Pośrednicy kredytowi na zakręcie

Ministerstwo Finansów chce skokowo podnieść składki płacone przez pośredników kredytowych na pokrycie kosztów nadzoru - donosi "Rzeczpospolita" (Nr z 21.08.2019 r.). Według gazety, resort rozpoczął konsultacje projektu nowego rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów (projekt z dnia 1 sierpnia 2019 r.) w sprawie wpłat na pokrycie kosztów nadzoru nad pośrednikami kredytu hipotecznego. Projekt rozporządzenia, zakładający wzrost kosztów nadzoru nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami o 100 proc.,   ma zastąpić aktualnie obowiązujące (o tej samej nazwie) z 3 października 2017 r. i wejść w życie z początkiem 2020 r. Jak  podaje dziennik, zmieniony także  ma zostać sposób wyliczania wpłaty, termin jej wnoszenia oraz wysokość stawki. I tak,  zwiększony ma być limit stawki (w porównaniu do obecnego) z 0,15 proc. do 0,3 proc. sumy przychodów z działalności pośrednictwa kredytu hipotecznego, czyli do ustawowego maksimum. W uzasadnieniu projektu podano, iż "rozkład zadań nadzorczych nad pośrednikami kredytów hipotecznych wymaga wprowadzenia zmian w strukturze finansowania kosztów nadzoru, bo aktualny limit kosztów nadzoru powoduje, że pokryta jest mniej niż połowa kosztów nadzoru w tym sektorze rynku". Zdaniem mec. Marcina Czugana, wiceprezesa Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF), ten wzrost jest znaczący - pisze "Rz". Przy tym wpłata ma być uiszczana raz w roku w terminie do końca pierwszego kwartału, a nie jak dotychczas dwa razy w roku. I co istotne,  projekt rozporządzenia nie zmienia dotychczasowego obowiązku „samoobliczania” należności oraz złożenia KNF odpowiedniej deklaracji.

Andrzej Roter, prezes KPF prognozuje, że informacja o podniesieniu kosztów nadzoru z całą pewnością utrwali negatywne nastroje obecnie panujące w branży pośrednictwa kredytowego co do koniunktury,  a nawet je jeszcze pogorszy – komentuje gazeta. Szef KPF uważa, "w kontekście przewidywań co do zmian ustawowych w obszarze kosztów kredytu konsumenckiego", że o ile wejdą one  w życie, to także skala prowadzenia działalności pośrednictwa finansowego zostanie ograniczona. A to "wymagać może zmian w dotychczasowych modelach biznesowych pośrednictwa kredytowego" - przyznaje A. Roter.

 

 

Ważna gwarancja bankowa tylko z oryginałem dokumentu z banku

 

Zdaniem  Sądu Najwyższego, jeżeli beneficjent nie otrzyma oryginału dokumentu gwarancji bankowej, nie ma szans na realizację swoich uprawnień. Sam  skan dokumentu nie wystarczy. Albowiem  zgodnie z art. 81 ust. 2 prawa bankowego, udzielenie i potwierdzenie gwarancji  pod rygorem nieważności musi nastąpić na piśmie –  donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 22.08.2019 r.).

SN rozpatrywał sprawę  zapłaty należności przez bank P. spółce C., inwestorowi budowy hotelu w Małopolsce. Jak podaje gazeta, spółka C.  podpisała  wcześniej umowę o roboty budowlane z firmą B. Nieodłączną częścią tej umowy była zaś  klauzula o obowiązkowym uzyskaniu przez wykonawcę inwestycji gwarancji bankowej (zgodnie z art. 81 prawa bankowego, t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2187 ze zm.). Gwarancję taką  wystawił wykonawcy w 2011 r. bank P. (raz ją przedłużono) - pisze dziennik. Tymczasem w połowie 2012 r. powstał konflikt pomiędzy wykonawcą a inwestorem. Gdy obie firmy rozmawiały o przedłużeniu kontraktu, wymogiem było także odnowienie gwarancji bankowej, która miała niedługo wygasnąć. Wykonawca, firma B., skierowała więc wniosek o jej przedłużenie i miała ją uzyskać. Gotowy stosowny dokument  został  zaraz po jego wystawieniu zeskanowany przez przedstawiciela firmy B. i wysłany e-mailem do siedziby inwestora, spółki C. Jednak oryginał dokumentu gwarancyjnego nigdy nie został przesłany do inwestora, ponieważ ostatecznie wykonawca zrezygnował z gwarancji - podaje gazeta. W rezultacie wobec braku gwarancji bankowej wykonawcy kontrakt na budowę został zerwany, zaś inwestor zażądał od banku P. zapłaty ustalonej sumy gwarancyjnej, tj. 1,75 mln zł. Według "DGP", bank  odmówił przelania pieniędzy z uzasadnieniem,  że gwarancja wygasła, a do jej odnowienia  nie doszło. Z kolei inwestor twierdził, powołując się  na fakt przesłania przez wykonawcę skanu dokumentu gwarancji, że  została ona odnowiona na kolejne pół roku.

 

 

KNF może dać więcej czasu na pełne wdrożenie regulacji o tzw. silnym uwierzytelnianiu  płatności internetowych

 

Od  14 września 2019 r. wchodzą w życie przepisy dotyczące tzw. "silnego uwierzytelniania klienta w przypadku niektórych form płatności przy użyciu instrumentów płatniczych" - informuje "Puls Biznesu" (Nr z 20.08.2019 r.), powołując się na komunikat Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Jak wyjaśnia dziennik, chodzi o sytuacje, w których klient określonych instytucji finansowych  uzyskuje dostęp do swojego rachunku w trybie on-line (logowanie klienta do systemu bankowości elektronicznej), inicjuje elektroniczną transakcję płatniczą lub innym zdalnym instrumentem płatniczym, co może wiązać się z ryzykiem oszustwa, związanego z wykonywanymi usługami płatniczymi czy innych nadużyć. I tak, silne uwierzytelnianie klienta - wyjaśnia KNF - "zapewnia ochronę poufności danych w oparciu o zastosowanie co najmniej dwóch elementów, będących integralną częścią tego uwierzytelniania oraz niezależnych w taki sposób, że naruszenie jednego z tych elementów nie osłabia wiarygodności pozostałych". Zdaniem gazety, mogą to być np. PIN i hasło wielorazowe lub posiadanie przez użytkownika czegoś na wyłączność np. karty płatniczej, aplikacji w smartfonie a także cechy charakterystycznej użytkownika (np. cechy biometryczne).

Według KNF, która powołuje się na informacje Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (EUNB), dotyczące europejskiego rynku usług płatniczych - pisze „PB" - uczestnicy tego rynku są niedostatecznie przygotowani do pełnego wdrożenia zasad silnego uwierzytelniania klienta przy płatnościach dokonywanych za pośrednictwem kanałów elektronicznych, w tym zwłaszcza w obszarze e-commerce. I dotyczy to nie tylko dostawców usług płatniczych, lecz także nienadzorowanych interesariuszy rynku usług płatniczych, w tym zwłaszcza odbiorców płatności (sprzedawców, merchantów). Nadzór finansowy informuje, że "organy nadzorcze państw UE mogą dopuścić dodatkowy, ograniczony czas na umożliwienie migracji stosowanych obecnie metod uwierzytelnienia do rozwiązań w pełni zgodnych z wymogami w zakresie silnego uwierzytelniania klienta", kiedy  dostawcy usług płatniczych przedstawią  odpowiedni „plan migracji”,  uzgodnią go z organem nadzoru, a także będą ściśle współpracować z organem nadzoru przy realizacji tego planu - informuje dziennik. Jeśli więc  dostawcy  usług płatniczych  przed 14 września 2019 r. zgłoszą KNF potrzebę zastosowania tego rozwiązania oraz  przedstawią stosowny, uzgodniony z KNF realny „plan migracji”, nie będą wówczas wobec nich stosowane inne środki nadzorcze,  związane z niestosowaniem silnego uwierzytelniania klienta.

"Komisja Nadzoru Finansowego uznaje za dopuszczalne zastosowanie proponowanego przez EUNB rozwiązania w odniesieniu do płatności internetowych przy wykorzystaniu karty płatniczej oraz płatności zbliżeniowych (bezstykowych) realizowanych w terminalach płatniczych", zaś "wskazanie warunków brzegowych, w tym maksymalnych terminów dla wdrożenia rozwiązań w zakresie silnego uwierzytelniania w ramach +planu migracji+ zostanie dokonane po zakończeniu ustaleń w ramach EUNB, co nastąpi najprawdopodobniej już po 14 września 2019 r." - głosi komunikat KNF.  

 

 

GPW: program wsparcia rozwoju technologii  sposobem na obniżkę opłat giełdowych

 

Od wielu lat warszawscy maklerzy  upominają się o obniżkę opłat giełdowych, jednak Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) postawiła na nieco inne rozwiązanie.  Jak pisze  "Parkiet” (Nr z 23.08.2019 r.), w marcu 2019 r. na GPW uruchomiono program wsparcia rozwoju technologii. Dzięki temu brokerzy giełdowi mogą uzyskać specjalne rabaty w opłatach - podaje dziennik. Jednak aby tak się stało, maklerzy muszą podjąć odpowiednie działania, a więc przede wszystkim zdecydować się  na poprawę stosowanych przez siebie rozwiązań technologicznych. "Ostatecznie do programu zgłosiło się 21 podmiotów, które mogą „otrzymać" od giełdy w sumie 6 mln zł" - informuje gazeta.

Piotr Borowski z  zarządu GPW przyznaje w "P", iż  celem tego programu jest "podniesienie jakości usług świadczonych przez domy maklerskie inwestorom oraz podniesienie konkurencyjności i atrakcyjności polskiego rynku kapitałowego. (…) Jest to program o horyzoncie trzyletnim, ponieważ  zależało  nam na udzieleniu wsparcia domom maklerskim w dłuższym okresie". Według Borowskiego, program został pozytywnie przyjęty przez domy maklerskie. Jego  pierwsi uczestnicy  skorzystali już z przyznanych bonusów na innowacje i rozwój technologii związanych z obrotem instrumentami finansowymi. W opinii dziennika, jednak wielkość  przyznanych rabatów "na razie nie powala". Jak wynika z raportu GPW, kwota faktycznie udzielonego rabatu na koniec I półrocza to niewiele ponad 100 tys. zł.

Gazeta informuje, iż środki, które GPW oferuje brokerom, "mogą być wykorzystywane m.in. na zakup sprzętu, licencji lub zwiększenie potencjału technologicznego związanego z działalnością animatora rynku, działów sprzedaży instytucjonalnej czy stworzenie bądź kupno aplikacji dla inwestorów indywidualnych".

I tak, brokerzy mogą otrzymać maksymalnie 100 tys., 300 tys. lub 500 tys. zł. Wartość rabatu uzależniona została od ich aktywności giełdowej w 2018 r.

Paweł Kolek, dyrektor departamentu rynku wtórnego DM BOŚ, która to firma przystąpiła do programu i przeszła już procedurę zwrotu środków, ocenia, iż  w  przypadku   DM BOŚ  "procedura składania dokumentów i rozpatrywania wniosku przez GPW zadziałała bardzo sprawnie. (...) Nie sądzimy natomiast, żeby program miał duży wpływ na poprawę kondycji domów maklerskich. Szacujemy, że w obecnej konstrukcji zwrot wydatków technologicznych wyniesie 2 do 3 proc. opłat, które krajowe DM wnoszą na rzecz GPW".  Jego zdaniem, program mógłby mieć większy wpływ, gdyby był kontynuowany, a przyznane limity dotyczyłyby  jednego roku, a nie trzech lat - donosi dziennik.

 

 

Niski LIBOR CHF to mniejsze odsetki od kredytów frankowych  

 

Jeśli stawka LIBOR utrzyma się na obecnym poziomie, to niektórzy frankowicze nie tylko nie będą płacić odsetek od długu, ale wręcz bank powinien pomniejszyć ich zadłużenie o kwotę odsetek - twierdzi "Rzeczpospolita" (Nr z 23.08.2019 r.). Gazeta tłumaczy, iż "oprocentowanie kredytów we frankach zwykle jest sumą marży i stawki LIBOR CHF 3M, która jest ujemna i w ostatnich dniach spadła do poziomu –0,84 proc." Tymczasem spora ilość kredytów we frankach udzielona w latach 2007 i 2008 była z marżą 0,8 proc., a niekiedy nawet jeszcze mniejszą - pisze dziennik, powołując się na dane firmy Expandera.  Według "Rz", "oznacza to, że po dodaniu do stawki LIBOR CHF wynoszącej teraz -0,84 proc. i marż rzędu 0,8 proc. łączne oprocentowanie kredytu będzie  nieznacznie ujemne lub bliskie zera". Spadek oprocentowania poniżej zera sprawi zaś, że spadnie wysokość raty wyrażonej we frankach - pisze dziennik. A że  ostatnio kurs franka wyraźnie rósł i płaci się za niego już nieco ponad 4 zł wobec jeszcze 3,5 zł na początku 2018 r., to   rata w przeliczeniu na złote nadal będzie dość wysoka.  Ponadto,  oprocentowanie zwykle jest aktualizowane raz na trzy miesiące (określa to umowa kredytowa czy  regulamin kredytu) i może zdarzyć się, że "zanim nadejdzie dzień aktualizacji oprocentowania, to LIBOR wzrośnie powyżej i oprocentowanie pozostanie dodatnie" – przyznaje  Jarosław Sadowski, główny analityk firmy Expander. Według  eksperta, tak  niski poziom LIBORu CHF obserwowaliśmy w 2015 r. i na początku 2016 r. Wówczas "część banków nie chciało wypłacać klientom odsetek od kredytów. Argumentowały, że ujemne oprocentowanie jest niezgodne z prawem bankowym. Na szczęście w sprawie interweniował UOKiK i  klienci otrzymali należne im pieniądze" - przypomina Sadowski.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT