Trudny budżet FUS w 2009 r.

W opinii  Agnieszki Chłoń-Domińczak, wiceminister pracy i polityki społecznej funkcjonowanie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych w przyszłym roku może być  utrudnione, ponieważ budżet FUS będzie „dosyć napięty” – donosi za PAP Gazeta Ubezpieczeniowa” ( www.gu.com.pl ) z  28.08.2008 r. Agnieszka Chłoń-Domińczak powiedziała, że jest  to kwestia waloryzacji rent i emerytur, realizacji wyroków Trybunału Konstytucyjnego dotyczących tego, co jest związane ze świadczeniami chorobowymi, przeliczenia niektórych emerytur i rent w związku ze zmianą sposobu liczenia podstawy wymiaru (uwzględnione zostanie wynagrodzenie minimalne w przypadku niemożności udowodnienia swojego wynagrodzenia .A najważniejszą sprawą  w przyszłym roku jest   weryfikacji progów i świadczeń zarówno w systemie świadczeń społecznych, jak i w systemie świadczeń rodzinnych. Wiceminister nie widzi natomiast zagrożeń dla kondycji finansowej Funduszu Pracy. Resort pracy planuje zwolnić ze składki na Fundusz Pracy oraz Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych rodziców powracających z urlopu macierzyńskiego i wychowawczego, pracowników na pięć lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego oraz czasowo osoby po 50. roku życia, które rozpoczynają nową pracę. Według wiceminister,  planowane zmiany weszłyby w życie od września 2009 roku. W 2010 r.  wydatki na świadczenia rodzinne wzrosną o kilkaset mln zł.. Wzrost wydatków spowoduje także realizacja programu "50+".

Axa i ING zyskały najwięcej nowych klientów

Ponad 128 tys. osób, a wiec rekordowa liczba osób wzięła udział  w ostatnim transferze OFE - podaje „Rzeczpospolita” (Nr z  29.08. 2008 r.).  Według dziennika, największe straty, jeśli chodzi o członków, poniosły Skarbiec-Emerytura i Aegon. Oba fundusze straciły łącznie prawie 30 tys. osób, a przystąpiło do nich ponad 6 tys. osób.
Natomiast najwięcej klientów w ostatnich miesiącach pozyskała Axa. Fundusz ten wybrało łącznie  21,15 tys. osób, odeszło zaś 7,59 tys. uczestników.  Nieźle radzi sobie również ING, które pozyskało w sierpniu 23,88 tys. nowych uczestników, straciło natomiast 10,45 tys. uczestników.

Potrzebne zmiany w akwizycji do OFE

W pierwszym półroczu 2008 r. fundusze emerytalne wydały na prowizje dla agentów niemal 200 mln zł. Prezesi funduszy w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że tracą kontrolę nad sposobem pozyskiwania klientów przez swoich akwizytorów. Agenci żądają od funduszy coraz większych  prowizji, a w chwili, kiedy, dostaną czego chcą, odchodzą do konkurencji, zabierając ze sobą swoich klientów -  pisze „Gazeta Wyborcza” (Nr z 28.08.2008 r.).  Zdaniem Marcina Kawińskiego, eksperta od funduszy emerytalnych w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych, sprawą tą powinno się zająć Ministerstwo Pracy i KNF ( do RzU  co tydzień trafia od kilku do kilkunastu skarg na agentów OFE). W jego opinii,  OFE są w trudnej sytuacji. Z jednej strony chcą mieć nowych klientów, a z drugiej, akwizytorzy stale przysparzają im problemów.
Według  dziennika, który powołuje się na  Marka Jandzińskiego, prezesa OFE Warta,  obniżenie opłat od składek możliwe będzie dopiero po zmianie systemu  prowizyjnego.
 MPiPS poinformowało, że analizuje możliwości zmiany zasad akwizycji, które umożliwiłyby zmniejszenie jej kosztów, nie naruszając jednocześnie jakości i dostępności informacji o funduszach.

Akwizytorzy poza kontrolą

Przedstawiciele OFE zauważyli, istniejący nie od dziś, problem akwizytorów.. Jeden z prezesów, który postanowił zerwać zmowę milczenia stwierdził dosadnie, że "to nie pies merda ogonem, ale ogon psem.
Marcin Kawiński, ekspert od funduszy emerytalnych w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych, uważa, że sprawą tą powinno się zająć Ministerstwo Pracy i KNF. Jak przyznaje, do Rzecznika co tydzień trafia od kilku do kilkunastu skarg na agentów OFE.
Marcin Kawiński, zauważa ponadto, że OFE są w trudnej sytuacji. Z jednej strony bowiem chcą mieć nowych klientów, a z drugiej, akwizytorzy stale przysparzają im problemów.
Jak twierdzi, jeden z prezesów OFE, sytuacja ta przypomina samonakręcającą się spiralę. Jego zdaniem zarządy, zwłaszcza mniejszych funduszy, są rozliczane z tego, ilu członków zdobędą w ciągu roku i stąd ogromne sumy wydawane na akwizytorów.
Jak dodaje, w przypadkach niektórych funduszy, np. Warty czy Bankowego, jest to najzwyklejsze "pompowanie się" klientami. Są to fundusze od dawna wystawione na sprzedaż i teraz walczą o jak najlepszą cenę.
Marek Jandziński, prezes funduszu Warta, zaprzecza pogłoskom o sprzedaży. Przyznaje jednak, że powrócił do współpracy z multiagencjami, chcąc zwiększyć liczbę akwizytorów ze 130 do nawet 500. W ostatniej sesji transferowej Warta zdobyła aż 7,3 tys. klientów.


Rząd przyjął projekt nowelizacji ustaw o ubezpieczeniu społecznym i o funduszach dożywotnich emerytur kapitałowych.

Oznacza to, że nadzór nad ZUS sprawować będzie teraz minister polityki społecznej a nie osobiście premier.
Ponadto nowe przepisy przewidują utworzenie funduszy dożywotnich emerytur zarządzanych przez zakłady emerytalne. Fundusze te będą zajmować się wypłatami emerytur ze środków zgromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych.

Założono, że Skarb Państwa będzie mógł utworzyć fundusz i zakład emerytalny. Natomiast sam fundusz - za zgodą Komisji Nadzoru Finansowego będzie mogło utworzyć powszechne towarzystwo emerytalne. Nowe przepisy zakładają, że KNF będzie kontrolować fundusze i zakłady emerytalne. by zapewnić pewność wypłat ma być utworzony Fundusz Gwarantowanych Dożywotnich Emerytur Kapitałowych, którym zarządzać będzie Bank Gospodarstwa Krajowego. Zakłada się, że środki tam zgromadzone będzie można przeznaczyć na wypłatę emerytur w sytuacji likwidacji lub ogłoszenia upadłości zakładu emerytalnego.

Jeśli zamiast wcześniejszej emerytury wybierzesz pracę, nie będziesz musiał płacić składki emerytalnej.
Tak wicepremier Waldemar Pawlak chce zwiększyć aktywność Polaków. Eksperci są przerażeni: - Ludzie więcej zarobią, ale będą mieli głodowe emerytury.

Wicepremier i minister gospodarki reprezentuje rząd w Komisji Trójstronnej, gdzie koalicja PO-PSL ustala ze związkowcami i pracodawcami podwyżki płac budżetówki, zmiany w kodeksie pracy oraz sprawę emerytur. Ta ostatnia wywołuje najwięcej emocji.

Rząd wielokrotnie zapewniał, że chce od przyszłego roku radykalnie ograniczyć możliwość przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Polacy pracują bowiem najkrócej w Europie. Aż 85 proc. osób odchodzi z rynku pracy przed uzyskaniem wieku emerytalnego. W ubiegłym roku średni wiek kobiety przechodzącej na emeryturę wynosił 55,8 roku, a mężczyzny - 59,7. Taka sytuacja grozi bankructwem systemu emerytalnego. Nie będzie komu pracować na emerytury. Może zagrozić też całej gospodarce - mniej pracowników oznacza wolniejszy rozwój kraju. Związkowcy nie chcą żadnych zmian. NSZZ "Solidarność" i OPZZ w przypadku jakichkolwiek ograniczeń grożą strajkami. "Solidarność" na dziś zapowiada wielką demonstrację w stolicy pod hasłem: "Godna praca, godna emerytura". Protestować ma ok. 30 tys. osób.

Wilk syty i owca cała?

Rząd ma dylemat: co zrobić, by związkowcy nie strajkowali, a Polacy dłużej pracowali. Waldemar Pawlak znalazł sposób. Wicepremier chce, by osoby, które uzyskają uprawnienia do wcześniejszej emerytury, ale chcą nadal pracować, nie musiały płacić składki emerytalnej lub płaciły ją w niewielkiej wysokości. Dzięki temu mogłyby więcej zarabiać, nawet o jedną piątą. Składka emerytalna wynosi dziś bowiem 19,52 proc. pensji. (12,2 proc. płacimy do ZUS, 7,3 proc. do otwartych funduszy emerytalnych). Podwyżka pensji ma zdaniem wicepremiera zachęcać Polaków do dłuższej aktywności zawodowej. Pozwoli też wypełnić wolne miejsca na rynku pracy. Swoim pomysłem - jak się dowiadujemy - wicepremier już podzielił się ze związkowcami. - Rząd próbuje iść do przodu, przedstawia jakieś propozycje. To dobrze, musimy jednak porozmawiać o szczegółach - mówi Janusz Łaznowski z NSZZ "Solidarność", szef zespołu prawa pracy w Komisji Trójstronnej. Na razie wicepremier nie chce ich ujawniać. - Być może odpowie na szczegółowe pytania w przyszłym tygodniu - usłyszeliśmy w biurze prasowym Ministerstwa Gospodarki.

Mniej odłożysz

Na pomyśle Pawlaka suchej nitki nie zostawiają ekonomiści. Wiktor Wojciechowski z fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) zapewnia, że zwykły Kowalski, który skorzysta z zachęt wicepremiera może tego na starość pożałować. Od przyszłego roku - zgodnie z reformą emerytalną z 1999 r. - wchodzi bowiem w życie nowy sposób liczenia emerytur. Uzależniony będzie wyłącznie od odłożonych składek, w myśl zasady: Ile uzbierasz, tyle na starość dostaniesz. Jeśli więc Kowalski będzie dłużej pracował, ale jednocześnie nie będzie odkładał składek, musi się liczyć z niższą emeryturą. - Mniej odprowadzanych składek, to mniej uzbieranego kapitału - mówi Wiktor Wojciechowski. Emerytura Kowalskiego, który pracowałby do 65. roku życia, ale przez ostatnich 5 lat nie odkładał składek, może być niższa nawet o jedną trzecią od obecnie wypłacanych świadczeń. Zwolnienie ze składek z pewnością nie poprawi kiepskiej sytuacji ZUS. W najbliższych 5 latach na wypłatę emerytur ZUS zabraknie aż 158 mld zł. Wpłacane składki nie pokrywają bowiem wciąż zwiększających się wypłat. Pomysły Pawlaka mogą tę dziurę jeszcze powiększyć. Budżet państwo będzie więc musiał przekazywać na emerytury kolejne miliardowe dotacje. Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego z Centrum im. Adama Smitha, byłego szefa rady nadzorczej ZUS, rozwiązanie Pawlaka jest prowizoryczne. Docelowym musi być likwidacja emerytalnych przywilejów. - Bo w końcu nie będzie komu pracować na wciąż młodszych emerytów - mówi Gwiazdowski. Według unijnego biura statystycznego Eurostat w 2035 r. w Polsce będzie 24,2 proc. osób powyżej 65. roku życia, a w 2060 - aż 36,2 proc.

Ministerstwo Pracy: Nie konsultowano z nami

Pomysłem Pawlaka - jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy - zaskoczone jest też Ministerstwo Pracy. To ono odpowiada za reformę emerytalną. I od dawna ma własne emerytalne rozwiązania. Już w czerwcu resort pracy przygotował projekt ustawy pomostowej zakładający odebranie przywilejów emerytalnych blisko 800 tys. Polaków, m.in. nauczycielom, telefonistkom, części kolejarzy. Zdaniem resortu nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań, aby przedstawiciele kilkudziesięciu zawodów pracowali dłużej, niż wynosi obecny ustawowy wiek emerytalny, a więc do 60 lat (kobiety) i do 65 (mężczyźni).
W projekcie nie ma mowy o żadnych zachętach do dłuższej pracy w postaci zwolnień z płacenia składek emerytalnych. - Jeśli komuś warunki i zdrowie pozwalają na dłuższą pracę, to nie powinien mieć prawa do wcześniejszej emerytury, a jeśli choruje, niech idzie na rentę - uważa resort.
Zamiast zwolnień ze składek ministerstwo proponuje tzw. program 50 plus ułatwiający przekwalifikowanie osób zbliżających się do wieku emerytalnego. Jeśli nauczyciel uzna, że już w szkole dłużej pracować nie może, to będzie mógł się przekwalifikować i do ustawowej emerytury pracować (i odkładać emerytalne składki) np. jako księgowy.
Oficjalnie nikt z kierownictwa resortu do propozycji wicepremiera nie chce się odnosić. - Słyszałam o pomyśle wicepremiera, ale nie konsultowano go z nami, nic więc nie możemy powiedzieć - mówi wiceminister pracy Agnieszka Chłoń-Domińczak.

OFE: sierpniowe transfery funduszy

„Parkiet” dotarł do szczegółowych wyników sierpniowej sesji transferowej członków otwartych funduszy emerytalnych. Według danych zgromadzonych przez gazetę, decyzję o zmianie funduszu podjęło prawie 128,6 tys. osób. Dodatkowo „Parkiet” dowiedział się w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych, że przegrani, którzy w wyścigu o klientów z rynku wtórnego stracili najwięcej członków, będą musieli uszczuplić swoje aktywa o ponad 445,3 mln zł. Szczegóły dotyczące podziału tych środków będą znane w pierwszym tygodniu września.
Z zestawienia Komisji Nadzoru Finansowego i wyliczeń „Parkietu” wynika, że wprawdzie w przejmowaniu klientów od konkurencji najlepszy jest ING OFE z 23,9 tys. osób pozyskanych od maja, to po odjęciu osób, które z niego odeszły w tym samym czasie, lepsze saldo ma Axa. Jednak różnica jest minimalna: Axa powiększy liczbę klientów o 13,57 tys. osób, a ING 13,43 tys. Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE, tłumaczy, że rynek transferowy staje się dla PTE coraz bardziej atrakcyjny. Wynika to z coraz większych aktywów zgromadzonych na kontach klientów, jak i z faktu, że rynek pierwotny, obejmujący klientów, którzy po raz pierwszy wybierają OFE, osiągnął swój szczyt i liczba nowych osób rozpoczynających pracę w kolejnych latach będzie spadać. Chłopek dodaje, że ING ma ponad 18-proc. udział w transferach w tym roku. Za to udział w transferach osób odchodzących spadł ostatnio z 9,89 proc. do 8,13 proc. Wiceprezes ma nadzieję, że pozyskiwanie klientów na rynku wtórnym pomoże ING uzyskać pozycję lidera wśród funduszy, obecnie zajmowaną przez Commercial Union. Z kolei Axa deklaruje, że jej celem jest milion klientów do 2012 r., co chce osiągnąć m.in. dzięki akwizycji na rynku wtórnym. Beata Wójcik, rzeczniczka Axa, mówi, że jej firma bardzo intensywnie rozwija sieć własnych akwizytorów. Przypomina, że w kwietniu ubiegłego roku, gdy Axa weszła na rynek funduszy emerytalnych, miała ich 300, a teraz ma 1500. Beata Wójcik podkreśla, że dobre wyniki w sesjach transferowych Axa to głównie zasługa akwizytorów i pośredników zewnętrznych. „Parkiet” wylicza, że po poprzednich, majowych transferach, fundusze, które straciły więcej członków, niż ich pozyskały od konkurentów, musiały wypłacić 260 mln zł. Gazeta pisze, że aż 117,7 mln zł przypadło w udziale ING, a druga z kolei była Axa - 43,4 mln (choć pod względem salda zmiany członków osiągnęła wynik 8,1 tys. osób, tylko 1,2 tys. gorszy od ING). Na przeciwległym biegunie znalazł się Aegon OFE - musiał oddać konkurentom 75 mln zł. „Parkiet” zwraca uwagę, że w tym transferze głównym przegranym jest OFE Skarbiec-Emerytura, który stracił 17,2 tys. członków, a pozyskał 3,8 tys. W związku z fuzją PTE Skarbca z Aegonem, każdy klient mógł zmienić fundusz bez opłat.


Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT