Miasta z oszczędności ... omijają ubezpieczycieli

Miasta szukają oszczędności na odszkodowaniach dla kierowców, na przykład za zniszczenie auta  na dziurawej  drodze. W tym celu  wynajmują firmy likwidacyjne. W ten sposób oszczędzają już Kraków i Gdańsk - pisze "Gazeta Wyborcza"(Nr z 18.07.2013 r.).  Według dziennika, kosztuje to mniej niż pośrednictwo ubezpieczyciela. Na przykład w Krakowie ubezpieczyciel zastrzegł, że będzie płacił wyłącznie za szkody o wartości przekraczającej 10 tys. zł. A że takie uszkodzenia to margines - zauważa "GW" -  więc np. "za szkodę o przeciętnej dla Krakowa wartości ok. 1,3 tys. zł miasto i tak musiałoby płacić z własnej, czyli mieszkańców, kieszeni". Jak twierdzi w gazecie  Piotr Hamarik  z Krakowskiego  Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu (ZIKiT), miasto zdecydowało się na wynajęcie bezpośrednio firmy likwidacyjnej do  rozpatrywania wniosków odszkodowawczych, tak jak robi to dla ubezpieczyciela.  Hamarik przypomina, iż  rozpisane w ub.r.  dwa przetargi dla firm ubezpieczeniowych na pokrywanie szkód powstałych na dziurawych miejskich drogach  nie zostały rozstrzygnięte, bo "okazało się, że składka zaproponowana przez najtańszą firmę, która stanęła do przetargu (1,6 mln zł), to dopiero początek wydatków dla miasta".   Firma likwidacyjna działa bowiem na zlecenie miasta i dostaje pieniądze m.in. za rozpatrzenie poszczególnych wniosków, ustalenie odpowiedzialności miasta czy rozpatrzenie odwołań. W opinii gazety, z punktu widzenia kierowców nic się nie zmieniło, bo podczas składania wniosków muszą przejść identyczną procedurę jak dotąd. Jednak zdaniem urzędników, ominięcie kosztownej polisy i korzystanie bezpośrednio z firmy likwidacyjnej to już spora oszczędność dla miasta - od początku 2013 r. Kraków zapłacił za rozpatrzenie wniosków kierowców łącznie ok. 150 tys. zł, gdy alternatywa była zapłata 1,6 mln zł dla firmy ubezpieczeniowej.  Podobne rozwiązanie wprowadzili również gdańscy urzędnicy.

Wojna cenowa w komunikacji trwa w najlepsze

Ubezpieczyciele, którym spada sprzedaż, walczą o każdego klienta - twierdzi "Rzeczpospolita"(Nr z 21.07.2013 r.). W opinii gazety, obecnie firmy, które chcą ubezpieczyć mienie albo samochód, mogą wynegocjować sięgające nawet kilkudziesięciu procent zniżki cen polis. Z analizy rynkowej oferty, dokonanej przez dziennik, wynika, iż " na przykład dla kierowcy jeżdżącego oplem astrą ceny najtańszego dostępnego ubezpieczenia OC w podwarszawskim Piasecznie spadły w ciągu roku o 17 proc., w Zgierzu o 13 proc., w Lublinie o 6 proc. A kierowca opla vectry zarejestrowanego w Warszawie za pakiet OC i autocasco w tym roku zapłacił o 14 proc. mniej niż przed rokiem". Po  czterech kwartałach 2012 r., łączna strata w sektorze ubezpieczeń motoryzacyjnym   wyniosła 428 mln zł.  
Według  Komisji Nadzoru Finansowego, w pierwszym kwartale 2013 r.  sprzedaż ubezpieczeń komunikacyjnych spadła o 6 proc. "To najsłabszy wynik od 2009 r." - podkreśla " Rz".
Zdaniem  Anny Materny, dyrektor Biura Ubezpieczeń Detalicznych w Gothaer, coraz częściej ogłaszane są promocje cenowe dla klientów i ten trend ma się utrzymać w drugiej  połowie  roku.  Firma brokerska j Marsh szacuje, iż "w ubezpieczeniach mienia dla firm spadki cen polis w ujęciu rocznym wahają się w przedziale 10 – 20 proc., w polisach motoryzacyjnych dochodzą nawet do ponad 30 proc.(..)  Obserwujemy spadki cen ubezpieczeń sięgające nawet 50 proc.". Według  Michała Gabryelaka, członka zarządu Marsh Polska., "w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych spadek cen jest nawet wyższy od tego z 2010 r. i dotyczy właściwie wszystkich sektorów gospodarki oraz branż".
"Rzeczpospolita" pisze, iż coraz łatwiej wynegocjować dobrą cenę za umowę OC, gdzie sprzedaż spada.

Komunikacyjna polisa OC nie ubezpiecza kierowcy od każdego ryzyka

Bez  polisy OC  jeździ po  polskich drogach  ponad 200 tys. kierowców. Okazuje się jednak, że nawet posiadając taką polisę, "nie jesteśmy ubezpieczeni od wszystkich zdarzeń, mogących nas spotkać na drodze" - podaje "Prnews.pl."(www.pws.pl z 18.07.2013 r.).  Na przykład  szkody środowiskowe są z niej wyłączone - pisze portal. Albowiem zgodnie z zasadą "zanieczyszczający płaci" (Dyrektywa 2004/35/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 21 kwietnia 2004 r. w sprawie odpowiedzialności za środowisko),  odpowiedzialność za usunięcie konsekwencji środowiskowych ponosi powodujący szkodę, w tym wypadku kierujący samochodem osobowym.
Według Wojciecha Hartunga, członka zarządu STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi Sp. z o.o., w takiej sytuacji kierowca nie będzie zobowiązany  do zorganizowania usunięcia tych szkód samodzielnie, zostanie mu jednak za to wystawiony rachunek.  Jest to nie jedyne wyłączenie z polisy komunikacyjnej OC. Nie otrzymamy ochrony OC w przypadku udziału lub przygotowywania się do udziału w zawodach motoryzacyjnych;  naruszenia przepisów o czasie pracy kierowców;  gdy pojazd nie posiadał aktualnych badań technicznych; zdarzeń związanych z chorobami zawodowym;  wypadków spowodowanych umyślnie lub w wyniku rażącego niedbalstwa oraz wypadków związanych z umyślnym popełnieniem przestępstwa lub wykroczenia; roszczeń wynikających z umów z zakresu działalności gospodarczej, w szczególności związanych ze sprzedażą lub pośrednictwem w sprzedaży pojazdów oraz " wypadków związanych z wydarzeniami wojennymi, atakami terrorystycznymi, katastrofami, rozruchami i niepokojami społecznymi, strajkami, szkodami nuklearnymi lub genetycznymi, emisją, wyciekiem lub inną formą przedostania się jakichkolwiek substancji do powietrza, wody lub gruntu".
Górny limit odpowiedzialności ubezpieczyciela  obecnie wynoszą  w Polsce 5 mln euro w przypadku szkód osobowych oraz 1 mln przy szkodach na mieniu. Zakres OC określa odpowiednia ustawa.

Ubezpieczyciele zbyt ważni i wielcy,  aby upaść

Jak podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 19.07.2013 r.), pośród "ważnych systemowo" ubezpieczycieli, czyli  zbyt wielkich instytucji finansowych, które mogłyby upaść, znajdują się m.in. niemiecki Allianz, amerykański American International Group (AIG), Metlife czy  Prudential Financial'; brytyjskie Prudential oraz Aviva, francuska Axa, chińska Ping An Insurance i włoska Assicurazioni Generali.
Oznacza to, że te firmy będą musiały spełnić surowsze niż dotąd wymogi kapitałowe i poddane zostaną  silniejszej kontroli ze strony nadzoru rynku. Ich listę właśnie  opublikował Financial Stability Board (FSB-Urząd Stabilności Finansowej), nadzór powołany przez G20, którym kieruje  Mark Carney, szef Banku Anglii. FSB koordynuje działania globalnych nadzorców będące odpowiedzią na ostatni kryzys finansowy i mające zapobiec podobnemu załamaniu w przyszłości - informuje "Rz".
Według dziennika, który powołuje się na specjalne  oświadczenie Carney'a,  zamieszczone  na stronie internetowej FSB,  "jest to ważny krok w kierunku szerszego potraktowania ryzyka związanego z ważnymi systemowo instytucjami finansowymi". Carney napisał,  że "zdrowe kapitałowe i nadzorcze reguły w branży ubezpieczeniowej są  zasadnicze dla zapewnienia finansowej stabilności".
Dziewiątka ubezpieczycieli z listy FSB  będzie więc musiała mieć większe rezerwy oraz plany naprawy i podziału by ograniczyć  skutki ewentualnego upadku - podkreśla gazeta. O ich umieszczeniu na liście FSB zdecydowały takie czynniki, jak ich  " wielkość, aktywność w skali globalnej oraz biznesy pozaubezpieczeniowe w jakich działają poszczególnych ubezpieczycieli".
Dziennik przypomina, iż w 2008r.  na krawędzi bankructwa znalazł  się AIG. Wówczas  Financial Stability Oversight Council, grupa amerykańskich regulatorów pod kierownictwem sekretarza skarbu Jacoba J. Lew uznała, że upadek tej firmy "mógłby zagrozić stabilności systemu finansowego". W rezultacie akcji ratunkowej, zapoczątkowanej w 2008 r. państwo wsparło AIG  kwotą w wysokości 182,3 mld  dolarów. W  2012 r.  wszystkie pieniądze zostały zwrócone.

Koszty leczenia lub transportu chorego turysty zależą od kraju, w którym on aktualnie przebywa

Polacy wyjeżdżając na wakacje  nie ubezpieczają się,  albo kupują najtańsze polisy, których suma ubezpieczeń nie zawsze starcza na pokrycie kosztów w razie wypadku -twierdzi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 18.07.2013 r.). Gazeta podaje, powołując się  na  badania instytutu  IMAS, przeprowadzone dla towarzystwa ubezpieczeniowego Europa,  że "o ile 57 proc. Polaków wyjeżdżających na własną rękę pamięta o ubezpieczeniu, o tyle już przy wyprawach zorganizowanych jest to tylko 18 proc. turystów.(...) Są przekonani, że zrobi to za nich organizator. Dwie trzecie w ogóle nie sprawdza zakresu swojej polisy". Z badania instytutu wynika, że tylko co trzeci z nas udając się do europejskiego kraju, wykupuje polisę.
Zdaniem Piotra Nowakowskiego, specjalisty w departamencie ubezpieczeń majątkowych w Generali, "uważamy, że wystarczającym zabezpieczeniem w razie wyjazdu turystycznego będzie europejska karta ubezpieczenia zdrowotnego"', która  zapewnia  pomoc, w większości przypadków tylko w zakresie podstawowym.
Według "DGP", ubezpieczenia podróżne oferowane przez touroperatorów wraz z wycieczką zawierają podstawowy zakres ochrony, obejmujący zazwyczaj ryzyko kosztów leczenia za granicą oraz następstwa nieszczęśliwych wypadków z sumą ubezpieczenia na poziomie 40–50 tys. zł (koszty leczenia) oraz 3–10 tys. zł (NNW). PZU szacuje, że koszty pomocy na terenie Europy wahają się od kilkudziesięciu euro do kilku tys. euro i mieszczą się więc w przeciętnej sumie ubezpieczenia 40–80 tys. zł.
Mariusz Górski, dyrektor departamentu ubezpieczeń w TU Europa radzi, aby  do Egiptu, kupować polisy z sumami ubezpieczenia co najmniej 40 tys. euro, do Tajlandii – 60 tys. euro. W opinii ubezpieczycieli, do najdroższych państw – jeśli chodzi o koszty leczenia – należą USA, Japonia i Szwajcaria.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT