (po dopłacie składki)". Ubezpieczyciel nie  rozszerzy jednak  ochrony na schorzenia, które mają przeciwwskazania  dotyczące urlopu zagranicznego. Jak podaje portal,  towarzystwa "nie godzą się również na opcjonalne objęcie ochroną kobiety znajdującej się w zaawansowanej ciąży",  między innymi z powodu wysokich kosztów opieki położniczej za granicą i możliwości uprawiania przez klientki tzw. „turystyki porodowej”. Dlatego też "odpowiedzialność ubezpieczyciela dotycząca ciężarnej urlopowiczki jest dość często ograniczona po 32 tygodniu ciąży. Przed upływem tego terminu ubezpieczyciele zwykle godzą się na pokrycie kosztów porodu"  – podaje portal.  A że warunki każdej polisy turystycznej odnośnie ochrony w czasie ciąży mogą się  znacząco różnić, ważne, aby  przyszła matka dokładnie przeczytać OWU swojej polisy  przed wyjazdem za granicę – radzi „Bankier.pl”. Zdaniem portalu,    polisy turystyczne mają jeszcze jedno poważne ograniczenie ochrony, które często skutkuje sporami z ubezpieczycielem. Chodzi o sfinansowania przez towarzystwa tylko tych świadczeń medycznych za granicą, które wydają się im bezwzględnie konieczne. Tyle,  że ocena ubezpieczyciela może się różnić od opinii klienta lub zagranicznego lekarza.  A  w rozstrzyganiu ewentualnych sporów nie pomagają niezbyt precyzyjne klauzule z ogólnych warunków ubezpieczenia.  Jednak w praktyce podejście ubezpieczycieli próbujących zminimalizować swoje koszty może się okazać większym problemem od nieprecyzyjnych sformułowań z OWU. Problemem zakresu niezbędnych świadczeń medycznych za granicą zajął się niedawno  Rzecznik Finansowy - przypomina „Bankier.pl”. 

Projekt regulacji  działalności kancelarii odszkodowawczych do zmian ?

Niewykluczone, że po wakacjach projekt ustawy regulującej  działalność kancelarii  odszkodowawczych przygotowany przez  Senat RP  przejdzie poważne zmiany - donosi „Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 01.08.2018r.). Zdaniem gazety, wynika   to "przede wszystkim ze stanowiska resortu sprawiedliwości, którego głos jest kluczowy w kwestiach związanych z funkcjonowaniem doradców i pośredników odszkodowawczych" (zainteresowani mają czas na zgłaszanie poprawek do 15 września).  Ministerstwo Sprawiedliwości w swojej opinii do senackiego projektu potwierdza, iż  istnieje ryzyko, że uregulowanie działalności kancelarii odszkodowawczych może ingerować w uprawnienia profesjonalnych pełnomocników. Stanowisko  resortu   sprawiedliwości - podaje dziennik -   przynajmniej w części jest  zbieżne z krytycznymi opiniami płynącymi ze strony środowisk adwokackich i radcowskich. Według samorządów prawniczych, nie można dopuścić do tego, aby "fachowcy od dochodzenia roszczeń odszkodowawczych, często bez prawniczego wykształcenia, z błogosławieństwem ustawy włączyli do wachlarza swoich usług wykonywanie zastępstwa procesowego". A "projekt stwarza do tego furtkę" - twierdzą prawnicy. Albowiem art.3 proponowanej regulacji głosi, że "do czynności faktycznych lub prawnych, jakie zobowiązuje się podejmować na rzecz swojego klienta doradca odszkodowawczy, należy właśnie reprezentowanie swojego mocodawcy w postępowaniu sądowym"- pisze "DGP". A to niesie  niebezpieczeństwo  świadczenia  usług dla  poszkodowanych przez nieprofesjonalistów. W pierwszej kolejności dotyczy  objęcia zakresem ustawy zastępstwa procesowego w postępowaniu sądowym. Z  kolei zdaniem   Prokuratorii Generalnej RP,  przyznanie przedsiębiorcom specjalizującym się w dochodzeniu odszkodowań prawa reprezentowania klientów w sądzie "może naruszać przepisy kodeksu postępowania cywilnego dotyczące tego, kto ma prawo być pełnomocnikiem (art. 87 k.p.c.)." W opinii urzędu,  twórcy projektu całkowicie pominęli w nim problemy związane z metodami pozyskiwania klientów przez firmy odszkodowawcze ( ustawa powinna nałożyć na nie ograniczenia w uprawianiu akwizycji w szpitalach, pogotowiu ratunkowym itp.). Poważne wątpliwości wzbudza też przepis, który zezwala na uzależnienie wypłaty całego wynagrodzenia dla doradcy odszkodowawczego od wygrania sprawy - podkreśla gazeta. W opinii resortu sprawiedliwości,  takie rozwiązanie też może „pośrednio wypływać na swobodę wykonywania zawodów adwokata i radcy prawnego”.
 Według dziennika,  projekt senatorów wymaga jeszcze dopracowania. "Przede wszystkim należy sprecyzować elementy, jakie musi zawierać umowa o dochodzenie roszczeń odszkodowawczych zawierana przez doradcę z klientem. Jak podkreślają Prokuratoria Generalna RP i UOKiK, w obecnym kształcie brakuje w niej m. in. wymogu dokładnego określenia zakresu usług, zasad i terminów rozliczeń czy obowiązku informowania na bieżąco mocodawcy o podejmowanych krokach, postępach w sprawie i możliwości odstąpienia od umowy" - informuje "DGP".

Pramerica życie rośnie przede wszystkim dzięki polisom grupowym

Zdaniem Anety Podyma-Milczarek, prezesa towarzystwa Pramerica Życie, rośnie zainteresowanie oferowanymi  przez firmę polisami ubezpieczenia na życie - informuje "Puls Biznesu"(Nr z 30.07.2018r.).  Od lipca 2017 r.  do końca czerwca 2018 r. przypis składki odnotowany przez towarzystwo ze sprzedaży polis indywidualnych wyniosła łącznie 168,1 mln zł, a więc o 4,4-proc. więcej niż przed rokiem. Natomiast składka zebrana przez ubezpieczyciela w analogicznym czasie  z  ubezpieczeń grupowych osiągnęła poziom  77,7 mln zł, a więc   o 12,4-proc. więcej - podaje dziennik. Prezes  A. Podyma-Milczarek tłumaczy w gazecie, iż te wzrosty przypisu  są "powiązane ze skłonnością do zabezpieczenia nie tylko ryzyka śmierci, ale także sięgania po inne produkty ochronne, zapewniające wypłatę świadczeń w razie poważnych chorób, pobytu w szpitalu czy nieszczęśliwych wypadków, które zdarzają się częściej. Szefowa Pramerica Życie podkreśla, iż "wypłata świadczenia jest spełnieniem obietnicy, którą dajemy klientom w momencie zawierania umowy ubezpieczenia. A w naszej działalności, która skupia się na ochronie życia i zdrowia klientów, zaufanie jest kluczową wartością" - podaje "PB". I tak, towarzystwo w omawianym czasie wypłaciło 90,5 mln zł świadczeń ( wzrost o 2,8 proc. więcej niż rok wcześniej). Przy tym, najwyższe świadczenie wypłacone w ciągu ostatniego roku w ramach ubezpieczenia indywidualnego  wyniosło  840 tys. zł, natomiast  750 tys. zł otrzymała osoba posiadająca ubezpieczenie grupowe.

Za ochronę zdrowia   płacimy coraz więcej z własnej kieszeni

Coraz częściej płacimy za świadczenia zdrowotne i to  nie tylko za porady specjalisty, ale też za operacje czy  pobyt w szpitalu - podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 30.07.2018 r.). I  tak, Polacy, którzy zdecydowali się na leczenie u specjalistów poza publiczną opieką zdrowotną, wydawali na nie średnio 82,36 zł na głowę. Natomiast jeśli korzystali również z prywatnej opieki stomatologicznej, kosztowało ich to przeciętnie 539 zł -  pisze gazeta, powołując się na dane najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) „Ochrona zdrowia w gospodarstwach domowych w 2016 r." Według danych GUS,  w ostatnim kwartale 2016 r. za wizyty u specjalistów z własnej kieszeni płaciło blisko 40 proc. Polaków (38,3 proc.), natomiast "na NFZ leczyło się u specjalistów nieco ponad 60 proc." -  informuje dziennik.  Zdaniem dr Jerzego Gryglewicza z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego,  takie dane powinny być dla resortu zdrowia sygnałem do zwiększenia kontraktów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS). "Dostępność specjalistów w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego jest ograniczona. Rynek zawsze weryfikuje dostęp do specjalistów i stomatologów, których większość przyjmuje w Polsce prywatnie" – tłumaczy ekspert.
Coraz częściej z własnej kieszeni Polacy płacą także za pobyt w szpitalu. W 2016 r. z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych opłacono aż 1,2 proc. hospitalizacji , a 2,3 proc. ze środków własnych. Poza środkami NFZ sfinansowano też 3,5 proc. pobytów w szpitalu lub innym stacjonarnym zakładzie opieki zdrowotnej – o 1,1 pkt proc. więcej niż w 2013 r. (2,4 proc.). Poza NFZ sfinansowano także  4,7 proc. hospitalizacji powypadkowych, 3,8 proc. związanych z operacją i 2,8 proc. obserwacji - donosi "Rz".
Z ubezpieczenia dodatkowego lub środków własnych Polacy najczęściej płacili za leczenie uzdrowiskowe, opiekę pielęgnacyjną i rehabilitację poszpitalną.  "W 2016 r. w ten sposób finansowano co piątą kurację uzdrowiskową (19,3 proc. z własnej kieszeni i 3,1 proc. w ramach dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych). Bezpośrednio z portfeli pochodziły też pieniądze za co 10. pobyt wymagający poszpitalnej opieki pielęgnacyjnej (9,2 proc.) lub poszpitalnej opieki rehabilitacyjnej (9,8 proc.)" - informuje dziennik. Według gazety, "osoba nieubezpieczona albo ubezpieczona, ale korzystająca ze szpitalnych świadczeń niefinansowanych przez NFZ, na pobyt w szpitalu wydała średnio 1660 zł, a ponoszący obowiązkowe opłaty za pobyt w sanatorium – 755 zł". Statystyczny pacjent za szpitalne badania nieobjęte refundacją z NFZ zapłacił średnio 290 zł, za leki i wyroby medyczne 158 zł, a za podróż do szpitala bądź sanatorium – 148 zł. Z kolei 100 zł chorzy wydawali na dodatkowe, nierefundowane dyżury przy szpitalnym łóżku, tzw. dowody wdzięczności dla pielęgniarek i lekarzy oraz usługi ponadstandardowe.

SN: zadośćuczynienie  od szpitala dla pacjenta za brak informacji o metodzie znieczulenia

Szpital zapłaci za brak pełnej informacji dla pacjenta o możliwych powikłaniach przy znieczuleniu - orzekł Sąd Najwyższy (sygn. akt. I CSK 550/17). SN przyznał 40 tys. zł zadośćuczynienia mężczyźnie u którego wskutek  wykonania znieczulenia miejscowego  przed zabiegiem  doszło do komplikacji - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 02.08.2018 r.). Albowiem  po operacji - podaje gazeta - ujawniły się u zoperowanego poważne komplikacje neurologiczne. Pacjent miał   niedowład prawej nogi, a badanie rezonansem magnetycznym wykazało u niego uszkodzenie rdzenia kręgowego. Przy tym,  niedowład nogi  pomimo intensywnej rehabilitacji jest już nieodwracalny - twierdzi  dziennik. Poszkodowany zażądał więc od szpitala i jego ubezpieczyciela 270 tys. zł zadośćuczynienia oraz  renty cywilnej w wysokości ponad 2 tys. zł,  uzasadniając swoje żądania brakiem dokładnej informacji o sposobie znieczulania przy zabiegu, co było poważnym uchybieniem. A organizm mężczyzny "źle zareagował na podane leki znieczulające" - zauważa "DGP".  I tak, sąd I instancji zasądził na jego rzecz 50 tys. zł z tytułu zadośćuczynienia za naruszenie jego  prawa  do rzetelnej informacji o sposobie leczenia, możliwych powikłaniach i skutkach terapii. Natomiast w pozostałym zakresie oddalił powództwo. Z kolei sąd apelacyjny przyznane  świadczenie zmniejszył o połowę. Sprawa trafiła do SN, który  uchylił  wyrok sądu apelacyjnego, przejął sprawę do ponownego rozpoznania i zmienił orzeczenie - informuje dziennik.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT