Dłuższy wiek aktywności zawodowej, ale czy dobra praca ?

Według "Dziennika Gazety Prawnej"(Nr z 14.09.2015 r.), Polska była do niedawna  krajem, w którym nie tylko obowiązywał jeden z najniższych progów wieku emerytalnego, ale także system rent dawał możliwość szybkiego wyjścia z rynku pracy, szczególnie dla  kobiet. "Zaledwie 32 proc. Polek w wieku 50+ jest aktywna zawodowo. Dla porównania w Szwecji odsetek ten wynosi 80 proc. Mniejsza dysproporcja panuje wśród mężczyzn. W Polsce pracujących jest nieco ponad 50 proc, a w Szwecji – 84 proc." - podaje gazeta. Argumentem  za podniesieniem wieku emerytalnego było,  że dłuższa praca pozwoli zgromadzić więcej kapitału i ochroni przyszłych emerytów przed ubóstwem - przypomina dziennik. Tymczasem - w opinii "DGP" - takie przełożenie nie jest takie oczywiste, gdyż nie oznacza, że starsi Polacy będą w stanie pracować efektywnie do wyznaczonego wieku. " Polski senior jest w europejskiej czołówce jeśli chodzi o zgłaszanie długotrwałych problemów zdrowotnych. Zgłasza je 65 proc. mężczyzn i 65 proc. kobiet w wieku 50+.(...) W badaniu SHARE wśród ankietowanych uczestników swój stan zdrowia najlepiej ocenili Szwedzi oraz Francuzi. Doskonały lub bardzo dobry stan zdrowia wskazywało (...) w Polsce – jedynie niecałe 10 proc. mężczyzn oraz 6 proc. kobiet." - podaje gazeta. Zaś w opinii  OECD, " oczekiwana długość życia mężczyzny w Polsce po ukończeniu przez niego 50 lat wynosi 15,4 lat w dobrym zdrowiu, co umożliwi mu dożycie w dobrym zdrowiu wyłącznie do obecnego wieku emerytalnego". Ponadto - pisze dziennik - według opracowania Centralnego  Instytutu Ochrony Pracy, "pracownicy w grupie 50+ są mocno narażeni na wypadki przy pracy.(...)  Są one spowodowane nagłymi zachorowaniami, niedyspozycją fizyczną, zdenerwowaniem a także zwykłym zmęczeniem".
Dlatego też - w opinii BCC - "wszelkie działania przedłużające aktywność zawodową pracowników w wieku 50+ to również działania prozdrowotne obejmujące programy profilaktyczne promujące zdrowy i aktywny tryb życia, a także wczesne wykrywanie poważnych chorób zawodowych i cywilizacyjnych. Wydatki na zdrowie aktywnych zawodowo osób 50+ nie mogą być postrzegane wyłącznie w kategoriach kosztów bezpośrednich tj. leków, badań i hospitalizacji. Rzeczywiste koszty obejmują również wydatki pośrednie związane z pogorszeniem stanu zdrowia np. renty, zwolnienia lekarskie, wcześniejsze emerytury".
Ponadto - twierdzi w dzienniku prof. Sylwiusz Retowski  z  Uniwersytetu SWPS w Sopocie - " polscy przedsiębiorcy nie zostali przygotowani do zatrudniania osób 50+"(...) w zawodach, które wymagają użycia siły osoba starsza nie może konkurować z młodszą. Jednak jej doświadczenie życiowe i zawodowe jest nieocenioną korzyścią dla pracodawcy".

Nie będzie jednorazowego zasiłku dla emerytów i rencistów  w 2016 r.?

Minister pracy i polityki społecznej przygotował projekt ustawy, dzięki któremu emeryci i renciści mogliby dostać nawet 350 zł jednorazowego dodatku w 2016 r. Jednak blisko 6,5 miliona świadczeniobiorców z ZUS i KRUS może go nie otrzymać  - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 17.09.2015 r.). Według gazety, Sejm RP nie zdąży bowiem  uchwalić jeszcze w tej kadencji przygotowanej ustawy w tej sprawie. Jak podkreśla w "Rz" Stanisław Szwed, poseł PiS, członek sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, "w tym trybie legislacyjnym potrzebne są długotrwałe konsultacje społeczne i międzyresortowe. Nie ma więc możliwości, aby projekt trafił do Sejmu przed końcem tej kadencji".
Tymczasem ten jednorazowy dodatek ma zrekompensować emerytom bardzo niską waloryzację ich świadczeń w 2016 r. Dziennik podaje, iż   podwyżka minimalnej emerytury (880,45 zł) w marcu 2016 r. wyniesie tylko 4,57 zł brutto. Tak niska waloryzacja jest efektem bardzo niskiego wzrostu  wynagrodzeń i deflacji wskaźnika cen towarów i usług, od których zależy wysokość stawki waloryzacji świadczeń - tłumaczy gazeta.
W opinii "Rzeczpospolitej", jest to już  zadanie dla nowego parlamentu. Zdaniem gazety, gdyby  rządową inicjatywę przejęli posłowie, projekt mógłby być uchwalony na najbliższym posiedzeniu Sejmu 23–25 września. Tyle, że taki scenariusz nie jest brany pod uwagę - zauważa dziennik,  powołując się na nieoficjalne informacje  od posłów PO.
Ostatnie posiedzenie Sejmu w dniach  8 i 9 października  jest bowiem zarezerwowane na rozpatrywanie poprawek do ustaw, uchwalonych na wrześniowym posiedzeniu -podaje "Rz".

Prof. L. Oręziak z SGH: niesprawiedliwe jest przymusowe powiązanie emerytur  zwykłych ludzi z hazardem giełdowym


Jak podkreśla prof. Leokadia Oręziak , kierownik  Katedry Finansów Międzynarodowych w   Szkole Głównej Handlowej w rozmowie w "Dziennikiem Gazetą Prawną"(Nr z 10.09.2015 r.), do otwartych funduszy emerytalnych  należą ciągle osoby, które do końca lipca 2014 r. nie złożyły w ZUS oświadczenia, aby ich składka emerytalna w wysokości 2,92 proc. wynagrodzenia była dalej kierowana do OFE. Oznacza to, że na dalsze przekazywanie składek do OFE nie wyraziło zgody ponad 14 mln Polaków, czyli aż 85 proc. członków OFE ( na koniec maja 2015 r. członkami OFE było 16,6 mln osób) . Przy tym,  "niemal połowa zgromadzonych przez nie środków została jednak pozostawiona w tych funduszach, bowiem do ZUS przeniesiono jedynie 51,5 proc. wartości aktywów OFE (153 mld zł, w tym 134 mld zł stanowiły obligacje skarbowe, które następnie zostały umorzone)" - przyznaje prof. Oręziak w "DGP" .Natomiast  "równowartość wszystkich przekazanych z OFE do ZUS aktywów została zapisana na indywidualnych subkontach prowadzonych przez ZUS, z uprawnieniami do dziedziczenia takimi samymi jak w OFE. Zatem osoby ubezpieczone nic nie straciły na tej operacji, a wręcz przeciwnie, ograniczone zostało w ten sposób ryzyko i koszty ponoszone w systemie emerytalnym" - mówi prof. Oręziak. Ostrzega przy tym, iż "na wysokie ryzyko i koszty w dalszym ciągu narażone są jednak środki, które zostały w OFE". Według niej,  o tym, że  osoby nie zainteresowane kontynuacją oszczędzania  w OFE  nie mogły odejść z OFE do ZUS z całością zgromadzonych aktywów, zadecydowało, iż "rząd nie miał wystarczającej determinacji i siły, by takie rozwiązanie zastosować. Uległ presji instytucji finansowych, w tym powszechnych towarzystw emerytalnych, zainteresowanych tym, aby jak najdłużej i w jak największej kwocie mieć pod swoim zarządem otrzymane z budżetu publiczne pieniądze w formie składek emerytalnych (...)  w tym pobierać co miesiąc, przez kolejne dziesiątki lat opłaty za zarządzanie zgromadzonymi środkami". Zdaniem prof. Oręziak, na tym ucierpią przyszli emeryci, " bo pobierane przez PTE opłaty oraz kolejne kryzysy finansowe drastycznie zredukują realną wartość znajdujących się w OFE aktywów."
Prof. Oręziak twierdzi w "DGP", iż  "niesprawiedliwe jest przymusowe powiązanie emerytur milionów zwykłych ludzi z hazardem giełdowym, który jest także odbiciem występujących nieustannie różnych perturbacji na międzynarodowych rynkach finansowych" czy  występujących dość często spadków na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i innych giełdach. Zdaniem prof. Oręziak z SGH, "z OFE do ZUS na bieżąco bowiem muszą być przekazywane środki w ramach tzw. suwaka, dotyczącego osób, którym pozostało mniej niż 10 lat do osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego. Osoby te nie mają już czasu, by czekać do następnej poprawy koniunktury".
Dzięki temu, że do OFE przestały płynąć składki od ponad 14 mln osób, jest więcej pieniędzy na wypłatę bieżących emerytur - twierdzi prof. Oręziak.
Od kwietnia do końca lipca 2016 r. ma być kolejne „okienko transferowe”, kiedy członkowie OFE będą mogli złożyć w ZUS oświadczenie w sprawie przekazywania składki do wybranego funduszu - podaje gazeta.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT