Kiedy bank może zablokować pieniądze na rachunku

Kiedy właściciel konta bankowego staje się czyimś dłużnikiem,  np.  zalega  z ratami, wówczas określone instytucje: Urząd Skarbowy, ZUS, komornicy, Izba Celna, prokuratura czy sądy rejonowe,  mogą decydować o środkach zdeponowanych na jego rachunku, a wykonawcą ich zarządzeń jest bank - wyjaśnia "Rzeczpospolita"(Nr z 19.02.2018 r.). Dziennik  podaje, że  na  blokadę  pieniędzy na rachunku  zezwalają  im przepisy  prawa,  m.in. "ustawa: Prawo bankowe, o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu".  Przy tym,  bank nie musi powiadamiać swojego klienta o blokadzie środków. Ten obowiązek leży bowiem po stronie np. komornika czy Urzędu Skarbowego   zlecających tę operację, a te instytucje o swojej decyzji informują listownie - pisze gazeta. Z kolei w  przypadku osób pracujących na etacie czy , na umowie o pracę, bank może na wniosek komornika  dokonać zajęcia środków pieniężnych wyłącznie do określonej wysokości, gdyż  część pieniędzy - tzw. „kwota wolna od zajęcia" -  chroniona jest przed zajęciem. W 2018 r. wynosi ona 1 530 zł netto. Ponadto, rachunek może zostać zablokowany na skutek zabezpieczenia roszczeń wywołanych toczącą się sprawą sądową, z tytułu zaległości alimentacyjnych, braku spłaty kredytów czy nie opłaconych podatków, a także  w przypadku uzasadnionego podejrzenia, że część środków zebranych na koncie bankowym pochodzi z działalności przestępczej - informuje dziennik.
Według "Rz",  wolna od zajęć komorniczych jest więc najniższa pensja krajowa  z  wyjątkiem środków  na alimenty (komornik ma prawo zająć 60 proc. pensji dłużnika, także wynagrodzenia z tytułu umów zlecenia i o dzieło). Natomiast   ustawowo  z egzekucji komorniczych  zwolnione są,  niezależnie od wysokości dochodu,  wszystkie świadczenia o charakterze socjalnym: 500+, rodzinne czy  alimenty na dzieci.

Polski rynek kapitałowy potrzebuje strategii

Zdaniem  Jacka Sochy, ekonomisty, obecnego  partnera i  wiceprezesa polskiego oddziału  PricewaterhouseCoopers (PwC),  byłego ministra skarbu oraz  wieloletniego  przewodniczącego instytucji  nadzoru finansowego,  warszawska Giełda  Papierów Wartościowych, która przez lata  była miejscem do inwestycji i  pozyskiwania kapitału przez spółki prywatne wraz z  rynkiem kapitałowym  obecnie  właściwie "drepczą"  w miejscu, podczas  gdy większość giełd w innych krajach po kryzysie  funkcjonuje już  zupełnie inaczej - podaje "Parkiet"(Nr z 20.02.2018 r.). Jacek Socha powiedział w wywiadzie dla gazety, iż to, co teraz dzieje się na polskim rynku kapitałowym wynika z braku pomysłów  na ten rynek i  "nie wiadomo, co się z rynkiem kapitałowym dalej będzie działo". Albowiem nie ma pomysłów - stwierdził Socha - i  nie ma osób, które upomniałyby się o rynek kapitałowy. "Połączenie nadzorów i stworzenie KNF było błędem. Poszliśmy w ślad za innymi krajami, z których wiele się już z tego wycofało. Ryzyko ochrony depozytu nie jest takie samo, jak w przypadku metod ochrony kapitału w funduszach inwestycyjnych oraz innych formach finansowania" - oświadczył . Socha stwierdził  - pisze gazeta - iż  głównym graczem na polskim  rynku bankowym jest  obecnie NBP i minister finansów.  Tymczasem, w jego opinii,  GPW jest spółką szczególną  i  potrzebna jej   jest  strategia, gdyż  "wszystko, co dzieje się na rynku kapitałowym, dzieje się obok giełdy – w domach maklerskich, w głowach inwestorów, właścicieli spółek, emitentów. Trzeba dać im odpowiednie, stabilne pole do działania".  Według Jacka Sochy, powinniśmy powrócić do GINB oraz do Komisji Nadzoru Bankowego, a także " stworzyć rynek papierów wartościowych z nadzorcą i regulatorem. (...)  KNF zajmuje się głównie bankami". Wiceprezes PwC  podkreślił,  iż  istotną sprawą jest  "kwestia przejrzenia przez rynek, resort finansów i KNF tego, jak wyglądają przepisy prawa w UE w porównaniu z tym, jak są implementowane w Polsce. Chodzi o proporcjonalność (...). Każda zmiana, każdy dodatek do regulacji rynku kapitałowego to koszt. Trzeba więc to dokładnie przeanalizować i ocenić ryzyko. Inwestor nie lubi rynków dziwnych, innych. Unifikacja przepisów zwiększy atrakcyjność GPW".  Jacek Socha podkreśla - podaje "P" – że " rola warszawskiej GPW  nie jest najmocniejsza w stosunku do tego, jaka mogłaby być, patrząc po sile polskiej gospodarki".

Wewnętrzne regulacje w Citi Handlowy ważniejsze niż zapisy umowy kredytowej ?

Według "Gazety Wyborczej"(Nr z 22.02.2018r.) Bank Citi Handlowy  przygotował na swoich klientów pułapkę. Mogą w nią wpaść osoby, które  posiadają w banku pożyczkę gotówkową - ostrzega  dziennik i radzi,  aby pożyczkobiorcy  starannie przeglądali   historię swoich opłat. Dlaczego ? Ponieważ może okazać  się, że bank ściąga z nich dużo więcej środków, niż wynikałoby to z podpisanej przez nich umowy kredytowej z bankiem - twierdzi "Wyborcza". Albowiem City Handlowy  " wprowadza dla swoich klientów dodatkowe opłaty, o których nie informuje ani w umowie, ani w regulaminie" - pisze gazeta. Zdaniem "GW", bank tłumaczy, iż  to "wynika z wewnętrznych regulacji banku", o  których  klient nie ma szans  dowiedzieć się wcześniej. Co istotne, dla Citi Handlowy  te "wewnętrzne regulacje" mają być   "ważniejsze niż podpisane z klientami umowy czy dokumenty zamieszczone na jego własnej stronie internetowej" - podaje dziennik, powołując się na informacje otrzymane od  pracowników banku Citi Handlowy.

Poprawy obsługi kredytów raczej nie należy oczekiwać

Odnotowane najwyższe od sześciu lat tempo wzrostu gospodarczego w  Polsce nie spowodowało znaczącej poprawy obsługi kredytów - twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 15.02.2018 r.). W opinii gazety, pojawiają się natomiast  sygnały, że może być odwrotnie. Z wypowiedzi bankowców  można bowiem wnioskować, że korzystna tendencja raczej nie będzie się utrzymywać. Zdaniem Macieja Relugi, wiceprezesa  Banku Zachodniego WBK, "gdy wzrost gospodarczy przyspieszył w okolice 3 proc., w sektorze MSP widzieliśmy postęp. Ale dalsze zwiększenie , tempa – do 5 proc., jakie mamy obecnie – nie przekłada się już na poprawę jakości portfela kredytowego" - pisze dziennik. Jak podaje "DGP" , powołując się na dane   opublikowane  przez Komisję Nadzoru Finansowego (KNF),  udział złych kredytów  w  portfelu banków  krajowych  w 2017 r.  spadł  poniżej 7 proc. i w  grudniu  ub. r.  wynosił 6,8 proc..  Gazeta  podkreśla, iż jest to  zasługą   przede wszystkim firm. "W ich przypadku udział należności ze stwierdzoną utratą wartości spadł w 2017 r. z 9,2 do 8,2 proc. Większą poprawę zanotowano w kredytach dla małych i średnich przedsiębiorstw niż w dużych firmach" - donosi "DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT