Z TFI odpłynęło w grudniu 2016 r. blisko 10 mld zł

W grudniu 2016 r. z  funduszy inwestycyjnych zaczęły odpływać „antypodatkowe” pieniądze. Wypłacono  z  nich  o  9,6 mld zł  więcej niż do nich wpłacono - donosi "Parkiet"(Nr z 12.01.2017 r.) za  Analizy Online. Jednak  nie da się precyzyjnie określić,  jaka część z tych 9,6 mld zł wypłynęła z funduszy antypodatkowych, a jaka z funduszy stworzonych dla pojedynczych inwestorów, ale niesłużących unikaniu daniny dla fiskusa . Tym niemniej, grudzień 2016 r,  był - w  opinii gazety - jednym  z najgorszych okresów  w historii polskich funduszy inwestycyjnych.  "Gorszy wynik TFI osiągnęły tylko raz, w styczniu 2008 r., kiedy to inwestorzy wycofali z funduszy aż 11 mld zł netto". Tyle,  że wtedy oszczędności wypłacali detaliczni klienci zarządzających, teraz robią to inwestorzy instytucjonalni" - pisze dziennik.
Gwałtowny odpływ środków z TFI   "P" tłumaczy tym, iż od  1 stycznia 2017 r. optymalizacja podatkowa za pośrednictwem polskich funduszy inwestycyjnych przestała się opłacać. Albowiem 29 listopada 2016 r. prezydent RP  podpisał ustawę "o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i innych ustaw”, zgodnie z którą przychody funduszy pochodzące ze spółek niemających osobowości prawnej i niepodlegających opodatkowaniu zostaną objęte podatkiem CIT.
Gazeta wyjaśnia, iż    struktura  antypodatkowa  z wykorzystaniem polskiego funduszu funkcjonowała  w ten sposób   że  FIZ (Fundusz Inwestycyjny Zamknięty)  "inwestował   w  akcje luksemburskiej spółki osobowej (niemającej osobowości prawnej),  a ta z kolei była udziałowcem polskiej spółki również nieposiadającej osobowości prawnej, np. komandytowej".  Tymczasem  nowe przepisy sprawiły, że od przychodów osiąganych z inwestycji w tego typu spółki fundusz będzie płacił 19 proc. podatku, gdy wcześniej nie musiał tego robić.

Mniej inwestorów  straciło na rynku forex

Według "Gazety Wyborczej"(Nr z 13.01.2017 r.), już  nie 80, ale "tylko" 65 proc. inwestorów na ryzykownym rynku walutowym forex  notuje straty. Zdaniem dziennika, jest to  efekt zaleceń KNF. Gazeta przestrzega,  iż  jednak   flauty na rynku. Brexit  oraz   rozpoczęcie prezydentury przez Donalda Trumpa w USA  mogą sprawić,   że przegranych znowu będzie więcej.
Biura maklerskie  (XTB, TMS, DM BOŚ),  mające  ponad 60 proc. rynku forex,  oszacowały  wyniki  klientów,  inwestujących  na   pozagiełdowym rynku instrumentów finansowych. I tak, w  czwartym kwartale 2016 r. około 65,5 proc. inwestujących na rynku walutowym forex zanotowało stratę, a 34,5 proc. zysk. - informuje dziennik.  Przy tym, ponad 67 proc. inwestorów straciło pieniądze grając na kontraktach na akcje (dane nie uwzględniają firm, które mają siedzibę poza Polską).
W opinii "Wyborczej", chociaż  odsetek inwestorów, którzy stracili  na  rynku  pieniądze  jest wysoki,  wyniki forexu są "o niebo lepsze od historycznych danych i zbliżają nas do rezultatów osiąganych w krajach zachodnich (np. w USA zyski odnotowuje 35-45 proc. graczy)".
"GW" podkreśla, iż  w latach 2013-2015  stratę odnotowało  aż  80-85 proc. inwestorów na rynku forex w Polsce, który przyciąga nawet 50-70 tys. graczy. Zdaniem  dziennika,  poprawa rynku  nastąpiła  przede wszystkim dzięki   działaniom Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). 
W połowie 2016 r.  KNF  wprowadziła 16 wytycznych dla firm, które świadczą usługi sprzedaży kontraktów na różnice kursowe. Nadzór finansowy  oczekiwał  "wyeliminowania z reklam biur maklerskich informacji, ile teoretycznie można zarobić na foreksie, przy jednoczesnym pomijaniu informacji o stratach. Biura powinny też tak ustalić zasady wynagradzania pracowników, aby ich pensje nie były powiązane z wysokością inwestycji klienta ani jego zyskiem lub stratą".
Na poprawę wyników inwestorów miało też wpływ wprowadzenie przez KNF w 2015 r. ograniczeń stosowania inżynierii finansowej, która pozwalała za 100 zł grać tak, jakby inwestowało się 50 tys. zł.  Polska jest pierwszym krajem UE, który się na to zdecydował - podkreśla "Wyborcza".

RPP pozostawiła stopy procentowe na dotychczasowym poziomie

Rada Polityki Pieniężnej  (RPP) w dniu 11 stycznia 2017 r.  utrzymała stopy procentowe w Polsce na  niezmienionym poziomie - donosi "Parkiet"(Nr z 12.01.2017 r.). Tak więc  stopa referencyjna NBP od marca 2015 r. wynosi  nadal 1,5 proc., a stopa lombardowa, od której uzależnione jest maksymalne oprocentowanie pożyczek -  2,5 proc. Według dziennika, ta decyzja RPP  była zgodna z jednomyślnymi przewidywaniami ekonomistów ankietowanych przez „Parkiet". Gazeta podkreśla, iż   zgodnie z ich oczekiwaniami, RPP  nie przejęła się szybkim powrotem inflacji. W grudniu 2016 r.   indeks cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł o 0,8 proc. rok do roku, przebijając wszelkie prognozy. Albowiem jeszcze w listopadzie ub.r.   ceny – w ujęciu rok do roku – stały w miejscu, wcześniej zaś przez ponad dwa lata malały - podaje dziennik.
Według Piotra Bujaka, głównego  ekonomisty  PKO BP,  RPP "będzie studzić oczekiwania na szybkie podwyżki stóp, tak jak wcześniej tłumiła oczekiwania na wznowienie obniżek".
"Od zaostrzania polityki pieniężnej RPP odwodzić może też kruchość ożywienia gospodarczego na świecie" - zauważa "P".

Banki korzystają na droższym pieniądzu

Wzrost stóp procentowych poprawia wyniki kredytodawców - twierdzi "Rzeczpospolita"(Nr z 10.01.2017 r.). W opinii gazety, ostatnia poprawa nastrojów inwestorów wobec sektora bankowego oraz wzrost notowań banków na świecie i w Polsce to między innymi efekt oczekiwań na podwyżki stóp procentowych. Dziennik podaje, iż  "reakcja wszystkich banków na podniesienie stóp procentowych będzie taka sama (...)to dla nich lepsze wyniki (...) ale wrażliwość poszczególnych kredytodawców na ten ruch będzie różna i zależy od struktury ich aktywów i pasywów".
"Rz"  tłumaczy, iż  najwięcej kredytów oprocentowanych jest na podstawie WIBOR powiększonego o marżę, zaś  depozyty mają stałe oprocentowanie. Jeśli więc WIBOR rośnie, to bankowi rosną przychody odsetkowe z kredytów. Tymczasem koszty odsetkowe zwiększają się w wolniej, bo po podwyżce stóp tylko część depozytów jest wyżej oprocentowana (tym mniejsza, im większy udział depozytów z rachunków bieżących i oszczędnościowych).
Im  większy zaś  udział nieoprocentowanych lub bardzo nisko oprocentowanych pieniędzy znajdujących się na rachunkach bieżących i kontach oszczędnościowych, tym większa wrażliwość banku na zmianę stóp procentowych  podkreśla gazeta.

Jak kształtuje się  Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania (RRSO)?

Interpretacja wskazań stopy procentowej w odniesieniu do pożyczki może sprawiać wielu osobom problemy, ponieważ  nie  wszyscy zdają sobie sprawę, że na wysokość oprocentowania pożyczki ogromny wpływ ma okres  czasu, na jaki została ona  udzielona  –  pisze  "Rzeczpospolita"(Nr z 12.01.2017 r.).  Różnica wynika z procentu składanego. Oznacza to, że jeżeli  za  pierwszą spłatą  zwracamy bankowi o 10 proc. więcej, to pożyczając  kolejny raz,   musimy też oddać o 10 proc.  więcej, ale od kwoty już powiększonej o wcześniej uzyskane wynagrodzenie w wysokości 10 proc. - tłumaczy gazeta itd.  W opinii dziennika,    musimy bowiem  spodziewać się znaczących różnic w poziomie stopy zależności od czasu,  jaki upłynie od momentu zaciągnięcia pożyczki.

Spadek liczby udzielonych kredytów w 2016 r.

Rok  2017  ma być rokiem kredytu  konsumpcyjnego - twierdzi  "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 11.01.2017 r.). Gazeta pisze, iż większość prezesów największych banków przyznaje, iż  w br. "w kredytowaniu zamierzają się skoncentrować na segmencie kredytów konsumpcyjnych".
Według danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), niemal przez cały 2016 r.  popyt na kredyt konsumpcyjny był mniejszy niż w analogicznych miesiącach 2015 r. - informuje dziennik.  BIK mierzy bowiem  zapotrzebowanie klientów  na  pieniądz  wartością składanych wniosków kredytowych w bankach. I na  ogół "była ona o kilka procent mniejsza w porównaniu do danych z 2015 r. " - podaje gazeta. W ciągu trzech kwartałów  ub.r. banki odnotowały spadek liczby udzielonych kredytów. Sprzedały ich nieco ponad 5,3 mln w porównaniu do ponad 5,4 mln rok wcześniej. Jednocześnie ich łączna wartość wzrosła do 58,7 mld zł,  z 57,7 mld zł rok wcześniej.
Zdaniem prof.  Waldemara Rogowskiego, głównego  analityka BIK,  jest  to efekt strategii przyjętej przez banki, zakładającej  zwiększenie sprzedaży nowych produktów dotychczasowym klientom. Banki  "same podsuwają kredyt skrojony już na potrzeby konkretnego klienta, np. poprzez serwis internetowy. Jak podkreśla "DGP", "ta oferta wymyka się statystyce popytu prowadzonej przez BIK, opierającej się na wnioskach składanych przez samych kredytobiorców". Ponadto - twierdzi dziennik - bankom o wiele bardziej opłaca się udzielić mniej kredytów o dużej wartości,  niż  ich większej liczby na mniejsze kwoty. Wiąże się to dla banków  z niższymi kosztami;  bez konieczności ponoszenia większego ryzyka można zaoferować większy dług. Prof. Rogowski tłumaczy, że  kiedy  zwiększają się dochody klientów, banki "mogą się godzić na ich proporcjonalny wzrost zadłużenia tak, aby wskaźnik długu do dochodów był na stałym poziomie". Ponadto,  banki biorą pod uwagę w swoich strategiach sprzedażowych to, jak dobra jest sytuacja na rynku pracy.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT