Dekoniunktura na warszawskiej GPW?

Polska Giełda Papierów Wartosciowych w Warszawie (GPW)  jest   obecnie  słaba na tle rynków rozwiniętych -   twierdzi "Interia.pl" (z 01.04.2019 r.). Zdaniem portalu,  ciężarem dla warszawskiej GPW są spółki energetyczne i surowcowe,  których akcjonariuszem jest Skarb Państwa. Zaś potwierdzeniem słabości krajowego parkietu ma być sytuacja na WIG20,  najważniejszego z indeksów GPW  (WIG20 to  indeks notowań akcji 20 największych i najbardziej płynnych spółek z Głównego Rynku GPW).   "Interia.pl" podaje, iż WIG20 wprawdzie wzrósł w tym roku o ponad 3 proc., ale osiągnął rezultat dużo słabszy niż analogiczne  indeksy   na giełdach rynków rozwiniętych, a do takich zaliczana jest GPW.  Na przykład amerykański  indeks S&P500 (w skład S&P 500 wchodzi 500 spółek o największej kapitalizacji rynkowej na amerykańskiej giełdzie)  urósł w tym czasie o ponad 13 proc., zaś indeksy technologiczne odnotowały jeszcze większe zwyżki - komentuje portal.

Zdaniem dr Przemysława Kwietnia, głównego ekonomisty  XTB, indeks WIG20  jednak "nie jest reprezentatywny dla polskiej gospodarki". Na przykład do  tego indeksu zaliczany jest CD Projekt, który ma zwyżkę bliską 30 proc., czyli podobną do amerykańskich spółek technologicznych. Natomiast  "ciężarem jest dla WIG20 duży udział spółek energetycznych i paliwowych"- podkreśla ekspert. W jego opinii, także  małe są  szanse, że w najbliższych tygodniach czy miesiącach WIG20 będzie doganiał rynki krajów rozwiniętych.  "To może być trudne, bo euforia na giełdach zrodziła się z grudniowej paniki i jest teraz już za nami" – zauważa  P. Kwiecień w  "Interia.pl".

 

 

Sektor „chwilówek” do regulacji

 

Ministerstwo sprawiedliwości przygotowało ustawę zaostrzającą  przepisy przyznawania „chwilówek”, która ma uregulować  formy zabezpieczenia kredytu  - pisze "Onet.pl"( z 03.04.2019 r.) za Business Insider Polska. M.in. ma  zostać wprowadzony limit dodatkowych opłat, wynoszący    45 proc. kwoty pożyczki w skali roku, a przy pożyczce na okres miesiąca  limit ma sięgnąć  poziomu   22 proc.  Ponadto,  projekt przewiduje obniżenie  limitu kosztów pozaodsetkowych,  pomimo tego, że w uzasadnieniu do ustawy wskazano, iż rentowność branży pożyczkowej wskutek wprowadzenia obecnych limitów obniżyła się z 15 proc. do 3 proc. - podaje portal. I, co istotne, firmy pożyczkowe miałyby podlegać  nadzorowi  Komisji Nadzoru Finansowego(KNF), który  to urząd miałby   uprawnienia do nakładania na instytucje pożyczkowe kar za przekroczenie limitów kosztów pozaodsetkowych. Projekt wprowadza też  uprawnienia dla KNF do nakładania na instytucje pożyczkowe kar za przekroczenie limitów kosztów pozaodsetkowych.  "Tego typu uprawnień KNF nie posiada w stosunku do banków, czy SKOK-ów"- podkreśla "Onet.pl". Proponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości przepisy mają skończyć z dowolnością w ustalaniu dodatkowych opłat m.in przy zakupach  na raty. Nie będzie już można także bez ograniczeń doliczać prowizji, marży, opłat za złożenie czy rozpatrzenie wniosku albo obowiązkowego ubezpieczenia. Ministerstwo podkreśla, że takie działania prowadziły do tego, że nieświadomi klienci nie byli w stanie spłacać, rzekomo atrakcyjnie oprocentowanych pożyczek. Natomiast w przypadku niepowodzenia w spłacie kredytu, klient nie będzie się musiał obawiać, że firma odbierze mu mieszkanie, czy dom. Ustawa wprowadza bowiem  ścisłe limity w zakresie ustanawiania zabezpieczeń. Zabezpieczenie pożyczek (np. w postaci hipoteki na nieruchomości) nie będzie mogło przekraczać wysokości pożyczonej kwoty powiększonej maksymalnie o 45 proc.  Niedopuszczalne będzie żądanie przenoszenia własności nieruchomości na zabezpieczenie zaciągniętych zobowiązań. Wyeliminowana też ma zostać możliwość prowadzenia egzekucji komorniczej z mieszkania, jeżeli wysokość zadłużenia nie przekracza 5 proc. wartości domu lub lokalu.

Zdaniem  Zbigniewa Ziobro,  szefa  resortu sprawiedliwości, " nowe przepisy mają uderzyć w patologie związane z plagą lichwiarskich pożyczek".  Z. Ziobro powiedział, iż firmy pożyczkowe "wykorzystują często swoją uprzywilejowaną pozycję i zarabiają krocie, żerując na ufności, niewiedzy czy trudnej sytuacji materialnej polskich rodzin".

 Z taka  oceną rzeczywistości nie zgadzają się natomiast  firmy pożyczkowe,  zrzeszone w Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego (FRRF). Jak podaje portal, branża pożyczkowa krytykuje pomysł ministra sprawiedliwości, podkreślając, że proponowany kształt nowej regulacji jest "wylaniem dziecka z kąpielą, co może dodatkowo odbić się na wzroście szarej strefy". Zdaniem  Agnieszki Wachnickiej,  prezes FRRF,   przygotowany przez resort sprawiedliwości projekt tzw. ustawy antylichwiarskiej to  "słuszny cel, nieadekwatne środki". W opinii Wachnickiej - informuje "Onet.pl"  - "trzeba wyraźnie oddzielić lichwę od legalnej działalności sektora pożyczkowego (...) położyć nacisk na egzekucję obowiązujących przepisów, zamiast tworzyć nowe (…) Przeregulowanie rynku może doprowadzić do sytuacji, w której poziom wykluczenia finansowego, i tak relatywnie wysoki w Polsce, jeszcze się pogłębi, wypychając część klientów firm pożyczkowych do szarej strefy lub wręcz na czarny rynek pożyczkowy i de facto, kreując zjawisko lichwy". Agnieszka Wachnicka zauważa, że aż 12 podmiotów w ramach konsultacji publicznych wskazało na niezgodność projektu z Dyrektywą 2008/48/WE w zakresie obowiązku konsultowania baz zewnętrznych w procesie oceny zdolności kredytowej. A  projekt w tym zakresie powinien podlegać notyfikacji do Komisji Europejskiej -  twierdzi.

Błędy legislacyjne przygotowanego projektu to m.in.  "obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych, pomimo tego, że w uzasadnieniu do ustawy wskazano, że rentowność branży pożyczkowej wskutek wprowadzenia obecnych limitów obniżyła się z 15 proc. do 3 proc."

 

 

RzF: więcej skarg na firmy powiązane z aferą GetBacku

 

Afera GetBacku spowodowała skokowy wzrost liczby próśb  o interwencję u Rzecznika Finansowego (RzF)  - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 03.04.2019 r.). W  2018 r.  liczba reklamacji, jakie  zgłosili klienci firm finansowych do tych instytucji  wyniosła  1,7 mln, podczas gdy w 2017 r. złożono  ich 1,63 mln. Według dziennika, sądy są wręcz zalane spornymi sprawami spółek  finansowych z ich klientami. Tylko w 2018 r.  odnotowano 42 tys. wystąpień do sądów przeciwko m.in. bankom i ubezpieczycielom. Zaś wciąż nie doczekało się swojego finału jeszcze 26 tys. spraw z 2016 r. -  podaje gazeta. "DGP" wyjaśnia, iż z reguły niezadowolony klient najpierw  zgłasza reklamację do firmy, z której usług korzystał. W grę wchodzi także np. wystąpienie na drogę sądową.  I tak, według "DGP", spośród instytucji bankowych w pierwszej dziesiątce "niechlubnego  zestawienia"  RzF znalazł się  Idea Bank, zamieszany w aferę  GetBacku; pracownicy Idea Bank organizowali m.in. sprzedaż niespłaconych później obligacji tej firmy windykacyjnej. Jeśli więc  w  2017 r. Idea Bank miał ponad 15 tys. reklamacji - informuje dziennik - to  już  do Rzecznika Finansowego trafiło w tym czasie 107 wniosków jego klientów. Z kolei liczba reklamacji na Idea Bank  za ub.r.  nie jest znana, ale liczba wniosków do RzF  w sprawie tej instytucji finansowej zwiększyła się  niemal pięciokrotnie - donosi gazeta,  powołując się na sprawozdanie Rzecznika Finansowego (RzF) za 2018 r.

Rzecznik Finansowy prezentuje nie tylko liczbę wniosków klientów w odniesieniu do poszczególnych firm, ale także ich udział w skargach całego segmentu oraz udział w rynku - pisze dziennik - zaś "porównanie dwóch ostatnich liczb pozwala ocenić skalę problemów klientów niektórych firm". I tak, obecnie dwa najbardziej nadreprezentowane w skargach do Rzecznika  podmioty, czyli firmy: Altus TFI i Polski Dom Maklerski, były zaangażowane, podobnie jak Idea Bank,   w sprawę GetBacku.  Jednak w obu przypadkach liczba skarg była zdecydowanie mniejsza niż u liderów statystyk RzF, a "składaniu wniosków o interwencję sprzyjały także doniesienia medialne o aferze" - twierdzi "DGP".

 

 

Na rynku forex traci coraz więcej klientów

 

Polacy w 2018 r. na foreksie stracili aż 438 mln zł, zaś średni wynik wszystkich detalicznych inwestorów dokonujących transakcji na rynku forex za pośrednictwem krajowych domów maklerskich i biur maklerskich wyniósł za ubiegły rok minus (-) 10 tys. 040 zł - donosi "Puls Biznesu" (Nr z 03.04.2019 r.).Gazeta informuje, powołując się na przedstawione przez  Komisję Nadzoru Finansowego (KNF) statystyki,  obejmujące  dane za lata 2014-2018, iż  w 2018 r. na rynku forex  zarobiło  tylko  21,1 proc.  klientów firm nadzorowanych przez  organ  nadzoru finansowego.  Z  danych KNF  wynika także, iż w 2018 r.  wzrósł odsetek klientów, którzy zarobili na rynku forex - wynosił on  21,1 proc. (wzrost z 20,3 proc. w 2017 r.). Ponadto, w ub. r. zmalała również w porównaniu z 2017 r. łączna wartość zrealizowanej straty klientów (spadek z  635 mln zł do 576 mln zł) oraz średnia strata per klient (spadek z 19,8 do 16,7 tys. zł) - pisze "PB".   

Według dziennika,  średni zysk na głowę klienta w 2018 r. wyniósł 15 tys. zł, natomiast średnia strata jest nieco wyższa i kształtuje się na poziomie  16,7 tys. zł. I "tendencja ta utrzymuje się od lat" - zauważa gazeta.   Co istotne, w 2018 r.   stratę na rynku forex  poniosły  aż 34 tys. 464 osoby, a więc o 7,5 proc. więcej niż przed rokiem. Z kolei  wzrosła   liczba osób zarabiających na foreksie - podaje "PB". W 2018 r. zysk odnotowało na tym rynku  9 tys. 194 graczy, czyli o 12,6 proc. więcej niż przed rokiem. Jednak "średni zarobek osoby, której udało się zakończyć rok  pod kreską, wyniósł 15 016 zł, był więc niższy niż średnia strata tracącego.

"PB" informuje, że z danych opracowanych przez KNF na podstawie informacji od brokerów wynika, iż "na foreksie traci coraz więcej klientów, straty te średnio są jednak mniejsze".

 

 

Ustawa frankowa odłożona w czasie?

 

Prace nad ustawą frankową, które po kilku miesiącach przerwy w 2018 r. nagle przyśpieszyły w styczniu 2019 r. teraz znów łapią poślizg. Jak  podaje  „Rzeczpospolita" (Nr z 02.04.2019 r.), powołując się na  informacje,  które  przekazał PAP poseł Andrzej Szlachta, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych, podczas najbliższych  posiedzeń Sejmu RP może  nie być prac nad prezydencką ustawą frankową.  Nie wiadomo bowiem, czy projekt trafi do porządku obrad kolejnego posiedzenia parlamentu.  Według gazety, poseł Tadeusz Cymański, przewodniczący podkomisji ds. ustawy frankowej, tłumaczył,  że przeszkodą mogą  być  inne zagadnienia, które muszą  być w tym czasie poruszone - pisze gazeta. Podobnie  wypowiadał się Andrzej Szlachta, wskazując na sprawy związane z brexitem. Zdaniem posłów,  nie oznacza to wstrzymania prac nad ustawą. Proces legislacyjny biegnie swoim torem. Prace zostaną niebawem wznowione" – stwierdził  Cymański, deklarując uchwalenie ustawy w marcu br., a jej wejście w życie na kwiecień br. Obecnie  staje się jednak coraz bardziej oczywiste, że ten kwietniowy termin jest zagrożony - pisze "Rz". Co więcej, przedstawiciele banków są przekonani, że nie zostanie on utrzymany.

Dziennik przypomina, iż ustawa "frankowa", zaproponowana przez kancelarię prezydenta RP  w sierpniu 2017 r. długo czekała na poważne prace w parlamencie.  Zakłada ona  powstanie specjalnego funduszu konwersji, z którego finansowane mają być przewalutowania kredytów.   Na fundusz ten mają składać się  banki;  w pierwszym pełnym roku składka może sięgnąć 2,5 mld zł w skali sektora - podaje gazeta.  Według "Rz", ustawa budzi wiele kontrowersji. M.in. zarzuca się jej "nierówne traktowanie banków i klientów (z płacenia składek wyłączone miałyby zostać banki w programach naprawczych, czyli Getin Noble i BOŚ, więc ich klienci nie mogliby przewalutować kredytów)". Ponadto, proponowana regulacja ma nie podobać się  samym frankowiczom - zauważa gazeta oraz bankom i ich właścicielom (apelowali do Komisji Europejskiej) - podaje dziennik.

 

 

Getin Bank  ma zwrócić  klientom część  pobranych opłat  za  lata  2014-2016

 

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) stwierdził, że "Getin Bank  nienależycie informował klientów o wprowadzanych podwyżkach i zmianach w regulaminach – nie wskazywał podstaw prawnych, a dokumenty nie były dostarczane na trwałym nośniku" - informuje "Bankier.pl" (z 01.04.2019 r.). W związku z tym, teraz Getin ma zwrócić klientom pieniądze - podaje portal. Sprawa dotyczy powiadomień z lat 2014-2016, kiedy to bank dokonywał zmian w cennikach, nie wskazując jednak "podstaw prawnych, które umożliwiały ich dokonanie oraz okoliczności faktycznych, które powodowały takie zmiany". Natomiast  informacje Getin Bank przesyłał wyłącznie za pośrednictwem bankowości internetowej, co w ocenie UOKiK  nie spełnia wymogów trwałego nośnika. Bank został więc zobowiązany przez urząd antymonopolowy do rozliczenia się z klientami i zwrotu części pobranych opłat. Według "Bankier.pl", na  zwrot mogą liczyć osoby, które podpiszą w placówce bezpłatny aneks,  co ma  umożliwić  bankowi dokonanie indywidualnego rozliczenia opłat i prowizji wprowadzonych do cenników w latach 2014-2016. Bank  zweryfikuje wysokość pobranych opłat pobranych w okresie od wprowadzenia zmian do momentu zawarcia aneksu. I "jeśli okaże się, że pobierał od klienta podwyższone opłaty w stosunku do tych, które obowiązywały przed wspomnianą zmianą cennika, to zwróci nadpłatę. Jeśli takiej nadpłaty nie będzie, bank poinformuje o tym klienta" - donosi portal. Bez  podpisania  aneksu  nie będzie można  dokonać indywidualnego rozliczenia z bankiem. Getin bank zdecydował się także na przyznanie rekompensaty w  postaci "zwolnienia przez okres 2 kolejnych miesięcy począwszy od 17 czerwca 2019 r. do 19 sierpnia 2019 r. z opłat za przelewy złotowe dokonane w placówce na dowolne inne konto w polskim banku". Z  rekompensaty  tej będą mogły  skorzystać osoby, które w latach 2014-2016 zostały poinformowane o zmianach cennika w formie elektronicznej.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT