Miliony złotych za cierpienie rodzin ofiar wypadków

Rodziny ofiar wypadków walczą w sądach o zadośćuczynienia. I coraz częściej wygrywają z ubezpieczycielami. Nawet ponadmilionowe odszkodowania -pisze "Gazeta Wyborcza"(Nr z 31.07.2010 r.) . Dwa lata wcześniej mogły jedynie liczyć na renty czy zwrot kosztów pogrzebu lub alimenty w przypadku śmierci bliskiej osoby. Sytuacja zmieniła się, kiedy do kodeksu cywilnego wszedł przepis pozwalający walczyć o zadośćuczynienie za cierpienie psychiczne - zauważa dziennik. Według  Bartosza Boberskiego, prezesa kancelarii odszkodowawczej Auxilia, "walka nawet o milion złotych zadośćuczynienia przestaje być wyjątkiem, a staje się realną możliwością". W związku z tym ubezpieczyciele  muszą tworzyć wysokie rezerwy na poczet wypłacanych w przyszłości zadośćuczynień. Na przykład  PZU SA w ciągu roku wypłaca odszkodowania związane ze śmiercią w wypadkach drogowych około dwóch tysięcy osób. Ubezpieczyciel szacuje, iż razem z przypadkami śmierci  osób, które giną tragicznie w innych okolicznościach, może to dać  w ciągu roku  przeszło 6 tys. spraw, z których każda może się zakończyć odszkodowaniem liczonym w setkach tys. zł  tylko za krzywdę moralną, bo odszkodowania za straty materialne przyznawane są osobno - twierdzi gazeta. "Wyborcza" pisze, że ubezpieczyciele chcą wprowadzenia  górnego progu finansowego, do którego ofiary mogłyby domagać się rekompensat. Towarzystwa obawiają się, że bez takich ograniczeń powtórzy się sytuacja ze Stanów Zjednoczonych, gdzie każdy przypadek oceniany jest indywidualnie, a odszkodowania sięgają nawet 25 mln dol.

Wyjeżdżając za granicę z polisą  lepiej zadbać o rozszerzenie zakresu ochrony

Nie każda polisa zapewnia dobrą ochronę w czasie urlopu.  Historia turysty zmarłego w Egipcie kilka miesięcy temu, pokazuje, że wykupienie polisy wcale nie jest równoznaczne z zapewnieniem sobie ochrony. Ubezpieczyciel nie pokrył kosztów transportu zwłok z Egiptu, ponieważ zgon miał związek z przewlekłą chorobą, a polisa działała tylko w razie nieszczęśliwego wypadku - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 29.07.2010 r.). Polisy  oferowane  przez biura podróży w pakiecie z wyjazdami wakacyjnymi przeważnie mają tylko podstawowy zakres. A każde rozszerzenie zakresu ochrony wiąże się ze wzrostem ceny, czasem kilkakrotnym. Dziennik ostrzega, że  "kłopoty możemy mieć też wtedy, gdy wybierzemy polisę pokrywającą niskie koszty leczenia, a wydarzy się coś poważnego. Koszt wezwania karetki pogotowia waha się od równowartości 40 zł w Egipcie do 2000 zł w Hiszpanii. Jeżeli konieczne będzie użycie śmigłowca, wydatki mogą przekroczyć 20 tys. zł, a gdy potrzebna okaże się operacja i dłuższy pobyt w szpitalu – 100 tys. zł. Leczenie złamanej nogi w USA może nawet przewyższyć tę kwotę".
Według Rafała  Mrozowskiego  z Mondial Assistance, koszty świadczeń medycznych za granicą są bardzo wysokie. " W takich krajach jak Egipt, Tunezja czy Bułgaria wizyta u lekarza z najprostszym problemem kosztuje ok. 200 euro. A kilkudniowa hospitalizacja to wydatek nawet kilkunastu tysięcy euro. Limit 10 tys. euro może się zatem okazać niewystarczający.(...)
Podobnie może być z OC. Gdy wyrządzimy komuś szkodę, możemy być zmuszeni np. do pokrycia kosztów leczenia i rehabilitacji, a także do wypłaty zadośćuczynienia. W krajach zamożnych takie odszkodowania bywają bardzo wysokie. Jeśli wykupimy OC na niewielką sumę, może okazać się ona niewystarczająca". Towarzystwa zazwyczaj nie ponoszą odpowiedzialności za skutki uprawiania sportu wysokiego ryzyka, chyba że klient zapłaci wyższą składkę (nurkowanie z akwalungiem, wspinaczka wysokogórska czy skałkowa itp.),
Przy tym - pisze gazeta - "w krajach UE oraz w Szwajcarii, Norwegii i Islandii z podstawowej opieki lekarskiej można korzystać na podstawie europejskiej karty ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ) wydanej przez NFZ. Karta nie obejmuje jednak leczenia w prywatnych placówkach. Poza tym w niektórych krajach od pacjentów pobierane są opłaty, np. za jeden dzień pobytu w szpitalu, a EKUZ daje tylko takie uprawnienia, jakie przysługują obywatelom danego państwa. EKUZ nie gwarantuje też transportu chorego do Polski".

Polacy mało wiedzą o UFG

Wiedzę, iż wypłatą odszkodowań dla ofiar wypadków spowodowanych przez niezidentyfikowanych lub nie posiadających komunikacyjnej polisy OC sprawców zajmuje się Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG), ma tylko dwóch na dziesięciu Polaków – wynika z najnowszych badań przeprowadzonych na zlecenie Funduszu przez GfK Polonia. Według "Gazety Ubezpieczeniowej" (www.gu.com.pl z 29.07.2010 r.),  w  przypadku niezidentyfikowanego sprawcy jedynie 21 proc.  Polaków prawidłowo wskazuje, że odszkodowanie wypłaci im specjalna instytucja ubezpieczeniowo-gwarancyjna, czyli UFG. Natomiast pozostali najczęściej uważają, że zrobi to „któraś z firm ubezpieczeniowych” (55 proc. ankietowanych), czy też ZUS (15 proc.). Z kolei przy kolizji z nieubezpieczonym pojazdem – Polacy mają nadzieję otrzymać odszkodowanie od: samego sprawcy (36 proc. odpowiedzi), którejś z firm ubezpieczeniowych (26 proc.) czy od specjalnej instytucji ubezpieczeniowo-gwarancyjnej czyli UFG (23 proc.).  W opinii Elżbiety Wanat-Połeć, prezes UFG, badania te wskazują na brak istotnych zmian w poziomie świadomości ubezpieczeniowej Polaków w zakresie zgłaszania roszczeń z tytułu  wypadków drogowych,  spowodowanych przez nieubezpieczonych lub niezidentyfikowanych sprawców.
UFG w 2009 r.  wypłacił z tytułu wypadków spowodowanych przez nieubezpieczonych i nieustalonych sprawców prawie 3,5 tysiąca odszkodowań oraz obsługiwał ponad 1,1 tysiąca rent. Przy czym - podaje "Ubezpieczeniowa" -  rośnie liczba wypadków zgłaszanych do UFG  i  jest to wynik rosnącej świadomości ubezpieczeniowej oraz coraz większej aktywności kancelarii odszkodowawczych. Według "GU", niewielu nieubezpieczonych właścicieli aut jednak wie, że gdy spowodują wypadek (poza zapłaceniem mandatu i opłaty karnej za brak OC) będą musieli również zwrócić UFG odszkodowanie, które Fundusz wypłacił ofiarom kolizji. W 2009 r. Dochody UFG z tego tytułu osiągnęły rekordowy poziom 14,76 mln zł (o 6,7 proc. więcej niż rok wcześniej). 

Generali daje agentom skaner

Generali zamierza  wyposażyć  swoich agentów wyłącznych z punktami obsługi klientów i największe multiagencje  w skaner odczytujący kod 2D AZTEC. Według Macieja Tymusza, dyrektora Departamentu Sprzedaży w Generali,  skaner ten  umożliwia szybszą i sprawniejszą sprzedaż ubezpieczeń oraz eliminuje ryzyko pomyłki - informuje "Puls Biznesu"(Nr z 28.07.2010 r.). A może  to przynieść  większą liczbę obsługiwanych klientów oraz zwiększyć  sprzedaż ubezpieczeń komunikacyjnych o kilka punktów procentowych. Skaner umożliwi bowiem  rozkodowanie obrazka w dowodzie rejestracyjnym auta, który zawiera wszystkie dane na temat samochodu i kierowcy potrzebne do wystawienia ubezpieczenia - wyjaśnia gazeta. Ponadto,  skaner to także oszczędność, jeśli chodzi o druk i przepisywanie danych z papieru do systemu.
Ubezpieczyciel w  zamian oczekuje od swoich agentów realizacji odpowiednich planów sprzedażowych - twierdzi "Puls Biznesu".  

Ubezpieczyciele direct nadal odnotowują straty

Link4 Towarzystwo Ubezpieczeń otrzyma  od swojego akcjonariusza, brytyjskiej grupy RSA, nieco ponad 60 mln zł dokapitalizowania - donosi "Parkiet"(Nr z 30.07.2010 r.). powołując się na   nieoficjalne informacje. Dziennik przypomina, że w ubr. ubezpieczyciel otrzymał już od RSA 75 mln zł. Link 4 wypracował dodatni zysk netto tylko w 3007 r., a w 2008 r. odnotował już  -46,2 mln zł straty; w 2009 r." mogło być nawet gorzej". W opinii gazety, inne towarzystwa sprzedające polisy przez telefon i Internet także  nie są w lepszej sytuacji. I tak,  Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń Ogólnych, właściciel marki Aviva Direct, także zostało ostatnio dokapitalizowane ( kapitał wzrósł z 41,5 do 44,5 mln zł) w związku  z realizacją strategii rozwoju sprzedaży ubezpieczeń majątkowych. Bohdan Białorucki, rzecznik prasowy grupy Aviva w Polsce powiedział dziennikowi, iż "akcjonariusze objęli akcje po cenie wyższej od ceny nominalnej".  Aviva Direct  rozpoczęło sprzedaż w systemie direct pod koniec 2007 r., ale odnotowało straty  zarówno w 2008 r. (- 35,3 mln zł) jak i w  2009 r. (-37,3 mln zł).
Zdaniem  "Parkietu", zysków nie ma też Axa Direct, która nadal plasuje się w czołówce reklamodawców (według szacunków Expert Monitor). Gazeta podkreśla, iż akcjonariusze niektórych directów "z góry zakładali, że ich polskie biznesy przez dłuższy czas nie będą rentowne". Na przykład Liberty Direct powinno zacząć zarabiać do 2012 r.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT