RzF zapowiada więcej szybkich działań na rzecz klientów instytucji finansowych

Zdaniem prof. Mariusza Jerzego Goleckiego, Rzecznika Finansowego, banki robią wiele, żeby roztrwonić zaufanie klientów, a przykład podejścia do kredytów konsumenckich pokazuje, że "branża, póki co, nie traktuje poważnie stanowiska instytucji państwowych" - podaje "Interia.pl” (z 20.01.2020 r.). RzF zapowiada więc  jeszcze szybszą reakcję na pojawianie się podejrzanych produktów na rynku, tym bardziej, iż w br. urząd  ma  znacznie większy budżet (o ok.10 mln zł) i  "dzięki temu będzie można jeszcze skuteczniej stawać w obronie klientów w sporach z instytucjami  finansowymi" - pisze portal. Jak podkreśla prof. Mariusz Jerzy Golecki w rozmowie z "Interia.pl",  klienci masowo decydują się na pójście do sądu, zaś "nie zawsze następcze działania organów powołanych do ochrony konsumentów pozwalają na wyeliminowanie wszystkich skutków negatywnych praktyk rynkowych". A wskazuje na to bardzo często NIK w swoich raportach dotyczących ochrony klientów rynku finansowego - zauważa "RzF". Prof. Golecki przyznaje, iż w opinii lekarzy,  "lepiej zapobiegać, niż leczyć." Rzecznik chciałby więc  przenieść tę maksymę na grunt finansów i "przyczynić się do tego, żeby przeciwdziałać problemom szybciej, zanim osiągną one dużą skalę". A chodzi przede wszystkim o to, żeby szybciej identyfikować pojawienie się produktów, czy praktyk,  niosących za sobą zwiększone ryzyko dla klienta i informowanie o tym. Istotne są tu nie tylko akcje informacyjne dla klientów.

"Chciałbym, żeby branża finansowa dostawała od nas jasną informację: naszym zdaniem źle interpretujecie prawo, stosujecie złe praktyki sprzedażowe" - przyznaje  w portalu prof. Golecki, podkreślając, iż  gdyby RzF istniał 20 lat temu i dysponował rozwiniętym działem analiz, "nie byłoby dziś problemu z kredytami "walutowymi" w takiej skali".  RzF przypomina, iż w latach 2001-2003  pierwsze umowy kredytów waloryzowanych do walut obcych miały inną konstrukcję. Nie zawierały bowiem  w klauzuli waloryzacyjnej tzw. klauzuli przeliczeniowej, czyli tej wprowadzającej spread. "Potem ktoś wymyślił, że jej wprowadzenie to szansa na dodatkowy zysk, a ponieważ nikt tego nie kwestionował,  to rozwiązanie szybko stało się swoistym standardem rynkowym. Teraz sądy uznają nieważność takich umów" - mówi prof. Golecki. Zaznacza, że  gdyby wówczas istniał Rzecznik Finansowy, to "zapewne zwróciłby uwagę na niedozwolony charakter takiego zapisu" - podaje "Interia.pl".

RzF przypomina, iż od początku powstania urzędu Rzecznika Finansowego "sygnalizowaliśmy w ramach postępowań interwencyjnych, że proporcjonalnie powinny być rozliczone wszystkie koszty, również prowizje i opłaty przygotowawcze. W maju 2016 r. pojawiło się wspólne stanowisko RF i UOKiK w tej sprawie". Jednak banki i firmy pożyczkowe je zasadniczo zignorowały.

"Dopiero gdy we wrześniu 2019 r. TSUE potwierdził naszą interpretację obowiązujących przepisów, stopniowo kolejne firmy zaczęły właściwe rozliczać te kredyty i zwracać klientom pieniądze. Niektóre jeszcze wprowadzały klientów w błąd w odpowiedzi na reklamacje. Analizujemy te pisma, które trafiają do nas w trybie interwencyjnym. Wnioski z pewnością przekażemy UOKiK" - zapowiada  Rzecznik Finansowy.

 

 

NIK: instytucje państwa zawiodły w sprawie GetBack SA

 

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) uznała, że instytucje państwowe, a w szczególności Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), nie zapewniły skutecznej ochrony konsumentów przed niezgodną z prawem działalnością firmy GetBack SA. Zdaniem NIK,  działania  te  były nieadekwatne do skali zagrożeń oraz nie w pełni rzetelne - podaje "Puls Biznesu” (Nr z 22.01.2020 r.).  

NIK wskazała w opublikowanym raporcie, iż ponad 9 tys. nabywców obligacji GetBacku nie odzyskało zainwestowanych środków w wysokości  2,5 mld zł, a intensywne działania nadzorcze i kontrole zostały podjęte dopiero po zaprzestaniu obsługi zobowiązań przez spółkę - informuje gazeta.

NIK podkreśliła, iż KNF przez 5 lat nie przeprowadziła w spółce ani jednej kontroli, pomimo że  nadzór otrzymywał wiele sygnałów uzasadniających podjęcie inspekcji, "co pozwoliłoby na wykrycie nieprawidłowości w wycenach pakietów wierzytelności, prowadzących do zawyżenia ich wartości i sztucznego wykreowania wyniku finansowego spółki".  Ponadto, zdaniem NIK, "UKNF do września 2018 r. nie analizował rynku wierzytelności, w szczególności warunków zbywania przez poszczególne banki pakietów wierzytelności (obejmujących niespłacane w terminie kredyty i pożyczki), nabywanych m. in. przez fundusze zarządzane przez GetBack S.A." oraz  nie sprawował także "rzetelnego nadzoru nad towarzystwami funduszy inwestycyjnych (TFI), zobowiązanymi do nadzorowania czynności GetBack S.A.". Nadzór  przez wiele lat akceptował interpretacje przepisów ustawy o obrocie instrumentami finansowymi,  pozwalając firmom inwestycyjnym na sprzedaż obligacji korporacyjnych (w tym GetBack )  bez konieczności zawierania z klientem umowy świadczenie usług maklerskich, a  nabywcy obligacji nie byli zapoznawani z ryzykiem związanym z inwestycją – pisze  "PB".

Zdaniem NIK, dopuszczenie i wprowadzenie przez zarząd  GPW papierów  GetBack S.A. do obrotu giełdowego odbyło się wprawdzie  zgodnie z obowiązującymi przepisami, ale bez „faktycznego nadzoru nad przygotowaniem dla zarządu Giełdy opinii w sprawie dopuszczenia obligacji i akcji GetBack S.A. do obrotu giełdowego". Opinie te, według NIK, zawierały znacząco zaniżoną wielkość  zobowiązań spółki i nie zostały zweryfikowane. Tyle, że  na ich podstawie zarząd GPW uznał, że  może dopuścić papiery wartościowe GetBack S.A. do obrotu i nie występują zagrożenia dla inwestorów. Oznacza to - twierdzi NIK - "że dopuszczenie papierów wartościowych do obrotu na rynku regulowanym było w rzeczywistości uzależnione od oceny sytuacji finansowej GetBack dokonanej przez jednego pracownika, przy braku mierzalnych jej kryteriów i faktycznego nadzoru nad ta oceną". Z kolei  działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) ws. GetBack S.A były - w ocenie NIK - zasadne, ale też długotrwałe i niepełne, "co ograniczało ich skuteczność" - podaje gazeta,  podkreślając, iż "informacje od konsumentów o potencjalnych nadużyciach i nieprawidłowościach w działalności windykacyjnej GetBack S.A. wpływały do UOKiK już od listopada 2014 r."  I co istotne, "dopiero po zaprzestaniu obsługi zobowiązań przez Getback, UKNF, UOKiK i Komisja Nadzoru Audytowego podjęły intensywne działania w celu identyfikacji rodzajów i skali naruszeń przepisów przez tę spółkę i podmioty oferujące jej papiery wartościowe i audytorów badających jej sprawozdania finansowe"- uznała NIK.

 

 

TSUE  doprecyzuje  wykładnię orzecznictwa w sporach frankowiczów z bankami  

 

Sąd Okręgowy w w Gdańsku  skierował pięć pytań  do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w Luksemburgu - informuje "Dziennik Gazeta Prawna” (Nr z 21.01.2020 r.). Gdański SO zapytał m. in., od kiedy "należy liczyć termin wymagalności dla roszczeń konsumenta i banku z nieważnej umowy".  Gazeta twierdzi, że gdyby TSUE uznał, że termin ten uznaje się od daty wyroku w sprawie frankowej, oznaczałoby to, że roszczenia banków o zwrot kapitału się  nie przedawniły. Jeżeli jednak TSUE stwierdzi, że termin ten jest od początku umowy, "to oznaczać to będzie, że roszczenia banków o zwrot kapitału się przedawniły".

 Mec. Barbara Garłacz, radca prawny,  która ma  reprezentować konsumentów przed TSUE, przypomina w dzienniku, iż  z  dotychczasowego orzecznictwa TSUE oraz  stanowiska Komisji Europejskiej (KE) wynika, że "każdy wyrok dotyczący postanowień nieuczciwych musi mieć skutek ex tunc – tj. od chwili zawarcia umowy". Zdaniem mec. B. Garłacz, "taki wyrok ma charakter deklaratoryjny, a nie konstytutywny – jak wskazuje Sąd Okręgowy w Gdańsku". Według prawniczki, odpowiedź, której udzieli TSUE, może natomiast mieć znaczenie dla spraw z powództwa banków,  jak też   tych, w których sądy zamierzają zastosować teorie salda. „Jej zastosowanie zakłada bowiem, ze roszczenie banku o zwrot kapitału się nie przedawniło” – wyjaśnia mec. Barbara Garłacz.

Sąd Okręgowy w Gdańsku zapytał TSUE także o to - pisze "DGP" - czy "powinien informować konsumenta przed stwierdzaniem nieważności umowy – biorąc pod uwagę możliwe roszczenia banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału".  Według gdańskiego SO, instrukcja w tym zakresie płynąca z wyroku w sprawie Dziubak C-260/18 nie jest jasna. Z kolei  mec. Garłacz przyznaje w gazecie, iż biorąc  pod uwagę obecne straszenie kredytobiorców przez banki odsetkami za korzystanie z kapitału, dobrze jest, "aby TSUE wypowiedział się w ramach rozważań, czy bankom w ogóle należą  się odsetki za korzystanie z kapitału, o których ewentualnie miałby informować sąd krajowy".  

Sąd Okręgowy w Gdańsku (w ramach pytań od 1 i 3) chce też od TSUE dostać odpowiedź, czy podpisanie aneksu,  albo  wejście w życie ustawy antyspreadowej, "może wykluczać możliwość  uznania za nieuczciwe postanowień umownych odsyłających do tabel kursowych banków" - informuje dziennik.

 

 

Rzecznik Finansowy gotów pomóc kredytobiorcom frankowym

 

Rzecznik Finansowy jest przygotowany na tegoroczny  wzrost liczby wniosków o wydanie tzw. „istotnego poglądu”  w sporach sądowych, dotyczących kredytów frankowych  - informuje "Dziennik Gazeta Prawna” (Nr z 22.01.2019 r.), powołując się na komunikat RzF.  

Prof. Mariusz Jerzy Golecki  zapowiedział bowiem, iż zamierza  również częściej korzystać z uprawnienia przedstawiania sądowi swojej opinii z urzędu.

 "Będziemy też częściej korzystali z uprawnienia do wydania istotnego poglądu z urzędu.  W tym celu  na bieżąco monitorujemy wokandy,   szczególnie Sadu Najwyższego" -  podkreśla prof. M. Golecki.

Jak podaje dziennik, tylko w 2019 r. RzF wydał 755  "istotnych poglądów", wobec 486 sporządzonych  rok wcześniej. I tak, pierwszy tego typu dokument Rzecznik Finansowy wydał w 2016 r., a więc w pierwszym pełnym roku działalności tej instytucji ( Rzecznik Finansowy  powstał w wyniku   przekształcenia  urzędu Rzecznika Ubezpieczonych, funkcjonującego w latach 1995-2015). Natomiast łącznie w całym 2016 r. RzF wydal 97 istotnych poglądów; w tym  w  2017 r. ponad trzy razy więcej - 326.  Daje to łącznie 1664 "istotne poglądy",  wydane w latach 2016-2019 w sporach sądowych, dotyczących kredytów "frankowych" - pisze "DGP".

Gazeta podkreśla,  iż aby Rzecznik Finansowy mógł przygotować "istotny pogląd w sprawie", potrzebuje mieć wgląd w  kopię akt sądowych sprawy, a w szczególności niezbędne mu są dokumenty takie jak:  pozew, odpowiedź na pozew, kwestionowana umowa wraz z aneksami oraz regulaminem.

 

 

TFI w 2019 r.  zwiększyły aktywa  o 4,4 proc.

 

W 2019 r. aktywa rodzimych towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI) zwiększyły się o 4,4 proc. do  268,1 mld zł -  podaje "Puls Biznesu” (Nr z 17.01.2020 r.), powołując się na dane Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami (IZFiA). Dziennik podkreśla, że w ub. r.  fundusze zwiększały aktywa, nawet jeśli klienci wycofywali pieniądze z części z nich. I tak, najmocniej urosły portfele funduszy dłużnych (o 8,6 mld zł) oraz aktywów niepublicznych (o 1 mld zł). Natomiast o jedną czwartą, a więc o  2,3 mld zł  skurczyły się  aktywa funduszy absolutnej stopy zwrotu - informuje gazeta.

Według danych IZFiA, największym graczem na polskim rynku TFI jest Ipopema  TFI z aktywami na koniec 2019 r.  na poziomie  59,6 mld zł (symbolicznie niższymi  niż  12  miesięcy wcześniej).  Z kolei drugie miejsce na podium pod względem wartości aktywów  zajmuje PKO TFI, które zgromadziło 33,9 mld zł. Natomiast   trzecią lokatę zdobyło  Pekao TFI o aktywach sięgających 21,6 mld zł,  któremu niejako  "depcze po piętach"  TFI PZU (21,2 mld zł)  - pisze "PB".

Dziennik informuje, iż  największą dynamikę  przyrostu aktywów w  2019 r.  odnotowało  Alior TFI,  powiększając  pięciokrotnie stan posiadania do  876  mln zł. Na następnym miejscu ze wzrostem aktywów o  76 proc.  uplasowało się BNP Paribas TFI (do 3,2 mld zł),   zaś o 43 proc. do 732 mln zł  powiększyło poziom zarządzanych środków   Caspar TFI. Z kolei na przeciwnym biegunie znalazło się  Altus TFI,  którego aktywa w 2019 r. zmniejszyły się o  88 proc. do 265 mln zł oraz Lartiq TFI (spadek o 44 proc.; towarzystwo straciło pozwolenie na działalność). Ponadto,  o  25 proc. spadły środki zarządzane przez Skarbiec TFI.

 

 

Seniorzy pożyczają mniej

 

Seniorzy stopniowo znikają  ze spisu Krajowego Rejestru Długów (KRD) - pisze "Rzeczypospolita" (Nr z 21.01.2020 r.). Zobowiązania osób starszych szacowane  łącznie na blisko 6 mld zł w ciągu roku zmalały o pół mld zł, podczas gdy w tym samym czasie o jedną trzecią wzrosło zadłużenie 18. i  25. latków.  Eksperci sądzą, iż jest to nieprzypadkowa zależność. Ich zdaniem, seniorzy obecnie rzadziej biorą kredyty na potrzeby wnuków - zauważa dziennik. Z analiz, jakie przeprowadził KRD  pod koniec 2019 r.  wynika, ze rośnie liczba dłużników w wieku  do 35 lat; dług pokolenia w wieku 18-25 lat powiększył  się o 30 proc.  Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA   przyznaje, iż obecnie, dzięki dodatkowym środkom z programu Rodzina 500+  i  rosnącym płacom  młodzi sami występują  o kredyt,  powoli odciążając dziadków, którzy często pożyczali pieniądze na zaspokojenie potrzeb najmłodszych członków rodziny – podaje gazeta. Według "Rz, obecnie zadłużonych jest blisko 340 tys. emerytów, którzy mają  do spłaty 800 tys. zobowiązań na ok. 5,7 mld zł  (z tego ok. 5 mld zł do oddania firmom finansowym i ubezpieczeniowym). I tak, w porównaniu ze stanem sprzed roku,  grono seniorów z długami zmalało o 26 tys. osób (na początku 2019 r. w KRD odnotowanych było ponad 366 tys. emerytów, którzy mieli do oddania ponad 903 tys. zobowiązań na łączna kwotę 6,3 mld zł).  "Obecnie zadłużonych jest prawie 340 tys. kobiet po 60. roku życia i mężczyzn po 65. roku życia" - donosi gazeta. Średnie zadłużenie emerytów wynosi wprawdzie  ponad 17 tys. zł, ale senior - rekordzista  ma do oddania ponad 8 mln zł.

Wśród emerytów najbardziej zadłużoną grupą wiekową są 65-latkowie, którzy mają także największą liczbę zobowiązań wobec wierzycieli. Te osoby muszą oddać prawie 627 mln zł. Tymczasem najczęściej wypłacana w 2019 r. emerytura dłużnika kształtowała się na poziomie  906 zł.

Jak podaje "Rz", obecnie na liście KRD figuruje ponad 200 tys. emerytek, które mają do oddania ponad 481 tys. różnego rodzaju zobowiązań na łączną kwotę 3,3 mld zł. Przy tym, zadłużonych kobiet jest o blisko 70 tys. więcej niż panów. Z danych KRD wynika, ze największy problem ze spłatą długów mają seniorzy z województwa śląskiego (ponad 54 tys. emerytów, których łączna kwota zadłużenia wynosi blisko mld zł). Za nimi plasują się  emeryci z woj. mazowieckiego z łącznym długiem na poziomie 785 mln zł oraz seniorzy z Dolnego Śląska (568 mln zł zadłużenia).

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT