Propozycja konsolidacji kredytu może być finansową pułapką

Banki namawiają   kredytobiorców   do zastąpienia kilku kredytów jednym lżejszym, z jedną wygodną ratą oraz otrzymaniem dodatkowych pieniędzy. Kusi tak BGŻ BNP Paribas, T-Mobile, Getin Bank i wiele innych... Instytucje te  oferują klientom nawet kwoty  do 200 tys. zł - podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 09.10.2018 r.).  Tymczasem  zamiana kilku kredytów na jeden, teoretycznie lżejszy, może okazać się błędem - ostrzega dziennik.  Gazeta  wyjaśnia, iż  kredyty można konsolidować, jednak  trzeba dokładnie poznać warunki na jakich zaciągnie się nowe zobowiązania, aby nie wpaść w pętlę zadłużenia. Albowiem  nie wszystkich stać na to, żeby przez dziesięć lat  płacić bankowi "po 2,5-3 tys. zł miesięcznie jednej, teoretycznie atrakcyjnej raty" - podkreśla "Rz". Tym bardziej, iż na przykład  "Alior Bank nawet nie ukrywa, iż Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania może wynosić nawet do 31,03 proc., a warunkiem udzielenia kredytu jest spłata poprzedniego zadłużenia o wartości co najmniej 5 tys. zł" - pisze dziennik. Nie zawsze jednak  kredytów nie warto konsolidować. Aby operacja była opłacalna - radzi gazeta - trzeba obliczyć nie tylko koszt skonsolidowanego kredytu, ale i całkowitą kwotę do zapłaty. Warto też rozważyć dodatkowe możliwości proponowane przez banki, np. możliwość wydłużenia okresu kredytowania lub wcześniejszej spłaty zadłużenia. Zwłaszcza ta ostatnia jest istotna, bo banki czasem za tę usługę pobierają dodatkowe opłaty. Trzeba więc zwracać uwagę na wszystko. I co istotne, przy konsolidacji kredytu należy zwrócić szczególną uwagę na prowizję. "Banki na ogół chwalą się niskim oprocentowaniem kredytów konsolidacyjnych, ale mniej chętnie mówią  o prowizjach, które często przesądzają o rzeczywistych kosztach kredytu" - podkreśla "Rz". Trzeba też dowiedzieć  się, jakie kredyty warto konsolidować. Na przykład w Santander Consumer Bank w jedną ratę "można zebrać: pożyczkę lub kredyt gotówkowy, kredyt konsumencki na zakup towarów i usług, pożyczkę lub już posiadany kredyt konsolidacyjny, kartę kredytową, limit w ROR, kredyt samochodowy oraz pożyczkę lub kredyt hipoteczny". Jednak fakt, że bank udziela kredytów do 50 tys. zł sprawi, iż osoby mające kredyt hipoteczny i np. samochodowy szans na konsolidację nie mają - twierdzi dziennik.

KNF kontroluje mBank

Jak informuje  "Gazeta  Wyborcza"(Nr z 07.10.2018 r.),  mBank znalazł się pod lupą Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Nadzór finansowy wszczął w banku  kierowanym przez Cezarego Stypułkowskiego kontrolę, ale jej powody  objęte są  "tajemnicą zawodową" - podaje dziennik, powołując się na "Business Insider Polska". Przewidywana długość kontroli w mBanku  ma wynosić 86 dni. Gazeta pisze, iż według "BI",  kontrola KNF  może dotyczyć działalności mBanku jako depozytariusza". Albowiem  mBank jest lub był depozytariuszem wielu krajowych funduszy, m.in. Trigon TFI - dodaje "Wyborcza".
Rola banku jako depozytariusza jest niezwykle istotna - bank  pełniący tę funkcje  zobowiązany jest do prowadzenia rachunku, na który dokonywane są wpłaty klientów kupujących jednostki uczestnictwa i certyfikaty funduszy. Poza tym, zajmuje się także wyceną wartości aktywów netto funduszy i jest zobowiązany  zapewnić, aby ta wartość aktywów netto była obliczana zgodnie z przepisami prawa i statutem funduszu. KNF podkreśla, iż  bank,  jako podmiot profesjonalny, przyjmując rolę depozytariusza ma też obowiązek skutecznie wykonywać funkcję kontrolno – nadzorczą.
Ostatnio KNF nałożyła na Raiffeisen Bank 5 mln zł kary za niewywiązanie się z roli depozytariusza funduszy W Investments.  Nadzór od lipca br.  prowadzi także  postępowanie administracyjne wobec Altusa, Trigona, Saturna oraz Noble Funds w sprawie nałożenia sankcji za brak nadzoru nad funduszami wierzytelności serwisowanymi przez GetBack.

Rynek kredytów hipotecznych w Polsce coraz bardziej skoncentrowany

Rosnące dochody Polaków oraz utrzymywane od długiego już czasu niskie stopy procentowe napędzają koniunkturę  na  krajowym  rynku  kredytów hipotecznych. Zdaniem "Rzeczpospolitej"(Nr z 09.10.2018 r.), wyraźnie jednak widać postępującą koncentrację tegoż rynku. Jednak  w  2018 r.  w naszym kraju "mocno aktywnych" w segmencie hipotecznym   było  już  tylko parę instytucji  spośród kilkunastu banków komercyjnych  – podaje gazeta.  I co istotne,   jeżeli  w drugim kwartale 2018 r. zaledwie  sześć banków miało  łącznie 88,7  proc. udziału w nowej sprzedaży kredytów mieszkaniowych – pisze dziennik,  powołując się na  dane Ipopemy Securities  - to jeszcze trzy lata temu  sześć najbardziej aktywnych wtedy banków posiadało blisko  82 proc.-owy  udział w hipotekach, a pięć lat temu około 73 proc. udziału. 
Obecnie na  rynku kredytów hipotecznych    w  Polsce wiodą     prym:  „PKO BP (29,1 proc. udziału w nowej sprzedaży), Pekao (18,1 proc.), ING BSK (16,7 proc.) i Santander Bank Polska (11,4 proc.), czyli najwięksi w Polsce" - wylicza gazeta.  Natomiast  mniejszy udział mają w tym segmencie rynku  mBank (7,1 proc.)  oraz  Millennium (6,3 proc.) - informuje „Rz”.

W 2019 r. nowela   ustawy o upadłości konsumenckiej

Rząd  przygotowuje  nowelizację ustawy o upadłości konsumenckiej, która ma  ułatwić  życie dłużnikom.  Nowe przepisy mają   zacząć obowiązywać już w przyszłym roku  - informuje "Gazeta Wyborcza"(Nr z 09.10.2018 r.). Rząd zapowiada, iż  nowa regulacja pomoże osobom, które wpadły w niemożliwe lub trudne do spłacenia długi, gdyż ułatwi   im oddłużenie i  powrót do normalnego życia - pisze dziennik. I tak, nowelizacja ustawy przewiduje  zmiany dla upadłych, będących osobami fizycznymi i  prowadzącymi działalność gospodarczą. W myśl nowych  przepisów, osoby takie będą traktowane podobnie jak konsumenci. Zaś "kluczowa zmiana ma polegać na tym, że sąd przyzna im pieniądze na wynajmowanie innego lokum na okres od roku do dwóch lat" - podaje gazeta.  "Wyborcza" przypomina, iż w myśl obecnie obowiązującego prawa  o upadłość konsumencką może wystąpić dłużnik, który jest osobą fizyczną, nie prowadzi działalności gospodarczej  i  nie jest w stanie płacić wymagalnych zobowiązań (tzn. stał się niewypłacalny). "GW" podkreśla, iż jednak  już  w projekcie przygotowywanej właśnie nowelizacji ustawy o upadłości konsumenckiej   kontrowersje budzą zapisy głoszące,  że nawet umyślne i rażące niedbalstwo przy zaciąganiu kolejnych pożyczek nie będą przeszkodą, aby sąd ogłosił upadłość dłużnika". Jednak sytuacja takich upadłych konsumentów  ma być  gorsza niż pozostałych dłużników. Według przepisów nowej regulacji,  sankcją za umyślność lub rażące niedbalstwo  ma być   wydłużony okres spłaty długów – z obecnych trzech lat  do nawet siedmiu lat.
Upadłość konsumencka to deska ratunku dla tych, którzy wpadli w pętlę długów i nie wiedzą, jak z niej wyjść. O upadłość konsumencką może wystąpić dłużnik, który jest osobą fizyczną i stał się niewypłacalny. Nie ma przy tym znaczenia, jak duże są jego zobowiązania i jak długo zwlekał on z ich uregulowaniem - wyjaśnia "GW".

Koniec procesu w postępowaniu grupowym przeciwko mBankowi

Przed łódzkim sądem okręgowym zakończyło się  postępowanie grupowe przeciwko mBankowi. Powodem złożenia pozwu jest zawarty w umowach mechanizm waloryzacji kredytu udzielonego we  frankach szwajcarskich - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 06.10.2018 r). Kredytobiorcy kwestionują sposób waloryzacji kredytu i domagają się w sądzie  m.in. unieważnienia całych umów kredytów "waloryzowanych" zawartych z mBankiem oraz "ewentualnie", unieważnienia części ich zapisów uważanych za nieuczciwe - pisze gazeta. Jak podaje „DGP",  w pozwie wymieniono kilka klauzul w tych umowach i zawarto związane z nimi konkretne wnioski.
Zdaniem  pełnomocnika "frankowiczów", mec. Iwo Gabrysiaka,  istotą sprawy jest "interes prawny i ryzyko, jakie ponieśli klienci banku, wynikające z naruszenia prawa bankowego. (...) bank przeniósł w całości na kredytobiorcę ryzyko kursowe, tzn., kiedy ten kurs wzrośnie, to nie jest problem banku, tylko klienta". A tak być nie powinno i ryzyko kursowe powinno być podzielone na obie strony - uważa mec. Gabrysiak. Dlatego - w jego ocenie - "doszło do nadużycia zaufania publicznego do banków". Natomiast zdaniem mBanku, ryzyko jest zjawiskiem typowym w gospodarce  i dotyczy także umowy bankowej. Pełnomocnik banku argumentował w sądzie, iż osoby, które zdecydowały się wziąć kredyt miały  bowiem wybór między kredytem złotówkowym a "walutowym".
Sprawa toczy się od 2016 . Według gazety, początkowo pozew przeciwko  bankowi  złożyło ponad 500 osób, a obecnie grupa "powodowa" liczy już  ponad 1700 osób. Powodów reprezentuje  Miejski Rzecznik Konsumentów w Warszawie. 
Sąd  odroczył  do 19 października br. ogłoszenie wyroku w tej sprawie.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT