Trybunał Konstytucyjny zajmie się substytutem bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE)

Trybunał Konstytucyjny (TK) przyjrzy się substytutowi bankowego tytułu egzekucyjnego (BTE) - donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 15.01.2019 r.). Skargę konstytucyjną "w sprawie substytutu niesławnego BTE" złożył pełnomocnik dłużniczki Raiffeisen Bank, której sąd kazał zapłacić wierzycielowi 650 tys. zł z tytułu spłaty kredytu na kwotę 400 tys. zł - podaje  dziennik. Do tego kobieta została zobowiązana do pokrycia kosztów sądowych w wysokości blisko 25 tys. zł. Gazeta informuje, iż art. 485 par. 3 kodeksu postępowania cywilnego umożliwia szybkie wydanie nakazu zapłaty w oparciu o samo oświadczenie banku, bez badania zasadności roszczenia przez sąd.           "Sąd sprawdza jedynie, czy zostały spełnione wymogi formalne. Nie ma obowiązku badania, czy umowa kredytowa będąca przedmiotem sprawy zawierała nieuczciwe warunki lub czy roszczenie się przedawniło" - twierdzi "DGP", wyjaśniając, iż to pozwany klient w ciągu dwóch tygodni musi zgłosić zarzuty i przedstawić wszelkie dowody na to, że żądania banku są niezasadne pod rygorem ich pominięcia na dalszym etapie procesu. Przy tym, "przepisy nie przewidują też żadnego ograniczenia wysokości roszczenia dochodzonego przez kredytodawcę, jak ma to miejsce w przypadku postępowania upominawczego (tam jego wartość nie może przekroczyć 20 tys. zł)" - pisze dziennik. Ponadto, większość opłat sądowych też jest przerzucona na pozwanego - musi on je uregulować w ciągu dwóch tygodni. Natomiast zwolnienia z kosztów sądy  udzielają  uznaniowo - pisze "DGP" - i mogą na nie liczyć wyłącznie konsumenci, zaś osoby prowadzące działalność gospodarczą już nie.  

Bankowy tytuł egzekucyjny ( BTE) to specjalny, pozasądowy tytuł egzekucyjny stwierdzający istnienie wymagalnej wierzytelności banku wobec osoby, która bezpośrednio dokonała z nim czynności bankowej lub była dłużnikiem banku  z tytułu zabezpieczenia wierzytelności tej instytucji. 

 

 

Grudniowy  impas w TFI 

 

Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych (TFI) w grudniu 2018 r. traciły. Po raz pierwszy od kryzysu w 2008 r.  wszystkie kategorie funduszy inwestycyjnych odnotowały odpływy środków netto - donosi "Puls Biznesu" (Nr z 15.01.2019 r.).  Według analityków DM Trigon,  łącznie z funduszy rynku kapitałowego w grudniu ub.r.  odpłynęło 2,3 mld zł. Natomiast umorzenia w funduszach rynku niepublicznego wyniosły dodatkowo 1,4 mld zł. I, jak zaznacza "PB", to odpływ pieniędzy klientów zmusił TFI do wyprzedawania akcji na warszawskiej giełdzie. W ostatnim miesiącu ub.r.  pozbyły się one walorów za 366 mln zł - informuje dziennik, powołując się na szacunki  Macieja Marcinowskiego, analityka Trigon Domu Maklerskiego. Przy tym, odpływy z funduszy akcji polskich trwają już od 1,5 r. ( w grudniu 2018 r. ubyło im 160 mln zł ) - pisze gazeta. W omawianym czasie traciły środki także  fundusze  akcji zagranicznych;  wypłynęło około 189 mln zł.  Zdaniem Macieja Marcinowskiego, "sytuacja nie uległa poprawie w porównaniu z poprzednim miesiącem również w pozostałych kategoriach pośrednio związanych z rynkiem akcji", a więc "absolutnej stopy zwrotu, zrównoważonych, stabilnego wzrostu". 

I tak, "największe odpływy z funduszy rynku kapitałowego, powyżej 400 mln zł wystąpiły w Noble Funds i Santander TFI, głównie z funduszy dłużnych. Przy tym,  funduszy z napływami netto było niewiele i w żadnym nie przekroczyły 100 mln zł. Maciej Marcinowski z  DM Trigon podkreśla, iż duże ruchy w wartości aktywów miały miejsce w Altusie i Rockbridge, co wynikało z przeniesienia zarządzania 15 funduszy.

 

 

Nowe przepisy nie umożliwią każdemu niedoszłemu kredytobiorcy poznanie przyczyn odmowy banku 

 

Konsument nie zawsze się dowie, dlaczego nie dostał kredytu, chociaż takie uprawnienie przysługuje już przedsiębiorcom - pisze "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 10.01.2019 r.). Zdaniem gazety, "rząd mimo apeli ekspertów nie chce zmienić projektu wdrażającego RODO".  O zmianę projektu i danie klientom możliwości domagania się wyjaśnień w każdej sytuacji apelowali nie tylko działacze społeczni, ale także  posłowie - informuje dziennik. Przepisy wdrażające RODO, nad którymi właśnie pracuje Sejm mają bowiem zapewnić klientom informację o  przyczynach, dla których odmówiono im kredytu tylko w sytuacji, gdy decyzja kredytowa zostanie podjęta w pełni automatycznie. A to zaś rzadko się zdarza. "Wystarczy, że decyzję przygotowaną przez sztuczną inteligencję podpisze człowiek, i już wnioskujący nie dowie się, dlaczego nie dostanie pieniędzy z banku" - wyjaśnia „DGP". Tymczasem banki nie widzą przeszkód, aby nowe przepisy zrównały pod tym względem osoby fizyczne z przedsiębiorcami. Jak twierdzi Tadeusz Białek ze Związku Banków Polskich(ZBP), "banki są gotowe, aby każdemu wyjaśniać przyczyny odmowy. Mamy do tego specjalne procedury". Tyle, że  na zmiany w projekcie nie zgadza się strona rządowa, która także nie chce modyfikacji zamkniętego katalogu danych, które banki będą mogły brać pod uwagę przy badaniu zdolności kredytowej - pisze dziennik. Zaś "przedstawiciele sektora bankowego ostrzegają, że będzie to działało na niekorzyść samych klientów. Nie będą mieli choćby szans na uzyskanie kredytu na leczenie, bo bank nie będzie mógł ich poprosić o wyniki badań lekarskich (nie ma ich w katalogu danych zapisanych w projekcie)" - podkreśla gazeta. Według "DGP",  także działacze społeczni nie widzą sensu wprowadzania takiego zamkniętego katalogu, twierdząc, że "lepszym rozwiązaniem byłoby wskazanie źródeł, z których instytucje finansowe mogą czerpać informacje". 

 

 

Rosną raty kredytów we frankach 

 

Płacone obecnie raty kredytów we frankach (CHF) są najwyższe od połowy 2017 r. - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 15.01.2019 r.), powołując się na szacunki firmy Expander  Advisors.  Z wyliczeń tej firmy wynika bowiem, że styczniowa rata kredytu  frankowego  będzie o 123 zł wyższa niż przed rokiem. Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors przyznaje w dzienniku, że bardzo trudno jest  przewidzieć,  jak będzie kształtował się  kurs franka w przyszłości. Jest jednak prawdopodobne, że oprocentowanie będzie rosło. Ekspert szacuje, że "gdyby LIBOR CHF 3M przestał być ujemny, a więc wyniósł zero, a kurs pozostał na obecnym poziomie, to rata wzrosłaby o kolejne 115 zł (do 1 847 zł)". Natomiast jeśliby stawka LIBOR powróciła do poziomu ze stycznia 2008 r., to "przy obecnym kursie franka, rata wyniosłaby aż 2 340 zł. Byłaby więc aż o 608 zł wyższa niż obecnie" - pisze gazeta. Tymczasem  LIBOR w tym roku zaczął  niespodziewanie rosnąć, a jego obecny poziom  jest najwyższy od niemal czterech lat. Ponadto, kurs CHF - pomimo korzystnego 2018 r. - nie sprzyja frankowiczom. Jeśli więc  przed rokiem kurs franka był na poziomie około 3,55 zł, to  obecnie  sięga  już 3,80 zł. Zdaniem Sadowskiego, to "przełoży się na wzrost oprocentowania kredytów, choć nie stanie się to od razu. Zwykle banki tylko raz na trzy miesiące aktualizują oprocentowanie, uwzględniając aktualny poziom stawki LIBOR".

A to  "wszystko sprawia, że rata kredytu na kwotę 300 000 zł na 30 lat, zaciągniętego w styczniu 2008 r. jest o 123 zł wyższa niż przed rokiem (z 1 608 zł do 1 732 zł)" - donosi"Rz".

Gazeta podkreśla, ze kredyty frankowe są w zdecydowanej większości spłacane terminowo, pomimo, że "obecny kurs CHF w niektórych przypadkach jest blisko dwukrotnie wyższy niż w momencie udzielenia kredytu (dotyczy to głównie hipotek pochodzących z lat 2007-2008). Przed problemami frankowiczów uratowały niskie stopy procentowe w Szwajcarii – obecnie są ujemne (trzymiesięczny LIBOR wynosi -0,70 proc.). Dzięki nim po dodaniu marży oprocentowanie wielu takich kredytów nie przekracza 1 proc. w skali roku, a są i takie, których oprocentowanie jest ujemne".

 

 

Frankowicze oczekują  gwarancji, że sądy w Polsce będą respektowały unijne prawo

 

Arkadiusz Szcześniak, prezes stowarzyszenia "Stop Bankowemu Bezprawiu" (SBB), największej polskiej organizacji zrzeszającej frankowiczów,  twierdzi w rozmowie z "Onet.pl" (z 15.01.2019r.), że obecnie opracowywana ustawa frankowa, "ani nie rozwiąże żadnego problemu, ani nie pomoże kredytobiorcom w najtrudniejszej sytuacji". Szef SBB podkreśla w portalu, że jeśli frankowicze czegoś oczekują, to gwarancji, że sądy w Polsce będą respektowały unijne prawo, zwłaszcza przepisy chroniące konsumentów, a więc przede wszystkim Dyrektywę 93/13 oraz  wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. "Nie ma żadnych powodów, by polskim konsumentom, nie tylko frankowiczom, przysługiwały mniejsze prawa niż klientom banków w całej Europie" - komentuje A. Szcześniak. Jego zdaniem, liczba pozwów przeciw bankom "rośnie i będzie rosnąć" , pomimo, że  wielu kredytobiorców od pozywania banków ciągle odstrasza "niezrozumiała niepewność orzecznictwa".

Prezes SBB twierdzi, iż w sprawie  frankowiczów politycy przyjęli  "taktykę przerzucania się gorącym kartoflem", a projekt ustawy,  która trafi do sejmowej komisji finansów,  "ani nie będzie (...) spełnieniem obietnicy wyborczej prezydenta Dudy, ani nie przybliży nas do rozwiązania problemu" - podaje "Onet.pl". Szcześniak uważa, że  "wbrew deklaracjom prezydenckiego ministra Pawła Muchy, ustawa wcale nie pomoże kredytobiorcom znajdującym się w najtrudniejszej sytuacji. Nie obejmie przecież osób, którym banki już wypowiedziały umowę kredytową i które albo bronią się przed egzekucją – czasem prowadzoną jeszcze na podstawie niezgodnego z konstytucją bankowego tytułu egzekucyjnego – albo już utraciły swoje mieszkania, a pozostały z olbrzymim długiem" - pisze portal.  Według szefa SBB, "wszystkich umów kredytowych zawarto ok. 900 tys., w sporej części na jedną przypadał więcej niż jeden kredytobiorca. Dziś aktywnych umów jest ok. 430 tys. W różnicy między jedną a drugą liczbą zawierają się nie tylko kredyty już spłacone. W ok. 30 tys. przypadków bank wypowiedział kredyt i skierował go do egzekucji". Z kolei około 30 tys. frankowiczów poszło  do sądów. 

Arkadiusz Szcześniak podkreśla, iż  procesy w Polsce nie są tanie. Dla Polaka, który chciał się zmierzyć w sądzie z instytucją finansową, "barierą wejścia" był do niedawna wpis sądowy w wysokości 5 proc. od kwoty roszczenia. Pozbawiało to możliwości obrony wielu ludzi, którym bank wypowiadał umowę kredytu , a więc tych najbardziej potrzebujących ochrony sądu.  To się  wprawdzie zmieniło, ale pozostaje jeszcze druga bariera "odstraszająca" czyli niepewność orzecznictwa  - przyznaje. Przy tym, "wydano sporo wyroków, w których sąd "przyklepywał" albo BTE, albo nakaz zapłaty oparty wyłącznie na jednostronnym oświadczeniu banku – nie sprawdzając, czy roszczenie jest zasadne i czy umowa nie zawiera np. klauzul niedozwolonych" - twierdzi szef SBB w  "Onet.pl". W jego opinii, "minęło parę lat i ciągle zdarzają się sprawy, w których sędzia orzeka tak, jakby europejskie przepisy nie obowiązywały w Polsce". Tym niemniej, liczba pozwów cały czas się  zwiększa, co świadczy  o rosnącej świadomości klientów - mówi  Szcześniak. 

 

 

Wartość  ofert pierwotnych(IPO) na warszawskiej GPW w ub.r.  spadła do 81 mln zł

 

Z  najnowszego raportu PwC wynika, że rok 2018  był fatalnym pod względem wartości  pierwotnych ofert przeprowadzonych na europejskich giełdach.  Wyniosła ona 36,6 mld euro i jest  to spadek o 19 proc. w porównaniu do 2017 r. -  pisze "Rzeczpospolita" (Nr z 16.01.2019 r.). W tym, w 2018 r. aż 60 proc. pozysk anych środków w ramach debiutów na giełdach w Europie przypada na giełdę w Londynie i niemiecką Deutsche Börse. Zdaniem dziennika,  bardzo słabo wypadła zwłaszcza Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie. Warszawska GPW  w 2018 r. odnotowała  zaledwie 20 ofert o łącznej  wartości  81 mln euro i był to "najsłabszy pod względem aktywności IPO" okres na warszawskim parkiecie  od 2003 r.  Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC ocenia, iż "rynek dotknięty był przez większą część roku niskimi wycenami, utrzymującą się niepewnością dotyczącą OFE/PPK oraz głośnymi sprawami związanymi z kłopotami GetBack, części TFI oraz problemami byłego szefa KNF".   W opinii eksperta,  mogło mieć to wpływ na mniejsze zaufanie inwestorów oraz odpływ pieniędzy z rynku.  B. Margol przyznaje w gazecie, iż  "kolejny rok z rzędu obserwowaliśmy odwrót emitentów i spadek liczby notowanych spółek.  Zabrakło też debiutów o wartości większej niż 100 mln zł, które mogłyby ożywić inwestorów i przyciągnąć nowych emitentów". Tylko trzy IPO przeprowadzone na GPW w 2018 r. przekroczyły próg 10 mln euro. I tak,  największą wartość spośród nich - ponad 22 mln euro -  osiągnął debiut wydawcy gier komputerowych Ten Square Games. Z kolei, na  drugim i trzecim miejscu uplasowały się odpowiednio IPO litewskiej spółki Novaturas oraz OncoArendi Therapeutics.  Według eksperta PwC, jednak  bardzo trudno mówić o znaczącej roli giełdy w finansowaniu polskich przedsiębiorstw, zaś "perspektywy na kolejne miesiące i rok 2019 są niepewne". Rosnące wymagania i sankcje regulacyjne oraz trudna sytuacja rynkowa powodują, że decyzja o IPO jest przez część spółek odkładana "na lepsze czasy – mówi B.Margol z PwC.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT