Promocyjne "chwilówki" z pułapkami

Promocyjną chwilówkę koniecznie trzeba spłacić w terminie - ostrzega "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 29.05.2016 r.). Od 11 marca 2016 r. obowiązują bowiem przepisy, które  "nakładają na pożyczkodawców  limity na pozaodsetkowe koszty kredytu oraz koszty związane z opóźnieniem w zapłacie" - pisze gazeta . Dziennik przestrzega zwłaszcza przed tzw. promocyjnymi pożyczkami, opisując "wpadkę" mężczyzny, który spóźnił się o kilka dni w spłacie pożyczki i zamiast "promocyjnej" prowizji w wysokości 10 zł miesięcznie, musiał zapłacić prowizję sięgającą 40 proc. miesięcznie. Gdy wiec zaistnieje opóźnienie, już niewiele da  się  zrobić, co najwyżej unikać  takich obciążeń  w  przyszłości.
Jak radzi w gazecie mec. Izabela Dąbrowska-Antoniak z Biura Rzecznika Finansowego, jeżeli nie mamy pewności, że będziemy mogli spłacić nasz dług na czas określony w umowie,  lepiej unikajmy  tego typu produktów. Albowiem  jeżeli  opóźnimy się ze spłatą pożyczki, "nie będą obowiązywać nas warunki promocyjne, a będziemy musieli zapłacić pełne koszty, np. całą prowizję za udzielenie pożyczki. (...) Dodatkowo za opóźnienie pożyczkodawca naliczy opłaty windykacyjne i odsetki karne".
Wprawdzie będziemy mogli skorzystać z opcji "przedłużenia spłaty takiej pożyczki o kolejny miesiąc, ale taki zabieg będzie nas kosztował przykładowo kolejne 40 proc., które trzeba wpłacić od razu" - ostrzega ekspertka z Biura RzF.

NBP  w  2015 r. wypracował  zysk  blisko 8,3 mld zł

Narodowy Bank Polski odnotował za 2015 r.  zysk na poziomie niemal 8,3 mld zł. To oznacza, że do budżetu wpłaci ponad dwa razy więcej, niż założył rząd - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 04.05.2016 r.). Według gazety, która powołuje się na sprawozdanie  finansowe NBP  za 2015 r.,   rząd zapisał w ustawie budżetowej  na  2016 r.  wpłatę z NBP na poziomie 3,2 mld zł, podczas gdy ona faktycznie sięgnie  niemal 7,9 mld zł, czyli 95 proc. zysku banku centralnego".
Po raz ostatni NBP zasilił budżet w 2013 r.: z zysku za poprzedni rok - podaje dziennik.  Bank centralny wpłacił wówczas ponad 5 mld zł. Natomiast  w  kolejnych dwóch latach, choć uzyskiwał nadwyżkę finansową, nie wykazywał zysku, ponieważ   uzupełniał rezerwę na ryzyko kursowe - pisze "Rz".

Banki "naciągnęły" frankowiczów  na 15 mld zł

W umowach kredytów frankowych banki narzucały kredytobiorcom ustalane przez siebie tabele kursowe. Zawierały one wysoką marżę dla banku (spread),  a  wynagrodzenie z tytułu spreadów stanowiło istotny element opłacalności produktu kredytowego, gdyż marże na oprocentowaniu kredytu nie były zbyt wysokie - podaje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 04.05.2016 r.). Przy tym, o ile "marża na oprocentowaniu kredytu była - co do zasady - określona umownie i nie mogła ulegać zmianie", to określanie marży na kursach walut stosowanych do indeksacji zobowiązań kredytobiorców  pozostawione bankom do swobodnej oceny (wyjątkiem Santander Consumer Bank,  odwołujący się do kursu NBP). Dziennik podkreśla, iż według  art. 3853 pkt 20 kodeksu cywilnego "za niedopuszczalny uznaje zapis umowy, który dopuszcza możliwość podwyższania ceny już po jej zawarciu, a bez prawa konsumenta do odstąpienia od umowy. Jest bowiem oczywiste, że tego typu klauzula będzie wykorzystywana na jego niekorzyść". Przepis ten stanowi implementację postanowień dyrektywy 93/13/EWG o nieuczciwych warunkach umownych w obrocie konsumenckim,  zaś  w  odniesieniu  do instytucji finansowych, "zmiana ceny dopuszczalna jest wyłącznie poprzez odniesienie do cen rynkowych, nad którymi przedsiębiorca nie ma żadnej kontroli". W ocenie gazety,  swobodne określanie wysokości zobowiązania przez banki poprzez odwołanie się do własnych tabel kursowych jest więc  typowym niedozwolonym - a przez to bezskutecznym - postanowieniem umownym. A "dowolność oznaczania wysokości zobowiązań kredytobiorców stanowi centralną kwestię w tysiącach procesów, jakie się toczą dziś przeciwko bankom w związku z udzielanymi przez nie kredytami frankowymi. Banki twierdzą, że chociaż miały teoretyczną swobodę w ustalaniu kursów walut, to w praktyce musiały dostosowywać się do rynku, a przez to ustalane przez nie kursy nie odbiegały od rynkowych" - podkreśla "DGP". Dodatkowo  należy pamiętać, że banki zarabiały na spreadach dwa razy. "Suma tych nieuczciwych zysków banków i strat klientów według wyliczeń Komisji Nadzoru Finansowego sięga oszałamiającej kwoty 15 mld 178 mln zł" - pisze dziennik. Według "DGP",  banki osiągnęły dzięki takiej wysokości "nienależne zyski z tytułu samodzielnego wyznaczania wysokości zobowiązań kredytobiorców  i  takie straty ponieśli ich klienci z tego tytułu".

Bankowość mobilna wygodna, ale ryzykowna

To bank  odpowiada za kradzież pieniędzy z internetowego konta - podkreśla "Rzeczpospolita”(Nr z 04.05.2016 r.).   Przy tym banki wielokrotnie zasłaniały się dopełnieniem  "wszelkich ciążących na nich obowiązków ustawowych, wiążących się z zapewnieniem bezpieczeństwa zgromadzonych depozytów" - pisze gazeta.  A więc ostrzegały swoich klientów przed potencjalnym zagrożeniem czy też udostępniały im zasady prawidłowego korzystania z bankowości mobilnej.
W internecie zaś często znaleźć można informacje klientach korzystających  z bankowości mobilnej i w rezultacie  okradzionych z wszelkich oszczędności. "wszyscy oszukani zgodnie twierdzą, iż nigdy świadomie nie udostępniali jakimkolwiek osobom postronnym danych pozwalających na zalogowanie się do internetowego konta bankowego" - zauważa "Rz" . I przypomina, aby o   braku autoryzacji transakcji (w ramach bankowości mobilnej) z powodu   zniknięcia pieniędzy z rachunku, niezwłoczne powiadomić  instytucję  bankowej czy też zawiadomić  odpowiednie  organy  ścigania.

Z TFI odchodzą klienci


Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI)  tracą klientów - donosi "Parkiet" (Nr z  02.05.2016 r.). Według gazety, liczba osób inwestujących w  fundusze  inwestycyjne  spada już od trzech kwartałów. I tak,  od stycznia do marca 2016 r. TFI ubyło 27 tys. klientów - podaje dziennik, powołując się  na szacunki  Analizy Online (wyliczenia AO obejmowały dane  od 20 towarzystw funduszy inwestycyjnych ). Na koniec marca 2016 r. liczba posiadaczy jednostek uczestnictwa i certyfikatów inwestycyjnych wyniosła niecałe 2,1 mln osób. Gazeta podaje, iż w  ujęciu rocznym z usług  TFI zrezygnowało już  55 tys. osób. Jak podaje "Parkiet" za szacunkami   Analizy Online, spadek liczby klientów odnotowało 14  towarzystw inwestycyjnych, m.in Union Investment TFI, PKO TFI (utrzymało  mimo to  pozycję lidera z 459 tys. klientów) oraz Pioneer Pekao TFI. "Pozostałe towarzystwa powiązane kapitałowo z bankiem również odnotowały spadek liczby osób posiadających u nich rejestry" – poinformowały  Analizy Online

Coraz więcej korzystamy z bankomatów

Bankomaty mają  coraz więcej nowych funkcji i służą  już nie tylko   do podejmowania gotówki za pomocą karty - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 30.04.2016 r.). Dziennik pisze, powołując się na dane  NBP, iż  na koniec 2015 r. funkcjonowało  w  Polsce ponad 22 tys. bankomatów, podczas gdy  rok wcześniej było ich  niespełna 21 tys. Według gazety, tylko w IV kwartale 2015 r.  przeprowadzono przy ich współudziale  ponad 189 mln operacji finansowych. W tym, w dalszym ciągu  najpopularniejszą bankomatową usługą jest wypłata gotówki (180 mln operacji od października 2015 r.  do grudnia 2015 r.)- donosi dziennik.

Unijna Dyrektywa BRRD przed nami

Polska musi pod groźbą kar finansowych jak najszybciej wprowadzić unijne przepisy, które umożliwią bankom w trudnej sytuacji finansowej przejmowanie depozytów klientów - informuje "Money.pl"(www.money.pl z 02.05.2016 r.). Według portalu,  w  Sejmie RP  toczą się prace nad wprowadzeniem do polskiego prawa dyrektywy unijnej o tajemniczo brzmiącym skrócie BRRD (Bank Recovery and Resolution Directive). "Jest ona odpowiedzią na kryzys finansowy z 2008 r., w wyniku którego rządy wielu państw europejskich były zmuszone ratować banki przed bankructwem z pieniędzy podatników, a także kosztem gigantycznego zadłużenia" - podaje "Money.pl". I podkreśla, ze "zapisy o tym, że bank znajdujący się w bardzo trudnej sytuacji finansowej będzie mógł wyciągnąć rękę po pieniądze swoich klientów" budzą  ogromne kontrowersje. Jednak takiej  decyzji bank nie będzie mógł podjąć samodzielnie - będzie to w gestii  Bankowego  Funduszu  Gwarancyjnego (BFG) - pisze portal. I tak, ewentualnemu "wywłaszczeniu" będą podlegać tylko oszczędności powyżej kwoty gwarantowanej przez BFG,  więc obecnie 100 tys. euro, czyli ponad 400 tys. zł.  W opinii "Money.pl",  spać spokojnie może   99 proc. Polaków.  Na koniec  trzeciego kwartału 2015 r. (najnowsze dane NBP) gospodarstwa domowe miały na ROR-ach i krótkoterminowych lokatach łącznie 476 mld zł, a w bankach otwartych było  około 38 mln kont; średnie oszczędności na rachunku wynoszą około 12,5 tys. zł. "W skrajnej sytuacji nadwyżki ponad 100 tys. euro zasilą kapitały własne banku, dzięki czemu będzie miał szansę wyjść na prostą" - twierdzi dr Tomasz Bursa, wiceprezes zarządu OPTI TFI S.A.. Bursa podkreśla w portalu,  że "gdyby w Polsce upadł jeden z dwudziestu największych banków, Bankowy Fundusz Gwarancyjny miałby ogromne trudności ze zwrotem wszystkich oszczędności zgromadzonych na kontach. Ciężarem tym obarczone byłyby pozostałe "zdrowe" banki, a więc także i ich klienci. W efekcie,  bankructwo jednego banku uderza obecnie nie tylko w klientów, którzy źle ocenili wiarygodność instytucji, której przekazali pieniądze, ale też w tych, którzy dokonali dobrego wyboru".
Według "Money.pl", w podobnym tonie wypowiada się Ministerstwo Finansów. "Jedną z podstawowych zasad jest zasada niepogarszania sytuacji wierzycieli, która oznacza, że wierzyciele nie mogą stracić więcej niż w przypadku upadłości danej instytucji. Jednocześnie w sytuacji skutecznego przeprowadzenia przymusowej restrukturyzacji może okazać się, że ich sytuacja będzie lepsza niż w przypadku zwykłej upadłości" - podaje komunikat MF.. W ocenie rządu,  "uchwalenie projektowanej ustawy powinno wpłynąć na zwiększenie bezpieczeństwa systemu bankowego w Polsce" - mówił w Sejmie podczas pierwszego czytania projektu ustawy Leszek Skiba, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.  Natomiast do projektu krytycznie odnosi się  Związek Banków Polskich (ZBP). Zdaniem  prezesa ZBP Krzysztofa Pietraszkiewicza, projekt przewiduje  większe obciążenia  niż  wynikają one  ze standardów unijnych.
Dyrektywa BRRD miała pierwotnie wejść w życie do końca 2014 r. Komisja Europejska skierowała w październiku ub.r. do Trybunału Sprawiedliwości UE sprawę przeciwko Polsce za nie wdrożenie do krajowego prawa przepisów dyrektywy BRRD.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT