Kierowcy zapłacą więcej za polisy OC

Ceny komunikacyjnych ubezpieczeń OC pójdą w górę, ponieważ taki skutek będą miały ostatnie uchwały Sądu Najwyższego – pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 04.04.2018r.). Według dziennika, jednak trudno  wyszacować przewidywane   potencjalne obciążenia towarzystw związku z orzeczeniem SN o możliwych zadośćuczynieniach dla bliskich osób, będących w stanie wegetatywnym. Zdaniem  Macieja Kuczwalskiego, eksperta CUK-u,  kwota wypłat związanych z uchwałami może znacznie przekroczyć wynik techniczny OC,  osiągnięty na koniec 2017 r., zaś  ceny mogą pójść w górę średnio o kilka czy kilkadziesiąt procent - podaje gazeta. Natomiast  szacunki Rzecznika Finansowego (RzF) określają  koszty uchwał SN  dla branży  ubezpieczeniowego w granicach 700 mln zł do 1 mld zł. W opinii   Aleksandra Daszewskiego, radcy prawnego  w Biurze RzF,  będzie to wzrost cen rocznej komunikacyjnej  polisy OC średnio o około 30-40 zł  - informuje "Rz". "Sąd Najwyższy otworzył furtkę, pytanie jest o to, co napisze w uzasadnieniu, do jakich stanów te uchwały będą miała zastosowanie" – tłumaczył Daszewski. Nie wiadomo więc, jak szeroki będzie krąg osób ciężko i trwale poszkodowanych, osób uprawnionych oraz jak wysokie kwoty będą zasądzane - zauważa  w gazecie Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). Z kolei  Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR), zaznacza, ze uchwały SN  doprowadzą do  zmian w systemach kalkulacji ryzyka i wyliczania składki.
Według  dziennika, wskutek stanowiska przyjętego przez  SN,  problemy mogą mieć także  niektóre towarzystwa. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) szacuje, że po utworzeniu dodatkowej rezerwy techniczno-ubezpieczeniowej  około  3 do 11 towarzystw  nie spełniałoby wymogów kapitałowych.

Przyczynienie się do szkody nie obniży  automatycznie  świadczenia
 
Czy  przyczynienie się do szkody  zmusza czy też tylko pozwala na obniżenie świadczenia ? Według Sądu Okręgowego  w Olsztynie , przyczynienie się do powstania szkody oznacza, że możliwe jest zmniejszenie wysokości zadośćuczynienia lub odszkodowania, jednak nie jest to obligatoryjne - donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 04.03.2018 r.). Olsztyński SO (sygn. akt IX Ca 1035/17) rozpatrywał sprawę mężczyzny, który spacerując nierównym chodnikiem  potknął się  i doznał poważnego urazu kolana. W rezultacie, pomimo  leczenia nastąpił zanik mięśnia w nodze (stwierdzono 5-procent uszczerbku na zdrowiu) - informuje gazeta. Niestety, odpowiadający za stan chodnika  samorząd  oraz  jego ubezpieczyciel odmówili poszkodowanemu wypłaty odszkodowania. Mężczyzna oddał więc sprawę swojego roszczenia pod osąd Temidy, a sprawa trafiła do sądu. I tak,  pozwany powiat  stwierdził, ze powód w  50 proc.  przyczynił się do szkody, gdyż  mieszkając  blisko miejsca zdarzenia musiał znać stan chodnika. Natomiast w opinii ubezpieczyciela, mężczyzna nie był skoncentrowany na drodze - pisze dziennik.  Sąd Rejonowy uwzględnił jednak  powództwo i na rzecz mężczyzny zasądził 5,1 tys. zł odszkodowania. Pozwani wnieśli jednak  apelację. Zdaniem samorządu, powód nie przedstawił dowodów na to, w jaki sposób doszło do urazu. Ponadto, pozwany powiat stwierdził, że gdyby mężczyzna podjął bardziej intensywną rehabilitację, jego stan zdrowia byłby lepszy. Ponownie podniesiony został  także zarzut  przyczynienia się powoda do powstania szkody. Z kolei w opinii towarzystwa ubezpieczeń, do przyczynienia doszło zaś ze względu na niewystarczającą koncentrację pieszego na drodze. Według "DGP", Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał jednak, że poszkodowany nie przyczynił się do zwiększenia szkody. Zdaniem olsztyńskiego SO,  "stwierdzenie przyczynienia, pomimo że jest konieczne do obniżenia odszkodowania, nie jest do tego wystarczające, nie prowadzi bowiem do niego automatycznie. Konsekwencją stwierdzenia współprzyczynienia  jest jedynie powinność badania przez sąd okoliczności decydujących o tym, czy zmniejszenie odszkodowania winno w ogóle nastąpić".  Sąd więc może, ale nie musi obniżać świadczenia.

Kiedy ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania , gdyż  kolizja  zdarzyła się ze znajomym z Facebooka...

Uzasadnienia odmowy wypłaty odszkodowania za szkodę komunikacyjną weszły na nowy poziom - pisze "Wirtualna  Polska"(www.wp.pl z 03.04.2018r.). Jak podaje portal,  czytelniczka "Wp.pl" nie może naprawić swojego auta po kolizji, ponieważ   sprawca zdarzenia mieszka w tej samej miejscowości co ona oraz jest  na Facebooku  w gronie jej  znajomych. Przy tym,  ubezpieczyciel podważa prawdomówność poszkodowanej, pomimo iż  sprawca wypadku przyznał się do winy i podpisał stosowne oświadczenie. Towarzystwo zarzuca kobiecie  próbę wyłudzenia pieniędzy, ponieważ "właściciele uszkodzonych aut mogą się znać" - informuje "Wirtualna Polska". I pyta, czy nową metodą pracy ludzi rozpatrujących dokumentację ubezpieczeniową jest śledzenie kierowców w mediach społecznościowych? Według portalu, sprawa wygląda kuriozalnie, ale porusza poważny problem. Albowiem "uzasadnienie, że zachodzi podejrzenie próby wyłudzenia pieniędzy, jest zbyt daleko idącym wnioskiem. Zwłaszcza, że podstawą do odmowy jest fakt, że ktoś ma kogoś w gronie znajomych w mediach społecznościowych" – zauważa "Wp.pl". I radzi, aby "w takich sprawach pierwsze kroki należy skierować do ekspertów z Biura Rzecznika Finansowego".  W ich opinii, w takiej sytuacji "pierwsza i podstawowa rzecz to wezwanie policji na miejsce zdarzenia”. Policyjna dokumentacja, zawierająca informacje takie jak dane uczestników kolizji, jej miejsce i opis całego zdarzenia, mogą pomóc w udowodnieniu, że rzeczywiście doszło do takiego zdarzenia przypadkiem. Jeśli nie była wezwana policja,  warto zrobić zdjęcia pokazujące uszkodzenia i położenie pojazdów względem siebie. Gdy nie mamy takiej dokumentacji, a ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania,  to warto zastanowić się, czy jest możliwość zdobycia nagrań z monitoringu, albo czy dysponujemy danymi jakiegoś niezależnego świadka - radzi portal. Ponadto, według ekspertów z Biura Rzecznika Finansowego „ ubezpieczyciele czasem uznają, iż wskazanie winnego i nałożenie na niego mandatu nie jest wiążące. Zdarza się, że według ekspertyz ubezpieczyciela poszkodowany może zostać uznany za współwinnego kolizji i np. należy mu się połowa odszkodowania, bo w 50 proc. przyczynił się do zderzenia. W takim przypadku, sprawa najczęściej ma swój finał w sądzie. Dlatego też warto pokusić  się o  opinię niezależnego rzeczoznawcy   motoryzacyjnego,  gdyż będzie ona  miała większe znaczenie dla sądu. Można też skierować  pismo do ubezpieczyciela z sugestią, „ że skoro ma wątpliwości dotyczące uczciwości oświadczeń osoby poszkodowanej, to powinien skierować sprawę do prokuratury. Po prokuratorskim śledztwie nie będzie wątpliwości, czy kolizja była przypadkowa, czy też nie” - dodaje „Wirtualna  Polska”.

SN  rozstrzygnie w sprawie braku odpowiedzi  instytucji  finansowej  na  reklamację  klienta

Zdaniem Aleksandry Wiktorow, Rzecznika Finansowego (RzF), jeśli instytucja finansowa nie odpowie w ustawowym terminie 30 dni na reklamację, to tylko w wyjątkowych przypadkach może kwestionować zasadność roszczeń klienta. RzF twierdzi, iż wynika to z przepisów - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 03.04.2018 r.). Wcześniej, gdy nie było takich przepisów, firmy "często kazały czekać na odpowiedź wiele miesięcy, a nawet ignorowały reklamacje" - przypomina gazeta. Według dziennika, jednak nie wszystkie instytucje finansowe podzielają tę opinię. Stąd sprawą zajmie się Sąd Najwyższy, któremu rzecznik przedstawił tzw. istotny pogląd - pisze "Rz".
Rzecznik Finansowy podkreśla, iż jeszcze "dziś niektóre firmy w tego typu sprawach odsyłają klientów do sądu.(...). W takiej sytuacji bank czy ubezpieczyciel powinien zrobić to, czego klient domagał się w reklamacji". Zdaniem Rzecznika, instytucje finansowe powinny postąpić tak dobrowolnie, nie zmuszając klienta do wytaczania powództwa w sądzie. Na racjonalność takiego działania wskazuje dotychczasowe orzecznictwo w tego typu sprawach - pisze  gazeta. "Dla rzecznika jest logiczne, że ustawodawca wprowadzając taką prokonsumencką regulację chciał zmusić instytucje finansowe do tego, żeby terminowo odpowiadały na reklamacje"-  podaje "Rz".
W opinii Tomasza Młynarskiego, radcy  prawnego  z Biura Rzecznika Finansowego, "część podmiotów rynku finansowego liczy na to, że tylko niewielki odsetek klientów zdecyduje się na postępowanie sądowe. Z kolei w opinii  Michała Modzelewskiego, p.o. dyrektora Departamentu Odszkodowań i Świadczeń w firmie ubezpieczeniowej Uniqa," – W przypadku likwidacji szkód ubezpieczyciel zobowiązany do wypłaty odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, których wynikiem była szkoda." Albowiem przyjęcie innej zasady prowadziłoby do sytuacji  - mówi dyr. Modzelewski - że w każdej sprawie, nawet gdy klient składa nieracjonalną reklamację, nierozpatrzenie jej w terminie obligowałoby towarzystwo ubezpieczeń do wypłaty odszkodowania ustalonego wbrew powszechnie obowiązującym przepisom" - donosi dziennik. Ponadto, "prawo przewiduje też  możliwość złożenia reklamacji elektronicznie, czyli e-mailem czy za pośrednictwem specjalnego formularza na stronie www.(...) taka forma musi być wyraźnie wskazana przez firmę działającą na rynku finansowym". Zdaniem Tomasza Młynarskiego z Biura RzF, "w praktyce oznacza to, że możliwość wniesienia reklamacji drogą elektroniczną powinna wynikać z treści umowy lub ogólnych warunków ubezpieczenia".

Były pracodawca musi zapłacić składkę do ZUS  od komercyjnego ubezpieczenia na życie pracownika,

Były pracodawca musi zapłacić składkę od komercyjnego ubezpieczenia na życie pracownika, składającego się z części ochronnej i inwestycyjnej - informuje "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 04.03.2018 r.). Nie może przy tym  zasłaniać się tym, że osoba korzystająca z takiej ochrony już przebywa na emeryturze -  wyjaśnia gazeta, powołując się  na  wydaną   przez  ZUS  pisemną interpretację  w  sprawie  opłacania składek.  Jak podaje dziennik,  problem dotyczył obowiązku zapłacenia  daniny  od  ubezpieczenia  na  życie,  którą to polisą  został objęty prezes spółki. I tak, w  październiku 2017 r. przedsiębiorca   zwrócił się do ZUS o wydanie interpretacji w tej sprawie. Co  istotne,  w ocenie tegoż przedsiębiorstwa "taka forma dodatkowego ubezpieczenia powinna być objęta identycznym zwolnieniem jak nagroda jubileuszowa" - pisze "DGP". Organ rentowy, zanim jednak wydał ostateczną decyzję, musiał ustalić stan faktyczny. Okazało się więc, że "umowa o pracę z prezesem została rozwiązana, mężczyzna przeszedł na emeryturę", jednak firma, która ze względu na  dużą wiedzę i doświadczenie byłego szefa, nadal korzystała z jego wsparcia. Dlatego też zawarła z nim umowę na świadczenie usług w zakresie zarządzania - podkreśla "DGP".
I tak, opłacane wyłącznie przez pracodawcę składki  były dzielone przez ubezpieczyciela na część ochronną oraz część inwestycyjną. Natomiast po  zakończeniu ubezpieczenia, " spółka zatrudniająca ubezpieczonego miała dokonać na jego rzecz cesji praw wynikających z polisy ubezpieczeniowej lub przekazać mu wszystkie pieniądze zgromadzone na rachunku inwestycyjnym"- donosi dziennik. Z kolei od kwoty zgromadzonej na rachunku podstawowym (ochronnym) zostały już odprowadzone składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne - zauważa gazeta.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT