Rząd uderzył w główne źródło dochodów firm pożyczkowych

Rząd postanowił pozbyć się firm pożyczkowych z  rynku. Przyjęte bez konsultacji nowe reguły gry spowodują, że  biznes  chwilówkowy  przestanie się  opłacać  - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 26.06.2019 r.).  Dlaczego ? Rząd przyjął bowiem  "rewolucyjną reasumpcję (będącą w praktyce autopoprawką)",  która przewiduje, że limit kosztów pozaodsetkowych   ponoszonych przez firmy pożyczkowe  będzie wynosił 20 proc., podczas gdy obecnie  limit tych kosztów stanowi 55 proc. wartości pożyczki w skali roku - tłumaczy gazeta. Dziennik podkreśla, iż  przyjęty zaledwie parę dni  temu przez rząd  projekt ustawy antylichwiarskiej  redukował  ten  próg  kosztów do wysokości 45 proc.   Zdaniem  Agnieszki Wachnickiej , prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego (FRRF), w ten sposób  "w ekstraordynaryjnym trybie rząd chce zlikwidować całą polską branżę pożyczkową", ponieważ "biznes pożyczkowy nie może przyjmować depozytów tak jak banki czy SKOK-i.  Koszt pozyskania kapitału i koszty obsługi pożyczek są zaś na tyle wysokie, że osiągnięcie zysku z tej działalności będzie zwyczajnie niemożliwe" - podaje „DGP". Jak twierdzi prezes FRRF, obecnie na jednej pożyczce przedsiębiorca zarabia średnio 70 zł. Według  Wachnickiej, proponowana przez rząd zmiana, jeśli zostanie zaakceptowana przez parlament oraz prezydenta, doprowadzi do gigantycznego rozrostu szarej strefy. Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych twierdzi zaś,   iż  jest   to "koniec wszystkich pożyczek pozabankowych".

Gazeta informuje, iż obecnie firmy pożyczkowe nie zarabiają na oprocentowaniu przy pożyczkach na 14, 30 czy 60 dni  (oprocentowanie to wynosi z reguły kilkanaście złotych). Prawdziwym źródłem dochodu pożyczkodawców - podkreśla dziennik -  są   zaś  koszty  pozaodsetkowe, czyli różnego typu opłaty administracyjne, ubezpieczenie itd.

„DGP" przypomina, że Ministerstwo Sprawiedliwości już  w 2016 r. próbowało obniżyć limit kosztów pozaodsetkowych  do 20 proc., to  jednak  pomysł ten został powszechnie skrytykowany. Najwięcej zastrzeżeń miała wówczas Komisja Nadzoru Finansowego (KNF), argumentując, że "w imię chęci ochrony konsumentów nie można doprowadzić do unicestwienia legalnie działających na rynku finansowym przedsiębiorców".

Polacy rocznie firmom pożyczkowym spłacają co najmniej 3 mld zł. Natomiast Vivus,  jeden z liderów rynku pożyczek internetowych oraz sektora fintech w Polsce odnotował  w 2017 r.  ponad 95 mln zł zysku netto.

 

 

RPO: po spłacie kredytu przed terminem należy się obniżka prowizji bankowej

 

Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) uważa, iż w przypadku spłaty całego kredytu konsumenckiego przed terminem powinno nastąpić obniżenie wszystkich jego możliwych kosztów, w tym prowizji bankowej - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 25.06.2019 r.). RPO takie stanowisko  przedstawił  Sądowi Najwyższemu, badającemu problem  prawny, z którym zwrócił się Sąd Okręgowy w Warszawie (sygn. akt III CZP 20/19 i III CZP 21/19) do SN.  Według gazety, RPO  powołał się tutaj  na przepisy europejskie, ponieważ  "spór dotyczy przepisów prawa, które jest efektem wdrożenia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE z 23 kwietnia 2008 r. w sprawie umów o kredyt konsumencki" . Zaś  ustawodawca unijny "nie tylko zdecydował w dyrektywie o wprowadzeniu jasnej zasady obniżenia całkowitego kosztu kredytu w związku ze spłatą kredytu przed terminem, ale także przewidział możliwość zastrzeżenia przez kredytodawcę prowizji za spłatę kredytu przed terminem. Miało to zagwarantować, czy też wyrównać ewentualną stratę poniesioną przez kredytodawcę na skutek spłaty kredytu przed terminem"  -  pisze gazeta.

Warszawski SO  rozpatrywał  apelację od wyroku, w którym orzeczono obniżenie wszystkich możliwych kosztów kredytu konsumenckiego  spłaconego przed terminem - podaje dziennik. Apelację złożył bank, argumentując,  że  "prowizja jest rodzajem wynagrodzenia banku za określone czynności, więc nie może być zmniejszona tylko dlatego, że kredyt został spłacony przed czasem".

Jak podaje "Rz", sąd zapytał SN, czy w przypadku spłaty kredytu w całości przed terminem określonym w umowie, "obowiązek obniżenia całkowitego kosztu kredytu wynikający z art. 49 ust. l u.k.k., odnosi się wyłącznie do kosztów rozłożonych w czasie, czy też obejmuje koszty jednorazowe, jak np. prowizje". A możliwe są - zdaniem sądu -  dwie odpowiedzi. I tak, według pierwszej, w wypadku przedterminowej spłaty kredytu obniża się pozostałe koszty kredytu proporcjonalnie. "Ten pogląd jest zbieżny ze stanowiskiem Rzecznika Finansowego wydanym wspólnie z Prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów"- podkreśla dziennik. Natomiast druga odpowiedź stanowi, iż  „prowizja bankowa jest; rodzajem wynagrodzenia banku (ceną) za określone czynności bankowe" i nie podlega ponownemu przeliczeniu w wypadku wcześniejszej spłaty.

SO w Warszawie "skłania się ku pierwszemu z tych stanowisk". Podobnie uważa Rzecznik Praw Obywatelskich - donosi gazeta.

 

 

Era otwartej bankowości zacznie się we wrześniu br.

 

We wrześniu br. w praktyce wchodzą w życie kluczowe regulacje unijnej dyrektywy  PSD2, które zmienią  diametralnie zasady funkcjonowania rynku płatności w Polsce oraz obowiązującą dotychczas regułę nieudostępniania swoich bankowych danych obcym podmiotom  - informuje "Interia.pl" (z 25.06.2019 r.). Rachunki klientów w bankach staną się dostępne dla zewnętrznych podmiotów (tzw. fintechów), które będą mogły za zgodą klientów czerpać informacje o tych rachunkach, a także inicjować z nich płatności. Okazuje się jednak, że unijny regulator nie zadbał o to, aby najbardziej zainteresowani mieli odpowiednią wiedzę na ten temat. Tymczasem z  międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że przeciętnie tylko 32 proc. mieszkańców naszego kontynentu zadeklarowało, że o nich słyszało, zaś 55 proc. zaprzeczyło. Natomiast w Polsce było to odpowiednio 36 i 53 proc., a  więc poziom świadomości jest tylko trochę wyższy - podaje portal. Ponadto, Polacy sceptycznie podchodzą do dzielenia się danymi bankowymi z obcymi podmiotami, którym unijna dyrektywa  PSD2  daje  takie  uprawnienia.             Z kolei   tylko 26 proc. Polaków i 24 proc. mieszkańców Europy stwierdziło, że możliwość udostępniania danych klientów przez banki zewnętrznym podmiotom jest czymś użytecznym,  a tylko  22 proc. Polaków  i  27 proc. mieszkańców Europy wyraziło gotowość udostępnienia swoich danych bankowych zewnętrznemu podmiotowi.

Zdaniem   Karola Pogorzelskiego,  ekonomisty ING Banku Śląskiego,  aby otwarta bankowość zaistniała szerzej w społecznej świadomości, muszą najpierw pojawić się konkretne i użyteczne jej zastosowania" - donosi "Interia.pl". Na przykład  aplikacje ułatwiające zarządzanie domowym budżetem  oraz  ułatwienia w dokonywaniu płatności.  "Mam jednak wątpliwości, czy usługi te zaoferują wystarczające korzyści, aby ich potencjalni użytkownicy przełamali niechęć do udostępniania swoich danych finansowych na zewnątrz. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby dokonywanie płatności było dużo łatwiejsze niż obecnie. Z kolei potrzebę zaawansowanego zarządzania swoimi pieniędzmi odczuwa co najwyżej 5-10 proc. osób" -  twierdzi ekspert.

Po wejściu nowych wymogów w przypadku płatności klienci będą częściej weryfikowani, ale sam proces potwierdzania będzie wygodniejszy niż obecnie - pisze "Interia.pl". Ponadto,  z badania Finansowego  Barometru ING wynika, że spora grupa ludzi  podchodzi sceptycznie do stosowania biometrycznych sposobów identyfikacji. Tym niemniej,   nowe metody logowania się do banku nie należą do rzadkości. Około  27 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się korzystać w tym celu z rozpoznawania odcisku palca lub głosu (w praktyce tej pierwszej metody). To blisko europejskiej średniej (28 proc.). Największym zaufaniem cieszy się dwustopniowe uwierzytelnianie, które za bezpieczne uznaje  81 proc. Polaków i 70 proc. mieszkańców Europy. Jednak silne hasło (złożone z losowych liczb, liter i symboli) cieszy się zaufaniem 74 proc. Polaków, czyli więcej niż w przypadku rozpoznawania odcisków palców (71 proc. Polaków) i innych metod biometrycznych (54 proc. - rozpoznawanie twarzy i 43 proc. rozpoznawanie głosu). Według portalu, "podobnie odsetki te kształtują się przeciętnie w Europie za wyjątkiem rozpoznawania odcisków palców, które są nieco częściej (71 proc.) uznawane ze bezpieczne niż silne hasło (62 proc.)".

 


Akcja kredytowa banków na linii wznoszącej

 

Maj 2019 r. był  kolejnym miesiącem wzrostu głównych produktów kredytowych dla klientów indywidualnych - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 25.06.2019 r.). Największą dynamiką wartości sprzedaży osiągnęły   karty kredytowe, kredyty mieszkaniowe i konsumpcyjne. Przy tym, spłacalność zobowiązań wciąż jest bardzo dobra - twierdzi dziennik. I tak,  w maju 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 617,6 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,78 mld zł. Jest to spadek o 1,9 proc. w ujęciu liczbowym oraz wzrost o 8,9 proc. w ujęciu wartościowym  w porównaniu do maja 2018 r. - podaje gazeta. W tym, najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł  - 9,4 proc. w ujęciu liczbowym oraz  11,2 proc. w ujęciu wartościowym. Z kolei od początku br.  blisko 35 proc.  kredytów konsumpcyjnych  stanowiły kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe, stanowiące łącznie już 86,6 proc. wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Główną przyczyną tego zjawiska  - pisze "Rz" -  jest zarówno wydłużanie przez banki okresu kredytowania, jak i niski poziom stóp procentowych oraz rosnące dochody.  Ponadto, w pięciu pierwszych miesiącach 2019 r. nastąpił  wzrost średniej wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych. W maju 2019 r. wyniosła ona 12 607 zł i była wyższa już o 11 proc.  od  średniej wartości udzielonego kredytu konsumpcyjnego w maju 2018 r.  Większość udzielanych kredytów konsumpcyjnych  to  kredyty refinansowane czy konsolidowane - informuje gazeta. Według prof. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka Biura Informacji Kredytowej, obecnie 70 proc. sprzedaży kredytów konsumpcyjnych dotyczy kwot powyżej 20 tys. Przy tym jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości,  co każdorazowo potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. W maju wyniósł on 5,43 proc.( poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych jest co miesiąc monitorowany przez BIK w oparciu o Indeksy jakości portfela, które pełnią funkcję systemu wczesnego ostrzegania).

Jak podaje dziennik,  w maju 2019 r.   banki udzieliły łącznie 21,8 tys. kredytów mieszkaniowych na 5,88 mld zł (wzrost o 14,2 proc. w ujęciu liczbowym i wzrost o 24,8 proc. w ujęciu wartościowym, w porównaniu do maja 2018 r.). Hossa w najlepsze trwa na rynku kredytów wysokokwotowych – mówi prof. Rogowski - natomiast spadki obejmują kredyty poniżej 250 tys. zł.  W omawianym czasie banki wydały 109,2 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 617 mln zł,  o  24,0 proc. więcej w ujęciu liczbowym i o 27,6 proc. w ujęciu wartościowym r.d.r.

 

 

Wskaźniki WIBOR i LIBOR do wymiany. Umowy kredytowe do zmiany?

 

Unia Europejska może wymusić zmianę 2 mln umów kredytowych z bankami, jeśli wskaźniki WIBOR i LIBOR na skutek zmian w przepisach zostaną zastąpione przez inne lub znikną. Zdaniem ekspertów,  którzy wzięli udział w IX Europejskim Kongresie Finansowym, reforma wskaźników stóp procentowych jest konieczna - pisze „Interia.pl" (z 25.06.2019 r.) - ponieważ  utrzymywanie obecnego stanu rzeczy to ignorowanie ryzyka systemowego. Eksperci ocenili, że  WIBOR i LIBOR  za sprawą unijnego rozporządzenia  (tzw. Rozporządzenia BMR) w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne mają zostać zreformowane do końca 2021 r. Zniknie także wskaźnik służący do wyliczania oprocentowania kredytów i  obligacji skarbowych - informuje portal.

"Komisja Europejska wykazała, że wskaźniki te są  podatne na manipulacje i przygotowała przepisy, które mają sprawić, że będą bardziej przejrzyste i uczciwe.(...) od 1 stycznia 2020 r. nie będzie już można stosować w nowo zawieranych umowach wskaźników, które nie będą autoryzowane przez unijne instytucje finansowe. Po 2021 roku zaś LIBOR lub WIBOR mogą zniknąć lub zostać zastąpione przez inne wskaźniki" - podaje "Interia.pl" za PAP.

Wówczas zaś do zmiany będzie ok. 2 mln umów o kredyt mieszkaniowy. W tym kredyty  złotowe stanowiące  74,6 proc., kredyty we franku szwajcarskim - 20,9 proc., a kredyty w euro - 4,2 proc.

Portal podkreśla, iż zdaniem Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF)  nie grozi nam na razie taki scenariusz, co "nie oznacza, że banki nie muszą się do niego przygotować". Tak więc umowy kredytowe zawarte po 1 stycznia 2018 r., tj. po dacie rozpoczęcia stosowania przepisów BMR , muszą wskazywać plan działania na wypadek zaprzestania opracowywania LIBOR bądź WIBOR  oraz   uwzględniać  je w umowach z klientami.

"Pewne jest jedno - brak alternatywy dla WIBOR-u to poważne ryzyko dla rynku finansowego w Polsce od 2020 r." - pisze portal.   Wojciech Kapica, współkierujący departamentem prawa rynków finansowych kancelarii SMM Legal podkreśla, że  brak pojawienia się ustawowych rozwiązań może doprowadzić do paniki i chaosu na rynku, do czego nie wolno dopuścić".

Opracowanie nowego wskaźnika spoczywa na barkach jego dzisiejszego administratora - spółki GPW Benchmark.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT