Afera GetBacku, to "nie jest kryzys branży windykacyjnej, ale rynku finansowego"?

Branża windykacyjna nie otrząsnęła się jeszcze po wybuchu afery GetBacku.  Akcje innych spółek z branży poszły w dół (podobnie jak właściwie cała warszawska giełda). Spadły też notowania ich obligacji. W efekcie windykatorom trudniej pozyskiwać fundusze na kolejne zakupy portfeli wierzytelności -  informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 18.09.2018 r.). Ponadto,  firmom nie sprzyja również  to, że "właśnie minęliśmy szczyt koniunktury w gospodarce". Na przykład cena akcji Kruka, lidera rynku windykacji w Polsce, w pierwszej połowie lipca 2018 r. spadła do najniższego poziomu od ponad dwóch lat - pisze dziennik. Wtedy firma zapowiedziała „przegląd opcji strategicznych”. Jedną z nich miało być pozyskanie międzynarodowego partnera finansowego. Z kolei w przypadku Bestu,  wahania kursu akcji były  mniejsze, ale  "za to wyraźnie potaniały niektóre serie obligacji spółki notowane na giełdowym rynku Catalyst". Papiery, które mają być wykupione we wrześniu 2021 r., na początku roku wyceniane na 98–99 proc. wartości nominalnej, mają bieżący kurs nieco ponad 90 proc. nominału. Podobnie jest z tymi, których termin wykupu przypada we wrześniu 2022 r. Zaś  Best ogłosił, że wstrzymuje się z plasowaniem nowych emisji, co spółka uzasadniała bieżącą sytuacją rynkową. Firma zadeklarowała, iż " mamy zabezpieczone finansowanie na długoterminową działalność, stąd nie ma potrzeby korzystania z publicznych emisji obligacji.(...) zabezpieczyliśmy płynność finansową spółki, a planowane spłaty obligacji będą realizowane zgodnie z harmonogramem". Zdaniem Krzysztofa Borusowskiego, prezesa Bestu, "nie ma kryzysu branży windykacyjnej, ale jest kryzys rynku finansowego. Jako branża mamy problem z finansowaniem. Ale to znowu dotyczy nie tylko windykacji. Rynek długu korporacyjnego w zasadzie zamarł" – podaje "DGP". I zauważa, iż "nie oznacza to, że branża w ogóle wstrzymuje się z zakupami". Jak przyznaje w dzienniku Piotr Krupa, "drugie półrocze powinno przynieść więcej inwestycji również za granicą. (...). Coraz efektywniej obsługujemy portfele nabyte w krajach o dłuższej historii działalności, ale także we Włoszech i w Hiszpanii".
Z kolei Krzysztof Borusowski podkreśla, iż wyceny wierzytelności są wciąż na wysokim poziomie, pomimo istotnego spadku związanego z wypadnięciem GetBacku z procesów zakupowych. W opinii szefa firmy Best, jednak "obserwujemy już kilkunastoprocentowy spadek cen w stosunku do ub.r., przede wszystkim z powodu nieobecności GetBacku".

Przy bankowym przelewie środków bardziej ważny numer   konta odbiorcy niż jego dane osobowe

Realizując bankowy  przelew, warto wiedzieć, kiedy zostanie on zaksięgowany, a pieniądze dostarczone na konto adresata. Podobnie, kiedy to my oczekujemy gotówki na koncie i chcemy wiedzieć, w jakich godzinach można się jej spodziewać. "Rzeczpospolita"(Nr z 13.09.2018 r.) radzi, aby w celu sprawdzenia, o której godzinie nasz przelew dojdzie na konto,  spojrzeć na sesje wychodzące z banku nadawcy, ponieważ to  "najbliższa godzina po wysłaniu przelewu jest tą rzeczywistą wysłania przekazu przez bank" .  Następnie należy wziąć pod uwagę trzy sesje KIR Banku NBP, które odbywają się w godzinach: od 16.00 poprzedniego dnia roboczego do 9.30 (księgowanie o 11.00); od 9.30 do 13.30 (księgowanie o 15.00)  oraz od 13.30 do 16.00 (księgowanie o 17.30).  Dziennik podkreśla, iż sesje rozliczane są  tylko w dni robocze przez Krajową Izbę Rozliczeniową. Co istotne, każdy bank ustala własne sesje bankowe o różnych godzinach dnia, do których musi się stosować, gdyż pieniądze powinny być zaksięgowane na rachunku bankowym najpóźniej w następnym dniu roboczym po jego przyjęciu - wyjaśnia gazeta. Warto wiedzieć, że jeśli przy wpisywaniu danych do przelewu pomylimy adres lub nazwisko odbiorcy, przelew i tak do niego dotrze. Gorzej jest, jeśli zrobimy błąd w numerze konta, ponieważ  banki weryfikują odbiorcę tylko po numerze konta - ostrzega "Rz". System informatyczny banku nie wyłapie bowiem  błędu w kolejności cyfr i "jeśli np. zrobimy tzw. czeski błąd, pieniądze trafią na konto innej osoby". W takim wypadku, "jeśli zorientujemy się szybko, i nasz przelew nie zostanie jeszcze zrealizowany w systemie Elixir, możemy go anulować poprzez infolinię lub bankowość internetową". Jednak  w niektórych bankach przelewu zleconego online z datą bieżącą nie można już cofnąć - pisze gazeta. Ponadto, zawsze na dzień przed realizacją możemy anulować zlecenie z datą przyszłą lub zlecenie stałe. Natomiast jeśli zaś pomyłkę zauważymy po zrealizowaniu przelewu, musimy jak najszybciej zgłosić jego reklamację  poprzez infolinię, internet lub osobiście w oddziale. Wówczas bank przekaże  naszą reklamację o zwrot przelewu do banku odbiorcy lub bezpośrednio do adresata (jeśli jest to ten sam bank).Niestety, odbiorca omyłkowego przelewu musi wyrazić zgodę na jego zwrot. "Jeśli odmówi, pozostaje nam droga sądowa" - podkreśla dziennik. Albowiem zgodnie z art. 405 kodeksu cywilnego, "osoba, do której trafiły nasze środki, uzyskała nieuzasadnioną korzyść majątkową i ma obowiązek ją zwrócić".

Alior Bank pod lupą nadzoru finansowego

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wszczęła postępowanie administracyjne wobec Alior Bank - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 19.09.2018 r.)za PAP. Nadzór   podejrzewa, iż bank naruszył  przepisy  ustawy o obrocie instrumentami finansowymi w związku z zapisami na certyfikaty inwestycyjne funduszy: WI Inwestycje Selektywne Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych, SGB WI Lasy Polskie Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych, WI Inwestycje Rolne Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych, a także WI Vivante Fundusz Inwestycyjny Zamknięty Aktywów Niepublicznych. Gazeta podaje, iż funduszami tymi zarządzał  W Investments, a FinCrea TFI administrowała i dokonywała wyceny aktywów. Według dziennika, Alior Bank naruszył przepisy ustawy  między innymi " w związku z brakiem zawarcia pisemnych umów dotyczących świadczenia usług maklerskich, w związku ze świadczeniem usług maklerskich bez uwzględnienia najlepiej pojętego interesu klienta i w związku z przekazywaniem klientom bez uprzedniego zawarcia z nimi umów o doradztwo inwestycyjne, pisemnych rekomendacji dotyczących instrumentów finansowych".
"Rz"  przypomina, iż  listopadzie 2017 r. KNF cofnęła licencję FinCrea TFI i nałożyła na towarzystwo 5 mln zł kary za  niewykonanie "bieżącego nadzoru nad podmiotem, któremu FinCrea TFI powierzyło zarządzanie portfelem inwestycyjnym Inwestycje Rolne FIZAN, Inwestycje Selektywne FIZAN, Vivante FIZAN oraz Lasy Polskie FIZAN oraz rażące naruszenie przez Inwestycje Rolne FIZAN, Inwestycje Selektywne FIZAN, Vivante FIZAN oraz Lasy Polskie FIZAN postanowień statutów w zakresie wykupu certyfikatów inwestycyjnych w okresie od dnia 30 czerwca 2016 r. do dnia 30 czerwca 2017 r".
Ponadto, za te same fundusze KNF  nałożył niedawno 5  mln zł kary na Raiffeisen Polbank, który był depozytariuszem i w związku  z wykonywaniem  tej funkcji przez bank doszło do szeregu nieprawidłowości; bank nie działał niezależnie i w interesie uczestników Funduszy, do czego był zobligowany - zauważa gazeta. 

Będzie sprawa frankowicze kontra Skarb Państwa ?

Frankowicze chcą pozwać  Skarb Państwa w pozwie zbiorowym - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 17.09.2018r.). Jak przyznaje  Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, organizacja jest w trakcie zbierania pierwszej grupy. "Zainteresowanie wyraziło kilkaset osób. Zakładamy, że powództwo trafi do sądu na początku 2019 r."- mówi w gazecie  A. Szcześniak. Frankowicze  będą w pozwie  chcieli  wykazać wiele zaniechań po stronie państwa i jego instytucji  - pisze dziennik. "Uważają, że aparat państwowy najpierw pozwolił oferować kredyty na nieuczciwych warunkach, a już po stwierdzeniu niedozwolonych praktyk nie pomógł ludziom w walce z wyzyskującymi ich bankami" . Zdaniem Szcześniaka, w związku z niedawnym raportem  Najwyższej Izby Kontro, powinno to być łatwiejsze niż jeszcze kilka miesięcy temu.
Według kredytobiorców, podstawowe zarzuty są dwa. Jeden dotyczy działań Komisji Nadzoru Bankowego (KNB), której urzędnicy w oficjalnych  dokumentach wskazywali, "że wahania kursu walut, w tym przede wszystkim franka szwajcarskiego, nie powinny przekroczyć 20 proc. wartości i w ten sposób wprowadzili ich w błąd. Albowiem "doskonale wiedzieli, że zaciągając kredyt w walucie obcej (lub denominowany w tejże walucie), są narażeni na ryzyko kursowe. Tyle, że nie mieli świadomości (...) że będzie ono aż takie". Największe zastrzeżenia dotyczą rekomendacji S wydanej w 2006 r.  -  podaje "DGP". Z kolei drugi zarzut dotyczy sytuacji po udzieleniu kredytów. Chodzi zwłaszcza o implementację dyrektywy nr 93/13/EWG w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. Kredytobiorcy uważają, że choć formalnie prawo unijne zostało implementowane do polskiego porządku prawnego, to zrobiono to wadliwie. Przez lata wpisywano do rejestru kolejne klauzule niedozwolone, lecz nie przekładało się to na los samych konsumentów. Kończyło się bowiem na wpisie, a nie było zaś skutecznej egzekucji, by przedsiębiorcy nie wykorzystywali klauzul abuzywnych - pisze  dziennik. Zdaniem  Jerzego Bańki, wiceprezesa Związku Banków Polskich (ZBP), pomysł pozywania Skarbu Państwa oznaczałby, że kredytobiorcy chcieliby, aby państwo uniemożliwiło im w przeszłości zawieranie umów. "Jestem skrajnie przeciwny poglądowi, który sprowadzałby się do tego, że instytucje państwowe powinny na siłę chronić obywateli przed zawieraniem umów, które chcą oni zawrzeć" - twierdzi J. Bańka.
Polacy zawarli 1 mln umów kredytów objętych ryzykiem walutowym (ZBP). Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej (BIK), systematycznie maleje liczba zobowiązań mieszkaniowych zaciągniętych w walucie szwajcarskiej. W czerwcu 2018 r., w porównaniu do czerwca 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło 27 tys. rachunków. Obecnie pozostaje w spłacie już tylko 482 tys. kredytów frankowych - informuje "DGP".

Z chwilówek coraz częściej korzystają młodzi Polacy

Polacy wciąż bardzo chętnie sięgają po pożyczki udzielane przez instytucje pozabankowe, pomimo, że chwilówki  nie  zawsze  są bezpiecznym rozwiązaniem  - donosi "Bezprawnik.pl" (www.bezprawnik.pl  z 14.09.2018 r.),  powołując się na Biuro Informacji Krajowej (BIK). I tak, według  danych  opublikowanych przez BIK, w całym finansowaniu kwot do 1000 zł udział pożyczek wyniósł ponad 80 proc. Firmy pożyczkowe mają  tutaj miażdżącą przewagę  nad bankami. Podobnie sytuacja wygląda, jeżeli spojrzymy na finansowanie w przedziale do 4000 zł, gdzie "przewaga instytucji pozabankowych nie jest już tak duża, jednak wciąż wynosi niemal 60 proc. całego finansowania" - pisze portal. I tłumaczy, że  oznacza to, iż Polacy znacznie chętniej sięgają po chwilówki,  jeżeli chcą pożyczyć stosunkowo niewielką kwotę (maksymalnie do kilku tysięcy złotych). Z kolei im większe pieniądze chcą pożyczyć Polacy,  tym chętniej udają się do banku.  Jak podaje "Bezprawnik.pl", "już przy kwocie finansowania do 10 tysięcy złotych prywatni pożyczkodawcy przegrywają z bankami", gdyż ponad 56 proc. całego finansowania w tym przedziale to udział kredytów bankowych. Jednak część pożyczkodawców od niedawna oferuje potencjalnym klientom pożyczki o wartości 10 000 zł  i więcej - twierdzi portal,  podkreślając, że "banki wcale nie mogą czuć się bezpiecznie, zwłaszcza jeśli prywatne firmy pożyczkowe zdecydują się na jeszcze mocniejszą ekspansję". Pożyczkodawcy bowiem  cały czas testują nowe warianty usług. Z usług firm pożyczkowych korzystają często młode osoby, które całą kwotę przeznaczają na konsumpcję.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT