Koszty wypłacania zadośćuczynień po ostatnich uchwałach SN szacowane na kwoty od 600 mln zł do 16 mld zł

Najnowsze uchwały Sądu Najwyższego, przyznające  prawo do zadośćuczynienia z ubezpieczenia OC sprawcy wypadku bliskim osób, które na skutek czynu niedozwolonego doznały ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu, dla ubezpieczycieli praktycznie stanowią nowy  tytuł do wypłat odszkodowań. Albowiem  przepisy "przewidują tylko wypłatę zadośćuczynienia w razie śmierci bliskiej osoby, natomiast nie mówią nic o wypłatach dla bliskich osób, które doznały ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu. Dwadzieścia lat wstecz do momentu wydania przez Sąd Najwyższy tych uchwał w składkach nie było kalkulowane to ryzyko" - mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) w rozmowie z "Rzeczpospolitą" (Nr z 04.05.2018r.). " Odnosimy wrażenie, że Sąd Najwyższy stawia się w pozycji ustawodawcy" - komentuje Szef PIU, podkreślając, że ubezpieczycielom "wciąż chodzi o zachowanie równowagi na rynku między wypłacanymi odszkodowaniami a wpłacanymi składkami".  Ostatnio towarzystwom ubezpieczeń  udało się tę równowagę osiągnąć, m.in. . dzięki dużym podwyżkom cen OC w końcówce 2016 i 2017 r. Według Prądzyńskiego, "równowaga dotyczyła zamkniętego katalogu, na podstawie którego są wypłacane odszkodowania. (...) jeśli ten katalog będzie otwierany co chwilę, powstanie problem nieprzewidywalnie rosnących wypłat. Problem z nowymi tytułami jest taki, że oprócz świadczeń za bieżące szkody, ubezpieczyciele płacą też stare sprawy. W szkodach osobowych jest to do 20 lat wstecz". Prezes PIU przyznaje w wywiadzie dla dziennika, iż w związku z tym podwyżki polis OC "mogą być i prawdopodobnie będą". Ich skala zależy od  tego, jakie będą koszty wypłacania zadośćuczynień. Według wstępnych szacunków Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) mogą wahać się  między 600 mln zł a 16 mld zł - mówi Prądzyński. "Uzasadnienie uchwał zdeterminuje kwoty wypłat, gdyż pokaże, jak szerokie jest rozumienie przez Sąd Najwyższy pojęcia „ciężkie i trwałe". Później ważne jest, jaka będzie praktyka sądów, które mogą uznać, że „ciężkie i trwałe" to nie tylko stan wegetatywny, ale więcej" - twierdzi szef PIU.
Tymczasem ubezpieczyciele dopiero wchodzący na rynek są  nieobciążeni wypłatami za 20 lat wstecz. Mogą więc  zaoferować niższe składki. Jednak "nie możemy obwiniać nowych graczy, w jakiejkolwiek formie by działali, że nie są obciążeni starymi szkodami. O to możemy mieć pretensje tylko do ustawodawcy".  Albowiem "nie ma możliwości przerzucenia starych szkód na nowych graczy" - mówi J.G.Prądzyński, podkreślając, iż "nowi gracze nie są w stanie zapewnić takiego serwisu jak firmy, które od dawna są na rynku". Jego zdaniem, obecnie dla towarzystw ubezpieczeniowych szczególnie istotne  są "zmiany w prawie europejskim, by wyłączyć ubezpieczenia obowiązkowe spod reguły swobody świadczenia usług. Wymagałoby to jednak zmian legislacyjnych, które mogą zabrać wiele lat. Możemy też przyjrzeć się polskim przepisom i sprawdzić, czy da się zaostrzyć wymagania i sankcje wobec podmiotów notyfikowanych. (...) KNF bada taką możliwość".

Bez odszkodowania za wypadek auta jeżdżącego na  źle dobranych oponach

Jeśli masz  źle dobrane opony, czy korzystałeś  z ogumienia niezgodnego z zaleceniami producenta swojego auta, to w  razie wypadku możesz nie dostać odszkodowania. Ubezpieczyciel może odmówić nam jego wypłaty - ostrzega "Interia.pl"(www.interia.pl z 03.05.2018 r.). Portal przypomina, że np. ogumienie opon samochodowych  ma swoje oznaczenia, określające różne parametry opon. Część informacji o ogumieniu znajduje się na etykiecie, np. informacje o  podstawowych  parametrach  opon, a więc o   klasie hamowania na mokrej nawierzchni,  efektywności paliwowej czy głośności  opony.  Istotne oznaczenia są umieszczone również na samej oponie. M.in.  informacja o jej rozmiarze: "szerokości podanej w milimetrach, profilu (wysokości boku w stosunku do szerokości) wyrażonym w procentach oraz średnicy osadzenia podanej w calach.(...)  Na ogumieniu są też oznaczenia mówiące o indeksie nośności i indeksie prędkości" - podaje "Interia.pl". Tak więc,  aby nie mieć  problemów z ubezpieczycielem, należy stosować opony o rozmiarze przewidzianym przez producenta. Ponadto, na oponie umieszczone jest także oznaczenie DOT, informujące o dacie jej produkcji. Warto wiedzieć, że jeśli opony "mają już kilka lat, ale nie były używane, zachowały swoje właściwości fabryczne i są tak samo dobre do użytku jak opony nowe, oczywiście pod warunkiem, że były odpowiednio przechowywane", gdyż na ich  jakość ma wpływ głównie eksploatacja, a nie czas magazynowania - pisze  portal. "Nasze bezpieczeństwo zależy więc nie od samej daty produkcji opon, ale od ich stanu i dopasowania do samochodu" - podkreśla "Interia.pl".
Niestety,  nie wszyscy kierowcy zwracają uwagę na znajdujące się na nich informacje. Przed zakupem opon warto więc dokładnie sprawdzić ich oznaczenia.

O polisie  dla samochodów w leasingu decyduje firma leasingowa

Jeśli bierzesz auto w leasing, to firma leasingowa dopilnuje, żebyś miał odpowiednią polisę. Zdaniem Łukasza Zonia, prezesa Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR), firmy leasingowe "co do zasady jasno określają zakres, jaki powinna obejmować polisa. Wynika to z faktu, że właścicielem pojazdów przez cały czas trwania współpracy jest leasingodawca" – podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 30.04.2018r.).  Polisa leasingowanego pojazdu  powinna więc obejmować zarówno ubezpieczenie OC, NNW, jak i AC. "Dodatkowym zabezpieczeniem są rozszerzenia gwarantujące jak najwyższą wypłatę odszkodowania, takie jak stała suma ubezpieczenia oraz zniesiona konsumpcja sumy ubezpieczenia", która gwarantuje  klientowi "niezmienność sumy ubezpieczenia przez cały okres trwania polisy oraz to, że nawet po wypłacie odszkodowania za np. szkodę częściową nie będzie on miał zmniejszonej sumy ubezpieczenia na pozostały czas trwania polisy" – wyjaśnia w gazecie  Maciej Kuczwalski, ekspert multiagencji CUK Ubezpieczenia. Zdaniem  Arkadiusza Wiśniewskiego, członka zarządu Generali, może się zdarzyć, że leasingodawca będzie wymagać ubezpieczenia GAP, a więc ubezpieczenia od utraty wartości pojazdu. Albowiem  przez cały okres trwania umowy leasingu właścicielem pojazdu pozostaje leasingodawca i  to leasingodawca narzuca warunki ubezpieczenia - pisze dziennik. Według "Rz", niektóre firmy leasingowe  mają podpisane umowy z ubezpieczycielami. Wówczas to  do wyliczenia składki stosuje się taryfę uzależnioną  m.in. od rodzaju pojazdu i strefy geograficznej, w której będzie użytkowany. Stawki mają charakter uśredniony i są zazwyczaj roczne, ale bywają również umowy określające składki z góry, na  okres umowy leasingu pojazdu. Tak więc "w przypadku polisy zawieranej u leasingodawcy jednak nie zawsze bezszkodowe (bądź szkodowe) lata mają wprost proporcjonalne przełożenie na wysokość składki.
Możliwe jest też zawarcie polisy wieloletniej, dopasowanej do długości leasingu, nie dłuższej jednak niż pięć lat" - informuje gazeta. Zdaniem Piotra Bryńskiego, dyrektora departamentu ubezpieczeń komunikacyjnych klienta kluczowego w Compensie, taryfę leasingową uzupełniają też klauzule rozszerzające zakres ubezpieczenia. Zdarza się, iż  "brak umowy ubezpieczenia we wskazanym przez firmę leasingową towarzystwie skutkuje sankcją finansową dla leasingobiorcy". Zazwyczaj może skorzystać z usług tylko kilku towarzystw honorowanych przez firmę leasingową  - ostrzega "Rz". Często jednak leasingobiorca ma dowolność w wyborze ubezpieczenia, ale jego wybór jest  najczęściej ograniczony, jeżeli zdecyduje się negocjować samodzielnie ubezpieczenie - zauważa dziennik.
Leasingodawca może również mieć określone wymagania wobec udziału własnego użytkownika w pokryciu ewentualnych szkód i ograniczeń odpowiedzialności.

Średnio 40 mld zł rocznie trafia do prywatnego sektora usług medycznych

Polacy wydają średnio 40 mld zł rocznie na prywatne leczenie z własnej kieszeni. Z kolei z  analiz firmy PwC wynika, że rentowność i jakość świadczonych usług jest wyższa w tych szpitalach, w których zaangażowany jest kapitał prywatny - donosi "Bankier.pl"(www.bankier.pl z 02.05.2018r.). Zdaniem Andrzeja Mądrali, wiceprezydenta Pracodawców RP, prezesa zarządu Centrum Medycznego Mavit, "w polskim systemie ochrony zdrowia musi się znaleźć miejsce dla prywatnych podmiotów, a wszystkie rentowne i świadczące wysoką jakość usług szpitale niepubliczne powinny zostać włączone do sieci szpitali" - podaje portal. "Bankier.pl" przypomina, iż ustawa, która weszła w życie w październiku 2018 r. zakwalifikowała do ogólnopolskiej sieci szpitali placówki ze wszystkich województw, które będą mieć zapewnione ryczałtowe finansowanie przez kolejne cztery lata, do 2021 r. "Zakwalifikowanie szpitala do sieci jest gwarancją, że NFZ zawrze z nią umowę, a na jej działanie - według informacji resortu zdrowia - przeznaczone będzie około 93 proc. całości środków, z których obecnie jest finansowane leczenie szpitalne". I tak, w sieci "znalazły się 594 placówki, w tym 61 niepublicznych, natomiast poza nią funkcjonuje 355 szpitali. Placówki, które działają poza siecią, mogą zgłosić się do konkursu, żeby pozyskać pieniądze na funkcjonowanie. (...) w praktyce okazuje się, że na ogłoszenie takich konkursów NFZ nie ma wystarczających środków finansowych". Według  wiceprezydenta Pracodawców RP,  obecnie na ponad 400 szpitali prywatnych tylko 61 szpitali znalazło się w sieci. "Pozostałe szpitale walczą o przetrwanie, a ta walka jest beznadziejna, bowiem okazuje się (...) że nie ma pieniędzy na ogłoszenie konkursów, a te ogłoszone zostały wstrzymane ze względu na brak środków. Na przykładzie Śląska, gdzie jest 95 szpitali prywatnych, za chwilę może się okazać, że 50 z nich znajdzie się poza systemem opieki medycznej. Pytanie, co będzie z tymi szpitalami i z pacjentami, którzy od wielu lat są w nich hospitalizowani" - mówi Andrzej Mądrala.
Z ubiegłorocznego badania CBOS wynika zaś, że niezadowolona z funkcjonowania NFZ jest większość Polaków, a ponad połowa leczy się prywatnie. Z kolei ubiegłoroczny raport PwC „Trendy w polskiej ochronie zdrowia” wskazuje na dominację  sektora prywatnego w świadczeniu usług w podstawowej opiece zdrowotnej, opiece ambulatoryjnej, rehabilitacji, opiece długoterminowej czy leczeniu uzdrowiskowym - informuje  portal.

Skazani  wyłudzacze odszkodowań za kontrolowane   poparzenia rosołem czy grochówką
   
Sąd Okręgowy w Lublinie wydał wyrok ws. grupy osób, tzw. gangu "Kefira",  które wyłudzały odszkodowania od ubezpieczycieli, oblewając się gorącymi płynami. Wyłudzacze zawierali umowy ubezpieczenia nawet  z kilkunastoma towarzystwami ubezpieczeń, a następnie doprowadzali do kontrolowanych poparzeń - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 02.05. 2018 r.). Przestępcy po "zdarzeniu" nie wzywali pogotowia, tylko od razu kierowali swoje roszczenia do ubezpieczycieli, oświadczając, iż ich poparzenia  powstały na przykład przy gotowaniu rosołu, flaków czy grochówki  - pisze dziennik.  W rezultacie  "poszkodowani" właściciele tych polis  mieli otrzymać ponad 200 tys. zł odszkodowań.
Przy tym   poparzeni wypowiadali umowy  tuż po urazie - podaje gazeta. W opinii sądu, o instrumentalnym traktowaniu tych umów przez oskarżonych miało świadczyć również opłacanie tylko jednej raty składki ubezpieczeniowej. Biegli sadowi zwrócili natomiast uwagę na fakt, iż ślady wypadków na ciele "poszkodowanych" były  tylko na brzuchu, rękach i nogach, zaś na przykład nietknięte były okolice podbrzusza czy miejsca intymne - dodaje "Rz".  Jeden z oskarżonych w sądzie tłumaczył, że taki stan obrażeń wynika m.in.  żeglarskich spodenek ze specjalną wodoodporną membraną, które w chwili zdarzenia miał na sobie. Z kolei lekarze negowali wyjaśnienia oskarżonych przez sądem, podkreślając, iż wylane na skórę gorące tłuste potrawy spowodowałyby dużo poważniejsze obrażenia.
Jak donosi dziennik, lubelski SO nie przyjął wersji oskarżonych, m.in. uznając  za niemożliwe i sprzeczne z zasadami fizyki, aby ciecz spływała wbrew grawitacji..
I tak, szef grupy i pomysłodawca wyłudzeń  o pseudonimie „Kefir” został skazany na rok i  cztery miesiące pozbawienia wolności oraz grzywnę w wys. 15 tys. zł.
Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd: 5 tys. zł  tytułem zadośćuczynienia za zerwanie szczególnej więzi z psem
   
Utrata psa, który zdechł w wyniku pogryzienia przez innego czworonoga, może doprowadzić do naruszenia dobra osobistego właściciela w postaci szczególnej więzi ze zwierzęciem uznał Sąd Okręgowy w Krakowie (wyrok z 7 września 2017 r.) . Jak donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 30.04.2018 r.),  krakowski SO rozpatrywał sprawę Mateusza B. (sygn. akt II Ca 1111/17), którego pies "został dotkliwie pogryziony przez psa Jagody L. Niestety, kosztowne leczenie zwierzęcia nie przyniosło efektu i  pies zdechł. W rezultacie,  Mateusz B. skierował pozew  przeciwko właścicielce agresywnego czworonoga, domagając się ponad 8 tys. zł wraz z odsetkami. Według dziennika,  na żądaną kwotę złożyło się "340 zł niezwróconych kosztów leczenia zwierzęcia, 2,5 tys. zł tytułem odszkodowania za utratę psa „według cen rynkowych" oraz ponad 5,5 tys. zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę". Z kolei pozwana  uznała żądanie pozwu do kwoty 1840 zł, gdyż "taka suma odpowiadała jej zdaniem niezwróconym kosztom leczenia weterynaryjnego oraz cenie rynkowej nabycia psa takiej samej ras" - podaje gazeta. I tak,  Sąd Rejonowy w Wieliczce zasądził na rzecz powoda jedynie 300 zł, a w pozostałym zakresie powództwo oddalił. "Powód nie wykazał bowiem, by jego pies wart był więcej niż 1800 zł"- pisze "Rz".  Sądu nie przekonały  twierdzenia Mateusza B., że utrata psa naruszyła jego dobra osobiste, ponieważ mężczyzna "nie wykazywał , by jego więź z psem była tak szczególna, że jego utrata wiązała się z wyrządzeniem mu jakiejkolwiek krzywdy". Zdaniem sądu, "domaganie się równowartości ceny nabycia psa wskazuje bowiem na traktowanie go jak rzeczy, przedmiotu, a nie podmiotu" – podkreśla gazeta. Z kolei  Sąd Okręgowy w Krakowie  rozpatrując  apelację Mateusza B. uznał, iż Sąd Rejonowy w Wieliczce  "nadmierną wagę przywiązał do majątkowego charakteru części dochodzonego roszczenia, przez co stracił z pola widzenia aspekt niematerialny”. Krakowski SO stwierdził, że "pies był pupilem rodziny, w którego wychowanie włożono wiele pracy i uczucia, do którego przywiązana była cała rodzina, i który uważany był za jej członka.(...)  Na gruncie odpowiedzialności odszkodowawczej współistnienie szkody majątkowej i niemajątkowej (krzywdy), wynikającej z tego samego zdarzenia szkodzącego, nie jest zjawiskiem odosobnionym, a wręcz przeciwnie, powszechnym" - informuje dziennik. . W opinii sądu, "nie sposób kwestionować tego, że pomiędzy człowiekiem i psem mogą wytworzyć się szczególne relacje, oparte na wzajemnym przywiązaniu". Krakowski SO uznał więc rację powoda, że tragiczne w swoich skutkach pogryzienie jego psa powoda spowodowało naruszenie jego dobra osobistego w postaci szczególnej i autentycznej więzi, jaka łączyła go z tym  zwierzęciem oraz  miało  wpływ na funkcjonowanie rodziny powoda, w szczególności jego małoletnich dzieci, co z kolei "miało wpływ także na powoda, i także w tym kontekście należy upatrywać naruszenia jego dobra osobistego".  Sąd Okręgowy w Krakowie przyznał więc  Mateuszowi B. kwotę  5000 zł tytułem zadośćuczynienia za zerwanie szczególnej więzi z psem. Wyrok jest prawomocny.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT