Czy oszust posiadający skan cudzego dowodu osobistego może wyłudzić pożyczkę w sieci?

Według ekspertów Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych (PZIP), skan, kopia a nawet oryginał dokumentu tożsamości to za mało, aby wbrew  rozpowszechnionym opiniom, dostać pożyczkę online - donosi "Interia.pl" (z 14.04.2019 r.). Eksperci z PZIP twierdzą, że jest  to niemożliwe. Podkreślają, iż każda internetowa firma pożyczkowa prowadzi weryfikację danych z rachunku bankowego - pisze portal. W związku z tym, posiadając nawet nasze pełne dane i skan dokumentu, przestępca nie złoży nawet pełnego wniosku o pożyczkę w naszym imieniu, ponieważ do kompletnego wniosku o pożyczkę potrzebne jest jeszcze poprawne zweryfikowanie danych z rachunku bankowego. Ponadto, zanim instytucja pożyczkowa udzieli pożyczki na rachunek bankowy - tłumaczą  przedstawiciele  pożyczkodawców - firma ta musi najpierw sprawdzić, czy podane konto w banku faktycznie należy  do osoby wnioskującej. W tym celu - podaje "Interia.pl" -  prosi o tak zwany przelew weryfikacyjny, polegający  "na przelaniu niewielkiej kwoty (zazwyczaj 1 grosza) z własnego konta na rachunek instytucji pożyczkowej".

Portal komentuje, że  zapobiegliwości w ochronie naszych danych osobowych nigdy nie jest za wiele. Dlatego też, "absolutnie nie należy spłacać pożyczek i kredytów, których nie zaciągnęliśmy", a które pochodzą z przestępstwa. Natomiast w sytuacji, gdy  już doszło do wyłudzenia danych i dostępu do naszego rachunku bankowego, a w rezultacie nieautoryzowanego pobrania pożyczki, należy niezwłocznie zawiadomić policję o przestępstwie - radzi "Interia.pl".

 

 

Bez  hossy na GPW w związku z wprowadzeniem PPK i likwidacją OFE?

 

Co dla GPW oznacza reforma OFE? Zdaniem Jakuba Menca, zarządzającego w Skarbcu TFI,  przedstawione przez rząd rozwiązanie jest  i tak "lepsze niż można się było spodziewać mimo wprowadzenia 15-proc. opłaty przekształceniowej, która będzie obowiązywać w razie przenoszenia aktywów z OFE do IKE" - pisze "Parkiet" (Nr z 16.04.2019 r.).  W jego ocenie to rozwiązanie jest dobre, ponieważ  powoduje, że nie będzie podaży polskich akcji. J.Menc. twierdzi, że w sytuacji  masowego przenoszenia  środków z OFE do ZUS, trzeba byłoby je spieniężać, a to  doprowadziłoby do dużej podaży papierów  i związanych z tym następstw. Dlatego ważne jest- zauważa ekspert -  ile osób zdecyduje się na taki zabieg. W opinii Menca - podaje gazeta - "raczej niewiele, bo po pierwsze potrzebne jest działanie, czyli wypełnienie deklaracji, a po drugie ZUS mniej niż IKE kojarzy się z prywatnymi środkami. Z kolei Seweryn Masalski, zarządzający w MM Prime TFI, podkreśla w dzienniku, że przekształcenie OFE w IKE jest  wariantem o różnorodnym znaczeniu dla GPW.  "Oznacza przede wszystkim uniknięcie konieczności sprzedaży akcji w krótkim czasie przez fundusze emerytalne, gdyż 15 proc. opłaty przekształceniowej generalnie nie będzie oznaczać dodatkowej podaży akcji". Zdaniem S. Masalskiego,  możliwość wnioskowania o przeniesienie środków do ZUS zostanie wykorzystane przez niektórych uczestników OFE, a to  będzie oznaczać konieczność spieniężenia części portfela. Z kolei likwidacja nowych transferów do OFE z bieżących składek emerytalnych  "oznacza koniec napływu pieniędzy do OFE". Ekspert zauważa, iż anulowany jest więc także suwak, a więc stopniowe przenoszenie środków do ZUS dla starszych uczestników. Będą także zmniejszane progi minimalnej alokacji w akcje polskie – wylicza w "P".

Masalski twierdzi , iż  projektowane rozwiązanie kwestii OFE  oznacza w każdym kolejnym roku coraz mniejszą kwotę alokowaną w akcje, aż do ich całkowitego spieniężenia.  "W tej sytuacji PPK oznacza raczej zastąpienie OFE, a nie nowe środki dla GPW (...) To oznacza schłodzenie nastrojów tych, którzy liczyli na nową hossę na GPW wywołaną nowymi wpływami z PPK, które w kolejnych latach szacowano na 3,5-4 mld zł począwszy od 2021 r." - komentuje gazeta.

 

 

SA : uporczywa windykacja długu bez wytoczenia powództwa może  naruszać dobra osobiste dłużnika

 

Zdaniem wrocławskiego  Sądu Apelacyjnego, uporczywe domaganie się spełnienia roszczenia przez wierzyciela, bez wytoczenia powództwa, może być potraktowane jako działanie naruszające dobra osobiste dłużnika i " jako takie być podstawą żądania zadośćuczynienia za doznaną krzywdę" - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 15.04.2019 r.). Wyrok SA we Wrocławiu jest ważny zarówno dla firm windykacyjnych czy instytucji sektora finansowego, jak i dla  wszystkich podmiotów, które dochodzą należności. W opinii sądu bowiem może być tak, że chociaż dług rzeczywiście istnieje, to "próby odzyskania pieniędzy nie mogą uderzać w dobra osobiste dłużnika" - podkreśla gazeta.  

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu rozpatrywał sprawę  windykowania przez 15 lat stosunkowo niewielkiej kwoty  wierzytelności. Na pozór, wyglądało to banalnie. W 2000 r. bank sprzedał   firmie windykacyjnej  wierzytelność wynikającą z umowy kredytowej. Jednak dłużnik postanowił w 2001 r. zawrzeć ugodę z bankiem i zobowiązał się do spłaty zadłużenia w wysokości około  4 tys. zł w 10 ratach. Niestety,  warunków ugody nie dotrzymał, gdyż spóźnił się ze spłatą końcówki należności  - podaje dziennik. Albowiem  drobne opóźnienie spłaty jakiejkolwiek raty powodowało - na podstawie par. 3 zawartego porozumienia - że jego ugoda z bankiem stała się  nieważna, a cała kwota zadłużenia powiększona o dalsze odsetki -  512 zł - stawała się "natychmiast wymagalna". W rezultacie - jak informuje "DGP" - firma windykacyjna "kontaktowała się z dłużnikiem łącznie ponad 20 razy". Ponadto, windykator informował dłużnika  m.in. o możliwości przekazania danych o jego zadłużeniu do Biura Informacji Gospodarczej (BIG). "Zarazem ani wierzyciel, ani firma windykacyjna nie chciały skierować powództwa do sądu" - komentuje gazeta, dodając, iż  o sprawie zadłużenia została poinformowana  także rodzina dłużnika oraz jego  sąsiedzi.

Bezskutecznie - dłużnik  nie chciał zapłacić, ponieważ - jak twierdził - nie zgadzał się z żądaną kwotą.

 

 

W 2019 r. banki  zapłacą o 110 proc. więcej na fundusz restrukturyzacji BFG niż w ub.r.

 

W 2019 r. tym roku cały sektor bankowy musi zapłacić na fundusz przymusowej restrukturyzacji  Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG)  składkę większą o 110 proc. niż rok temu. Jak informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 18.04.2019 r.), ma ona  wynieść równe 2 mld zł . W tym,  giełdowe banki wyłożą  w sumie  na BFG  blisko 1,7 mld zł, a więc o 120 proc. więcej niż w 2018 r. Dziennik podkreśla, że jednak tempo przyrostu,  ani wysokość składek w relacji do wielkości bilansów, nie są równe w poszczególnych bankach. Na przykład w Aliorze składka urosła aż o 190 proc. a w Getin Noble Banku tylko o 70 proc., a więc "odpowiednio więcej i mniej niż średnio na rynku". Z  kolei  składki banków: Santander i BNP Paribas, które w listopadzie ub.r. dokonały przejęć i ich bilanse skokowo się zwiększyły,  nie rosły wyraźnie mocniej niż na rynku - zauważa gazeta. Na przykład Bank Pekao z bilansem mniejszym o 130 mld zł od PKO BP  zapłaci 370 mln, podczas gdy lider polskiej bankowości odprowadzi  na BFG 326 mln zł.

Dane, które BFG używa do wyliczenia składek w  br. "dotyczą stanu na ostatni dzień grudnia dwa lata temu (czyli w przypadku składki na 2019 r. dotyczą bilansu na koniec 2017 r.)" - pisze "Rz", tłumacząc, że wyjaśnia   to  brak wyższego niż na rynku wzrostu składek banków, które kilka miesięcy temu przejęły  inne instytucje. Istotne są więc dynamiki zmian bilansów na koniec 2017 r. w porównaniu do 2016 r. - pisze dziennik. Ponadto,  pod uwagę brane są nie tylko  wartości nominalne, ale udział pasywów banków (z wyłączeniem depozytów gwarantowanych i funduszy własnych). W opinii "Rz", "wysoki udział tej kategorii powoduje, że bank płaci więcej". Z kolei trzecim czynnikiem  istotnie mogącym wpływać na zmiany wysokości składek na BFG  jest  algorytm korygujący te opłaty, uwzględniający m.in.  czynniki ryzyka.

Metodologię naliczania składek na fundusz przymusowej restrukturyzacji BFG  określa rozporządzenie Komisji Europejskiej.

 

 

Powstała Rada Edukacji Finansowej

 

Z inicjatywy Ministerstwa Finansów powołano Radę Edukacji Finansowej - donosi "Bankier.pl" (z 17.04.2019 r.). Rada liczy 12 członków reprezentujących instytucje sektora finansowego.  Szefową Rady została dyrektor generalna MF Barbara Brodowska-Mączka.  

Zadaniem nowo powołanej Rady jest m.in. upowszechnianie wiedzy na temat  szeroko rozumianych finansów, w tym  m.in.  budowanie świadomości Polaków, czym są finanse publiczne.

Utworzenie Rady Edukacji Finansowej (REF) oraz  Funduszu Edukacji Finansowej (FED) zakłada ustawa z 9 listopada 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem nadzoru nad rynkiem finansowym oraz ochrony inwestorów na tym rynku - informuje portal.

Rada Edukacji Finansowej odpowiedzialna jest za wyznaczanie kierunków i sposobów realizacji zadań Funduszu.  Obsługę REF  będzie prowadzić Biuro Rzecznika Finansowego. Z kolei zadaniem Funduszu ma być "przeznaczanie środków na finansowanie edukacji finansowej, m.in. na: organizację kampanii edukacyjnych i informacyjnych, mających na celu zwiększenie świadomości finansowej społeczeństwa; opracowywanie strategii edukacji finansowej i monitorowanie jej realizacji; opracowywanie programów edukacyjnych i wydawanie publikacji popularyzujących wiedzę w zakresie funkcjonowania rynku finansowego, zagrożeń na nim występujących oraz podmiotów na nim działających" - podaje "Bankier.pl".

Środki Funduszu będą pochodziły głównie ze wskazanych w ustawie kar pieniężnych nałożonych przez Komisję Nadzoru Finansowego oraz prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Środkami FED dysponować będzie Rzecznik Finansowy na wniosek Rady Edukacji Finansowej pisze portal.

Regulamin pracy Rady zostanie określony w rozporządzeniu ministra finansów.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT