Wyrok TSUE może być przełomowy dla "frankowiczów"

Zdaniem Aleksandry Wiktorow, Rzecznika Finansowego (RzF), obecnie mamy dobry moment na szybkie, ugodowe rozwiązanie problemu dotyczącego kredytów frankowych – informuje „Rzeczpospolita" (Nr z 25.09.2019 r.).  A. Wiktorow tłumaczy, że "w ostatnich latach banki raczej koncentrowały się na utrzymaniu status quo, niż zaproponowaniu rozwiązań problemów wynikających z konstrukcji umów. To powinno się zmienić". W opinii Rzecznika Finansowego, może o tym zadecydować spodziewany na 3 października br. wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE), który prawdopodobnie będzie korzystny dla klientów frankowych - pisze gazeta.   RzF podkreśla, iż większość frankowiczów do dziś nie podejmowała żadnych działań  w sprawie swoich umów kredytowych. Może to jednak ulec zmianie  po wyroku TSUE i ukształtowaniu się korzystnej da klientów linii orzeczniczej - prognozuje A. Wiktorow.  W jej opinii, tzw. kancelarie odszkodowawcze stopniowo wprowadzą na wokandę tysiące pozwów frankowiczów  - pisze dziennik. "Patrząc na doświadczenia z rynku ubezpieczeniowego nie mam wątpliwości, że te firmy dotrą do każdego „frankowicza" w Polsce. Z pewnością znaczna część zaakceptuje ich ofertę i będą walczyć o całą pulę w sądach, dzieląc się z prawnikami uzyskaną kwotą" – mówi  Wiktorow. Podkreśla,  że Rzecznik Finansowy będzie ich wspierał tzw. istotnymi poglądami. Albowiem "jeśli w umowie jest postanowienie niedozwolone, to należy je z umowy usunąć. Ma to być sankcja dla przedsiębiorcy, który je do obrotu wprowadził, stosował i czerpał korzyści" - przyznaje Wiktorow. Podkreśla, iż banki posiadają wszystkie narzędzia do rozwiązania tego problemu. Przy tym, większość ich klientów "nie ma wcale ochoty na walkę w sądach i zaakceptowałaby racjonalne propozycje ugodowe. (...) racjonalne, czyli takie, w których banki ze swoich zysków zaspakajają roszczenia klientów, wynikające ze stosowania nieuczciwych postanowień umownych. Tak powinna się zachować instytucja, która aspiruje do statusu instytucji zaufania publicznego. Niestety na dziś nie widać ze strony banków woli porozumienia" - mówi w gazecie  Rzecznik Finansowy. Przypomina, że  kiedy  w 2018 r. poddano analizie około 300 spraw dotyczących kredytów frankowych, w których została skierowana propozycja rozwiązania sporu, odchodząca od prawnej oceny sytuacji stron, w ponad 80 proc. przypadków spotkała się ona z aprobatą klienta. Tylko w kilku zainteresowanie nią wyraził bank - donosi „Rz”.

 

 

Warszawska GPW się  zwija

 

Z wejścia Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) do grona rynków rozwiniętych,  dla inwestorów zbyt wiele dobrego  nie wynika. Zamiast rynku rozwiniętego mamy rynek zwijający się - pisze "Bankier.pl" (z 25.09.2019r.). Awans do grona rynków rozwiniętych nie powstrzymał bowiem odpływu spółek z GPW. Jeżeli na koniec września 2018 r. na głównym rynku notowanych było 470 spółek, to obecnie  jest ich 460 (dwie kolejne są na wylocie) - informuje portal. "Jednocześnie (licząc ze wspomnianą dwójką) w tym samym okresie z giełdy zniknęło 18 spółek, co jest jednym z największych exodusów w historii GPW. W większości przypadków były to decyzje inwestorów, którzy wobec  m. in. niskich  wycen papierów tychże spółek oraz obciążenia wymogami informacyjnymi, zdecydowali, że lepiej biznes będzie prowadzić poza warszawską giełdą. Ponadto,  przez ostatnie 12 miesięcy miało miejsce zaledwie sześć debiutów (z czego pięć to przejścia z NewConnect) - podkreśla "Bankier.pl" -  i jest to  jednym z najgorszych pod tym względem okresów w historii GPW.  Awans do grona rynków rozwiniętych nie przyniósł GPW  także zapowiadanego wzrostu obrotów. Na przykład w  pierwszym  półroczu 2019 r. obroty na GPW spadły r./r. o 4,1 proc. i  były wówczas najniższe od trzech lat. Problemem jest także struktura obrotów. Ich zdecydowana większość przypada na WIG20, a na  resztę, czyli 440 spółek tylko kilka, czasem kilkanaście proc. dziennych obrotów. Rynek jest zatem płytki.

Zdaniem  Pawła Lasiuka,  rzecznika GPW, efekty awansu odczujemy dopiero w przyszłości, stąd obecne oceny są zbyt pochopne. Lasiuk tłumaczy, że "w związku z przebudową portfeli inwestorów, do jakiej zawsze dochodzi po awansie, ostatni rok był dla GPW okresem przejściowym. Pełne efekty przekwalifikowania będzie można ocenić dopiero po zakończeniu tego okresu. Może on trwać nawet kilka lat" - podaje portal. Zdaniem  Lasiuka, "przeklasyfikowanie polskich akcji otworzy krajowy rynek na nowych inwestorów z zagranicy. Największą korzyścią uzyskaną dzięki awansowi jest otwarcie GPW na zupełnie nową grupę inwestorów zagranicznych, dla których nadanie Polsce statusu rynku rozwiniętego to fundamentalna zmiana. Przyciągnięcie tych inwestorów na GPW to długofalowy proces".

Jak przypomina portal, 24 września 2018 r. warszawska  GPW weszła do grona rynków rozwiniętych według FTSE Russell, a  Polska dołączyła do grona 24 najbardziej rozwiniętych gospodarek (według metodologii brytyjskiej firmy).

Do indeksów rynków rozwiniętych FTSE Russell włączył 37 spółek. W tym, jedna została zakwalifikowana do indeksu spółek o dużej kapitalizacji (PKO BP), trzynaście  uznano  za spółki o średniej kapitalizacji, a reszta została  zaklasyfikowana jako  firmy o niskiej kapitalizacji.

 

 

KNF i prokuratura nadal wyjaśniają aferę GetBacku

 

Chociaż wyjaśnianie afery finansowej z udziałem GetBacku trwa już prawie półtora roku, nadal  nie widać końca prokuratorskiego śledztwa – pisze "Dziennik Gazeta Prawna” (Nr z 25.09.2019 r.). Podobnie jak końca postępowań, które Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  prowadzi wobec podmiotów współpracujących z windykatorem. Organ nadzoru  "prowadził też lub nadal prowadzi kontrole i postępowania w sprawie podmiotów, które mogą być zamieszane w aferę, ale nie informuje o efektach do czasu ich zakończenia” - podaje gazeta. Nadzór równolegle  wyciąga zaś „konsekwencje od podmiotów, które sprzedawały obligacje spółki czy z nią współpracowały" – informuje „DGP”.  Jak podaje  dziennik, w  sprawie  GetBacku  poszkodowanych zostało  ponad 9 tys. obligatariuszy na przeszło 2 mld zł. Straty ponieśli także akcjonariusze.

Z kolei prokuratorzy postawili już zarzuty 49 osobom,  jednak lista ta nie jest jeszcze  zamknięta, a kolejne wątki są rozpracowywane. Według "DGP", na razie podejrzenia dotyczą "wyprowadzania pieniędzy ze spółki, fałszowania sprawozdań finansowych, wprowadzania w błąd inwestorów czy zawierania nierynkowych transakcji".

 

 

Pieniądze na depozytach bankowych zjada inflacja

 

Bankowe depozyty obecnie mają tylko jedną zaletę: bezpieczeństwo złożonych tam pieniędzy - twierdzi "Parkiet" (Nr z 26.09.2019 r.). Gazeta podkreśla, iż   inflacja, niestety,  zjada zyski ze wszystkich odkładanych w bankach środków. Według dziennika, który powołuje  się na dane NBP, na koniec sierpnia 2019 r.   oszczędności gospodarstw domowych w bankach   stanowiły kwotę blisko  868 mld zł, a więc  nieco o  ponad 89 mld zł więcej,  niż w analogicznym czasie 2018 r.  Przy tym, bieżące depozyty złotowe gospodarstw domowych zwiększyły się w sierpniu br.  o ponad 11 mld zł. Ponadto, z danych NBP wynika także, że sierpień 2019 r. "namieszał nieco w strukturze i na dodatek mocno różnił się od lipca" - komentuje  gazeta.

Na przykład w lipcu br. bieżące oszczędności złotowe "zanotowały wzrost niemal symboliczny – skromne 1,2 mld zł". Z kolei  depozyty terminowe, które osiągnęły na przełomie  lat 2018 i 2019 już swoje wartości szczytowe  i zaczęły spadać,  w lipcu 2019 r.  akurat wzrosły - przypomina "P". Ponadto, w omawianym czasie zwiększały się zarówno oszczędności walutowe bieżące (13,4 proc. w skali roku), jak i terminowe (11 proc.).

I tak, według NBP wartość depozytów ogółem na koniec sierpnia 2019 r. wyniosła 1 269,37 mld zł, co oznacza wzrost o 0,6 proc. w ujęciu miesięcznym. Natomiast należności banków od sektorów krajowych ukształtowały się w tym czasie na poziomie 1 329,74 mld zł, tj. wzrosły o 1,2 proc. m/m.

 

 

Upadek DasCoina

 

DasCoin miał być najbardziej wartościową kryptowalutą na świecie i  pozwolić ludziom zbić fortunę, a okazał się  jednym  z największych oszustw finansowych ostatnich lat - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 26.09.2019 r.). Tymczasem dzisiaj  kurs wymiany DasCoina wynosi poniżej jednego amerykańskiego centa. Tysiące ludzi straciło miliony złotych, a twórcy przekrętu nadal nie zostali ukarani - komentuje gazeta. Dziennik twierdzi, iż model biznesowy DasCoina był przekrętem z założenia. Opierał się bowiem na  sprzedawaniu licencji, które kosztowały  od 100 do 25 tys. euro. A za zachęcenie kogoś do wpłaty twórcy systemu dzielili się zyskiem. Zdaniem  „DGP", była to typowa piramida finansowa. Osoba, która wykupiła licencję, zyskiwała prawo do "wydobywania" wirtualnych monet, które  można było wymienić na żywą gotówkę. I co istotne, "na DasCoinie nie sposób było zarobić. Tak jak bowiem kurs bitcoina od początku był wypadkową popytu i podaży, tak kurs DasCoina był scentralizowany, więc jego wysokość zależała wyłącznie od widzimisię twórców systemu" - wyjaśnia dziennik.

W opinii gazety, DasCoin z kryptowalutami ma tyle wspólnego, ile tombak ze złotem, a "prawdziwe kryptowaluty - dzięki swojej popularności - są zasłoną dymną i wabikiem na nieświadomych inwestorów". "DGP" przypomina, iż już w 2017 r.  Marcin Furtak, administrator portalu bitcoin.pl. tłumaczył czytelnikom dziennika, że "w przypadku uczciwej działalności kod źródłowy kryptowaluty jest otwarty i każdy może się bez trudu dowiedzieć, jak ona działa. Kryptowaluty nie mają właściciela ani zarządcy, nie trzeba kupować żadnych licencji. Handel działa na zasadach wolnorynkowych".  

Obecnie  witryna DasCoina pojawia się i znika. Przygasła też aktywność naganiaczy, wciągających do biznesu  nowych członków, w zamian za prowizje od wykupionych przez nich pakietów. "Naganiacze uciekają od DasCoina niczym szczury z tonącego okrętu" - komentuje dziennik. Natomiast  Maciej Maciejewski, redaktor naczelny "Network Magazyn", zajmujący się ujawnianiem piramid finansowych,  podkreśla w gazecie, iż "nie ma się z czego cieszyć, bo nikt nie został ukarany, więc to nie koniec wkręcania Polaków. Znów hochsztaplerzy dostali od państwa zielone światło do działania" .

Zdaniem ekspertów.  polskie państwo do dziś nie wypracowało procedur szybkiego przeciwdziałania funkcjonowaniu piramid finansowych, zaś "organy państwa zareagowały, gdy już tysiące Polaków straciło pieniądze". Na przykład  Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) dopiero w kwietniu 2019 r., w dwa lata po ostrzeżeniu przez dziennik przed firmą CL Singapore, wprowadzającą  na rynek kryptowalutę DasCoin i zachęcającą   do zakupu licencji, stwierdził, że  "może być to piramida, bo właściciel obiecuje zyski przede wszystkim w zamian za namówienie innych osób".

Jak zauważa "DGP", "piramida upada, ale budowniczy zarabiają dalej. I planują kolejny biznes". 

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT