Dane KNF o kontach IKE i IKZE "wyjątkowo niepokojące"

Opublikowane ostatnio przez Komisję  Nadzoru Finansowego (KNF) dane o  pieniądzach zebranych na kontach typu IKE oraz IKZE są  "wyjątkowo niepokojące" - donosi "Gazeta Wyborcza"(Nr z 21.04.2013 r.).
I tak, według informacji organu nadzoru finansowego - pisze dziennik - chociaż   IKZE założyło 497 tys. osób, to  wartość zgromadzonych na tych kontach oszczędności wynosi zaledwie  53 mln zł. Dodatkowo, jakiekolwiek pieniądze wpłynęły tylko na... 30 tys. kont IKZE, czyli pieniądze wpłaciło zaledwie 0,2 proc. wszystkich aktywnych zawodowo osób.  W opinii "Wyborczej",  "tę nowinkę emerytalną wprowadzoną przez ministra Jacka Rostowskiego Polacy po prostu zbojkotowali", albowiem  statystycznie każda z tych  30 tys. osób  wpłaciła na IKZE po... 800 zł.
"GW" podkreśla, iż na przykład konta IKE założyło 814 tys. Polaków, czyli  mniej więcej 5,2 proc. spośród wszystkich, którzy zarabiają pieniądze.  Niestety, "tylko 31,7 proc. kont IKE jest aktywnych, co oznacza, że jakieś pieniądze Polacy dopłacają tylko na 252 tys. rachunków" - podaje gazeta, szacując, iż  "aktywne odkładanie pieniędzy na dodatkową emeryturę za pomocą IKE jest domeną ok. 1,5 proc. osób aktywnych zawodowo". Mimo to, na kontach znajduje się  już 3,5 mld zł. Przy tym, dwie trzecie oszczędza w  IKE prowadzonych przez ubezpieczycieli, zaś co piąty - w funduszach inwestycyjnych;  2,5 proc. kont jest w firmach maklerskich, .

Nasze systemy emerytalne są trwale niewydolne

Nasze systemy emerytalne są bowiem trwale niewydolne z powodu nieuzasadnionych przywilejów – pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 22.04.2013 r.). Dziennik podaje, iż  do emerytur podatnicy dopłacą tylko w tym roku 64 mld zł, czyli o niemal tyle, ile zapłacą z tytułu PIT. Gazeta szacuje, iż  OFE odpowiada za zaledwie 17 proc. długu publicznego. Za kilka lat  systemy  emerytalne mogą się stać niewypłacalne - ostrzega "Rz".
Dziennik przypomina, iż chodzi o  trzy odrębne systemy emerytalno-rentowe: pracowniczy (ZUS), rolniczy (KRUS) i służb mundurowych (MSWiA, MON, MS), z których każdy rządzi się innymi prawami, a więc" inaczej opłaca się do nich składki i nabywa prawo do świadczeń". W opinii "Rzeczpospolitej", stosunkowo najlepiej jest z systemem pracowniczym, gdzie funkcjonują od 1999 r. otwarte fundusze emerytalne (OFE).
Natomiast - zdaniem gazety - system rolniczy "można porównać do umierającego pacjenta w bardzo ciężkim stanie, żyjącego wyłącznie dzięki kroplówkom", a system mundurowy "jest właściwie żywym trupem".
W 2013 r.  dopłacimy do emerytur w ZUS 43 mld zł, zaś z  najnowszej prognozy, przygotowanej na lata 2014–2018, wynika, że do emerytur będziemy dopłacać coraz więcej, np. w  2018 r. prawie 46,5 mld zł (w  latach 20. tego wieku czekają nas dopłaty sięgające nawet 60 mld zł) - ostrzega "Rz". W opinii gazety, gdy "ZUS ma jeszcze zatem szanse na wypłacalność",  to " KRUS jest trwale niewypłacalny i nieefektywny", ponieważ  ponad 90 proc. rolników opłaca składkę w wysokości 120 zł miesięcznie, zyskując  dzięki temu m.in. prawo do emerytury, renty, renty rodzinnej, zasiłków chorobowych czy macierzyńskich. A  "niewspółmierność ponoszonych kosztów w stosunku do wysokości świadczeń powoduje, że ponad 90 proc. świadczeń z KRUS finansują podatnicy". W 2013 r.  do emerytur rolników dopłacimy  11 mld zł - szacuje dziennik. Z kolei  system emerytalny  tzw. służb mundurowych oraz sędziów i prokuratorów także funkcjonuje odmiennie niż pozostałe. "Żołnierze i funkcjonariusze nie opłacają w trakcie służby składek na emeryturę, a ich świadczenia finansuje budżet. Cieszą się też licznymi przywilejami, z których największy to możliwość odejścia na emeryturę po 15 latach służby. Otrzymują wtedy 40 proc. ostatniego uposażenia" - podaje "Rz" .

W. Wojciechowski:  praca w kopalni  nie jest argumentem, aby pozostali podatnicy musieli dopłacać do ich emerytur

Zdaniem  Wiktora Wojciechowskiego, głównego  ekonomisty Invest Banku, "niełatwa" praca w kopalni  nie jest argumentem, aby pozostali podatnicy musieli dopłacać do ich emerytur pisze "Gazeta Wyborcza"(Nr z 20.04.2013 r.).  Dziennik podkreśla, iż "górnicy średnio pobierają emerytury przez 19 lat, czyli o rok dłużej niż przeciętnie wszyscy emeryci", pracując tylko 20 lat, podczas gdy pozostali pracownicy około 30  lat.
W opinii Wojciechowskiego, "emerytury górnicze to relikt z poprzedniej epoki. Żadnego państwa nie stać na taki hojny system. Do niedawna w Niemczech górnicy dołowi mieli prawo do emerytury, jeżeli ukończyli 60 lat i wykazywali się 25 latami ubezpieczenia emerytalnego. Rozpoczęte ostatnio wydłużanie powszechnego wieku emerytalnego objęło też górników. Mają wkrótce pracować do 62 lat. W Czechach idą na emeryturę w wieku 63 lat".  Wiktor Wojciechowsk twierdzi w 'rozmowie z  "Gazetą Wyborczą", iż "sprawny rząd nie powinien ulegać naciskom dobrze zorganizowanej grupy zawodowej, która broni nieuzasadnionych przywilejów. Bo to nie rząd za nie płaci, tylko podatnicy". W opinii Wojciechowskiego, "gdyby górnik zarabiający obecnie 6 tys. zł brutto był w zreformowanym systemie, to po 20 latach pracy mógłby liczyć na emeryturę w wysokości ok. 1,3 tys. zł (...) pobierałby ją przez 19 lat, czyli tak jak obecnie. Dzisiaj przeciętna emerytura górnicza wynosi natomiast 3,5 tys. zł. Dla przykładu Polak, który jest w ZUS i który też zarabia 6 tys. zł, na taką emeryturę musiałby pracować 45 lat, czyli przeciętnie do 70. roku życia".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT