Banki zwiększą depozyty?

Skutkiem zadeklarowanego ostatnio "wyborczego prezentu rządu": "trzynastki" dla emerytów i rencistów oraz świadczenia "500+ na pierwsze dziecko", którego  łączna wartość szacowana jest  na  ponad 40 mld zł,  będzie napływ depozytów w bankach oraz  spadek oprocentowania - prognozuje "Rzeczpospolita" (Nr z 28.02.2019 r.). Według gazety, może z tego powodu  także "lekko wzrosnąć akcja kredytowa". Jak przyznaje w dzienniku Marcin Mazurek, ekonomista mBanku,  takie niespodziewane  "rozluźnienie ograniczeń budżetowych wielu gospodarstw domowych to dla banków możliwość zwiększenia akcji kredytowej i luźniejsze kryteria udzielania kredytów ze względu na mniejsze ryzyko". W opinii  ekspertów,   nowe transfery socjalne zwiększą konsumpcję. Albowiem "doświadczenia programu 500+ wskazują, że wzrost zdolności kredytowej Polacy wykorzystywali do zaciągania kredytów konsumpcyjnych. Część spłaciła z zasiłków od państwa najdroższe zobowiązania, czyli głównie chwilówki" - podaje "Rz". Ponadto, zdaniem ekonomistów Pekao, "pieniądze z 500+ na pierwsze dziecko trafią do osób bardziej zamożnych, które wcześniej nie były beneficjentami programu z uwagi na kryterium dochodowe." Czy więc wpłyną na zwiększenie kredytowania?  Bankowcy twierdzą, iż  dlatego też "nie spodziewamy się istotnego wzrostu popytu na kredyty konsumpcyjne w tej grupie społecznej" - pisze gazeta. Natomiast w  przypadku 13. emerytury, która ma być wypłacona w maju br. dla  seniorów jako jednorazowy zastrzyk finansowy, należy się liczyć raczej ze spłatą ich  zobowiązań.

 

 

Zmiany w MSCI EM zagrożeniem dla warszawskiej GPW?

 

Tegoroczna rewizja indeksu MSCI Emerging Markets  (MSCI EM ) wprawdzie nie będzie dotyczyła bezpośrednio Polski, ale  może  mieć ona niebagatelne znaczenie dla   warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych (GPW). Z GPW w Warszawie  może bowiem odpłynąć ponad 4 mld zł - ostrzega "Parkiet" (Nr z 28.02.2019 r.). Gazeta tłumaczy, iż awans Arabii Saudyjskiej i  Argentyny do grona państw o rynkach  rozwiniętych oraz  planowane zwiększenie udziału akcji chińskich spółek klasy „A" w indeksie  MSCI EM   może bowiem sprawić, że pod dużą presją znajdą się największe firmy z warszawskiego parkietu i być może będą musiały ustąpić miejsca nowym aktywom  w portfelach inwestorów zagranicznych - pisze dziennik. Albowiem rozłożona na dwie tury  rewizja MSCI EM może - w opinii analityków Trigona DM - "wygenerować podaż największych spółek na ponad 2,6 mld zł". "P" przypomina, że już w strategii na 2019 r. analitycy  Trigona DM zakładali, że "o ile początek roku może być dobry dla WIG20, o tyle później mogą zacząć się schody". Natomiast Paweł Wieprzowski, analityk Wood & Company komentuje, że "kwestia zwyżek WIG20 w kontekście zmian w indeksie MSCI EM w najbliższych miesiącach będzie uzależniona również od tego, czy obecnie widoczny napływ kapitałów do ETF-ów inwestujących w emerging markets będzie kontynuowany. Niemniej widzimy duże ryzyko słabości polskiego rynku akcji w okresie przed rewizjami MSCI EM". Zdaniem ekspertów z Wood & Company,  potencjalne  odpływy mogą przekroczyć  nawet 4 mld zł – pisze gazeta. Z kolei w opinii Jarosława Niedzielewskiego, dyrektora w Investors TFI, te obawy są jednak przesadzone. "Efekt podaży ze względu na zmiany w składzie indeksu może być widoczny, jednak powinien być krótkotrwały i mniej znaczący, niż to się może teraz wydaje"- twierdzi w dzienniku  J. Niedzielewski. Jego zdaniem, "największego wpływu należałoby oczekiwać w samym momencie dokonania zmiany benchmarku, ze względu na konieczność dopasowania portfela przez fundusze pasywne. Fundusze zarządzane aktywnie mogą zarówno rozciągnąć w czasie sprzedaż akcji z różnych rynków, jak i poczekać z doważaniem się do nowego punktu odniesienia".  Jak podkreśla w dzienniku ekspert z Investors TFI, polski  rynek finansowy  "zawsze był i pozostaje niedoważany przez globalne fundusze rynków wschodzących",  a na podobnej zasadzie "warszawski parkiet nie był specjalnie beneficjentem bardzo silnych napływów do funduszy rynków wschodzących". W  związku z tym - zauważa  Niedzielewski - "jakiegoś wielkiego nawisu podaży z tej strony bym się nie spodziewał".

 

 

WSA w Warszawie: bank rozlicza odsetki z mieszkaniowych rachunków  powierniczych  na rachunku dewelopera

 

Bank ma rozliczać odsetki na rachunku deweloperskim - orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Warszawski WSA uznał, że "oprocentowanie narosłe w związku z prowadzeniem mieszkaniowych rachunków powierniczych to przychód z kapitałów pieniężnych" - donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 26.02.2019 r. Według gazety, jest to już drugi niekorzystny dla banków wyrok warszawskiego WSA. Dziennik informuje, iż wcześniej WSA w Warszawie  orzekł tak samo  w wyroku z  31 maja 2017 r. (sygn. akt III SA/Wa 1482/16). 

Tak więc środki na rachunkach powierniczych są oprocentowane na warunkach wynegocjowanych przez dewelopera,  zaś bank przelewa mu je na rachunek rozliczeniowy - pisze "DGP". 

 

 

Spłata zadłużenia na karcie kredytowej  rozłożona na raty?

 

Przy niezaplanowanych większych zakupach, kiedy jednorazowa spłata zadłużenia na karcie kredytowej w wymaganym terminie może być niemożliwa, warto skorzystać z oferty  rozłożenia długu na karcie na raty. Oczywiście, jeżeli jest taka możliwość - radzi "Rzeczpospolita" (Nr z 25.02.2019r.). Według dziennika, blisko połowa banków komercyjnych w Polsce  umożliwia rozłożenie na raty transakcji zawartych kartą kredytową. Wprawdzie w każdym banku są  różne warunki takiego  zabiegu finansowego, to jednak  w większości banków  zadłużenie na karcie kredytowej  można rozłożyć na okres od trzech miesięcy do dwóch, czterech lub pięciu lat - pisze gazeta. Na przykład "Citibank rozkłada zadłużenie na minimum sześć miesięcy i daje możliwość wydłużenia okresu kredytowania w odstępach półrocznych do 60 miesięcy"- podaje "Rz"  - zaś "PKO BP dopuszcza tylko trzy możliwości kredytowania: sześć miesięcy, dziewięć lub rok". Z kolei Credit Agricole uzależnia liczbę rat od rodzaju karty, zaś w  Alior Banku raty można  spłacać nawet przez 84 miesiące, a w Santander Banku przez 72 miesiące - donosi dziennik.  

Gazeta wyjaśnia, iż spłaty w planach ratalnych są podobne do spłat rat kredytu gotówkowego. "Jedyna różnica jest taka, że rata jest doliczana do kwoty minimalnej spłaty na wyciągu karty kredytowej. Zostaje więc spłacana automatycznie w chwili, kiedy spłaci się zadłużenie karty kredytowej w określonym przez bank terminie".

Przy tym, warunkiem skorzystania z tej  usługi jest minimalna kwota zawartej transakcji,  różna w różnych bankach. I tak w  Alior Banku i Citibanku wynosi ona 100 zł (najniższa), zaś najwyższa – 500 zł -  jest ona w PKO BP . W większości banków  dolną granicą jest 300 zł. Natomiast górna granica na ogół jest wyznaczana przez wysokość przyznanego limitu na karcie (tu  bywają też ograniczenia).  Według "Rz", zadłużenie w wysokości sięgającej  do 80 proc. limitu karty kredytowej rozkładają na raty Alior Bank, Eurobank i mBank, a na przykład  PKO BP i Santander Bank mają  granicę  spłaty ratalnej  do 95 proc. limitu na karcie.  

Zanim podejmie się jednak decyzję o rozłożeniu transakcji lub całości zadłużenia na raty, trzeba jednak przeliczyć koszty obsługi karty kredytowej i koszty usługi polegającej na rozłożeniu zadłużenia na raty, ponieważ może się okazać, że nie będzie to korzystne dla portfela - radzi "Rz". W  opinii gazety, warto też przemyśleć okres kredytowania, ponieważ im będzie on dłuższy, tym także jego koszty będą wyższe,  zwłaszcza w przypadku  naliczenia przez bank prowizji czy  innej opłaty gotówkowej. Na przykład  Citibank  oprócz prowizji wlicza w bieżące zadłużenie karty kredytowej 30 zł miesięcznie za obsługę Planu Spłat Ratalnych Komfort.  Ponadto, 

wysokość prowizji może także  zależeć od liczby rat, na jaką chce się zadłużenie rozłożyć. I,  co istotne,  im dłużej się spłaca zadłużenie, tym więcej ono kosztuje, choć nie wszystkie banki prowizję pobierają. Jednak   gdyby zadłużenie pozostawiło się na karcie i spłacało miesięcznie tylko kwotę minimalną, odsetki, pomimo takiego samego zadłużenia, byłyby po roku wyższe – komentuje  "Rz".  

 

 

Branżę maklerską dopadł kryzys?

 

Domy maklerskie, od dobrych kilku miesięcy zamiast zwiększać swoje przychody,  szukają oszczędności - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 25.02.2019 r.). Dziennik podaje, iż obecnie "mamy więc do czynienia z kolejnymi ruchami kadrowymi, ograniczaniem działalności czy też nawet wprowadzania oszczędności w podstawowych obszarach funkcjonowania biznesu". Jak tłumaczy  gazeta, branża maklerska uzależniona jest przede wszystkim od koniunktury giełdowej, zaś ta w 2018 r.  w naszym kraju "nie rozpieszczała". I  tak,  "obroty na rynku były stosunkowo niskie, a dodatkowo brakowało istotnych transakcji na  rynku kapitałowym, które mogłyby wesprzeć finanse pośredników" -  komentuje "Rz". Ponadto, branża maklerska w Polsce teraz   cierpi również przez obecne   zamieszanie wokół prywatnych towarzystw funduszy inwestycyjnych (TFI), a więc przede wszystkim  wokół   Altus TFI oraz Trigon TFI. Dlaczego ?  Według  analityków,  instytucje te były dość istotnym wsparciem dla domów maklerskich, którym płaciły za ich  usługi. Albowiem prowizje pobierane od Altus TFI i Trigon TFI – "biorąc pod uwagę aktywność rynkową" tych towarzystw inwestycyjnych - stanowiły istotną część przychodów domów maklerskich z tytułu świadczonych usług. A to się skończyło - komentuje "Rz".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT