SA: wypowiedzenie umowy kredytu konsumenckiego bez wcześniejszego wezwania do zapłaty jest nieważne

Bank nie może skutecznie wypowiedzieć umowy kredytu konsumenckiego, jeśli wcześniej nie wezwał kredytobiorcy do uregulowania należności – uznał Sąd Apelacyjny w Katowicach ( sygn. akt I ACa 1132/18). Zdaniem "Dziennika Gazety Prawnej" (Nr z 29.08.2019 r.), jest to  kolejny korzystny  wyrok dla konsumentów walczących w sądach z bankami. Albowiem  wiele instytucji bankowych  w ostatnich latach  nie respektowało  tej procedury. Jak pisze gazeta, banki od razu wypowiadały umowę kredytową,  nie  wzywając  wcześniej swoich klientów do spłacenia długu. Zdaniem SA w Katowicach,  w takiej określonej  sytuacji czynność prawna banku, polegająca na wypowiedzeniu umowy jest więc nieważna.

Według dziennika, jeszcze  kilkanaście lat  temu ustawa  o kredycie konsumenckim wymagała, ażeby przed wypowiedzeniem umowy kredytodawca wezwał kredytobiorcę do spłaty długu, podczas gdy prawo bankowe tego nie wymagało. Obecnie sytuacja jest  odmienna. I tak,  w ustawie o kredycie konsumenckim nie ma przepisu, który nakazywałby wzywać do zapłaty, zaś w prawie bankowym od 26 listopada 2015 r. obowiązuje art. 75c (Dz.U. z 2015 r. poz. 1854), który stanowi, iż  jeśli kredytobiorca opóźnia się ze spłatą zobowiązania z tytułu udzielonego kredytu, wówczas bank wzywa go do dokonania spłaty, wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni roboczych. Ponadto, w takim wezwaniu kredytodawca  powinien  poinformować kredytobiorcę o możliwości złożenia wniosku w sprawie  restrukturyzacji zadłużenia.

"DGP" komentuje, iż pomimo że w obecnych przepisach dotyczących kredytów konsumenckich nie ma  słowa o wcześniejszym  wezwaniu do spłaty, zdaniem katowickiego sądu   "nie oznacza to absolutnie tego, że w obowiązującym stanie prawnym można wypowiedzieć umowę o kredyt konsumencki, bez wcześniejszego wezwania o zapłatę – po pierwsze sprzeciwia się to idei nowej legislacji, zmierzającej nie do ukrócenia, lecz do poszerzenia uprawnień konsumenckich. Po wtóre stało się to zbędne wobec nowelizacji prawa bankowego, w szczególności dodania cytowanego art. 75c”.

Prawnicy uważają orzeczenie sądu za trafne - podkreśla gazeta. I tak, w opinii dr Anne-Marie Weber-Elżanowskiej, counsel w kancelarii NGL Legal i adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UW,  "usunięcie przez ustawodawcę z treści ustawy o kredycie konsumenckim wymogu wezwania kredytobiorcy do zapłaty przed dokonaniem wypowiedzenia umowy kredytowej nie można interpretować jako świadomej rezygnacji ustawodawcy z obarczenia banków tym obowiązkiem (...) stanowiłoby to nadużycie koncepcji racjonalnego ustawodawcy, prowadząc do wniosków sprzecznych z tendencjami legislacyjnymi w prawie bankowym zmierzającymi do silniejszego zabezpieczenia praw konsumentów w relacji z bankami" - dodaje dziennik.

 

 

BIK : nadal dobrze sprzedają się  kredyty konsumpcyjne

 

Według  danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), tegoroczny lipiec był kolejnym udanym miesiącem dla banków pod względem sprzedaży kredytów  konsumpcyjnych, m.in dzięki silnej gospodarce i niskim stopom procentowym - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 29.08.2019 r.).  W lipcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 670,4 tys. kredytów konsumpcyjnych na 8,22 mld zł, a więc o 6,1 proc. w ujęciu liczbowym i o 15,0 proc. w ujęciu wartościowym więcej w porównaniu do lipca 2018 r. Z kolei od początku 2019 r. sprzedaż kredytów  "wynosi 4,19 mln i 52,8 mld zł, co oznacza odpowiednio spadek o 0,9 proc. i wzrost o 7,9 proc." - pisze gazeta. Co istotne, do lipca br. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. I tak, w przypadku kredytów  do 3,5 tys. zł   dynamika była ujemna (najwyższa ujemna dynamika  w kredytach  do 1 tys. zł) - podaje dziennik. Natomiast najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł. Według „Rz", obecnie 35 proc. udzielanych przez banki i SKOK-i kredytów konsumpcyjnych stanowią kredyty średniokwotowe w przedziale 7–20 tys. zł oraz wysokokwotowe powyżej 20 tys. zł. Obejmują  one - w ujęciu wartościowym - 86,5 proc. wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. I tak, średnia wartość udzielonego kredytu konsumpcyjnego w lipcu 2019 r. wyniosła 12 266 zł i była wyższa już o 8,5 proc. od średniej wartości udzielonego kredytu konsumpcyjnego w lipcu 2018 r.  

Zdaniem prof. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka Biura Informacji Kredytowej, jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości. Prof. Rogowski podkreśla, iż każdorazowo potwierdzają to  miesięczne odczyty „Indeksu jakości",  który pełni funkcję "systemu wczesnego ostrzegania" (BIK  w oparciu o „Indeks jakości" monitoruje co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych) - podaje gazeta. W opinii prof. Rogowskiego, "podstawowe ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi, w szczególności gotówkowymi, determinowane jest przez wysokokwotowe kredyty, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych".

 

 

Instytucje sektora finansowego niechętne projektowi ustawy antylichwiarskiej

 

Niebawem za niewielki  dług już nie zlicytują Polakowi  mieszkania. Przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości  projekt ustawy antylichwiarskiej przewiduje  bowiem  ograniczenia w egzekucji z nieruchomości - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 27.08.2019 r.). Gazeta pisze, iż w opinii sektora finansowego, zmiany te  jednak "rozzuchwalą dłużników". Na przykład przedstawiciele banków uważają  egzekucję z nieruchomości za skuteczną metodę mobilizowania dłużników do spłaty zobowiązań.

Według Związku Banków Polskich (ZBP) zawarty  w projekcie ustawy  zakaz przenoszenia własności nieruchomości na zabezpieczenie zaciągniętych zobowiązań "negatywnie wpłynie  na i tak niską skuteczność egzekucji". I może to być "wykorzystywane przez nieuczciwych dłużników, którzy formalnie nie posiadają żadnego majątku poza nieruchomością"" - pisze dziennik, zaznaczając, że w opinii ZBP, "dziś wszczęcie egzekucji z nieruchomości to jedyne narzędzie, którym wierzyciel może zmotywować dłużnika do spłaty". Także dla  Krajowego Związku Banków Spółdzielczych ograniczenie egzekucji z nieruchomości spowoduje obniżenie ściągalności wielu długów. Bankowcy podkreślają, że  zgodnie z art. 70 ust. 2 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. - Prawo bankowe (Dz.U. z 2018 r. poz. 2187),  bank może udzielić kredytu jedynie pod warunkiem ustanowienia zabezpieczenia. Uważają, iż tym samym "ustawodawca, chcąc chronić najbiedniejszych, w praktyce odetnie ich od możliwości zaciągnięcia jakiegokolwiek zobowiązania w banku" - podaje „DGP".

Według dziennika, przeciwnikiem nowej  regulacji jest także adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga i ekspert prawny BCC, którego zdaniem "ograniczenia w egzekucji należy powiązać z rzeczywistym majątkiem dłużnika". Na przykład w sytuacji, gdy dłużnik  ma tylko dom wart 2 mln zł oraz dług w wysokości 80 tys. zł,  to  w opinii Płonki powinien sprzedać drogi dom, spłacić wierzyciela, a z pozostałych pieniędzy sobie kupić mniej okazałą nieruchomość.

Albowiem zgodnie z  obowiązującymi przepisami,  licytacja mieszkania jest możliwa nawet wtedy, gdy dług wynosi ułamek jego wartości - przypomina gazeta. Resort sprawiedliwości  chce z tym skończyć. Proponuje więc  dodanie art. 9521 kodeksu postępowania cywilnego, którego "par. 2 ma stanowić, że wierzyciel jest uprawniony do złożenia wniosku o zlicytowanie lokalu dłużnika, jeżeli wysokość egzekwowanej należności głównej stanowi co najmniej równowartość jednej dwudziestej sumy oszacowania.  Tak więc, jeśli czyjś dom jest wart 500 tys. zł, to zlicytować go będzie można, gdy dług wynosi co najmniej 25 tys. zł.

Projekt wprowadza także dodatkowe utrudnienia dla wierzycieli - w celu rozpoczęcia postępowania egzekucyjnego z nieruchomości,  to bank lub instytucja pożyczkowa będą zmuszone do poniesienia wydatków  m.in. na ustalenie sumy oszacowania, co następuje już po poniesieniu kosztów. "Może się zatem okazać, że instytucja wyda pieniądze, a wskutek niższego od przewidywanego oszacowania egzekucja będzie niemożliwa" - podaje "DGP".

 

 

E-wyłudzeń coraz więcej - Katowice górą

 

Szybko rośnie przestępczość finansowa w sieci internetowej. Komenda Główna Policji (KGP) tylko w pierwszym półroczu 2019 r.  odnotowała blisko 3 tys. przestępstw dotyczących e-bankowości (z art. 287 § 1 i 2 Kodeksu Karnego), podczas gdy  w całym 2018 r. było ich 3,6 tys. - donosi "PRNews.pl" (z 30.08.2019 r.). Przy tym, statystyki KGP informują o przestępstwach stwierdzonych, bez uwzględniania tych, które jeszcze są w toku - zaznacza portal. Ponadto,  nie wszystkie przypadki mogły zostać przez śledczych opisane w katalogu tzw. tagami, informującymi szczegółowo o charakterze przestępstwa (np. skimming, phishing). Oznacza to - pisze "PRNews.pl" -  że przestępstw „bankowych” mogło być w rzeczywistości jeszcze więcej. I tak, z  udostępnionych danych wynika, że  w pierwszym półroczu 2019 r. odnotowano łącznie 2930 przestępstw w  e-bankowości ogółem oraz przypadki phishingu. Ponadto, w pierwszym półroczu 2019 r. odnotowano także  723 przypadki skimmingu. Z kolei  przestępstw bankomatowych -  podaje portal - w  całym 2018 r. odnotowano 743 przypadki.

Najwięcej e-przestępstw w pierwszym półroczu br. zarejestrowano w Katowicach (610),   Krakowie (424) oraz w Warszawie (421).

Jak podaje "PRNews.pl", ostatnio jedną z najczęściej spotykanych form kradzieży jest oszustwo na Blika, kiedy to złodziej podszywa się pod znajomych na Facebooku i prosi o niewielką pożyczkę. Ponadto, nadal  groźne pozostają tradycyjne metody oszustw bankowych, takie jak phishing i jego mutacje – smishing i vishing.

 

 

Wielka wyprzedaż akcji banków na GPW

 

Na warszawskim parkiecie  Giełdy Papierów Wartościowych (GPW)  mieliśmy  ostatnio  do czynienia z wielką wyprzedażą akcji, a  prym w tym wiódł sektor bankowy - pisze "Rzeczpospolita” (Nr z 29.08.2019 r.). I tak, branżowy indeks WIG-Banki stracił na wartości aż 4,5 proc. z powodu ostrego  spadku notowań banków  "frankowych". Akcje Millennium traciły chwilowo nawet ponad 13 proc., Santander Banku Polska 7 proc., a PKO BP, mBanku i Getin Noble po ok. 6 proc. - wylicza dziennik. Wspólną  cechą tych banków  jest spory portfel  hipotek walutowych. W opinii "Rz",  jednak   nastroje wobec sektora bankowego były tak słabe, że  na GPW traciły walory  także  i banków,  nie mających wcale takich kredytów lub mające ich bardzo niewiele, jak Alior, Pekao i ING Bank Śląski. Na przykład akcje PKO BP traciły  na wartości prawie 5,7 proc. Z kolei kursy akcji mBanku i Millennium były  najniższe  odpowiednio od połowy 2016 r. i grudnia 2016 r. - podaje gazeta, podkreślając, iż istotne jest  "pytanie gdzie jest dno i jak głębokie mogą być jeszcze spadki". "Rz" zaznacza, iż w ostatnim tygodniu sierpnia br.  mocno ucierpiał również WIG20, który stracił ponad 2 proc. Dziennik komentuje,  iż "inwestorów straszy kwestia kredytów frankowych", ponieważ obawy, że  „sądy będą częściej orzekać na korzyść klientów w sprawach hipotek walutowych, nadal uderzają w wyceny banków".  Mimo coraz wyższych zysków banków,  wskaźnik  WIG-Banki spadł do najniższego poziomu od dwóch i pół roku.  Teraz zaś spadki na GPW  napędziło opracowanie Biura Analiz Sądu Najwyższego, który może być postrzegany w sądach powszechnych na terenie całego kraju jako swego rodzaju wytyczne płynące z góry - podaje gazeta.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT