Polacy przekonali się do plastikowego pieniądza

*Polacy przekonali się do plastikowego pieniądza

 

Średnia liczba transakcji przy użyciu kart płatniczych przez ostatnie  sześć lat wzrosła w Polsce aż czterokrotnie - twierdzi "Rzeczpospolita"(Nr z 28.06.2017 r.). Już 23 proc. Polaków codziennie korzysta z karty płatniczej, z roku na roku spada też średnia kwota za pojedynczą transakcję. Pokazuje to, że ta forma płatności staje się dla nas całkowicie naturalnym i wygodnym rozwiązaniem. Zdaniem gazety,  firmy nie mają więc wyboru  i muszą otworzyć się na preferencje klientów, a więc i  na  cyfrowe płatności.

Zawarte  12 czerwca 2017 r. porozumienie Ministra Rozwoju i Finansów, Związku Banków Polskich oraz przedstawicieli Visa i Mastercard rozpoczyna " Program Wsparcia Obrotu Bezgotówkowego i służy przede wszystkim popularyzacji transakcji bezgotówkowych w Polsce wśród przedsiębiorców, którzy do tej pory nie przyjmowali tej formy płatności".

Jak podaje dziennik, z  badania Izby Gospodarki Elektronicznej „Płatności cyfrowe 2016" wynika,  iż  transakcje kartą w sklepach stacjonarnych preferuje już 30 proc. ankietowanych. Przy czym z punktu widzenia klienta,  wygoda i szybkość to największe zalety zakupów kartami płatniczymi, gdyż skraca  jego czas oczekiwania w kolejce, a także cały proces transakcji. Ponadto,  plastikowe karty można też zabezpieczyć na wypadek kradzieży, " w przeciwieństwie do gotówki, którą w takiej sytuacji trudno odzyskać" - zauważa gazeta.  Mimo szybkiego rozwoju płatności bezgotówkowych i służącej do tego infrastruktury,  wciąż nie wszyscy sprzedawcy dają klientom możliwość płatności w ten sposób. Głównie w obawie o wysokie koszty  czy problemy techniczne. W opinii "Rz",  jest to jednak tańsza alternatywa dla tradycyjnych transakcji, które w rzeczywistości wypracowują  liczne koszty ukryte, m.in. wydatki związane  z wpłatami i wypłatami z rachunku bankowego, błędami w wydawaniu reszty, ubezpieczeniem czy kradzieżą gotówki. Tymczasem transakcje kartowe usprawniają proces obsługi klienta czy księgowania  płatności  - podkreśla dziennik. Ponadto, większy obrót bezgotówkowy, czyli bardziej transparentny, to mniejsze szanse na rozwój szarej strefy.

 

*Rynek  private equity i venture capital w Polsce rozwija się dynamicznie

 

Polski rynek private equity i venture capital wciąż ma potencjał do rozwoju - pisze "Parkiet"(Nr z 29.06.2017 r.), powołując się  na wypowiedzi uczestników panelu dyskusyjnego poświęconego teraźniejszości i przyszłości branży PE/VC w Polsce i regionie. Rozwojowi tego segmentu rynku sprzyja m.in. kapitał publiczny - jest  coraz więcej tego typu inwestycji. Zdaniem Moniki Morali-Majkut, przewodniczącej komitetu inwestycyjnego PFR Ventures,  rynek private equity w Polsce  nie  raczkuje - podaje dziennik. "Wśród osób, które zarządzają pieniędzmi, mamy grono naprawdę doświadczonych zarządzających. Brakuje natomiast skali"  – stwierdziła Morali-Majkut. Z kolei w opinii Tomasza  Czechowicza, prezesa MCI Capital,  obecnie  w kraju mamy do czynienia z  konsolidacją rynku PE, szczególnie w zakresie małych i średnich funduszy. Widzimy też rozwój tzw. dużego PE, co oznacza, że jest więcej transakcji powyżej 250 mln euro - zauważa  gazeta. Natomiast zdaniem Jerzyego Kalinowskiego, partnera  w  KPMG, "więcej pieniędzy z tego segmentu rynku jest zainwestowanych, niż wynikałoby z udziału w PKB":  Jednak według  Łukasza Olszewskiego, dyrektora  w S&P Global Ratings,  większość podmiotów  z tego  rynku, szczególnie w obszarze VC "nie ma żadnych pieniędzy". Olszewski podkreślił, że "na tle innych krajów polski rynek PE (...) to relatywnie młoda branża (...) rozwija się dynamicznie i jest bardzo elastyczna" - informuje "P".

 

.*Będzie więcej banków hipotecznych

 

W Polsce trwa ofensywa  w  bankowości hipotecznej. Od kilku lat działają  banki hipoteczne należące do PKO BP, Pekao i mBanku, a   utworzenie własnego banku hipotecznego  rozważa  BZ WBK;  ING Bank Śląski już  złożył  taki  wniosek - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 23,95,2017 r.). Według gazety,  poza tymi największymi bankami, są w Polsce  " także takie, które chciałyby utworzyć własne banki hipoteczne". Dziennik pisze, powołując się na własne informacje, iż. planują to zrobić wspólnymi siłami i powołać jedną tego typu instytucję, w której mieliby udziały. "W grę wchodzi ośmiu graczy spoza pierwszej piątki banków w Polsce (...) BGŻ BNP Paribas, Millennium, Aliora, Raiffeisen Polbank, Credit Agricole i Eurobank" - pisze dziennik.  Ponadto, zainteresowany tym   mógłby być też Getin Noble Bank, który ma „wolną" licencję bankową i chce ją przekształcić w licencję banku hipotecznego. Jednak  być może nie będzie w stanie zrobić tego samodzielnie ze względu na własne problemy z rentownością i kapitałami - zauważa gazeta. Według "Rz", zainteresowanym przedsięwzięciem  mógłby być też Deutsche Bank Polska (dwie trzecie jego portfela kredytowego stanowią hipoteki), ale jego zaangażowanie w ten proces może wstrzymać możliwa zmiana właścicielska - twierdzi "Rz".  Decyzja zapadnie w ciągu kilku miesięcy. Negocjacje trwają.

 

 

*Wierzyciel musi  oddać fiskusowi ulgę na złe długi nawet po 10-u latach

 

 

Ulgę na złe długi trzeba zwrócić nawet po przedawnieniu. Takiego zdania jest fiskus - podaje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr  z  28.06.2017 r.)

I podkreśla, że  kto otrzyma zapłatę, musi wpłacić należny podatek do urzędu skarbowego, choćby od transakcji minęło kilkanaście lat.

Jak  pisze dziennik,  niektórzy  eksperci wskazują na nierówność praw i obowiązków wierzyciela. Albowiem ma  on  tylko dwa lata na skorzystanie z ulgi na złe długi, a  gdy potem odzyska należną mu zapłatę, musi podzielić się z fiskusem podatkiem, niezależnie od tego, ile czasu upłynęło już od transakcji - zauważa gazeta. "DGP" przypomina, iż  zasadą jest,  że  "podatnik, który przez co najmniej 150 dni nie dostaje zapłaty za towar lub usługę, może skorzystać z ulgi na złe długi, czyli zmniejszyć podstawę opodatkowania VAT, i przez to podatek należny wpłacany do urzędu skarbowego".  Nie może jednak zwlekać z wykorzystaniem ulgi, ponieważ  ma na to tylko dwa lata, licząc od końca roku, w którym wystawił fakturę.   Z kolei  po otrzymaniu zapłaty,  wierzyciel musi ulgę oddać, czyli dopłacić należny VAT. Fiskus może się tego domagać nawet po  10 latach, pomimo, że zasadniczo podatki przedawniają  się  po pięciu latach - pisze dziennik.  Po uregulowaniu zaległości przez dłużnika, spółka musi na bieżąco zwiększyć podstawę opodatkowania oraz kwotę podatku należnego, czyli w rozliczeniu za okres,  w którym otrzymała należność. Wynika to z art. 89a ust. 4 ustawy o VAT - wyjaśnia "DGP".

 

Zdaniem  Katarzyny Adamowicz, doradcy podatkowego i  menedżera w Gekko Taxens, "celem ulgi na złe długi jest odciążenie wierzyciela w sytuacji, gdy jego kontrahent nie zapłacił za dostawę lub usługę. Gdy do zapłaty dojdzie, ulga w całości lub w części przestaje być zasadna".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT