KNF: ubezpieczyciele muszą dywersyfikować środki

Grupy ubezpieczeniowe  będą zmuszone do dywersyfikacji środków. Składki z polis nie będą więc  mogły trafiać tylko do jednego banku - pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 02.04.2009 r.), powołując się na  Dagmarę Wieczorek-Bartczak, dyrektora zarządzającego  pionu ubezpieczeń Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Nowe rozwiązania mają zwiększyć bezpieczeństwo klientów. W wyniku załamania na rynkach kapitałowych pieniądze wycofane z giełdy ubezpieczyciele zaczęli lokować m.in. w bankach. W 2008 r. wartość tych inwestycji w Polsce wzrosła aż trzykrotnie do ponad 21,8 mld zł, m.in. z powodu ogromnego powodzenia polis strukturyzowanych i poliso-lokat, gwarantujących kapitał. Według dziennika, maksymalny zalecany przez KNF  limit inwestycji w jednym banku wynosić ma od 3 do 5 proc. sumy bilansowej ubezpieczyciela, w zależności od ratingu banku.
Zdaniem Franza Fuchsa, prezesa Compensy i Vienna Insurance Group, do której należy w Polsce łącznie osiem firm ubezpieczeniowych, jest to inicjatywa idąca we właściwym kierunku.  W jego opinii, ograniczenie wielkości depozytów w jednym banku powinno się odnosić właśnie do wielkości aktywów, jakimi zarządza dany ubezpieczyciel.
Jak podkreśla dziennik, nowe zalecenia nadzoru uderzą przede wszystkim w grupy kapitałowe. Są w nich m.in. Warta i Kredyt Bank, ING i ING Bank Śląski, Getin Bank i TU Europa, Allianz i Allianz Bank. Swoje firmy ubezpieczeniowe ma także BRE i Bank Zachodni WBK (wspólnie z CU). Dla niektórych ubezpieczycieli zalecenia KNF oznaczają konieczność wycofania z oferty lokat strukturyzowanych,  połączonych z polisami na życie.

PIU przeciwna zmianom w systemie  likwidacji szkód komunikacyjnych proponowanym przez  izbę rzemieślników oraz PZPM
 
Projekt zmiany systemu likwidacji szkód komunikacyjnych przedstawiony przez Izbę Rzemieślniczą i Małej i Średniej Przedsiębiorczości oraz Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego na posiedzeniu sejmowej komisji „Przyjazne Państwo” nie wzbudził aprobaty Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Dlaczego ? Proponowane rozwiązania ograniczają bowiem "swobodę podejmowania decyzji w zakresie naprawy pojazdu po wypadku drogowym wtedy, gdy naprawa jest realizowana ze środków pochodzących z odszkodowania komunikacyjnego” - podaje "Gazeta Ubezpieczeniowa"(www.gu.com.pl z 03.04.2009 r.) za komunikatem PIU. Zdaniem Izby, projektowana regulacja - aby dostać odszkodowanie klient musiałby  udać się do warsztatu, zapłacić z własnej kieszeni za remont, wziąć fakturę i dopiero wtedy mógłby  otrzymać odszkodowanie -  będzie działać  na korzyść części warsztatów samochodowych, które oferują droższe usługi. Klienci zaś nie będą mieć w tym żadnego interesu ekonomicznego. Ponadto,  PIU uważa, że  propozycje te nie leżą również w interesie ubezpieczycieli.  W opinii samorządu ubezpieczeniowego, brak możliwości weryfikacji faktur przedstawionych przez klienta powodowałby ich zawyżanie;  w interesie warsztatów byłoby instalowanie podczas naprawy auta jak najdroższych części. Rozwinęłaby się także  szara strefy handlu fakturami. Jak twierdzi Izba w komunikacie,  "propozycje formułowane przez przedstawicieli części warsztatów samochodowych doprowadziłyby bowiem do zwiększenia kwot odszkodowań. W górę więc musiałyby pójść także stawki ubezpieczeń" .

Polisy  D&O  a opcje walutowe

Ubezpieczyciele  otrzymują zgłoszenia menedżerów obawiających się pozwów za straty na opcjach.  Paweł Krak z Allianz przyznaje, że wprawdzie towarzystwa są już  informowane o możliwych roszczeniach z polis D&O w związku z opcjami , to jednak od informacji o możliwym roszczeniu do jego złożenia przez poszkodowanych, a tym bardziej o ewentualnej wypłacie  odszkodowania, droga  daleka. Z kolei  Magdalena Sonnenberg z ACE twierdzi, że jej firma nie otrzymała  jak dotąd żadnego  zgłoszenia możliwych roszczeń, ani informacji  o samych roszczeniach - pisze "Gazeta Prawna"(Nr z 03.04.2009 r.). Ale ACE nie ma w swoim portfelu spółek giełdowych, w których taki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny.
Podobne zdanie ma Robert Woźniak z AIG Polska, według którego ubezpieczyciel nie  widzi na razie większej liczby roszczeń z polis D&O, które byłyby skutkiem kryzysu, a w szczególności problemów firm z opcjami. W opinii Woźniaka,   być może jest to efektem tego, że ewentualne szkody dopiero są szacowane, a  na przygotowanie pozwu trzeba kilku miesięcy. Według Roberta Mikulskiego, partnera zarządzającego  w kancelarii Stopczyk i Mikulski, dopiero w czerwcu br. będą odbywały się walne zgromadzenia, na których część zarządów nie uzyska skwitowania. Pierwsze pozwy mogą już pojawić się  w lipcu br. Mikulski  twierdzi, że teraz jest najwyższy czas na przygotowanie linii obrony - podaje "Prawna".
Na podstawie dostarczonej dokumentacji ubezpieczyciel ocenia, jak realne jest ryzyko takiego roszczenia i dopiero gdy ono istnieje, uruchamia procedury mające na celu przygotowanie linii obrony. Jeśli pojawi się już konkretne roszczenie (a nie tylko sama obawa), menedżer ma zwykle około 14 dni na jego zgłoszenie do ubezpieczyciela, choć wciąż w niektórych warunkach obowiązujących umów można znaleźć zapisy mówiące o niezwłocznym przekazaniu informacji.
Według "GP",   spokojnie mogą spać menedżerowie, którzy wykorzystywali opcje jako mechanizm zabezpieczenia się przed wahaniami kursów, w przypadku gdy firma zajmowała się eksportem. Natomiast większy problem mają ci, którzy działali tylko na rynku polskim, a opcje wykorzystywali tylko jako wehikuł służący do spekulacji. Ci mogą spotkać się z roszczeniami. Zdaniem dziennika,  na szczęście dla menedżerów nawet w takim wypadku trudno byłoby się uwolnić ubezpieczycielom, którzy wystawili im polisy D&O, od odpowiedzialności odszkodowawczej.

Firmy zainteresowane ubezpieczeniami należności

Wzrosło zainteresowanie przedsiębiorców  ubezpieczeniami  należności. Towarzystwa sprzedające  tego typu polisy odnotowują masowe zgłaszanie  się firm,  zainteresowanych  taką ochroną ubezpieczeniową,  z której do tej pory nie korzystały - donosi "Parkiet"(Nr z 03.04.2009 r.).  Wzrost zainteresowania ubezpieczeniami wierzytelności potwierdzają Atradius i KUKE. Niestety - zauważa gazeta - rośnie jednak szkodowość takich polis,  towarzystwa nie chcą wiec zawierać umów ubezpieczenia. Według  „Parkietu”, tymczasem  coraz wyższa od ostatniego kwartału 2008 r. szkodowość w najbliższych miesiącach jeszcze wzrośnie i to bardzo mocno. Które kontrakty są najbardziej ryzykowne?  Zdaniem Agnieszki Marcinkowskiej  z KUKE,   firmy chcą przede wszystkim zabezpieczać umowy z partnerami ze Wschodu, w szczególności z Ukrainy i Rosji.
Jak szacuje dziennik, rynek ubezpieczeń należności w Polsce w  2008 r. był wart (według różnych szacunków) 250–300 mln zł. Oprócz wspomnianych wyżej  Atradiusa i KUKE, w tym segmencie  rynku działają jeszcze m.in. TU Euler Hermes, Coface Poland i PZU SA.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT