KRUS tylko dla rolników

Według Marka Sawickiego, ministra rolnictwa, system rolniczego ubezpieczenia emerytalno- rentowego ma być tylko dla osób, które faktycznie prowadzą gospodarstwa rolne - informuje „Gazeta Ubezpieczeniowa” ( www.gu.com.pl ) z  14.04.2008 r.  Do ubezpieczenia w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS) będzie miała prawo osoba, która faktycznie uprawia ziemię, a nie jest tylko jej właścicielem. Sawicki powiedział, że system ubezpieczeń rolnych jako taki nie jest zagrożony, ale wymaga zmian - chodzi przede wszystkim o jego uszczelnienie. Ponadto, ministerstwo chce włączyć do systemu ubezpieczenia w KRUS tzw. rolników dwuzawodowców. Osoby te będą mogły płacić wyższą składkę, jeżeli dorabiają poza rolnictwem, ale w przyszłości będą  mogli uzyskiwać wyższe emerytury – podaje „Ubezpieczeniowa”.
Założenia projektu ustawy o KRUS  przewidują możliwość ubezpieczenia w KRUS robotników rolnych. Obecnie nie mają oni takiego prawa.  Ich składka będzie dwukrotnie wyższa niż najniższa składka w KRUS. W drugim kwartale br. składka na KRUS wynosiła 191 zł (kwartalnie), zaś emerytura podstawowa - niecałe 640 zł miesięcznie.
Zdaniem min. Sawickiego,  wysokość składek KRUS powinna być powiązana z faktyczną dochodowością gospodarstw. Jednak rolnik sam powinien zdecydować czy chce płacić wyższą składkę czy też opłacać ją na dotychczasowym poziomie. Podobnie jest z podatkiem VAT, pełne rozliczenie podatku, nie ryczałtowe, mają ci rolnicy, którzy tego chcą.
W opinii ministra, ponad 70 proc. gospodarstw rolnych będzie prawdopodobnie płaciło składkę na KRUS na dotychczasowym poziomie, czyli najniższą, gdyż ich dochody nie przekraczają 60 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce (ok. 1800 zł).

Dziura w  FRD

Pieniądze z Funduszu Rezerwy Demograficznej (FRD) miały uratować Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS) , gdyby doszło do najgorszego. Problem w tym, że zamiast spodziewanych 20 mld zł, w funduszu tym  jest obecnie ok. 3,5 mld zł – pisze „Rzeczpospolita”(Nr z 14.04.2008 r.). Dziennik podkreśla, że utworzony w 2001 r. FRD to koło ratunkowe dla polskiego systemu emerytalnego. Autorzy jego reformy słusznie bowiem zakładali, że wskutek zmian demograficznych systematycznie będzie się zwiększała liczba osób pobierających emerytury, a malała płacących składki. Tymczasem zamiast pierwotnego 1 proc. składki emerytalnej do funduszu płynęło od 0,2 do 0,35 proc. składek, a z prywatyzacji nie wpłynęła ani złotówka. Według gazety, resorty skarbu i pracy planują jednak zmiany. Od przyszłego roku do FRD ma trafiać co najmniej 3 mld zł rocznie, w tym 40 proc. przychodów z prywatyzacji – twierdzi dziennik.

Nie będzie tzw. emerytur małżeńskich

Konsultacje projektu ustawy,  mającej regulować sposób wypłaty emerytur z OFE dobiegają końca. Podzielone są zdania dotyczące zakładów emerytalnych. Wojciech Otto z Uniwersytetu Warszawskiego jest przeciwny tworzeniu zakładów publicznych. Paweł Wypych, były prezes ZUS, uważa natomiast, że zakład publiczny jest potrzebny donosi  „Gazeta Prawna” (Nr z 14.04.2008 r.). Ponadto, rząd chciałby, aby od 2009 r. kobiety kupowały tzw. emeryturę okresową w OFE, a nie w odrębnych instytucjach. Z emerytury okresowej kobiety korzystałyby do osiągnięcia przez nie 65. roku życia. Dla osób, które ukończyły 65 lat, skierowana byłaby indywidualna emerytura dożywotnia wypłacana przez zakład emerytalny. Nie będzie także  emerytury małżeńskiej – pisze dziennik -  gdyż zdaniem Agnieszki Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej, jej wypłata byłaby problemem zarówno dla wypłacających zakładów, jak i dla emerytów, którzy musieliby wybierać spośród ogromnej ilości ofert. Zdaniem zaś  Pawła Pelca, radcy prawnego i byłego wiceprezesa UNFE,  wprowadzenie emerytury okresowej obciąży objęte nimi kobiety ryzykiem inwestycyjnym, co może doprowadzić do spadku wartości oszczędności zgromadzonych w OFE.

Spadki na giełdzie uderzyły po kieszeni przyszłych emerytów

Odkładając co miesiąc 100 zł na przyszłą emeryturę, zgromadzilibyśmy na naszym koncie w OFE średnio 15,2 tys. zł. A gdyby ostatni kwartał na giełdzie nie był tak kiepski, mięlibyśmy na koncie 500 zł więcej – podaje „Gazeta Wyborcza” (Nr z 12.04.2008 r.) za szacunkami Analizy Online. I tak,  odkładając od sierpnia 1999 r., czyli początku reformy emerytalnej, 100 zł miesięcznie w najlepszym funduszu - ING Nationale-Nederlanden - w marcu tego roku na naszym koncie byłoby już 15,7 tys. zł (nasze wpłaty plus dochody z ich pomnażania), zaś w  najgorszym - Aegonie - 14,5 tys. zł, a więc o  niemal 8,5 proc. mniej. Zdaniem gazety, wyniki OFE byłyby lepsze, gdyby nie ostatnie spadki na giełdzie, tak, że  od końca listopada 2007 r. z tego powodu z naszych kont w funduszach wyparowało średnio 432 zł. Najbardziej zmniejszył się stan konta emerytalnego w OFE Polsat - o 629 zł. Najlepiej zaś przed giełdowymi spadkami wybronił się Pocztylion - konta jego klientów zmniejszyły się średnio o 232 zł. Według dziennika, pieniędzy zgromadzonych na kontach emerytalnych w OFE byłoby też więcej, gdyby nie wysokie opłaty, jakie pobierają od nas fundusze. W sumie w ubiegłym roku kosztowało to klientów funduszy ponad 1,7 mld zł. Z tego aż 668 mln zł to czysty zysk towarzystw emerytalnych, właścicieli OFE. Ma to  wpływ na wysokość naszych przyszłych emerytur. Im mniejsze opłaty pobierają fundusze, tym więcej oszczędzimy na naszym koncie i tym wyższa będzie nasza przyszła emerytura.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT