Ubezpieczyciel zapłaci za uszkodzenie pojazdu spowodowane przez jego pasażera

Jeśli auto uszkodzi pasażer, właściciel pojazdu może  dochodzić od niego, jako sprawcy zdarzenia, poniesienia kosztów naprawy  - twierdzi  ‘Dziennik Gazeta Prawna’(Nr z 10.08.2017 r.).  Według gazety, znacznie prościej jest  jednak  zlikwidować szkodę u ubezpieczyciela. ‘Rzecz w tym, że korporacje nie chcą płacić. W wielu przypadkach niesłusznie’ - zauważa dziennik. Zdaniem Tomasza Młynarskiego, radcy prawnego w   Biurze Rzecznika Finansowego (RzF),  automatyczna odmowa wypłaty świadczenia  z powodu uszkodzeń spowodowanych przez pasażera  pojazdu jest nieuzasadniona. Albowiem  ‘odmowa będzie uzasadniona tylko wówczas, gdy szkoda wynika z wyłącznej winy pasażera (...) a  więc  takiej, na którą żadnego wpływu nie miał kierujący lub posiadacz pojazdu. Gdy bowiem przy zdarzeniu choćby ułamkiem winy można obciążyć kierowcę, zakład ubezpieczeń już nie powinien odmówić wypłaty’ - uważa mec. Młynarski.  Według eksperta z Biura RzF,  ‘chodzi  głównie o przypadki, kiedy kierujący zatrzymuje samochód  w niedozwolonym miejscu na ulicy i pasażer wysiada. W takich wypadkach (...) kierujący przyczynia się do powstania szkody. Nie można więc mówić o wyłącznej winie pasażera. (...) gdyby  nie fakt zatrzymania samochodu przez kierowcę w tym, a nie innym miejscu, zapewne do zdarzenia by nie doszło’. Podobnie będzie, gdy kierujący autem zatrzyma się np. na parkingu, lecz w zbyt małej odległości od sąsiedniego samochodu  –  zauważa  ‘DGP’.
Wprawdzie  według art. 34 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych ‘odszkodowanie z ubezpieczenia OC  posiadaczy pojazdów  mechanicznych  przysługuje,  jeżeli posiadacz  lub kierujący  są  obowiązani do  odszkodowania  za  szkodę  wyrządzoną  w  związku z  ruchem  tego pojazdu’ - przypomina gazeta. Jednak już  w 1975 r. Sąd Najwyższy uznał, że ‘związana z ruchem pojazdu jest szkoda powstała podczas wsiadania pasażera do pojazdu stojącego w gotowości do odjazdu, choćby z wyłączonym jeszcze silnikiem (wyrok z 14 kwietnia 1975 r., sygn. akt II CR 114/75)’ - podaje dziennik.

Direct ponownie na fali

Według danych   Polskiej  Izby Ubezpieczeń  (PIU), po kilku latach stagnacji  sprzedaż ubezpieczeń  direct (przez internet i telefon) ruszyła pełną parą  - pisze  ‘Rzeczpospolita’ (Nr z 07.08.2017 r.). Dziennik   szacuje,  iż  w ciągu roku   sprzedaż polis OC w nowym kanale direct  wzrosła  o ponad 70 proc. W opinii gazety,   przyczynił się do tego prawdopodobnie wzrost cen polis komunikacyjnych. W  I kw. 2017 r.   roku klienci kupili przez internet i telefon ponad 520 tys. polis OC, płacąc ponad 350 mln zł składki. Zdaniem  Adama Uszpolewicza, prezesa Avivy,  kiedy ceny OC  zaczęły rosnąć, klienci częściej sprawdzali stawki w internecie. W rezultacie - mówi A.Uszpolewicz -  ‘ sprzedaż przez internet zwiększyła się przez ostatnie półtora roku o 40–50 proc.’ A to  oznacza - zauważa ‘Rz’ -  że blisko  15 proc. wszystkich polis OC jest sprzedawanych bez   pośrednictwa  agenta ubezpieczeniowego. W związku  z  tym  na znaczeniu  zyskały prowadzone  przez   multiagencje  porównywarki internetowe,  pokazujące  najkorzystniejsze oferty. Ponadto, klienci w  internecie  łatwo także mogą sprawdzić opinie innych klientów.
Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl. tłumaczy w gazecie, iż   przez  cały  br.   jest  widoczne  ‘większe zainteresowanie porównywaniem i zakupem polis OC w trybie online’.  Dane Ubea.pl wskazują także, że przeciętne ubezpieczenie OC dla kierowców przez sześć miesięcy (styczeń 2017 r. – lipiec 2017 r.) podrożało o 15 proc. Z kolei zdaniem Tomasza Amanowicza, dyrektora sprzedaży bezpośredniej w porównywarce ubezpieczeniowej Superpolisa.pl,  trudno jest jednoznacznie powiedzieć, że  obserwowany  wzrost sprzedaży w kanale direct  wynika  ze wzrostu zainteresowania klientów zakupem przez telefon czy internet. ‘Jesteśmy obecnie na etapie intensyfikacji rozwoju kanału direct, zatrudniamy konsultantów, a więc na dobry wynik wpływamy w dużym stopniu wewnętrznymi działaniami’ – mówi Amanowicz. 
Wzrost sprzedaży polis  w kanale direct  widać też w ubezpieczeniach wypadków (z 200 tys. do 320 tys. r.d.r.) i szkód spowodowanych żywiołami (wzrost liczby polis z 38,5 tys. w I kw. 2016 r. do blisko 60 tys. w I kw. 2017 r.) - podaje dziennik.
Agnieszka Wrońska, prezes Link4   twierdzi w gazecie, że firma odnotowała bardzo duży wzrost sprzedaży przez internet i telefon  ubezpieczeń mieszkaniowych i turystycznych.
W opinii gazety,  rynek direct nie zagraża jednak pozycji pośredników, gdyż przez internet i telefon można kupić tylko najprostsze polisy. ‘Przy skomplikowanych ubezpieczeniach pomoc agenta czy brokera nadal jest niezbędna’ - podkreśla ‘Rzeczpospolita’.

Polacy wolą ubezpieczać swój majątek  niż  zdrowie

Tylko co trzeci Polak bierze pod uwagę, że może poważnie zachorować - wynika z  niepublikowanych jeszcze badań firmy ubezpieczeniowej Prudential - donosi ‘Gazeta Wyborcza’(Nr z 10.08.2017 r.).  I tak, połowa respondentów, którzy nie obawiają się choroby, twierdzi, że   ‘zdrowo się prowadzi, w związku z czym jest ‘impregnowana’ na ciężkie choroby’.  Z kolei  ‘47 proc. ankietowanych  opiera swój brak kryzysowego scenariusza na tym, że... są w życiu optymistami.’ - pisze dziennik. Zaś trzecia grupa to ci, którzy nie myślą o tym,  co będzie w przyszłości i żyją dniem dzisiejszym.
Według ‘Wyborczej’,  ta  ‘jedna trzecia Polaków biorących pod uwagę pechowy scenariusz z ciężką chorobą w tle (nowotwór, choroba serca, udar, wylew i inne) w 40 proc. przyznaje, że ich ostrożność bierze się z osobistych doświadczeń’.  ‘GW’ podkreśla, że  Polacy  większą wagę przywiązują   do ubezpieczania swojego majątku (samochód, mieszkanie) niż  ubezpieczania zdrowia, ‘ rąk, nóg i głów’.  Stosunkowo mały procent Polaków kupuje polisy ubezpieczeniowe, które pozwalają pokryć wydatki na leki i sfinansować koszty życia w czasie choroby. Jak podaje gazeta, powołując się na  niedawne  badania przeprowadzone na zlecenie Nationale-Nederlanden, 48 proc. Polaków przyznaje się do posiadania grupowych ubezpieczeń na życie sprzedawanych  za pośrednictwem zakładów pracy i szkół. ‘Są to z reguły tanie polisy ze składką pobieraną bezpośrednio z pensji i okrojonym zakresem świadczeń’.  Popularne są też obowiązkowe ubezpieczenia samochodu (ma je 45 proc. Polaków) oraz polisy mieszkaniowe (42 proc.). Jedynie co czwarty Polak ma dodatkowo wykupione  ubezpieczenie na życie  - informuje dziennik. Z kolei  tylko 44 proc. uważa, że poradzi sobie finansowo w sytuacji  poważnej choroby.
Większość Polaków nie posiada polisy na życie z  ochroną  w przypadku poważnych zachorowań, albowiem  mają one  opinię drogich, wymagających poświęcenia kilkuset zł miesięcznie. Tymczasem  ‘ubezpieczenia na życie z opcją poważnych zachorowań z reguły kosztują nie więcej niż 100-150 zł miesięcznie, a w przypadku mniejszych sum ubezpieczenia (poniżej 100 tys. zł) – nawet kilkadziesiąt złotych miesięcznie’ - twierdzi ‘Wyborcza’. Gazeta podkreśla, iż  polisy  od ciężkich zachorowań są często niezrozumiałe nawet dla ich posiadaczy. Według  badania Prudentiala,  o ile 63 proc. posiadaczy polis na życie zna ich szczegóły, to  w przypadku polis dotyczących poważnych zachorowań jest to tylko 42 proc.

Polacy zadłużeni u ubezpieczycieli na blisko 142,4 mln zł.

Prawie 123 tys. dłużników firm ubezpieczeniowych ma w sumie ponad 160 tys. niezapłaconych zobowiązań o wartości około podaje ‘Rzeczpospolita’(Nr z 09.08.2017 r.) za danymi  Krajowego Rejestru Długów (KRD). Jest to jednak tylko część zobowiązań wobec towarzystw ubezpieczeń - pisze dziennik - a łączny dług ‘byłyby większy, gdyby firmy ubezpieczeniowe decydowały się częściej wpisywać tych, którzy nie opłacają składek’. Albowiem  długi wobec towarzystw to przede wszystkim niezapłacone składki za ubezpieczenia komunikacyjne - twierdzi gazeta. I podkreśla , że ‘najczęstszą  zaś  przyczyną zadłużenia kierowców jest zapomnienie albo niewiedza właścicieli aut, niekompetencja agentów, a czasem oszustwa kierowców’.. Zdarza się bowiem, że kupujący auto zawiera  nową  polisę  ubezpieczeniową  nie  wypowiadając tej starej, wykupionej przez poprzedniego właściciela. Wtedy pojawia się problem podwójnego OC i podwójnych opłat, z którego istnienia kierowcy nie zdają sobie sprawy - tłumaczy   Jakub Kostecki, prezes Kaczmarski Inkasso.  I tak,  blisko  78 proc. dłużników firm ubezpieczeniowych stanowią mężczyźni (oni są  najczęściej  właścicielami samochodów  i  to ich nazwiska widnieją na polisach). Według ‘Rz’, panowie mają do oddania blisko 128,5 tys. zobowiązań  na  łączną  kwotę ponad 117 mln zł.
Z kolei  największy dług wobec ubezpieczycieli - ok. 25 mln zł - mają mieszkańcy woj. mazowieckiego; następnie mieszkańcy Dolnego Śląska -  ponad 15,4 mln zł długu. Na  trzecim miejscu pod względem zadłużenia  wobec  ubezpieczycieli  mają   mieszkańcy  woj. śląskiego (15,2 mln zł długu).  Natomiast  najrzetelniej składki ubezpieczeniowe płacą mieszkańcy Podlasia (dług - 2,7 mln zł), Opolszczyzny (2,9 mln zł) oraz woj. świętokrzyskiego (3,3 mln zł długu).
Jak zauważa gazeta, zadłużenie klientów ubezpieczycieli figurujące w KRD byłoby sporo wyższe, gdyby towarzystwa częściej decydowały się na wpisywanie dłużników do rejestru.
Rekordzistą odnotowanym przez KRD jest  mężczyzna z Małopolski, który ma do oddania  tylko jednemu ubezpieczycielowi 584,6 tys. zł  z  tytułu regresu ubezpieczeniowego, czyli roszczenia zwrotnego przysługującego zakładowi ubezpieczeń. 

Ubezpieczenie ochrony prawnej przydaje się  na wakacjach

Kupując bilet na pociąg, który ma nas zawieść na wakacje, do pracy czy na spotkanie, zawieramy z przewoźnikiem umowę, która daje nam określone prawa. Dobrze o tym pamiętać nie tylko w sezonie wakacyjnym - przypomina  D.A.S. Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. w  ‘Dzienniku Gazecie Prawnej’(Nr z 08.08.2017 r.). Tak więc, ‘obowiązki należytego wypełnienia warunków umowy przez  przewoźnika rodzą się wraz z zakupem biletu. W razie ich niedopełnienia  ewentualną  reklamację przez pasażera gwarantują przepisy krajowe oraz unijne. W związku z tym, można również ubiegać się  np. o rekompensatę za opóźnienie  pociągu dalekobieżnego jadąc  przez państwa unijne - mówi w gazecie  Marta Gradowska ekspertka D.A.S.
W przypadku opóźnień pociągów,   najistotniejsze prawa nabywamy po 1 godzinie czekania. Gdy więc  zachodzi uzasadnione przypuszczenie ponad  60-minutowego opóźnienia przyjazdu do miejsca przeznaczenia,  ‘pasażer zyskuje prawo do: zwrotu kosztu zakupionego biletu, zmiany trasy i skorzystania z najbliższych możliwych połączeń do docelowej lokalizacji na porównywalnych warunkach, dokonania zmiany rezerwacji na późniejszy, dogodny termin lub bezpłatnego przejazdu do miejsca rozpoczęcia podróży w najbliższym możliwym terminie, gdy dalsza podróż jest bezcelowa’ - pisze ‘DGP’. Z kolei w przypadku pociągów dalekobieżnych, typu Express, Express InterCity, EuroCity, EuroNight, po godzinie oczekiwania pasażer zyskuje prawo do rekompensaty w wysokości 25 proc. ceny biletu, a gdy opóźnienie przekroczy 2 godziny,  wzrasta ona do 50 proc. Jednak  regulacje te nie obejmują przewozów miejskich, podmiejskich i regionalnych.
Marta Gradowska z DAS SA  podkreśla,  że   prawo do częściowego zwrotu ceny biletu w ramach rekompensaty za opóźnienie jest niezależne od przyczyn opóźnienia pociągu.
Trzeba jednak pamiętać,  że o odszkodowanie za opóźnienie możemy ubiegać się tylko, gdy cena biletu przekracza minimalny próg równowartości 4 euro.  Samą reklamację oraz wniosek o rekompensatę należy złożyć nie później niż rok od nieterminowego przejazdu. Jeśli bilet został nabyty przez Internet, to w przypadku niektórych przewoźników reklamację można również złożyć online  - radzi ekspertka z DAS SA.  Przewoźnik ma  30 dni  na odpowiedź. W razie odmowy wypłaty odszkodowania lub jego nieadekwatnej kwoty należy się liczyć z koniecznością skierowania takiej sprawy do sądu. Przydatnym w takiej sytuacji może być posiadanie ubezpieczenia ochrony prawnej w ramach którego  można skorzystać  z porad prawnych. Jest to ważne, gdy wyczerpią  się  polubowne możliwości rozwiązania sporu. Wówczas  ubezpieczenie ochrony prawnej sfinansuje koszty sądowe i koszty prawnika reprezentującego nas w sądzie - informuje dziennik.  W opinii gazety, taka polisa może się również przydać  ‘w przypadku kłopotów w podróży innymi środkami transportu, np. w razie opóźnienia samolotu, zgubienia przez linie lotnicze naszego bagażu czy problemów prawnych związanych z prowadzeniem auta, także na zagranicznych drogach’.

Rynek polis, gdzie stawka zależy od stylu jazdy, dopiero raczkuje

Przeciętny polski kierowca miesięcznie pokonuje 2 tys. km i rzadko dostaje mandaty - pisze ‘Dziennik Gazeta Prawna’(Nr z 10.08.2017 r.), powołując się na  badanie przeprowadzone przez Kantar TNS dla Ergo Hestii: ‘Codzienna jazda polskich kierowców’. Wynika z niego, że posiadacze prawa jazdy sporo czasu spędzają za kółkiem. I tak,  średnia miesięczna wynosi 1958 km (w przypadku użytkowników  aut służbowych  średnia jest o 516 km wyższa). Zaś  niemal co trzeci kierowca deklaruje, że jego miesięczny dystans nie przekracza 500 km - twierdzi gazeta.  Przy tym aż  88 proc. kierowców deklaruje,  że w ciągu ostatniego roku nie otrzymało ani jednego mandatu za nadmierną prędkość.  A prawie co trzeci przyznaje, że spowodował wypadek lub stłuczkę. Większość z nich - 62 proc. -  przyznała się do jednego takiego zdarzenia z  winy własnej, aż 27 proc. spowodowało dwie stłuczki lub wypadki, 6 proc. – trzy, 1 proc. – cztery, a  4 proc. ankietowanych – aż pięć.  Witold Jaworski z firmy YU! oferującej ubezpieczenie Pay How YU! Drive (płać jak jeździsz), w którym dane o stylu jazdy kierowcy są analizowane przy współpracy z popularną aplikacją Yanosik, twierdzi, że  styl jazdy mówi dużo więcej o kierowcy niż marka pojazdu, czy jego  historia  szkodowości.   Im bardziej agresywnie jeździ kierowca, tym większe ryzyko wystąpienia szkody. I odwrotnie. ‘Teoretycznie, rozsądnie jeżdżący kierowca, mający ‘czystą kartę’ już teraz powinien mniej wydawać na ubezpieczenie. Jednak tradycyjny sposób szacowania ryzyka sprawia, że nie może skorzystać z premii za styl jazdy, bo znajduje się w statystycznie bardziej szkodowej grupie. Dotyczy to szczególnie młodych kierowców czy osób, które są objęte wyższą składką ze względu na rodzaj pojazdu, jakim jeżdżą, albo miejsce zamieszkania’ - zauważa ‘DGP’. Przy tym, z badań Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG) wynika, że  aż dwie trzecie młodych kierowców jest zainteresowanych ubezpieczeniem, którego wysokość jest uzależniona od stylu jazdy. Zyskać na takiej polisie  mogą tylko kierowcy, którzy jeżdżą odpowiedzialnie -  pisze gazeta. Jednak zdaniem   Marcina Tarczyńskiego  z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), rynek polis, w których składka zależy od stylu jazdy, dopiero raczkuje.  Tarczyński podkreśla,  że ‘ubezpieczyciele zawsze będą poszukiwać sposobu, aby jak najdokładniej szacować ryzyko (...) Dla niektórych kierowców stworzy to szanse na niższe stawki’.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT