Jak wielki jest polski rynek direct?

Nadal  problematyczne jest  oszacowanie  wielkości  polskiego rynku direct - uważa Paweł Zylm, prezes BRE Ubezpieczenia, nowy przewodniczący zespołu Polskiej Izby Ubezpieczeń  ds. ubezpieczeń direct. Zylm twierdzi - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z  19.03.2010 r.) - że rynek direct trudno wyliczyć, ponieważ  niektórzy ubezpieczyciele direct nie podają do publicznej wiadomości swoich wyników. Ponadto,   wątpliwe są metody liczenia przychodów ze składek. W opinii prezesa Zylma, directy nie wywołały wojny cenowej na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. Zylm uważa, że ceny ubezpieczeń komunikacyjnych wzrosną w tym roku średnio o 10-15 proc. i chociaż  atrakcyjność directów polega na ich niskiej cenie, to towarzystwa     direct "imają sie "  innych sposobów reklamowania, poza telewizją - informuje gazeta. Niektórzy wykorzystują  w tym celu agentów, Z kolei BRE Ubezpieczenia i Liberty Direct reklamowali się w bankomatach.

Niekiedy ubezpieczyciel reklamuje ubezpieczenie w sytuacjach , które gwarantują obniżenie czy odmowę wypłaty odszkodowania

Reklamy  telewizyjne dają czasami  wrażenie, iż w niebezpiecznych zachowaniach kierowców pokazanych w spotach nie ma nic złego i bez względu na postawę kierowców, i tak mogą się oni  ubezpieczyć. Tymczasem "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 17.03.2010 r.) pisze, powołując się na ekspertów ubezpieczeniowych, że w określonych sytuacjach przedstawionych w spotach telewizyjnych, ubezpieczyciele, w tym również PZU SA, obniżyliby odszkodowanie. Dlaczego ? Otóż w opinii Krzysztofa Kawałowskiego  z APU Pomoc,  niezapięcie pasów może obniżyć wypłatę średnio o 40-50 proc. Natomiast  zdaniem Krystyny Krawczyk, Dyrektor  Biura Rzecznika Ubezpieczonych, niezaciągnięcie hamulca ręcznego może być potraktowane jako rażące niedbalstwo i odmowę wypłaty odszkodowania z AC - pisze gazeta. Według "DGP", podobnie może być w sytuacji  przejechania przez skrzyżowanie na czerwonym świetle. Problematyczna jest też wypłata odszkodowania w  sytuacji, gdy  wypadek spowodowałby kierowca będący pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Wówczas ubezpieczyciel miałby prawo do regresu. Natomiast jeśli  pasażerom takiegoż pojazdu, jeśli by  byliby oni świadomi stanu kierującego autem - w razie wypadku,   wypłata im odszkodowania mogłaby zostać obniżona nawet  o kilkadziesiąt proc. - podkreśla dziennik. 

SA : Ciech pełnoprawnym akcjonariuszem PTU

Polskie Towarzystw Ubezpieczeń(PTU) przejęte w 2003 r. zgodnie z prawem - uznał  Sąd Apelacyjny w Warszawie .Jak podaje "Puls Biznesu"(Nr z 19.03.2010 r.), sąd odrzucił  w całości pozew FSO o unieważnienie  utworzenia w PTU (wcześniej  Daewoo TU) zarządu komisarycznego  i uchwały zarządu komisarycznego w sprawie obniżenia i podwyższenia kapitału zakładowego ubezpieczyciela,  uznając je za ważne i nie  sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. W opinii gazety, ułatwi to sprzedaż towarzystwa przez Ciech, o co chemiczny koncern stara się od lat.
Dziennik przypomina, że w 2002 r. PTU (wcześniej jako Daewoo TU) znalazło się na skraju bankructwa. Do spółki wszedł zarząd komisaryczny, który wiosną 2003 r. podjął decyzję o obniżeniu kapitału przez umorzenie akcji należących do FSO, a następnie o podwyższeniu przez emisję akcji skierowaną do Ciechu, Polskiego Towarzystwa Reasekuracji, Investy i Matrix.pl. Dwie ostatnie firmy nie zapłaciły gotówką lecz akcjami.
„Sąd uznał, że FSO nie było w stanie dokapitalizować spółki w związku z tym podwyższenie kapitału z jednoczesnym wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy Sąd uznał za zasadne. Sąd określił interes spółki i interes ubezpieczonych za wartość nadrzędną w stosunku od interesu akcjonariusza, który jednocześnie przyczynił się do doprowadzenia spółki niemalże na skraj bankructwa” – czytamy w komunikacie PTU.

PZU SA: 45 proc. zysku netto za 2009 r. na dywidendę

Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA zaproponował, aby ubezpieczyciel przeznaczył na dywidendę za 2009 r. 45 proc.  ubiegłorocznego zysku netto. Byłby to maksymalny poziom określony przez politykę dywidendową firmy, która   zakłada wypłacanie akcjonariuszom od 25 do 45 proc. zysku - informuje "Parkiet"(Nr z 18.03.2010 r.). PZU SA pod koniec listopada 2009 r. wypłaciła uzgodnioną w ugodzie między akcjonariuszami dywidendę z zysku z lat poprzednich w wysokości 12,75 mld  zł. Na kwotę tę złożyła się  -szacuje dziennik - zawiązana przez PZU w październiku ubiegłego roku rezerwa w wysokości 12 mld zł oraz zaliczka na poczet przewidywanej dywidendy z zysku za 2009 r. w wysokości około 750 mln zł.
Obecnie skarb państwa i Eureko mają odpowiednio 55 i 33 proc. akcji  w PZU, ale zmniejszą swoje udziały w ofercie publicznej, w które zaoferowanych zostanie co najmniej 15 proc. akcji firmy.
Klesyk powiedział, że - zgodnie z umową zawartą z Eureko - gdyby jedna akcja spółki kosztowała w ofercie poniżej 295 zł, Eureko mogłoby (choć nie musiałoby) zawetować wchodzenie PZU na giełdę.

Nie zawsze należy się pełne odszkodowanie poszkodowanemu w wypadku drogowym

Ofiara wypadku nie zawsze otrzyma pełne odszkodowanie - orzekł Sąd Apelacyjny w Białymstoku dnia 21 sierpnia 2009 r. w sprawie przeciwko PZU SA o odszkodowanie - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"( Nr z 19.03.2010 r.). W wypadku drogowym (sygn. Akt I A Ca 326/09)  poszkodowanym  został 8-letni chłopiec. Chłopiec wybiegł raptownie na jezdnię i wpadł pod autokar. I tak, Sąd Apelacyjny stwierdził,  że "w tym przypadku nie ma sporu co do oceny, że wyłączną przyczyną zdarzenia było obiektywnie nieprawidłowe zachowanie się poszkodowanego, któremu winy przypisać nie można. Mając osiem lat powinien już jednak mieć świadomość tego, w jaki sposób należy się poruszać po drogach i z jakim niebezpieczeństwem wiąże się wtargnięcie na jezdnię w niedozwolonym miejscu". Według SA, "nałożenie obowiązku naprawienia szkody w pełnym zakresie na posiadacza pojazdu mechanicznego, po którego stronie nie wystąpiła żadna nieprawidłowość, naruszałoby społeczne poczucie sprawiedliwości". A więc " każdy, kto tylko dysponuje odpowiednim rozeznaniem, ponosił, choćby częściowe, konsekwencje własnego nieprawidłowego zachowania".

Ceny polis komunikacyjnych zależą nie tylko od regionu

Rankomat.pl,  internetowa porównywarka ubezpieczeń przeprowadziła regionalną analizę różnic cenowych w komunikacyjnych polisach OC i AC. Badano średnie ceny ubezpieczeń, które zostały przedstawione przez 9 ubezpieczycieli 20 tys. użytkownikom porównywarki w trzech kategoriach pojazdów: auta o wartości do 10 tys. zł, auta o wartości 10-50 tys. zł oraz auta o wartości powyżej 50 tys. zł - podaje "Gazeta Ubezpieczeniowa"(www.gu.com.pl z 19.03.2010 R.).  Z badania wynika, że mapa dotychczasowych różnic cen w regionach powoli się zmienia; w tradycyjnie uważanym za najdroższe w Polsce województwie mazowieckim stawki ubezpieczeń dla kierowców nie są już najbardziej kosztowne.  Wprawdzie miejsce zamieszkania pozostaje jednym z elementów najmocniej wpływających na cenę naszych polis komunikacyjnych, to jednak badanie wykazało, że ceny polis komunikacyjnego OC  coraz rzadziej zależą od wielkości miasta, w którym mieszka właściciel auta, a coraz  częściej ceny te zależą od profilu klienta i sposobu używania auta - pisze  "Ubezpieczeniowa". Według "GU",  mieszkańcy mniejszych miast nie zawsze płacą niższe składki za polisy komunikacyjne. Różnice cen tych ubezpieczeń dla mieszkańców mniejszych  miejscowości kształtują sie w granicach  15-25 proc.
Badanie rankomat.pl wykazało także - podkreśla "GU" -  że towarzystwa ubezpieczeniowe  często uzależniają ceny sprzedawanych  polis  od częstotliwości występowania na danym terenie szkód. W opinii   Wojciecha Rabieja, szefa rankomat.pl, na cenę ubezpieczenia  wpływa także infrastruktura dróg, liczba skradzionych aut na 1 tys. mieszkańców czy odległość miejsca pracy kierowcy od miejsca jego zamieszkania.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT