Wyrok TSUE zamyka „frankowiczom” ścieżkę dochodzenia odszkodowań?

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej  (TSUE) orzekł. iż  kredyty walutowe nie są "instrumentami finansowymi". Według TSUE, "transakcje wymiany dokonane w ramach udzielenia kredytu denominowanego w walucie obcej, takiego jak będący przedmiotem postępowania, stanowią działalność wyłącznie dodatkową wobec udzielenia i spłaty kredytu” - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 04.12.2015 r.). Trybunał stwierdził, iż  "transakcje wymiany należące do określonych rodzajów kredytów denominowanych w walucie obcej nie stanowią usługi inwestycyjnej. Nie podlegają one zatem przepisom prawa Unii dotyczącym ochrony inwestorów". Oznacza to - pisze gazeta - że zdaniem TSUE kredyt walutowy nie zawiera w sobie ani opcji walutowych, ani kontraktów terminowych.
TSUE rozpatrywał sprawę węgierskiego małżeństwa Lantos. Wnioskodawcy   zawarli umowę kredytu z Banif Plus Bankiem w celu sfinansowania zakupu samochodu. W celu uzyskania stopy odsetek  korzystniejszej  niż oferowana dla pożyczek denominowanych w forintach węgierskich, wybrali kredyt denominowany w walucie obcej, narażając się w ten sposób na ryzyko wyceny tej waluty w stosunku do forinta w okresie spłaty. "W ramach skargi wniesionej przez Banif Plus Bank do Ráckevei Járásbíróság (sądu rejonowego w Ráckeve, Węgry) małżonkowie zwrócili się do tego sądu o stwierdzenie, że umowy kredytu denominowanego w walucie obcej wchodzą w zakres dyrektywy w sprawie rynków instrumentów finansowych, a zatem bank – jako instytucja kredytowa – jest w szczególności zobowiązany do oceny adekwatności lub odpowiedniego charakteru świadczonej usługi". W związku z tym,  bank Ráckevei Járásbíróság "zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości z pytaniem, czy udzielenie kredytu denominowanego w walucie obcej może zostać uznane za świadczenie usługi  inwestycyjnej, do której mają zastosowanie rozpatrywane przepisy dyrektywy."  Ponadto - dodaje "DGP" -  sąd węgierski zmierza  do ustalenia, czy nieprzestrzeganie tych przepisów skutkuje nieważnością umowy kredytu. W  opinii gazety, "orzeczenie prawdopodobnie ostatecznie zamyka frankowiczom tę ścieżkę dochodzenia odszkodowań, która zakłada, że kredyt frankowy nie jest "czystym" kredytem".

Powstanie centralna baza rachunków prowadzonych przez instytucje finansowe

W  2016 r.  zaczną obowiązywać zmiany w prawie dotyczące  tzw. „martwych kont”, na których obecnie  znajduje się około  15 mld zł -  szacuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 05.12.2015 r.). Według dziennika, nie można jednak dokładnie określić tej sumy, ponieważ obecnie nie funkcjonuje żaden system gromadzący takie informacje.  Od  1 lipca 2016 r.  ma się to zmienić w związku z wejściem w życie nowych przepisów , które wprowadza ustawa podpisana w końcu października br. przez  Andrzeja  Dudę, prezydenta  RP.
Celem nowej regulacji jest  m.in. ułatwienie spadkobiercom dostępu do rachunków osoby zmarłej. "Spadkobiercy w łatwy sposób będą mogli dowiedzieć się o tym, czy ich zmarli bliscy posiadają na swoich rachunkach bankowych jakieś oszczędności" – pisze gazeta.  Nowa regulacja zakłada  przede  wszystkim  utworzenie centralnej bazy rachunków. W związku z tym po jej uruchomieniu  będzie można  dowiedzieć się o wszystkich założonych rachunkach danej osoby w instytucjach finansowych - podkreśla dziennik.   Według "DGP",  w naszym kraju funkcjonuje aż 695 podmiotów świadczących czynności bankowe (banki i SKOK-i), ponad 100 domów maklerskich, towarzystw funduszy inwestycyjnych i towarzystw ubezpieczeniowych. Stąd    spadkobiercom bez  posiadania umowy, którą zawarł z bankiem spadkodawca, obecnie  trudno jest więc cokolwiek ustalić na temat posiadanych przez zmarłego kont bankowych czy prowadzonych  rachunków - zauważa dziennik. Na przykład  banki mogą  odmówić udzielenia takiej informacji, powołując się na  tajemnicę  bankową. Natomiast nowe  przepisy  wprowadzają  obowiązek  informowania klientów otwierających rachunki o  wskazanie  osób uprawnionych do konta na wypadek śmierci.  W przypadku  śmierci właściciela rachunku,  zostaną one  niezwłocznie poinformowane  przez banki o możliwości uzyskania środków znajdujących się na kontach czy depozytach - informuje "DGP".
Ponadto, instytucje finansowe będą miały obowiązek kontroli długo nieużywanych kont, na których znajdują się środki. "Jeśli od ostatniej czynności wykonanej na rachunku minie 5 lat – bank będzie musiał wystąpić o udostępnienie danych z rejestru PESEL, by ustalić, czy klient żyje".

Banki otrzymały od  KNF obowiązującą interpretację "Rekomendacji S"

Wojciech Kwaśniak, wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF)  wysłał do zarządów banków pismo wyjaśniające zapisy wydanej przez nadzór  tzw. Rekomendacji S - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 08.12.2015 r.).  Pismo to związane jest  " z błędnymi wypowiedziami" przedstawicieli niektórych banków na temat wynikających z rekomendacji  limitów  wysokości i formy wkładu własnego przy kredytach  mieszkaniowych - wyjaśnia gazeta.  I tak, według oficjalnej interpretacji KNF, od 1 stycznia 2016 r. kredytobiorca kredytów mieszkaniowych musi mieć "15 proc. wkładu własnego, z czego 10 proc. w gotówce, a pozostałe 5 proc. np. w formie blokady czy zastawu, ale już nie w formie podwyższenia marży przez bank".  . Wkład własny może więc - zdaniem KNF -  wynosić w gotówce tylko 10 proc, jeśli na dodatkowe 5 proc. "kredytobiorca przedstawił dodatkowe zabezpieczenie w formie blokady środków na rachunku bankowym lub poprzez zastaw na denominowanych w złotych dłużnych papierach wartościowych Skarbu Państwa lub  NBP" - podaje dziennik.
 W ocenie  wiceszefa KNF,   "istotą tego zabezpieczenia jest możliwość natychmiastowego pokrycia przez bank brakującej kwoty wkładu własnymi środkami klienta".  Mogą to być środki na koncie w banku, skarbowe papiery wartościowe lub papiery NBP, środki zgromadzone w ramach IKE lub IKZE, ewentualnie polisa ubezpieczeniowa.
"Istotne jest, że początkowe zaangażowanie klienta (wkład własny) wynosi 15 proc., choć środki pozostawione w jego dyspozycji przez bank mogą być o 5 punków procentowych wyższe (LtV kredytu może sięgnąć 90 proc.)" - stwierdza  Kwaśniak.

Wysokie zyski z inwestowania w TFI  w  "obecnych  czasach"  się skończyły

Przy  obecnym poziomie stóp procentowych posiadacze rachunków w towarzystwach funduszy inwestycyjnych  nie będą zarabiali tyle  co kiedyś.  Klienci TFI muszą się z tym pogodzić – twierdzi Michał Duniec, prezes Analiz Online w "Parkiecie"(Nr z 08.12.2015 r.) - że  w ujęciu nominalnym niższe są stopy  zwrotu. Przy tym – zaznacza Duniec -  jako że mamy deflację,  realne stopy zwrotu są wyższe niż nominalne. Natomiast  zdaniem Karola Matczaka, dyrektora biura doradztwa inwestycyjnego Citi Handlowego, " jeżeli chcemy zarobić 4–5 proc. rocznie, czyli tyle, ile jeszcze niedawno można było zyskać na lokacie bankowej, musimy skonstruować portfel, który w 50 proc. będzie się składał z ryzykownych aktywów - pisze gazeta, dodając, że  przy optymistycznym założeniu,  "ta ryzykowna część przyniesie nam 10 proc. zysku rocznie".
Zdaniem doradców  inwestycyjnych,  konstrukcja portfela na obecne „ciekawe" czasy zdecydowanie nie jest wskazana dla tzw.  inwestora „depozytowego", który jest przyzwyczajony do 4–5 proc. rocznie bez ryzyka - podkreśla "P". Dziennik powołuje się na opinię  Tomasza  Mirka, dyrektora ds. sprzedaży detalicznej Union Investment TFI. 12 miesięcy, iż  "osoba lokująca wyłącznie na lokatach w żadnym razie nie może zaczynać od inwestycji w akcje. Powinna wybrać bezpieczne fundusze gotówkowe i pieniężne i być może, z czasem, stopniowo zwiększać udział ryzykownych inwestycji w portfelu". 
Z kolei według  Michała Duńca,  "doskonałym i zupełnie niewykorzystywanym sposobem na osiągnięcie dodatkowego zysku z coraz niżej oprocentowanych lokat jest opakowanie ich w Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE)". Dlaczego ?  Oszczędzający w IKZE r otrzymuje  "ulgę w podatku dochodowym, a odsetki – czyli zyski – są zwolnione z podatku Belki. To namacalny, dodatkowy zarobek, którego nie daje lokata bez takiego opakowania" – radzi  Duniec.

12 giełdowych  banków może w 2016 r. odprowadzić do  budżetu państwa około 3,5 mld zł


Projekt ustawy o opodatkowaniu niektórych instytucji finansowych rozwiał większość wątpliwości dotyczących stawki i podstawy opodatkowania.  Giełdowe banki mogą w 2016 r. odprowadzić do  budżetu państwa około 3,5 mld zł,   co obniży zysk netto sektora o ponad 25 proc. Jeśli jednak  banki przeniosą część podatku na klientów,  spadek zysku może być niższy - twierdzi "Parkiet"(Nr z 08.12.2015 r.). Gazeta wyjaśnia, iż  "kwota ta opiera się na naliczanej co miesiąc stawce w wysokości 0,0325 proc. od wartości aktywów banków, pomniejszonych o ich fundusze własne (z podatku zwolnione są banki o aktywach niższych niż 4 mld zł), przy założeniu, że podatek wejdzie w życie w lutym przyszłego roku".
Według dziennika,  struktura podatku powoduje, że największą kwotę zapłacą największe banki. I tak,  PKO BP (jeśli ustawa o podatku  wejdzie  w życie  z początkiem lutego 2016 r.),  będzie musiał zapłacić ok. 800 mln zł,  Pekao 540 mln zł,  BZ WBK 420 mln zł, mBank 400 mln zł, zaś ING Bank Śląski 360 mln zł - wylicza "P". Natomiast  w  przypadku "Getin Noble,  kwota ta sięgnie 210 mln zł, Millennium 200 mln zł, .BGŻ BNP Paribas zasili fiskusa kwotą 180 mln zł, Handlowy 150 mln zł, Alior 110 mln zł, BPH 82 mln zł, a BOŚ 51 mln zł".
W opinii "P",  największy negatywny wpływ na wyniki finansowe instytucji podatek będzie miał w najmniej rentownych bankach. W największym stopniu ucierpi Getin Noble - twierdzi dziennik. Zaś w ocenie   analityków  Trigon DM,  wprowadzenie podatku obniży  teoretycznie zysk netto sektora bankowego o 27 proc., jednak  "prognoza ta nie uwzględnia działań łagodzących skutki podatku, czyli przenoszenia nowych kosztów podatkowych na klientów".

Aviva nie wyklucza przeniesienia własnych środków do funduszy inwestycyjnych

Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 06.12.2015 r.) -  że w ciągu roku zakończonego we wrześniu 2015 r.,  wartość portfeli aktywów wzrosła o ponad 11 mld zł, do prawie 31 mld zł. Z ustaleń gazety wynika, iż  statystykami zachwiała jedna grupa kapitałowa.  "Zmiana jest efektem przejęcia przez Aviva Investors TFI zarządzania aktywami od innej spółki z naszej grupy, Aviva Investors Poland.  Nie wykluczamy przeniesienia całości lub części tych aktywów do istniejących lub tworzonych funduszy w celu zwiększenia efektywności zarządzania nimi" - twierdzi w  dzienniku  Marek Przybylski, prezes Aviva Investors TFI.
Według "Rzeczpospolitej", głównie dzięki tzw. „ufunduszowieniu" w latach 2012–2014  aktywa TFI PZU wzrosły o 20 mld zł.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT