Nierównomierny rozkład ryzyka walutowego może prowadzić do nieważności umowy kredytowej.

Banki wystawiały frankowiczów na jednostronne ryzyko walutowe - twierdzi w "Dzienniku Gazecie  Prawnej"(Nr z 29.06.2018 r.)  mec. Barbara Garlacz. Według niej,  sądy   do tej pory "skupiały się w większości na kwestiach abuzywności postanowień odsyłających do tabel kursowych banków". Obecnie zaś coraz częściej "mówi się" o nierównomiernym rozłożeniu ryzyka walutowego pomiędzy kredytobiorcę a bankiem, zaś "sądy dopuszczają dowody z opinii biegłych w tym zakresie" - podaje dziennik. Mec. B. Garlacz zauważa w  "DGP" , iż konsekwencją  uznania, że umowa nierównomiernie rozkłada ryzyko walutowe, przerzucając je w całości na kredytobiorcę, może być stwierdzenie nieważności umowy kredytu   jako   "sprzecznej z zasadami współżycia społecznego  i  to niezależnie od stosowania przez bank własnych tabel kursowych". 

Zdaniem mec. Garlacz, „po uruchomieniu kredytów powiązanych z walutą, banki sprzedawały na rynku międzybankowym walutę szwajcarską w ilości odpowiadającej mniej więcej wartości uruchomionych kredytów. W ten sposób pozbywały się ryzyka walutowego z własnych ksiąg rachunkowych i zamykały swoją pozycję walutową. (...) banki zapisywały w swoich księgach rachunkowych, że kredytobiorca ma im oddać kredyt w walucie frank szwajcarski, czyli to ryzyko niejako przenosiły na kredytobiorcę. Otwierały mu ogromną pozycję w walucie szwajcarskiej – czyli wystawiały na ryzyko, którego jednocześnie same się pozbywały”.  

Banki w przeważającej mierze informowały przy tym kredytobiorców, że frank jest walutą stabilną,  nie przyznając się , że mimo tej stabilności nie biorą  na siebie ryzyka, które sprzedają  w ramach kredytu powiązanego z walutą. Natomiast w większości  przypadków banki  ograniczały się do wskazania możliwego wpływu wahań kursu na ratę kredytu,  ale nie na jego saldo. Zdaniem  mec. Barbary Garlacz, „takiej wybrakowanej informacji o ryzyku" nie sposób  uznać za rzetelną. "Gdyby bowiem kredytobiorca wiedział, że kupuje ryzyko, którego profesjonalna instytucja nigdy by na siebie nie przyjęła – to z pewnością takiego kredytu też by nie wziął." 

 

Banki  w Polsce  tracą  rocznie  z  tytułu ryzyka operacyjnego nawet  kilkanaście  mln zł 

 

Według  "Parkietu"(Nr z 27.06.2018 r.),  koszty, jakie banki ponoszą z tytułu strat wynikających z ryzyka operacyjnego,  sięgają rocznie  kilku, a nawet kilkunastu mln zł.  Są one przy tym  znacznie niższe,  niż odpisy kredytowe, wynoszące od kilkudziesięciu do kilkuset mln zł w skali roku - informuje gazeta. Dziennik pisze,  iż  "po ekspozycji na ryzyko" widać, że  to operacyjne ryzyko banków  nie jest problemem pomijalnym. I tak,  na koniec 2017 r. kwota ekspozycji na ryzyko operacyjne w polskim sektorze bankowym szacowana była na 79 mld zł, zaś  koszty  dominującego  ryzyka  kredytowego  wyceniano   na 944 mld zł. Tak więc "ryzyko operacyjne wyraźnie (...) dokłada się do wymogów dotyczących wielkości kapitału, które banki muszą utrzymywać" - podkreśla gazeta - zaś  to obniża ich rentowność.

"Parkiet" podaje, iż na przykład w 2017 r. w PKO BP zdarzenia z tytułu ryzyka operacyjnego wyniosły prawie 64 mln zł brutto. I tak, największy w tym udział miało wykonywanie transakcji  i polegało ono  na dwukrotnej realizacji przelewu - wyjaśnia  "P". Przy tym,  wszystkie środki błędnie przelane zostały odzyskane w tym samym dniu i bank stracił z powodu błędów rozliczania transakcji i wprowadzania do systemu  netto  „tylko" 2,65 mln zł. Natomiast  łączna strata netto PKO BP, wynikająca z ryzyka operacyjnego wyniosła 16,6 mln zł. Spory w tym udział miały oszustwa wewnętrzne - pisze  dziennik -  czyli kradzież i oszustwa ze strony pracowników. Przyniosły one PKO BP   w 2017 r.  4,5 mln zł straty netto. Natomiast zewnętrzne kradzieże i oszustwa odnotowane przez największe  polski bank wyniosły  2,4 mln zł strat netto (8,7 mln zł brutto).

 

 

Banki  nie  cenią  lojalności  stałych  klientów 

 

 Banki nie dbają o starych klientów,  mniej uwagi poświęcając tym, których już mają,  gdyż ich lojalność "nie jest w cenie" - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 21.06.2018 r.), powołując się na wyniki badania przeprowadzonego przez PwC wśród 1650 osób korzystających z usług instytucji bankowych.  Według ankietowanych, bankom  dobrze idzie natomiast zdobywanie nowych klientów. Respondenci   zapytani o zadowolenie z usług instytucji bankowej w której najczęściej dokonują przelewów, wypłat gotówki czy płatności kartą, dawali nawet "ósemkę albo dziesiątkę w skali od 0 do 10" - podaje dziennik.  Przy tym, prawie jedna czwarta badanych  deklarowała, że z pewnością (kolejna dziesiątka) poleci swój bank rodzinie lub znajomym. "Nie oznacza to jednak, że finansiści mogą być w stu procentach pewni swoich klientów" -  tłumaczy gazeta. Zdaniem Mariusza Śpiewaka, partnera PwC, lidera zespołu usług doradczych dla sektora finansowego, jest bowiem rozbieżność percepcji banków i klientów. Klienci  uważają, że banki nie wynagradzają ich lojalności i aktywności - dwie trzecie uczestników badania "nie odczuwa,  że ich aktywność produktowa i transakcyjna w banku przekłada się na lepszą ofertę, lepsze warunki cenowe czy też lepszą obsługę". Większość jest przekonana, że nie ma znaczenia  także długość relacji z bankiem - podaje "DGP". Jak  zauważa dziennik, niemal 44 proc. ankietowanych zadeklarowało, że w ostatnich 12 miesiącach rozważało zmianę banku. Na pytanie,  „czy w ostatnich 12 miesiącach miałeś odczucie, że potraktowano cię lepiej niż zwykłego klienta ze względu na trwałość i czas twojej relacji z bankiem”, pozytywnie odpowiedziała mniej niż jedna piąta ankietowanych. "Tyle samo mówiło „nie wiem”. Najlepiej wypadały banki spółdzielcze, w przypadku których jedna trzecia odpowiedzi była pozytywna" - informuje gazeta.  Ponad 60 proc. klientów uważa, że w ciągu ostatniego roku nie otrzymali oferty dopasowanej do swoich potrzeb. "Banki muszą zejść z piedestału, zastanowić się, do czego doprowadzi dotychczasowe podejście, i poważnie zastanowić się nad jego zmianą" – twierdzi Mariusz Śpiewak, partner PwC.

Zdaniem Marcina Giżyckiego, wiceprezesa ING Banku Śląskiego, bezpośrednią korzyścią dla "długotrwałych" klientów jest łatwiejszy i szybszy dostęp do kredytów; mogą oni otrzymać pożyczkę od ręki. Jednak kredyt konsumpcyjny dla posiadaczy rachunku to "z jednej strony przejaw zainteresowania klientem, ale z drugiej także mniejsze ryzyko z punktu widzenia instytucji finansowych" - podkreśla "DGP". Albowiem wiedza, ile środków  co miesiąc trafia na konto konkretnej osoby, pozwala bankowi   zaproponować kwotę kredytu, która zostanie bez problemu spłacona. Natomiast potrzebę mocniejszego wiązania ze sobą stałych klientów widzą mniejsze instytucje. Jak przyznaje Tomasz Dymowski, dyrektor departamentu bankowości detalicznej w Raiffeisen Banku Polska, "tworzenie strategii na lata wymaga budowania biznesu na trwałych korzeniach, a więc lojalnych klientach". 

 

 

UOKiK: pożyczkodawcy   przestaną   zawyżać opłaty  windykacyjne

 

Opłaty windykacyjne muszą odpowiadać kosztom, które faktycznie ponoszą pożyczkodawcy. Jak podkreśla w "Gazecie Wyborczej"(Nr z 26.06.2018 r.) Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), firmy mają prawo przypomnieć o zaległościach. "Jednak opłaty, które pobierają za czynności windykacyjne, mają odpowiadać kosztom faktycznie ponoszonym. Takie działania muszą też być podejmowane stopniowo – od najmniej kosztownych - i rozłożone w czasie, żeby konsument mógł się zapoznać z monitem i uregulować zaległość" - twierdzi prezes Niechciał. Kierowana przez niego instytucja   od dłuższego czasu otrzymywała skargi na wysokość opłat windykacyjnych pobieranych przez banki, firmy pożyczkowe i SKOK-i. UOKiK postanowił więc przeprowadzić kontrolę i   jesienią 2017 r.  zbadał zasady pobierania opłat windykacyjnych przez te instytucje finansowe - podaje dziennik.  Urzędnicy UOKiK w szczególności zbadali, jakimi kosztami instytucje finansowe obciążają konsumentów za wysłanie upomnienia, czy wizytę windykatora; w jakiej kolejności stosują te środki i jak często  to robią. Według "GW", na skutek działania UOKiK, "banki i firmy pożyczkowe wycofały się ze stosowania czasem horrendalnie wysokich opłat za wysłane monity, przypominające klientom o terminowej spłacie zadłużenia".

Jak podkreśla  prezes UOKiK,  każdy dłużnik musi spłacać zobowiązania, a pożyczkodawcy mają prawo o zwrot pieniędzy się upominać. "Jednak nie powinni obciążać z tego tytułu klientów opłatami przewyższającymi faktyczny koszt upomnienia.(...) nie powinni na tym zarabiać!"

"Wyborcza" zauważa, iż to, niestety, nie było takie oczywiste  i zmieniło się dopiero po wezwaniach UOKiK. 

Agnieszka Majchrzak z UOKiK  tłumaczy, iż w  niektórych przypadkach UOKiK-owi wystarczyły "miękkie wezwania", a w innych urząd wszczynał postępowania wyjaśniające. I tak,  w przypadku "wezwań miękkich" UOKiK kwestionował wyłącznie opłaty windykacyjne. Natomiast  postępowania wyjaśniające dotyczyły różnych działań, nie tylko opłat windykacyjnych.

 

 

Wartość kredytów konsumpcyjnych   zaciągniętych  przez Polaków na poziomie  niemal  9 proc.   polskiego  PKB 

 

Polacy  plasują  się  wśród najbardziej zadłużonych obywateli państw  członkowskich  Unii  Europejskiej -  donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 27.06.2018  r.). Według dziennika, w maju br. zadłużenie to przekroczyło już  180 mld zł. Z kolei  na odsetki - pisze gazeta -  przeznaczamy miesięcznie prawie 1,2 mld zł,  przy średnim  oprocentowaniu  pożyczek konsumpcyjnych przewyższającym  7,9 proc. Według dziennika,  który  powołuje się na dane   NBP,  w ciągu ostatnich 12 miesięcy Polacy zaciągnęli kredyty konsumpcyjne o wartości 68 mld zł. I chociaż wartość umów nie rośnie szybko, to   przeciętny okres kredytowania się wydłuża i  zadłużenie idzie w górę. Zdaniem  Piotra Kalisza, głównego  ekonomisty Banku Handlowego, "wzrost wartości kredytów konsumpcyjnych w Polsce o ok. 7 proc. w skali roku jest zbliżony do tempa nominalnego PKB i nie jest szczególnie wysoki." Natomiast sięgający niemal 9 proc. PKB  poziom wartości  kredytów konsumpcyjnych w portfelach krajowych banków  jest  jednym  z najwyższych wyników w krajach Unii Europejskiej. Przy tym Polska nie jest jedynym państwem, gdzie konsumpcję wspomagają pożyczki. Tylko Bułgarzy, Cypryjczycy i Grecy są w UE  bardziej zadłużeni od Polaków - podkreśla "DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT