Bankowcy przewidują wzrost stóp procentowych i oprocentowania kredytów.

Stopy procentowe już wkrótce wzrosną, najdalej za rok. Raty kredytów też - prognozuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 30.10.2017 r.). Zdaniem analityków sposobem na ograniczenie skutków podwyżek oprocentowania byłyby kredyty o stałej stopie.  Jak powiedział gazecie  Marek Chrzanowski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). " zgodnie z opinią Komitetu Stabilności Finansowej , kredyty na tzw. stałą stopę nie są pozbawione ryzyka ani dla samych banków, ani dla klientów". Poza tym,  "ten segment rynku kredytowego nie jest u nas popularny. Daleko nam do zachodnich rynków, gdzie takie finansowanie zakupu nieruchomości dominuje. W końcu 2016 r. w portfelach banków było tylko 4,2 tys. takich hipotek o wartości nieco ponad 700 mln zł, a portfel złotowych kredytów mieszkaniowych był wart 234 mld zł - pisze  dziennik. Ponadto, dotąd ubywało banków, które je oferują. Jeszcze rok temu  - zauważa  "DGP" -   w zestawieniach pośrednika finansowego Expander   oferty pochodziły z pięciu banków:  PKO BP, Deutsche Banku, BZ WBK, BGŻ BNP Paribas oraz Aliora. Z tej grupy pozostała tylko pierwsza trójka. Wśród bankowców jednak  zaczyna się zainteresowanie zwiększeniem udziału kredytów ze stałą stopą w sprzedaży. "Wskazują, że dominujące teraz zmienne oprocentowanie może stać się źródłem problemów, gdy zaczną rosnąć stopy NBP. Na razie są najniższe w historii" - zauważa dziennik . I tak, Grupa PKO BP szykuje nowość na rynku kredytów hipotecznych. Jak zapowiada  Rafał Kozłowski, prezes PKO Banku Hipotecznego. "na ukończeniu są prace nad wprowadzeniem do oferty kredytów o stałej stopie procentowej obowiązującej przez 5 lat"  - informuje dziennik. Wprawdzie obecnie bank oferuje takie kredyty, ale na  stałe raty, niezależne od zmian stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, można liczyć tylko przez dwa lata. Zdaniem Krzysztofa   Pietraszkiewicza, prezesa ZBP, "wejście banku takiego jak PKO BP w kredyty o stałej stopie może przyczynić się do rozwoju tej oferty ", gdyż obecnie zainteresowanie nimi jest niewielkie - zauważa "DGP". BZ WBK , największy obecnie sprzedawca hipotek ze stałą stopą, oferuje niezmienne raty przez pierwsze 5 lat. Od 2015 r. do końca września br. bank udzielił 1850 takich kredytów na 400 mln zł. Stanowią one kilka procent sprzedaży banku.
Dziennik podaje, ze do kredytów ze stałą stopą przymierza się też mBank

UOKiK przygląda się  spreadom we frankowych  umowach kredytowych kolejnych banków

Kolejne banki znalazły się pod lupą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów  (UOKiK). Tym razem urząd przygląda się zapisom we wzorcach umów, które podsuwały klientom w umowach kredytowych we  frankach  banki  BPH, PKO BP oraz Pekao - donosi "Gazeta Wyborcza"(Nr z 03.11.2017 r.). Dziennik przypomina, iż  właśnie spór o wysokość spreadów walutowych oraz  nieprecyzyjne zapisy dotyczące ich ustalania jest  jednym  z głównych elementów wojny części frankowiczów z bankami.  Dowodzą oni od lat, że umowy z bankiem  były tak skonstruowane, aby instytucja  mogła  ustalać spready na dowolnie wysokich poziomach, a więc pobierać od klientów dodatkowe pieniądze przy spłacie rat - tłumaczy "GW". "Wyborcza" zauważa, iż  zdecydowana większość bankowców  już  "mocno przycięła widełki kursowe, ale nie zmienia to faktu, że przeciętny frankowicz z powodu spreadu oddał bankowi kilka, kilkanaście tysięcy  złotych więcej, niż wynikałoby to z przeliczenia rat po kursie średnim NBP". Z kolei bankowcy  nieoficjalnie przyznają - pisze dziennik -  że "spready niejednokrotnie były wysokie (...) dlatego, że była w nich „zaszyta” część marży banku. Bo oficjalne marże kredytów frankowych w pewnym momencie nie przekraczały 1 punktu procentowego powyżej LIBOR-u". Dlatego  wysokością widełek kursowych zajmuje się teraz UOKiK, a jego działania mogą mieć znaczenie dla wyniku sporu o spready, gdyż -  twierdzi  "Wyborcza" -  "nawet ustawa o zwrocie spreadów przygotowana przez prezydenta trafi do kosza". Dlatego też, kto samodzielnie  nie walczy o zwrot spreadów w sądzie, może  liczyć już tylko na UOKiK - twierdzi "GW". Albowiem urząd może nałożyć na tyle wysokie kary za nieuczciwe zapisy w umowach, że jeśli banki nie będą widziały szansy na ich zakwestionowanie w sądzie,  może wzrosnąć skłonność bankowców do kompromisu i " zwrotu części różnic kursowych w zamian za umorzenie UOKIK-owych kar"- pisze gazeta.
UOKiK wcześniej  zaczął analizować zapisy spreadowe w umowach BGŻ BNP Paribas, BZ WBK, Banku Millennium, Deutsche Banku, Getin Noble Banku, Raiffeisen Banku.
Według komunikatu UOKiK, postępowania przeciwko bankom mogą się zakończyć "wydaniem decyzji, w której prezes może zakazać dalszego wykorzystywania danego wzorca umowy. Maksymalna kara może wynieść do 10 proc. obrotu banku. Prezes urzędu może też określić środki usunięcia trwających skutków naruszenia” - donosi "Wyborcza".

Wzrost stóp procentowych  może drastycznie zwiększyć obciążenia kredytobiorców

Polscy kredytobiorcy od ponad 2 lat zadłużają się, korzystając z najniższych stóp procentowych w historii - twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 30.10.2017 r.). Jednak przed ryzykiem wzrostu stóp zaczął ostatnio ostrzegać m.in. Rzecznik Finansowy (RzF), podkreślając, że utrzymanie się niezmiennej stopy procentowej banku centralnego na przestrzeni np. 30 lat jest mało prawdopodobne - pisze gazeta. Zdaniem RzF,  szczególną ostrożność powinni zachować ci, którzy biorą kredyt w maksymalnej wysokości, na jaką pozwala im zdolność kredytowa.
Bartosz Wyżykowski, radca prawny, zastępca dyrektora Wydziału Klienta Rynku Bankowo-Kapitałowego w Biurze Rzecznika Finansowego przyznaje w dzienniku, że dla takich osób  " nawet niewielki wzrost oprocentowania może spowodować problemy ze spłatą kolejnych rat i konieczność podjęcia rozmów na przykład na temat restrukturyzacji zadłużenia". Z kolei z symulacji   firmy Expander wynika, że  nawet nieduże podwyżki oprocentowania wprowadzone przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP) mogą znacząco zwiększyć obciążenia związane z comiesięcznymi ratami - podaje "DGP". 

Bardziej prawdopodobny wzrost kursu szwajcarskiego franka niż  jego spadek

Spadek kursu szwajcarskiej waluty i ujemne stopy procentowe sprzyjają zadłużonym we frankach. Raty  kredytów  "frankowych już   dawno nie były tak niskie" - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 30.10.2017 r.). W opinii gazety,  problemem frankowiczów  jest jednak  "wciąż duży dług w przeliczeniu na złote". Dziennik przypomina, że kurs franka szwajcarskiego spadł od początku 2017 r.  już o blisko 11 proc., do 3,65 zł, i jest najniższy od połowy stycznia 2015 r., kiedy to  szwajcarski Bank Narodowy uwolnił notowania swojej waluty i kurs franka  wystrzelił z dnia na dzień z okolic 3,55 zł  nawet do 4,3 zł. Zdaniem Marcina Kiepasa, głównego analityka Waluteo, na koniec 2017 r.  kurs pary frank/złoty powinien osiągnąć poziom 3,67 zł.  "Gdyby jednak retoryka Rady Polityki Pieniężnej uległa zmianie, co automatycznie przyśpieszy oczekiwania podwyżki stóp procentowych w Polsce na połowę 2018 r., dając jednocześnie „kopa" złotemu, to na koniec roku za franka zapłacimy 3,50 zł " - mówi w gazecie Kiepas. W jego ocenie,   jednak  szansa  realizacji tego scenariusza wynosi 30 proc. – podaje  dziennik. Natomiast  Konrad Białas, główny  ekonomista TMS Brokers twierdzi, że " czasy taniego franka na parę tygodni się skończyły" i bardziej prawdopodobny jest powrót kursu szwajcarskiej waluty  powyżej 3,70 zł  niż dalszy jego  spadek. Zdaniem  Białasa, na koniec 2017 r. kurs franka może oscylować na granicy 3,69 zł - podaje "Rz".

Ponad jedna trzecia Polaków nie ma żadnych oszczędności, a ponad połowa  nie odczuwa finansowego bezpieczeństwa

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Banku Millennium z okazji Światowego Dnia Oszczędzania  wynika, iż  tylko 65 proc. Polaków deklaruje  posiadanie oszczędności - informuje "Prnews.pl"(www.prnews.pl z 27.10.2017 r.). Co ciekawe,  w  najmłodszej grupie respondentów (18-29 lat) odsetek osób posiadających oszczędności wynosi aż 71 proc. Przy tym,   około 18 proc.  respondentów  ocenia ich  wysokość na poziomie 1-2 swoich pensji, 15 proc. na  3-5 pensji, 10 proc. na 6-10 pensji, a 17 proc. powyżej 10 pensji - pisze portal.
Nie przekłada   się to  jednak na poczucie bezpieczeństwa finansowego, albowiem tylko 44 proc.  respondentów czuje się generalnie zabezpieczona finansowo - zauważa "Prnews.pl".  Widać także  wyraźną różnicę miedzy kobietami a mężczyznami – poczucie bezpieczeństwa finansowego odczuwa 51 proc. mężczyzn i tylko 38 proc. kobiet. Na pytanie, jaki poziom oszczędności powinniśmy posiadać, by czuć się finansowo zabezpieczeni, aż 52 proc. badanych Polaków stwierdziło, że powinno to być ponad 10 pensji.
Jak podaje portal, spośród produktów oszczędnościowych  największą popularnością  uczestników badania  cieszy się konto oszczędnościowe, pozwalające  na  wpłaty pieniędzy w dowolnej wysokości i w każdym momencie, dające przy tym  swobodny dostęp do zgromadzonych oszczędności bez utraty odsetek.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT