Krajowy Rejestr Zadłużonych tuż tuż

Powstanie  Krajowy Rejestr Zadłużonych. Projekt tej nowej „superbazy” informacyjnej , przygotowany przez resort sprawiedliwości został przekazany już do  Komitetu Rady Ministrów ds. Cyfryzacji - donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 28.02.2018 r.).  Jak podaje dziennik, wstępna koncepcja Ministerstwa Sprawiedliwości przewidywała utworzenie rejestru upadłościowego. "Zgodnie z nim w ogólnodostępnej bazie ujawniane miały być informacje o osobach fizycznych, prawnych oraz ułomnych osobach prawnych, wobec których są lub były prowadzone postępowania restrukturyzacyjne i upadłościowe" - pisze gazeta. Opublikowany  projekt  ustawy o Krajowym Rejestrze Zadłużonych przewiduje więc, że będą w nim ujawniane informacje także o dłużnikach alimentacyjnych oraz o osobach fizycznych, prawnych czy ułomnych osobach prawnych, wobec których umorzono egzekucję sądową lub egzekucję administracyjną prowadzoną przez naczelnika urzędu skarbowego albo dyrektora oddziału ZUS (gdy okazało się, że z egzekucji nie uzyska się sumy wyższej od kosztów egzekucyjnych).  Wiele zastrzeżeń do projektu ma  ZUS - podkreśla "DGP". Według dziennika, resort sprawiedliwości uznał, że "skoro w rejestrze mają być ujawniane informacje o osobach, które się oddłużyły, to tym bardziej powinny być wzmianki o tych, którzy w ogóle nie mają środków na zaspokojenie fiskusa lub ZUS".
Rzecz w tym, że zdaniem samego ZUS ta koncepcja będzie bardzo trudna do zrealizowania. Projektodawca bowiem nie pomyślał o tym, że ktoś dane o dłużnikach będzie musiał wprowadzać. Jak pisze w opinii do projektu Dominik Wojtasiak, dyrektor departamentu legislacyjno-prawnego ZUS,  w związku z "planowanym wprowadzeniem elektronizacji postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych oraz prowadzeniem KRZ w systemie teleinformatycznym Zakład proponuje, aby przekazanie danych odbywało się za pośrednictwem zintegrowanych systemów informatycznych przy wykorzystaniu API, a nie na zasadzie »ręcznego« wprowadzania danych”.  W ocenie ZUS, liczba umorzonych postępowań w ciągu roku wynosić może nawet kilkaset tysięcy, a całość korespondencji z postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych  może sięgać  kolejnych kilkadziesiąt tysięcy dokumentów.
Ministerstwo Sprawiedliwości nie podziela zastrzeżeń ZUS - zauważa "DGP".
 
Banki  słono zapłacą  za  przewalutowanie kredytów

Rząd poparł prezydencki projekt ustawy o przewalutowaniu kredytów mieszkaniowych, a nawet wyraził chęć  częściowego zaostrzenia  przepisów.   Oznacza on dla banków wydatki rzędu  2,2 mld zł rocznie.  Tyle bowiem  wpłacą  na  Fundusz Restrukturyzacyjny  - twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 26.02.2018 r.).  Kwota ta w kolejnych 15–20 latach ma  stopniowo się zmniejszać - dodaje dziennik.  Według gazety, "te kredyty to bomba, która może zniszczyć cały system bankowy".  Ale tak naprawdę za frankowiczów zapłacimy wszyscy.
Jak  podaje  "DGP",  prezydent chce przewalutowania kredytów walutowych (głównie frankowych) na złotowe po możliwie niskim kursie. Wprawdzie obecnie  kurs szwajcarskiej waluty jest na nienotowanym od dawna niskim poziomie, ale "i tak czasami jest o połowę wyższy niż w czasie, gdy wielu frankowiczów zaciągało zobowiązania". Koszt przewalutowania mógłby więc sięgnąć kilkudziesięciu mld zł, czyli więcej, niż przewiduje to prezydencki projekt. Wątpliwe, aby banki łatwo podarowały klientom tak dużą kwotę - zauważa dziennik. I dodaje, ze projekt ustawy daje kredytobiorcom uprzywilejowaną pozycję, gdyż to oni mają podjąć decyzję, kiedy i czy skorzystać z oferty przewalutowania.  "A banki znajdą się pod finansową presją, by tak się stało" – ostrzega "DGP". Na porozumienie z klientami banki będą musiały przeznaczyć rocznie równowartość 2 proc. swoich kredytów walutowych. I jeżeli się z klientami nie dogadają, to te pieniądze im przepadną. Dlatego też, przede wszystkim powinno się doprowadzić do tego, aby klienci nie mogli w nieskończoność negocjować kursu przewalutowania kredytu. 
„Zakładając optymistyczny scenariusz działania ustawy,  już za 5–10 lat problem z kredytami frankowymi stopnieje do tak małych rozmiarów, że nie będzie poważnym ryzykiem ani dla państwa, ani kredytobiorców czy banków” - prognozuje gazeta.

Grupa Kapitałowa GPW przedstawiła wyniki finansowe za 2017 r.

Rok 2018 będzie czasem opracowywania strategii dla całego rynku kapitałowego i „zmian, które są już nakreślone”- zapowiedział  Marek  Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie na konferencji prasowej. Szef warszawskiej GPW, prezentując wyniki finansowe Grupy Kapitałowej GPW za 2017 r.  stwierdził , że ubiegły  rok był bardzo dobry dla całego rynku kapitałowego - donosi "Interia.pl" (www. interia.pl  z 02.03.2018 r.).
W ub.r. Grupa Kapitałowa GPW wypracowała rekordowe przychody ze sprzedaży w wysokości 352 mln zł i tym samym osiągnęła historycznie najwyższy zysk netto w wysokości 156,1 mln zł – pisze  portal. Natomiast zysk EBITDA ukształtował się na poziomie 212,2 mln zł. I tak, koszty operacyjne   GK GPW w 2017 r. odnotowały wzrost o 15,6 mln zł (w stosunku do 2016 r,) i wyniosły 165,8 mln zł. Z kolei  wskaźnik kosztów do przychodów ukształtował się na poziomie 47,1 proc.,  jednym z najniższych w ciągu ostatnich lat. Jak podkreślił na konferencji  Jacek Fotek, wiceprezes GPW, takie  "wyniki udało się osiągnąć,  pomimo bardzo intensywnych prac dostosowawczych,  związanych z wymogiem MiFID2 i  przy rosnącej presji kosztowej. (…) W  efekcie koszty operacyjne wzrosły o 10 proc. do poziomu niecałych 166 mln zł".                   Ponadto, w u.br. warszawska GPW uruchomiła projekty o charakterze technologicznym, m.in. systemu  transakcyjnego  X-Stream Trading oraz systemu  informatycznego SAPRI,  dostarczonego  przez Nasdaq.

Atrakcyjne oprocentowanie lokat  tylko w promocjach

Lokaty mają atrakcyjne, jak na obecne warunki, oprocentowanie tylko wtedy, kiedy klient zakłada depozyt w danym banku po raz pierwszy lub dysponuje świeżo zgromadzonym kapitałem – podaje „Rzeczpospolita” (Nr z 26.02.2018 r.). Natomiast  konta oszczędnościowe, które jeszcze niedawno nierzadko wygrywały z lokatami   są teraz oferowane na podobnych zasadach. Zdaniem gazety, „w miarę korzystne są tylko oferty promocyjne, które obowiązują przez trzy, cztery, maksymalnie sześć miesięcy. Potem w większości banków odsetki stają się symboliczne”.
W opinii „Rz”, najlepszą promocję dotyczącą kont oszczędnościowych oferuje  T-Mobile Usługi Finansowe, tyle, że  3 proc. w skali roku mogą dostać jedynie nowi klienci i to tylko przez trzy miesiące od otwarcia konta. Natomiast przez kolejne trzy miesiące mogą liczyć na 1,5 proc., jeżeli do banku będzie wpływało wynagrodzenie. Do walki o depozyty przystąpił także bank  Pekao SA, który dotąd oferował słabe stawki. Konto oferowane przez bank   znalazło się wśród  trzech najlepszych dla wkładu do 10 tys. zł. I tak, osoby, które nie miały w ubiegłym roku rachunku Dobry Zysk, mogą założyć konto oszczędnościowe z oprocentowaniem 2,7 proc. (odsetki będą naliczane przez pół roku). Podobne oprocentowanie oferują także  Bank Millennium czy  Deutsche Bank. Przy czym Pekao premiuje oszczędności do 10 tys. zł,  Millennium do 200 tys. zł, a  Deutsche Bank  do 100 tys. zł. Według dziennika, oprocentowanie w wysokości 2,5 proc. można znaleźć w kilku instytucjach, ale warunki są różne. Różnice występują   na  przykład w kapitalizacji oszczędności -  niektóre banki naliczają  odsetki  dopiero na koniec umowy, a nie co  miesiąc. A to  zmniejsza atrakcyjność ich  oferty.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT