Afera korupcyjna w KNF "przeceniła" wartość papierów banków notowanych na GPW

Ujawnienie w dniu  13 listopada 2018 r. skandalu  korupcyjnego  związanego z finansistą  Leszkiem Czarneckim oraz Markiem Chrzanowskim, byłym już szefem  Komisji Nadzoru Finansowego  (KNF),  spowodowało  pewne pogorszenie nastrojów inwestorów giełdowych w Warszawie - informuje "Gazeta Wyborcza"(Nr z 22.11.2018 r.). Na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) przede wszystkim ostro poleciały   w dół akcje  banków w  kontrolowanych przez Leszka Czarneckiego - podaje dziennik. I tak, Getin Noble stracił 61,11 proc., Idea Bank 41 proc., Getin Holding 52,38 proc., zaś obligacje Getin Noble Banku są dziś warte 60 proc. nominalnej ceny - twierdzi gazeta. "GW" komentuje, iż poza bankami Czarneckiego na aferze w KNF na razie najbardziej straciły banki… kontrolowane przez państwo  pośrednio lub bezpośrednio.  Według "Wyborczej"  akcje Aliora straciły  8,01 proc., papiery Pekao SA – 7,93 proc., zaś wartość walorów  PKO BP spadła o  6,76 proc. Natomiast z  banków prywatnych najbardziej stracił kurs  akcji  mBanku – o 5,23 proc. ( mBank podobnie jak Getin ma pokaźny pakiet kredytów frankowych -  wyjaśnia "GW"). Z kolei akcje Banku Handlowego od 13 do 21 listopada br.   straciły – 3,91 proc., Millennium – 2,11 proc., Banku Ochrony Środowiska – 2,88 proc., Santandera nieco ponad 1 proc.
Ponadto, pomiędzy 13 a 21 listopada  br. warszawski  indeks giełdowy WIG20 obniżył się o około  3,2 proc., natomiast indeks banków spadł o 5,74 proc. - donosi dziennik.

Wyniki  z opłat i prowizji  sektora  bankowego  na linii pochyłej

Głównym źródłem  przychodów banków od wielu już lat jest wynik z odsetek, czyli w uproszczeniu różnica między odsetkami od kredytów, a cenami depozytów. Jak donosi  ”Parkiet"(Nr z 20.11.2018 r.), ten wynik stanowi obecnie około 68 proc. przychodów sektora bankowego i w ostatnich latach wyraźnie rósł, podczas gdy jeszcze osiem lat temu wynosił  on 58 proc.  Działo się to kosztem drugiej głównej linii przychodowej sektora, a więc  wyniku z opłat i prowizji. Zdaniem gazety, obecnie  na wynik banków  z prowizji negatywnie wpływają:  słabość rynku kapitałowego, mniejsze stawki za transakcje kartami, zmiany przyzwyczajeń klientów oraz  spora konkurencja. A na poprawę się nie zanosi - twierdzi dziennik. Udział  wyniku z opłat i prowizji  w przychodach operacyjnych banków wynosi obecnie - stan po dziewięciu miesiącach 2018 r. - 19,6 proc., czyli znacznie mniej niż blisko 26 proc. , jak to było jeszcze 8  lat wcześniej. Wynik ten obecnie  kształtuje się na poziomie 13–14 mld zł rocznie (po dziewięciu miesiącach br. wyniósł 9,8 mld zł, czyli spadł o 4,8 proc. ) - podaje "P". 
Mocno za to zwiększyły się przychody operacyjne banków, głównie za sprawą rosnącego  wyniku odsetkowego i to pomimo "historycznie niskich" stóp procentowych - wyjaśnia gazeta, podkreślając, iż "udawało się to (...) dzięki rosnącej o około 5 proc. rocznie akcji kredytowej i poprawie w ostatnich trzech latach marży odsetkowej netto". Tyle, ze chociaż banki zwiększają liczbę klientów i  akcja kredytowa rośnie, to wynik z opłat i prowizji stoi w miejscu, a w niektórych latach nawet wyraźnie spadał (2013 i 2016) - zauważa Marcin Materna, szef działu analiz Millennium DM. Jego zdaniem, bankom prościej było kształtować politykę cen za pomocą marży odsetkowej niż opłat i prowizji, których nikt nie chce płacić. Jak przyznaje w gazecie M. Materna, "klienci w Polsce są przecież przyzwyczajeni i przekonani, że usługi bankowe powinny być darmowe. To jest moim zdaniem główny powód spadku znaczenia tej części dochodów banków". W jego opinii, przeciętny Polak lepiej przyjmuje  hasło reklamowe typu „0 proc. prowizji" niż „o 20 punktów bazowych niższe oprocentowanie niż u konkurencji" .  Ponadto,  za spadek dochodów z prowizji częściowo  odpowiada też niższa sprzedaż produktów inwestycyjno-ubezpieczeniowych, czy niższe aktywa w zarządzaniu – dodaje ekspert. Na  ten rodzaj dochodów istotny  wpływ miały też regulacje, przede wszystkim  ustawa obniżająca stawki interchange, czyli prowizje od płatności kartami. Interchange  w 2015 r. wynosiła już  0,2 –0,3 proc.,  w zależności od rodzaju karty, podczas gdy wcześniej kształtowała się ona na poziomach 1,1 –1,2 proc. Zdaniem Materny, w efekcie  obniżenia stawek interchange , rośnie  liczba transakcji "plastikiem" i obrót bezgotówkowy, a to pozwala bankom na oszczędności. Dlatego  zachęcają  klientów do przeprowadzania transakcji elektronicznych - podaje "P".  Notabene, "weszły też w życie zaostrzone regulacje dotyczące sprzedaży produktów bancassurance (...). Zmienił się również sposób księgowania i rozpoznawania niektórych przychodów z prowizji" - zauważa gazeta. I podkreśla, ze słabość wyniku z opłat i prowizji widoczna jest także w tym roku, a tempo pogorszenia jest większe niż w poprzednich miesiącach. Wpływa na to także m.in. bardzo słaba kondycja polskiego rynku kapitałowego, w dużej mierze z powodu afery GetBacku i spadków wycen na GPW. "Debiutów i ofert akcji było więc mało, jednocześnie obroty na rynku akcji malały, co skutkowało słabymi przychodami z działalności brokerskiej" - donosi dziennik.

UKNF:  banki w Polsce "stabilne, wiarygodne, wypłacalne, rentowne i płynne

Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 19.11.2018 r.), Urząd Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF) opublikował ostatnio oświadczenie, iż  polski sektor bankowy jest "stabilny, wiarygodny, wypłacalny, rentowny i płynny”. Zdaniem gazety, taka deklaracja nadzoru finansowego była wystosowana w celu  uspokojenia  klientów banków, którzy w związku z aferą korupcyjną byłego przewodniczącego KNF  Marka Chrzanowskiego,  martwią się o stabilność i kondycję sektora. Dziennik podkreśla, iż jednak o stabilności sektora bankowego "bardziej dobitnie" niż  powstałe ostatnio  zamieszanie związane z osobą byłego już szefa nadzoru finansowego, świadczą  wyniki finansowe branży bankowej ", które równocześnie  podała  instytucja nadzorcza. I tak, od stycznia 2018 r. do września 2018 r. działające w Polsce banki wypracowały  11,6 mld zł zysku netto, a więc niemal 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Tylko w  samym trzecim kwartale br.  zysk sektora bankowego wyniósł prawie 4,1 mld zł i był on  o 8 proc. wyższy  niż w analogicznym okresie ubiegłego roku - podaje "DGP". Gazeta przytacza prognozy,  iż  bardzo prawdopodobnym jest, że  bankom funkcjonującym w Polsce na koniec 2018 r. uda się przekroczyć granicę 15 mld zł zysku netto. A takie wyniki sektor bankowy odnotował już w latach 2011–2015 - dodaje dziennik, podkreślając, że na wzrost zysków instytucji bankowych przekładają się rosnące kredyty. Z kolei, najistotniejsze obecnie czynniki ryzyka dla zyskowności banków w Polsce to  "rosnące koszty i konsekwencje osłabienia koniunktury w gospodarce" - twierdzi "DGP".

Dokręcanie "śruby regulacyjnej" nie  służy  rynkowi  kapitałowemu  w  Polsce

Zdaniem Ludwika Sobolewskiego, byłego prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) oraz  założyciela agencji Cornerstone Communications, obecnie niepokoi  to, że inwestorzy indywidualni przestają inwestować w instrumenty rynku kapitałowego,  za to dużo pieniędzy trafia na rynek nieruchomości czy też inne, alternatywne produkty - pisze "Parkiet"(Nr z 20.11.2018 r.), powołując się na wywiad Sobolewskiego dla "Parkiet TV" . Były szef warszawskiej giełdy przyznaje jednak, że " osiągnęliśmy jednak wielki sukces przez to, że Polska została zakwalifikowana przez FTSE Russell do grona rynków rozwiniętych. Trzeba jednak pamiętać, że dla inwestorów ważniejsza jest klasyfikacja MSCI. To ma realny wpływ na przepływy kapitałowe. Po drugie, nawet w gronie rynków rozwiniętych FTSE Russell jesteśmy małą rybą". W jego opinii, wprowadzenie PPK przyniesie duże wpływy do budżetu poprzez alokowanie pieniędzy wpływających do PPK w obligacje skarbowe. Natomiast  "zarządzający funduszami będą lokować pieniądze głównie w akcje dużych przedsiębiorstw.(...)  Pieniądze, które będą pochodzić od przedsiębiorców i pracowników, będą płynąć głównie do Skarbu Państwa w mniej lub bardziej bezpośredni sposób" - twierdzi w dzienniku L. Sobolewski.  Jego zdaniem,  polski rynek kapitałowy  stracił dynamikę rozwoju i nie jest już tak podziwiany, jak kilka czy kilkanaście lat temu. Ponadto,  inflacja regulacyjna, mająca nań wpływ, a która przychodzi do nas z UE, jest potężna. L. Sobolewski podkreśla, iż Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) od wielu lat jest twierdzą. "Za mało rozmawia z uczestnikami rynku i za mało rozmawia w szlachetnym celu, czyli po to, aby więcej wiedzieć, rozumieć i doradzić, jak uczestnicy rynku powinni unikać problemów i zagrożeń. To jest szczególne ważne, kiedy wybucha jakiś problem, który to wcześniej w żaden sposób nie jest kontrolowany" – twierdzi. Zdaniem byłego szefa warszawskiej  GPW, "nie ma systemu, dzięki któremu ludzie z KNF pozyskiwaliby informacje nie tylko w trybie kodeksu postępowania cywilnego i wiedzieliby o pewnych rzeczach wcześniej nawet, jeżeli nie mogą zrobić z tej wiedzy pewnego użytku.(...) jak już wybuchnie problem, to dokręca się śrubę regulacyjną. Tak jest chociażby w przypadku GetBacku i ustawy o dematerializacji obligacji. Sama dematerializacja nie jest jeszcze niczym złym, natomiast przymus deponowania wszystkich obligacji w KDPW doprowadzi prawdopodobnie do całkowitej śmierci rynku obligacji korporacyjnych" - pisze "Parkiet".

W  III kw. 2018 r. zaległe zobowiązania finansowe Polaków zwiększyły  się  o ok. 2,4 mld zł
 
Dłużników przybywa. Tylko w trzecim kwartale 2018 r. kwota niespłaconych w terminie zobowiązań Polaków zwiększyła się o blisko 2,4 mld zł, a liczba niesolidnych dłużników wzrosła o 33 tys. - pisze "Bezprawnik.pl"(www.bezprawnik.pl z18.11.2018 r.), powołując się na  dane  Biura Informacji Gospodarczej i BIG InfoMonitor.  Według portalu, sytuacja miała ulec pogorszeniu głównie ze względu na nieterminowe opłacanie bieżących rachunków, rat pożyczek i długów zgłoszonych przez firmy windykacyjne. Zaległości z tego tytułu w III kw. br. zwiększyły  się o kwotę 1,94 mld zł, podczas gdy zaległości kredytowe powiększyły się w tym czasie o 0,44 mld zł. Przy tym,  kwota niespłaconych zobowiązań powiększała się znacznie szybciej (o 3,4 proc.) niż liczba dłużników (1,2 proc.). Jak tłumaczy "Bezprawnik.pl", oznacza to, że część osób, które już miały kłopoty finansowe, zmaga się z jeszcze większym zadłużeniem niż do tej pory.
Dla instytucji finansowych  „niesolidny dłużnik” to osoba,  która jednemu wierzycielowi nie zapłaciła co najmniej 200 zł przez min. 30 dni od wyznaczonego terminu.
I tak, według  BIG InfoMonitor,  najwięcej jest dłużników, którzy zalegają ponad 10 tys. zł. Stanowią oni ponad 38 proc. wszystkich niesolidnych dłużników (dane na wrzesień 2018). Z kolei 27,3 proc. spośród wszystkich osób, które nie spłacają zobowiązań finansowych w terminie  ma do oddania poniżej 2 tys. zł.
Portal podaje  za danymi  BIK i BIG, iż absolutnym rekordzistą z długiem 68,5 mln złotych jest  osoba pochodząca z  Lubelszczyzny.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT