Rząd przyjął projekt ustawy likwidującej OFE

Rząd przyjął projekt ustawy, która ma definitywnie zlikwidować otwarte fundusze emerytalne (OFE). Projektowana regulacja przewiduje, że "zgromadzone w OFE pieniądze trafią na prywatne indywidualne konta emerytalne ich członków albo – jeśli ci wyrażą taką wolę – na ich konta w ZUS" - informuje „Rzeczpospolita” (Nr z 07.11.2019 r.).   Jednak od pieniędzy, które z OFE trafią na IKE, rząd pobierze 15 proc. prowizji, określanej jako  opłata przekształceniowa. Premier Mateusz Morawiecki tłumaczył - zauważa dziennik - że gdyby tej  opłaty nie było, "pieniądze te byłyby uprzywilejowane wobec emerytur wypłacanych z ZUS, które są opodatkowane". Albowiem środki, które z OFE trafią do ZUS, będą opodatkowane przy wypłacie w ramach emerytury.

"Rząd przekonuje, że 15-proc. opłata pobrana już teraz, przy przenoszeniu pieniędzy z OFE na IKE, jest w przybliżeniu równa przyszłemu podatkowi dochodowemu od świadczeń z ZUS" - pisze gazeta. Ponadto, pieniądze przeniesione na IKE będą podlegały dziedziczeniu, zaś te, które trafią do ZUS – nie.  W opinii "Rz",  ma to "skłonić członków OFE do pozostawienia pieniędzy w IKE mimo opłaty przekształceniowej".

Według założeń rządu,  IKE wybierze co najmniej 80 proc. z 16 mln członków OFE.  Dzięki temu do budżetu ma trafić około 19,3 mld zł opłaty (w OFE znajduje się blisko 160 mld zł). Pieniądze z opłaty mają być podzielone na dwie raty - w 2020 r. byłoby to 13,5 mld zł, a w 2021 r. - 5,8 mld zł.

Przygotowywana regulacja zmienia także zarządzanie aktywami ZUS, które miał w swojej dyspozycji  Fundusz Rezerwy Demograficznej. Po zmianie przepisów zarządzanie tymi środkami ma zostać przekazane   towarzystwu funduszy inwestycyjnych, wyspecjalizowanemu w inwestycjach podmiotowi   zależnemu od Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR). Za zarządzanie aktywami, które trafią do FRD,  PFR pobierze opłatę w wysokości 0,1 proc. aktywów - podaje dziennik.

Zdaniem Pawła Borysa, prezesa PFR,  "jeżeli do ZUS przejdzie 10–20 proc. uczestników OFE, będzie to 16–30 mld zł ulokowanych w blisko 300 różnych instrumentach finansowych, w Polsce i za granicą".  Albowiem   FRD  "nie posiada wiedzy, umiejętności ani zespołu do zarządzania takimi instrumentami finansowymi w takiej skali. I nie jest do tego powołany, bo ZUS nie jest firmą inwestycyjną. Można więc stworzyć z FRD (...) państwowy nowoczesny fundusz emerytalny, zarządzający łącznie z tym, co już w nim jest, 60 mld zł w sposób bezpieczny, efektywny i dający szansę na wysoką stopę zwrotu. Taki, który będzie tworzył realny bufor finansowy dla systemu emerytalnego, a jednocześnie wspierał gospodarkę poprzez zasilanie inwestycji infrastrukturalnych" - podkreśla gazeta.

Co istotne - zauważa "Rz" -  obecnie maksymalny próg, do wysokości którego środki FRD mogą być lokowane w akcje spółek notowanych na GPW oraz w obligacje,  wynosi  30 proc. Prawdopodobne jest więc, ze  zostanie on  podniesiony z 30 do 50 proc. (na  koniec 2018 r. część akcyjna w FRD miała wartość 3,3 mld zł, czyli 8 proc. portfela wartego 42 mld zł).

Ponadto, projekt nowej ustawy zakłada  przekształcenie  powszechnych towarzystw emerytalnych  (PTE), zarządzających  OFE,  w towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI). Natomiast  same  OFE staną się Specjalistycznymi Funduszami Inwestycyjnymi Otwartymi (SFIO), które będą zarządzać przyszłymi IKE. Z kolei  próg minimalnego zaangażowania funduszy, powstałych z przekształcenia OFE  w polskie akcje,  na koniec 2020 r. zostanie obniżony z 90 proc. do 80 proc. - podaje gazeta.

Projektem ustawy w sprawie OFE ma zająć  się wkrótce nowy Sejm RP,  którego  pierwsze posiedzenie zaplanowano na 12 listopada br.

Oszczędności w Otwartych Funduszach Emerytalnych ma około 15,8 mln Polaków, którzy odłożyli na nich blisko 162 mld zł.

 

 

BCC: "Mały ZUS" to niskie świadczenie emerytalne

 

Upłynął termin konsultacji publicznych projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej. Projektowana nowelizacja  zakłada  zmiany w sposobie opłacania małego ZUS przez przedsiębiorców, uzyskujących niskie dochody - informuje "Dziennik Gazeta Prawna” (Nr z 06.11.2019 r.). Przygotowywane przepisy "modyfikują m.in. wysokość progu przychodu, umożliwiającego skorzystanie z ulgi oraz wprowadzają możliwość ustalania podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne na podstawie uzyskanego dochodu" - podaje gazeta. I tak, według nowej regulacji  firmy, które w poprzednim roku kalendarzowym osiągnęły przychód nie wyższy niż 120 tys. zł mogłyby odprowadzać do ZUS składki w obniżonej wysokości. Ponadto,  w myśl nowych rozwiązań przedsiębiorcy otrzymają od ustawodawcy m.in.  wydłużenie  terminu na zdeklarowanie się, że chcą  skorzystać  z" małego ZUS" - pisze dziennik . Będą mogli  to uczynić do końca stycznia nowego roku kalendarzowego, a nie, jak dotychczas, tylko  w ciągu siedmiu dni liczonych od 1 stycznia nowego roku.  W konsekwencji  - podkreśla „DGP" - przedsiębiorcy będą mieli  więcej czasu na załatwienie formalności związanych ze zgłoszeniem stosownej deklaracji do ZUS.

Zdaniem  Business Center Club (BCC),   przygotowywany  projekt noweli  to "krok w dobrym kierunku". Organizacja pracodawców ostrzega jednak  przedsiębiorców, że opłacanie niższych składek na ubezpieczenia społeczne czyli  tzw. „Mały ZUS" grozi  niższymi  emeryturami,   czy rentami  w przyszłości.

 

 

Przesunięcie  terminu likwidacji OFE korzystne dla rządu

 

Na przesunięciu  likwidacji  otwartych funduszy emerytalnych (OFE)  o pół roku skorzystają finanse publiczne. Do   ZUS z OFE może trafić więcej pieniędzy, "nawet 6 mld zł" - podaje  "Rzeczpospolita" (Nr z 06.11.2019 r.).  Ponadto,   przesunięcie terminu  likwidacji OFE o pół roku,  pozwoliłoby rządowi na rezygnację z projektu  zniesienia tzw. limitu 30-krotności dla najlepiej zarabiających Polaków, pomysłu oprotestowanego zarówno przez pracodawców, jak  i  związki zawodowe - pisze dziennik.  Albowiem  oznacza to też dłuższe przekazywanie składek na OFE przez  około   20 proc. osób,  które wciąż są w systemie.  Gazeta szacuje,  iż przez pół roku będzie  to blisko 2 mld zł. A  że od  "tych 6 mld zł budżet nie pobierze opłaty transferowej - to kolejny 1 mld zł", a   w związku z tym "budżet zyskuje netto 3 mld zł" - podaje dziennik.  Marcin Wojewódka z Instytutu Emerytalnego  stwierdza zaś w "Rz", iż rząd  "zyskuje w ten sposób dodatkowe pieniądze w przyszłym roku, a do zniesienia limitu 30-krotności może przecież wrócić w 2021 r., czyli już po wyborach prezydenckich".

Jak  przypomina gazeta,  OFE przekazują do ZUS  - zgodnie z  obowiązującymi przepisami - pieniądze w łamach tzw. suwaka bezpieczeństwa. Są to środki z kont osób, którym zostało co najwyżej dziesięć lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. Według dziennika,  kwota ta ciągle rośnie. I tak,  w 2016 r.  z tego tytułu trafiło do ZUS  3,5 mld zł, a w 2017 r. już 6,1  mld zł. Z kolei  w ub. r. kwota środków odprowadzonych z OFE do ZUS  wynosiła już 8 mln zł,   w 2019 r. ma  sięgnąć  około 10 mld zł, a w 2020 r. może wynieść nawet 12 mld zł.  Ponadto, od  przeniesionych   157 mld zł, znajdujących się obecnie na kontach w OFE,  na nowe indywidualne konta emerytalne ma zostać pobrana tzw. opłata przekształceniowa w wysokości 15 proc. przekazywanych środków.  "Rz" szacuje, że może to  być nawet 24 mld zł, które wpłyną do ZUS w dwóch transzach.

"Dzięki temu rząd będzie mógł zmniejszyć dotację do Zakładu z budżetu państwa" – pisze gazeta.  

 

 

Niezdolność do pracy z powodu choroby jakiś czas temu  nie oznacza z automatu, że „tak będzie zawsze”

 

Nowa wiedza medyczna na temat stanu zdrowia rencisty  uzasadni odebranie mu przez ZUS  renty. Albowiem to, że dana choroba powodowała niezdolność do pracy jakiś czas temu, nie oznacza z automatu, że tak będzie zawsze - pisze „Dziennik Gazeta Prawna” (Nr z  02.11.2019 r.).  Jak informuje gazeta,  Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 20 września 2018 r. ( sygn. akt III AUa 1552/16) , stwierdził , że  "orzeczenie niezdolności do pracy o charakterze trwałym nie wyklucza możliwości poprawy stanu zdrowia ubezpieczonego i nie tylko zmiany stopnia tej niezdolności lub jej okresu, ale nawet późniejszego stwierdzenia ustąpienia tej niezdolności i odzyskania zdolności do pracy, co prowadzi do utraty uprawnień rentowych przyznanych uprzednio na stałe".  Ponadto, krakowski Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę,  że stan wiedzy medycznej z biegiem lat ulega poszerzeniu, podobnie jak procesowi rozwoju podlegają metody leczenia poszczególnych jednostek chorobowych, a to  -  podkreśla dziennik -  "sprzyja możliwości powrotu do zdrowia i wykonywania pracy zarobkowej przy zastosowaniu nowoczesnych metod leczenia schorzeń, w tym leków nowej generacji".

"DGP" komentuje, iż w związku z tym, istotne jest,  że  orzekanie o niezdolności do pracy  dokonuje się zawsze  na podstawie stanu zdrowia osoby badanego, aktualnego "w dacie opiniowania" oraz z uwzględnieniem obowiązującej w tym czasie wiedzy medycznej, co do  rokowań odzyskania zdolności do pracy. Może się więc  zdarzyć - zauważa gazeta - iż "nie tyle, że choroba ustąpi samoistnie, ale poprawią się metody leczenia".

Dziennik podkreśla, że renta z tytułu niezdolności do pracy przyznawana jest na jakiś okres lub na stałe. Jednak stała renta nie oznacza, że stan zdrowia rencisty nie może być kontrolowany. Albowiem zgodnie z art. 107 ustawy o emeryturach i rentach z FUS,  "prawo do świadczeń uzależnionych od niezdolności do pracy oraz wysokość tych świadczeń ulega zmianie, jeżeli w wyniku badania lekarskiego, przeprowadzonego na wniosek lub z urzędu, ustalono zmianę stopnia niezdolności do pracy, brak tej niezdolności lub jej ponowne powstanie".

 

 

Sąd:  W  sprawie emerytur kobiet urodzonych w 1953  powinien mieć zastosowanie art. 114 ust. 1 ustawy emerytalnej, a nie  k.p.a.

 

Sąd stanął po stronie kobiet urodzonych w 1953 r., a wbrew  stanowisku  ZUS.  Jak wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Łomży  z 18.10.2019 r. (sygn. akt III U 428/19) - informuje „Dziennik Gazeta Prawna” (Nr z 08.11.2019 r.), panie  urodzone w 1953 r. powinny móc złożyć wniosek do ZUS  o ponowne ustalenie wysokości świadczenia, "bez względu na to, ile czasu upłynęło od wydania przez ZUS decyzji w ich sprawie".  Łomżyński SO orzekał w sprawie  kobiety urodzonej w 1953 r., której  w  2008 r.  ZUS przyznał  wcześniejszą emeryturę, a  po osiągnięciu przez powódkę wieku emerytalnego,  w 2014 r.  ustalił jej  świadczenie emerytalne - pisze gazeta. "Jego wysokość obliczono z zastosowaniem (zmodyfikowanego 1 stycznia 2013 r.) art. 25 ust. 1b ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz.U. z 2018 r. poz. 1270)". W rezultacie podstawa wymiaru emerytury kobiety z tytułu osiągnięcia przez nią  powszechnego wieku emerytalnego została pomniejszona o kwotę wcześniej wypłaconych świadczeń (tzw. wcześniejszych emerytur), co automatycznie przełożyło się na jej niższą wysokość - podaje dziennik.

"DGP" przypomina, że  przepis ten  budził wątpliwości i został zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego (TK) przez Sąd Okręgowy w Szczecinie, który stwierdził, iż przepis ten  narusza "zasadę zaufania obywateli do państwa i prawa. (...) Osoby, które zdecydowały się przejść na wcześniejszą emeryturę, nie wiedziały, że ta decyzja zaważy na wysokości ich świadczenia powszechnego". TK stwierdził zaś w marcu 2019 r. (sygn. akt P 20/16), że ustawodawca naruszył konstytucję, wprowadzając z zaskoczenia nieznaną wcześniej zasadę obniżenia emerytury powszechnej  o  kwoty uprzednio pobranych wcześniejszych świadczeń. Po tym  orzeczeniu TK wszystkie kobiety urodzone w 1953 r. zyskały więc prawo wznowienia postępowania na podstawie art. 190 ust. 4 , tyle, że  przepisów realizujących wyrok TK  nadal  nie ma, zaś sytuacja prawna powódek z 1953 nie jest jednolita – tłumaczy dziennik.  Tymczasem ZUS  stoi na stanowisku, że uchylenie decyzji nie może nastąpić, jeżeli od dnia doręczenia lub ogłoszenia decyzji upłynęło pięć lat (art. 146 par. 1 k.p.a.). A tak zdarzyło się w sprawie, którą rozstrzygał łomżyński sąd. Powódka złożyła bowiem w ZUS  wniosek o wznowienie postępowania w związku z wyrokiem TK. ZUS  wznowił postępowanie, ale odmówił uchylenia decyzji z  2014 r., uzasadniając to art. 146 par. 1 k.p.a - pisze gazeta. Kobieta odwołała się do sądu, a ten   zmienił zaskarżoną decyzję i ustalił kobiecie prawo do przeliczenia emerytury. Sąd Okręgowy w Łomży uznał, że "w sprawie powinien mieć zastosowanie art. 114 ust. 1 ustawy emerytalnej, a nie k.p.a." Zdaniem sądu, przywołany przepis przewiduje wznowienie postępowania, co  w konsekwencji  "pozwala na ponowne ustalenie wysokości świadczenia". Albowiem zgodnie z nim  "w sprawie zakończonej prawomocną decyzją organ rentowy uchyla ją lub zmienia i ponownie ustala prawo do świadczeń (lub ich wysokość), jeżeli przyznanie świadczeń lub nieprawidłowe obliczenie ich wysokości nastąpiło na skutek błędu organu rentowego. Za taki błąd uznaje się każdą obiektywną wadliwość decyzji, niezależnie czy jest ona skutkiem zaniedbania, pomyłki czy wadliwej legislacji" - podaje „DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT