Czego Jaś się o finansach nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał

Brak edukacji finansowej w dzieciństwie jest przyczyną złych nawyków dorosłych Polaków. Na trzydzieści państw OECD Polska zajęła  ostatnie miejsce pod względem wiedzy i świadomości dotyczącej finansów - podaje "PRnews.pl"(www.prnews.pl z 29.03.2018 r.). Według portalu, tylko co trzecie dziecko w Polsce dostaje kieszonkowe, zaś  większość rodziców nie włącza swoich dzieci w dyskusje na temat finansów czy  planowania domowych wydatków. Tymczasem regularne wypłacanie dziecku nawet symbolicznych kwot może być dobrą nauką gospodarowania własnymi pieniędzmi. Zdaniem  Jakuba Borkiewicza, dyrektora ds. relacji inwestorskich firmy konsultingowej Goodwill Consulting, edukację finansową dzieci najlepiej zacząć jak najwcześniej. "Na początku poprzez zabawę (...) później poprzez dawanie dzieciom do szkoły kieszonkowego.(...) w taki sposób jesteśmy w stanie nauczyć dziecko na realnym przykładzie, jak może dysponować swoimi finansami" - pisze "PRNnews.pl". Zaś "szkoła jest odpowiednim momentem, żeby dziecko samo zaczęło decydować o tym, na jakie przekąski czy zdrowe produkty powinno wydać te oszczędności w szkolnym sklepiku" – uważa Jakub Borkiewicz. Według  eksperta z Goodwill Consulting, wydawania pieniędzy najlepiej nauczą rodzice." Oni sami powinni się interesować rynkiem finansowym, wiedzieć więcej na temat kwestii finansowych. To będzie miało ogromne przełożenie na dziecko, bo dzieci przede wszystkim chłoną nawyki od rodziców.(...) Dlatego też rodzic sam powinien dywersyfikować własny majątek. Bardzo dobrym pomysłem może być też założenie rachunku oszczędnościowego dla dziecka, pokazanie mu innych instrumentów finansowych, jak obligacje czy różnego rodzaju rachunki maklerskie".
Z badań Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowym  wynika - informuje portal -  że tylko 35 proc. rodziców w Polsce daje dzieciom kieszonkowe;  49 proc. Polaków nie włącza swoich dzieci w dyskusje na temat finansów, a zaledwie co piąty badany  angażuje dzieci  w planowanie domowych wydatków. Z kolei 17 proc. rodziców zachęca dziecko do odkładania pieniędzy. "To może w przyszłości poskutkować nieumiejętnością oszczędzania czy nawet rozrzutnością" - zauważa "PRNews.pl".

ZBP:  15,9 mln   aktywnych klientów e-bankowości

Według  danych   Związku Banków Polskich (ZBP), liczba klientów indywidualnych posiadających dostęp do bankowości internetowej w Polsce na koniec IV kw. 2017 r. wyniosła 35,5 mln, co oznacza wzrost o 7,03 proc. w skali roku. Jednocześnie do  15,9 mln (wzrost o 3,48 proc. r/r) zwiększyła się liczba aktywnych klientów  e-bankowości (w ujęciu kwartalnym nastąpił wzrost o 1,12 proc.) - pisze "Bankier.pl" (www.bankier.pl z 29.03.2018 r.) za  raportem NetB@nk .  Przy tym, dostęp do  rachunku drogą elektroniczną posiadało na koniec IV kw. ub.r.  2,36 mln firm, a więc o 0,26 proc.  więcej w ujęciu rocznym (i o 1,03 proc. mniej kw/kw). Z kolei liczba aktywnych klientów z sektora MSP wzrosła  do 1,44 mln na koniec IV kw. ubr.(wzrost o 3,01 proc.  r/r). Natomiast średnia wartość rozliczeń na jednego aktywnego klienta indywidualnego spadła o 1,73 proc. r/r do 6 648,09 zł, zaś aktywnego klienta MSP - wzrosła o 1,45 proc. r/r do 73 137,04 zł - podaje portal.
Raport NetB@nk  informuje, iż  w IV kw. 2017 r. ogólna liczba transakcji w systemie Elixir wzrosła o ponad 27 mln szt. (6,33 proc.) w porównaniu do poprzedniego kw., zaś odnotowano wzrost wartości obrotów  o ponad 102 mld do poziomu 1 285 mld zł. "W ujęciu rocznym nastąpił wzrost o 4,95 proc. w odniesieniu do liczby transakcji i o 9,81 proc. w odniesieniu do ich wartości.(...) Średnia wartość transakcji w IV kw. 2017 r. wyniosła 2 761 zł"- donosi "Bankier.pl".
Przy tym,  liczba bankomatów w IV kw. 2017 r. spadła o 96 sztuk (0,41 proc.) w stosunku do III kw. ub.r.
Według portalu, w ciągu ostatnich 12 miesięcy liczba bankomatów  zmniejszyła się o 213 szt. (0,91proc.), zaś liczba bankomatów przypadająca na 1mln  mieszkańców wynosi obecnie w Polsce 605 (średnia europejska - 922). 

Polacy nadal lubią gotówkę
 
Polacy nie są gotowi na porzucenie gotówki - twierdzi "Rzeczpospolita"(Nr z 27.03.2018 r.). Według dziennika,  który powołuje się na badania "Finanse Przyszłości", przeprowadzone przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium, około 38 proc. Polaków uważa, że gotówka jako sposób płatności nigdy nie zniknie. Tego zdania są najczęściej  najstarsi Polacy (w wieku 50 – 60). Z  kolei 9 proc. badanych uznało za realny dziesięcioletni okres na wyeliminowanie gotówki. Natomiast 17 proc. respondentów uważa, że gotówka zniknie w ciągu 20 lat - informuje gazeta. Z badania wynika, iż najchętniej wybieranym sposobem płatności teraz i w perspektywie 10 lat pozostaje karta płatnicza. Plastikiem chce płacić już  ponad 50 proc. Polaków, natomiast  gotówką  co piąta badana osoba (za dziesięć lat wybiera ją już tylko 13 proc. respondentów). W tym, prawie 16 proc. ankietowanych chce płacić  telefonem, a 15 proc. badanych  BLIK-iem . Oznacza to - podaje "Rz"- "że mobilne sposoby płatności będą miały w 2028 r. więcej zwolenników niż płatności gotówkowe". 
Zdaniem Tomasza Pola, dyrektora Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej w Banku Millennium, "wyniki badania pokazują, że psychologiczna bariera przed płaceniem wirtualnymi metodami jest w Polakach wciąż silna. Szybko jednak rośnie liczba zwolenników płatności telefonem – BLIK-iem i wirtualnymi kartami w bankowych aplikacjach mobilnych. Sądzę, że w najbliższym czasie płatności mobilne będą się rozwijać jeszcze szybciej (...) Nawet jeśli gotówka nie zniknie z obiegu, duża część osób wyjmie ją z portfela i przełoży do telefonu". W opinii dyr. Pola,   "sprzyjać temu będzie innowacyjność polskiego sektora bankowego, inicjatywy podejmowane przez rząd, rozwój cyfrowej administracji  i digitalizacja kolejnych dziedzin życia". 
Jak podkreśla gazeta, już teraz Polacy mogą, oprócz gotówki i kart płatniczych, za pośrednictwem aplikacji mobilnej realizować  płatności korzystając  z BLIK-a, czy  wirtualnych odpowiedników plastikowych kart płatniczych w technologii HCE (ang. Host Card Emulation).  A więc płacić telefonem tam, gdzie są akceptowane płatności zbliżeniowe.

Wierzycielom będzie trudniej odzyskać pieniądze

Stare długi mają przedawniać się szybciej. Taką poprawkę do nowelizacji kodeksu cywilnego i kodeksu postępowania cywilnego, nad którą pracuje Sejm RP, zgłosił PiS - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 28.03.2018r.). Projekt nowelizacji nakazuje sądom badanie z urzędu, czy doszło do przedawnienia w sprawach przeciwko konsumentom, a  data wymagalności ma być wskazywana we wszystkich pozwach o zasądzenie roszczenia - pisze gazeta. "Dzięki temu również pozostali dłużnicy (czyli np. firmy) będą mogli łatwiej podnieść zarzut przedawnienia". I tak, składając pozew np. o zapłatę, "obowiązkowo trzeba będzie wskazać datę wymagalności roszczenia. Dzięki temu sąd będzie mógł łatwo ustalić, czy upłynął już termin przedawnienia, czy nie" - podaje dziennik. Nowelizacja przewiduje także  skrócenie ogólnego okresu przedawnienia roszczeń z 10 do 6 lat.  Zdaniem prof. Jerzego Pisulińskiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego,  nowy przepis faktycznie ułatwi życie sądom i dłużnikom, ale jednocześnie utrudni składanie pozwów i odzyskanie pieniędzy - podkreśla "DGP". Zaś "ustalenie daty wymagalności roszczenia nie zawsze jest proste, szczególnie dla osób, które nie są prawnikami. Może więc być tak, że powód wpisze jakąkolwiek datę, by pozew spełniał warunki formalne", ponieważ brak daty skutkowałby zwrotem pozwu z przyczyn formalnych.
Nowe regulacje (zarówno określające krótszy termin przedawnienia, jak i badanie go z urzędu), zgodnie z przepisami przejściowymi,  będą stosowane również do roszczeń powstałych przed wejściem w życie nowych przepisów - wyjaśnia dziennik. Obecnie bez kłopotu można nabyć stare długi za ułamek ich  wartości i uzyskać w sądzie nakaz zapłaty. Przedawnienie należności  nie jest badane z urzędu. Sąd uwzględni to jedynie na wniosek pozwanego. Jeśli jednak sprawa toczy się bez jego udziału, sąd  zobowiąże go do zapłaty - informuje "DGP".

Bankowcy  nie  chcą  uprzywilejowania kredytobiorców frankowych względem złotowych

Krzysztof Pietraszkiewicz, , prezes Związku Banków Polskich (ZBP) podczas posiedzenia sejmowej podkomisji, zajmującej się projektami ustaw frankowych, przedstawił aktualne postulaty środowiska bankowego wobec projektu prezydenckiej ustawy o wsparciu kredytobiorców - donosi  "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 24.03.2018r.). Zdaniem  szefa ZBP, z prezydenckiego projektu ustawy o wsparciu kredytobiorców należy wykreślić tzw. Fundusz Restrukturyzacyjny, z którego banki miałyby finansować przewalutowanie kredytów - pisze gazeta. Ten fundusz ma nie tylko działać bezterminowo, ale też niewykorzystane - przez wpłacający bank - środki miałyby trafiać do innego konkurenta. W związku z tym może to wymuszać sytuacje, że banki będą namawiać klientów, by dokonali konwersji dla konwersji. "Tymi, którzy najwięcej by skorzystali na tym mechanizmie (...) to ci, którzy posiadają duże oszczędności, a mają zaciągnięte kredyty. Oni mogliby uzyskać wysokie umorzenie i tego samego dnia spłacić cały kredyt. Podczas gdy celem ustawy jest przecież pomaganie tym osobom, które mają kłopoty" - powiedział Pietraszkiewicz. W jego opinii, w zamian  powinno się natomiast rozbudować tzw. Fundusz Wspierający. ZBP postuluje  także, aby banki mogły  wliczyć wpłaty na ten  fundusz do kosztów uzyskania przychodu - dodaje dziennik. Albowiem ZBP zależy na tym, aby "nie doprowadzać do sytuacji, w ramach której mogłoby dochodzić do rodzaju moralnego hazardu, niejako zmuszania banków do namawiania klientów do przewalutowania kredytów za wszelka cenę, podczas gdy ustawa zakłada pełną dobrowolność i pomoc dla osób najsłabszych ekonomicznie" - podkreślił szef ZBP. Bankowcy chcą, aby  nie było automatycznych umorzeń. Przemyślenia wymaga także -  przyznał  K. Pietraszkiewicz -  "celowość i sposób rozliczania pożyczek związanych ze sprzedażą mieszkania". ZBP nie zna też  "pełnego uzasadnienia dla bezterminowego działania Funduszu Wsparcia oraz odstąpienie od koncepcji zwrotu wpłat niewykorzystanych przez Fundusz Wsparcia Kredytobiorców". Bankowcy nie chcą  uprzywilejowania kredytobiorców frankowych względem złotowych - podkreśla "DGP". Może się bowiem okazać, że kredyt zaciągnięty w tej samej wysokości 10 czy 12 lat temu,  nagle dla osoby, która wzięła go w postaci waluty obcej, byłby istotnie tańszy.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT