Naprawienie szkody z polisy komunikacyjnej OC obejmuje straty, które ktoś poniósł oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono

Według "Rzeczpospolitej"(Nr z 23.01.2017 r.), osoby  poszkodowane powinny mieć świadomość mechanizmów działania ubezpieczycieli  i dochodzić swoich słusznych praw, a  nie zgadzać się na niewielkie wypłaty  proponowane przez  towarzystwa.  Jak twierdzi w gazecie Łukasz Robaszkiewicz, radca prawny z Kancelarii Radców Prawnych Prządka Robaszkiewicza, z  art. 361 § 1 i 2 kodeksu cywilnego wynika, iż  „zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła". Zdaniem mec. Robaszkiewicza. to  uregulowanie określa  sposób  naprawienia szkody, który "niezwykle często jest pomijany i nieuwzględniany przez towarzystwa ubezpieczeniowe, co prowadzi do zaniżania wysokości przyznawanych odszkodowań należnych osobom poszkodowanym i uprawnionym" - podaje dziennik. I tak,   najczęstszymi metodami zaniżania odszkodowań przez ubezpieczycieli  jest uwzględnianie  w   kosztorysach naprawczych  tzw. zamienników, zamiast oryginalnych części;  stosowanie „urealnienia" części;  zaniżanie stawki roboczogodziny, w szczególności przy pracach blacharskich, jak i lakierniczych; nieuznawanie pełnego zakresu uszkodzeń oraz przyjmowanie  amortyzacji. W opinii mec. Robaszkiewicza, pozostaje to  w sprzeczności nie tylko z art. 361 k.c., ale także z wytycznymi Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) z 16 grudnia 2014 r.  do  likwidacji szkód komunikacyjnych.
"Rz" podkreśla, iż poszkodowani ze względu na brak prawnej i praktycznej wiedzy często zgadzają się z kwotą świadczenia pieniężnego przyznanego im przez ubezpieczyciela w ramach postępowania likwidacyjnego, niekiedy  o zaniżonej kwocie. Dziennik radzi, aby  osoby poszkodowane i uprawnione do świadczeń z umowy OC  nie rezygnowały z  walki  o naprawienie szkody  w  pełnej wysokości, ponieważ .ubezpieczyciel  powinien ustalić świadczenie z umowy ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów  "w wysokości uwzględniającej celowe i ekonomicznie uzasadnione koszty nowych części i materiałów służących do naprawy uszkodzonego pojazdu." Natomiast jeśli towarzystwo ubezpieczeń   wykaże, że dokonana naprawa doprowadziła do wzrostu wartości pojazdu, w stosunku do jego wartości sprzed  szkody,  może wówczas "pomniejszyć wartość świadczenia o kwotę odpowiadającą temu wzrostowi".  Przy tym ubezpieczyciel,  ustalając wysokość świadczenia z umowy ubezpieczenia OC,  powinien "uwzględniać wartość części zakwalifikowanych do wymiany, która zapewnia przywrócenie pojazdu do stanu sprzed zdarzenia wyrządzającego szkodę" - pisze gazeta. I dodaje, że  "świadczenie z umowy ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów  ustalone metodą kosztorysową powinno być ustalone w  oparciu  o wartość dostępnych części", a więc  ubezpieczyciel  powinien "poinformować uprawnionego o tym, jakie części uwzględniono przy ustalaniu wysokości świadczenia, kto jest producentem części, jaki jest okres gwarancji, a także pochodzenie takowych części".

Telematyka wkracza na rynek polis komunikacyjnych

Na polskim rynku ubezpieczeniowym zadebiutował nowy gracz - YU!,   pośrednik,  który chce sprzedawać tanie polisy komunikacyjne w oparciu o telematykę  i mobilną aplikację Yanosik - donosi "Puls Biznesu"(Nr  z 24.01.2017 r.). Według  Witolda Jaworskiego, twórcy  innowacyjnego projektu,  "z czasem oferta zostanie rozszerzona o autocasco i inne rodzaje ubezpieczeń majątkowych". Jak podaje gazeta, "start-up Witolda Jaworskiego nie działa jako ubezpieczyciel, tylko pośrednik (na początku będzie nim Neptis, potem ma to przejąć spółka NIO). Ryzyko bierze na siebie sopocka Ergo Hestia. Ona też będzie zajmować się likwidacją szkód". Witold Jaworski twierdzi w dzienniku, iż  takie rozwiązanie umożliwiło szybszy start projektu. Oferta ma być dostępna tylko dla kierowców, którzy używają mobilnej aplikacji Yanosik (a więc dla około 1,5 mln Polaków), jednak  z szacunków W. Jaworskiego wynika, iż  od razu będzie mogło nań  liczyć niecałe pół miliona kierowców. Natomiast pozostali otrzymają  wskazówki, co można poprawić w stylu jazdy, aby taniej kupić ubezpieczenie komunikacyjne. Na tańsze ubezpieczenia będą mogli liczyć tylko  jeżdżący  bezpiecznie - pisze "PB". Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu telematyki, czyli zbieraniu informacji  o indywidualnym stylu jazdy kierowcy. Adam Tychmanowicz, prezes giełdowej spółki Neptis, do której należy Yanosik deklaruje, iż  firma  już "półtora roku"  analizuje informacje, które zbiera dzięki Yanosikowi  i wie, jak jeżdżą użytkownicy aplikacji. Dlatego "od  razu będziemy mogli im przedstawić ofertę zakupu ubezpieczenia"- twierdzi w  gazecie.  Witold Jaworski przyznaje  zaś, iż  projekt YU! ma  szybko stać się rentowny. "Nie chcemy być drugą Proamą, który szybko zdobyła 600 tys. klientów, ale kosztowało ją to kilkaset milionów złotych straty.  YU! będzie więc  sprzedawać polisy  tylko za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Nie planuje także znaczących wydatków na reklamę ani zatrudniania dużej liczby pracowników. Cały proces sprzedaży i obsługi ma być zdalny - podaje dziennik.
Nad projektem, który zamierza wykorzystywać telematykę do obniżenia cen polis pracuje  także  Link4,  należące do grupy PZU. Według Katarzyny Wojdyły, członka zarządu Link4,  ich produkt ma  wystartować  pod koniec  pierwszego  kwartału br.  Produkt oparty  na  aplikacji NaviExpert   ma być  dostępny w internecie, przez telefon i u agentów.; zaś  "kierowcy nie będą mogli liczyć na niższą cenę ubezpieczenia na start. Za każdy miesiąc bezpiecznej  jazdy otrzymają indywidualną premię, która będzie im wypłacana pod koniec okresu ubezpieczenia".

Nie ma  odszkodowania z autocasco,  jeśli w skradzionym aucie pozostał dowód rejestracyjny pojazdu

Kiedy ubezpieczony nie otrzyma  odszkodowania   za skradzione auto  pomimo posiadanej polisy AC ?  Jeżeli na przykład okaże się, iż dopuścił się  "rażącego niedbalstwa",  nie  dotrzymując  warunków umowy ubezpieczenia  określonych w OWU - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 21.01.2017 r.). Wprawdzie za przyznaniem odszkodowania z autocasco   mogą przemawiać tzw. względy słuszności, to   trudno jednak wykazać odpowiednie przesłanki. Jak  pisze dziennik, przekonał się o tym  przedsiębiorca w branży autohandlu, któremu  towarzystwo ubezpieczeniowe odmówiło  wypłaty odszkodowania za skradziony samochód, argumentując, że poszkodowany  nie zainstalował w samochodzie dwóch niezależnych od siebie urządzeń zabezpieczających przed kradzieżą  i  świadomie pozostawił dowód rejestracyjny w skradzionym aucie. W rezultacie, mężczyzna oddał sprawę do sądu,  domagając  się zasądzenia 183,6 tys. zł. I tak, Sąd Okręgowy  w Gorzowie Wielkopolskim uznał, że w zakresie zabezpieczeń antykradzieżowych wyposażenie auta nie dawało podstawy do wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela - podaje gazeta. Sąd    ustalił,  iż  według jednego z przepisów OWU autocasco,  "ubezpieczający powinien przedłożyć kartę pojazdu w celu ustalenia odpowiedzialności ubezpieczyciela". Drugi zaś  stanowił, iż  "ochroną objęte są wyłącznie te pojazdy, w których w momencie kradzieży nie znajdowały się dokumenty pojazdu (dowód rejestracyjny lub karta pojazdu)" - zauważa "Rz".  Tymczasem powód  przyznał w sądzie, że zamknięty samochód zostawił na niestrzeżonym parkingu, a dokumenty wozu, w tym dowód rejestracyjny,  były wewnątrz pojazdu. W związku z tym  sąd I instancji ocenił to jako  przyczynienie się przez niego w znacznym stopniu do powstałej szkody. Uznał, że odpowiedzialność ubezpieczyciela za skutki kradzieży jest wyłączona i oddalił powództwo. Z kolei  Sąd Apelacyjny  w Szczecinie "nie miał wątpliwości, że odpowiedzialność ubezpieczyciela za szkodę jest wyłączona z powodu rażącego niedbalstwa ubezpieczonego'. Orzekł  także, iż w tej sytuacji za wypłatą odszkodowania nie przemawiają „względy słuszności". A to, iż  powód  zaciągnął kredyt na zakup skradzionego pojazdu i musi go spłacać, zdaniem  SA   "nie jest wystarczającą przesłanką do uwzględnienia powództwa, jeżeli weźmie się pod uwagę okoliczność, że powód jest  przedsiębiorcą  zajmującym  się  handlem samochodami, któremu doskonale powinny być znane zagrożenia związane ze zjawiskiem kradzieży pojazdów, a samochód został przez niego zakupiony na cele związane z prowadzoną działalnością gospodarczą".
SA oddalił apelację.   Wyrok jest prawomocny.

Powstanie państwowy  ubezpieczyciel  dla rolników ?

Resort rolnictwa kończy prace nad stworzeniem narodowego ubezpieczyciela rolników.  Apetyt na ten status mają zarówno PZU,  jak   i   Poczta Polska - informuje "Puls Biznesu"(Nr z 23.01.2017 r.).  Według informacji gazety, w  PZU trwają już  zaawansowane prace nad rozszerzeniem działalności zależnego od PZU TUW Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych (TUW PZUW) o ubezpieczenia rolne. "W ten sposób ubezpieczyciel chce wyjść naprzeciw potrzebom resortu rolnictwa" - pisze  dziennik. Ma jednak mocnego konkurenta - Pocztę Polską.  Do firmy nalezą dwa zakłady ubezpieczeń i  w usługach finansowych upatruje nowego źródła przychodów. Od kilku lat  Poczta Polska stara się mocniej zaistnieć w sprzedaży polis i gdyby przejęła ubezpieczenia dla rolników, to w szybkim tempie mogłaby zwiększyć udział na rynku ubezpieczeniowym. Ponadto,  od początku 2017 r.  TUW Pocztowe ma w ofercie ubezpieczenia upraw dla rolników z dopłatami z budżetu państwa. Gazeta  przypomina, że  PZU ma  zaś  60-procentowy udział w  rynku polis rolniczych , warty  rocznie około 1,2 mld zł  i dlatego  powstanie nowego, państwowego towarzystwa ubezpieczeń  rolnych  nie jest PZU  na rękę. Stąd  "stara się przekonać ministra Jurgiela do ulokowania takiej działalności w zależnym od siebie TUW PZUW, co ma się wpisywać w ideę repolonizacji ubezpieczeń, którą gigant forsuje od roku" - donosi "PB".
Według informacji z rynku ubezpieczeniowego, na które powołuje się dziennik, "resort rolnictwa skłania się ku współpracy z  wspieranym przez resort rozwoju PZU"  ( w  ramach należącego do giganta TUW PZUW powstałby związek wzajemności członkowskiej dla rolników). 
 Budżet  państwa przeznacza coraz większe środki na dopłaty   do polis rolnych. I tak,  w 2016 r.  było to 200 mln zł, w 2017 r. - jest 918 mln zł, zaś  docelowo ma to być 1,6 mld zł rocznie.

Ubezpieczenia należności na fali wzrostu

Przedsiębiorstwa coraz chętniej ubezpieczają należności, a ceny  takich polis spadają - podaje "Rzeczpospolita"(Nr z 26.01.2017 r.). Zdaniem ekspertów rynku ubezpieczeniowego,  zainteresowanie ubezpieczeniami należności rośnie i nadal będzie rosło. Według Bogdana Wiesiołka, członka zarządu TU  Euler Hermes, ubezpieczenie należności zyskuje bowiem  jako forma zabezpieczenia przed brakiem płatności z powodu rosnącej liczby postępowań restrukturyzacyjnych.
Gazeta przypomina, iż obowiązujące  od 1 stycznia 2016 r. prawo restrukturyzacyjne pogorszyło sytuację wierzycieli, wzmacniając ochronę zadłużonych  firm.  Spada liczba upadłości, przy jednoczesnym wzroście liczby postępowań restrukturyzacyjnych. I tak, w 2016 r. "sądy zastosowały nowe formy postępowania już 209 razy, z czego najczęściej wdrażano przyspieszone postępowanie układowe (121) oraz sanacyjne (54)" - podaje dziennik. Jak tłumaczy w "Rz" Kinga Molewska, starszy broker ubezpieczeniowy w Willis Towers Watson Polska,  postępowaniu restrukturyzacyjnemu podlegają zarówno firmy niewypłacalne, jak i  zagrożone niewypłacalnością.  Natomiast   poprzednia regulacja  umożliwiała ogłoszenie upadłości układowej tylko w przypadku firmy faktycznie niewypłacalnej. W opinii K. Molewskiej, jednak  "rynek nadal jest miękki, a silna konkurencja wśród ubezpieczycieli kredytu kupieckiego nie spowodowała wzrostu stawek".  W  2016 r. były one  niższe średnio o kilka punktów proc.  w stosunku do stawek w 2015 r." Przewidujemy, że trend ten utrzyma się w roku 2017"- twierdzi ekspertka. Albowiem jeśli  zadłużona firma  przechodzi proces restrukturyzacji, dzięki ubezpieczeniu  szybciej nabywa uprawnienia do odszkodowania za nieuregulowane przez dłużnika wierzytelności.
Zdaniem Arkadiusza Taraszkiewicza, dyrektora regionalnego  ds. oceny ryzyka w Atradius Credit Insurance, realny wpływ nowego prawa restrukturyzacyjnego na kondycję podmiotów, skuteczność postępowań oraz kształtowanie się szkodowości będzie jednak  można ocenić po upływie dwóch–trzech lat.

Przyczynienie się  do powstania szkody znacznie zmniejsza odszkodowanie

"Rzeczpospolita" (Nr z 21.01.2017 r.) opisuje sprawę młodej kobiety (sygnatura akt: I C 1245/14), która doznała poważnego urazu głowy podczas kuligu, gdy jej sanki ciągnięte c przez  traktor wypadły  z toru jazdy, a  ona  uderzyła głową w betonowy słup. Kierowca ciągnika został przez Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim  uznany winnym  spowodowania wypadku, zaś towarzystwo  ubezpieczeń, w  którym miał wykupioną polisę OC , "w postępowaniu likwidacyjnym przyjęło, że poszkodowana w co najmniej 40 proc. przyczyniła się do szkody" - podaje dziennik. Zdaniem ubezpieczyciela,   kobieta "zdecydowała się bowiem na jazdę na sankach za ciągnikiem, mając świadomość, że jest to niezgodne z przepisami prawa o ruchu drogowym". Dlatego tez, uznając jej  przyczynienie się,  wypłacił  poszkodowanej  420 zł odszkodowania  i 9600 zł tytułem zadośćuczynienia. Jednak Sąd Okręgowy w  Piotrkowie Trybunalskim orzekł, że   kwota zadośćuczynienia jest zaniżona, a przyjęta przez firmę ubezpieczeniową  40-proc. redukcja świadczeń za duża. W opinii SO, stopień winy kierującego jest znacznie poważniejszy niż poszkodowanej. Ponadto, według opinii biegłych z neurologii i chirurgii plastycznej,  "trwały uszczerbek na zdrowiu wywołany obrażeniami (...) wynosi prawie 38 proc., zaś   stopień cierpień psychicznych  kobiety wywołanych  urazem  był "znaczny". SO  uznał  więc  za   adekwatne zadośćuczynienie  kwotę 115 tys. zł, zaś   po  uwzględnieniu przyczynienia się do powstania szkody oraz wcześniej wypłaconego przez ubezpieczyciela zadośćuczynienia,  zasądził 88 150 zł" oraz  4298 zł  tytułem renty na zwiększone potrzeby. Wyrok jest  prawomocny.

Za co zapłaci Polak z EKUZ w razie  zachorowania  za  granicą ?

Polska Izba Ubezpieczeń (PIU)  przygotowała informację o świadczeniach  przysługujących  w ramach  EKUZ  w  państwach, do których Polacy często wyjeżdżają  na zimowe wakacje  - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 21.01.2017 r.). I tak, w Czechach  posiadacz EKUZ bezpłatnie skorzysta z konsultacji u lekarzy podstawowej opieki medycznej, zaś w razie  pobytu na szpitalnym oddziale ratunkowym, zobowiązany jest do zapłaty 90 koron.  Natomiast koszty leczenia w placówce funkcjonującej poza publicznym systemem ochrony zdrowia, pacjent pokrywa w całości we własnym zakresie - pisze dziennik - z wyjątkiem  sytuacji, gdy skorzysta z pomocy medycznej  placówki prywatnej  w stanie nagłym. Wówczas może dochodzić częściowego zwrotu  kosztów z tym  związanych.  Z kolei  na Słowacji są bezpłatne  świadczenia wykonywane przez lekarzy pierwszego kontaktu i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej; wizyta  na pogotowiu ratunkowym kosztuje 1,99 euro (anulowana w przypadku konieczności hospitalizacji pacjenta). Według gazety, transport pogotowia ratunkowego, w tym lotniczego, na Słowacji  jest bezpłatny, jednak już te same świadczenia w górach są w 100 proc. płatne. "Rz" podaje, iż  w  Austrii za leczenie szpitalne nie dłuższe niż 28 dni pacjent zapłaci od 12 euro do 20,1 euro za dzień (pobyt w szpitalu w ramach standardu podstawowego obejmuje zakwaterowanie oraz opiekę lekarską, a transport do szpitala bezpłatny w sytuacjach zagrożenia życia,  czy  gdy wymaga tego stan zdrowia pacjenta. Ratownictwo górskie i transport lotniczy są pełnopłatne. Natomiast  we  Włoszech  leczenie w szpitalu jest bezpłatne, ale w wielu kurortach lekarze przyjmują tylko prywatnie i nie honorują EKUZ.  Ponadto, we  Włoszech koszty porady lekarza pierwszego kontaktu pacjent musi pokryć z własnej kieszeni (do 36,15 euro za wizytę). Co więcej, za świadczenia zdrowotne związane z leczeniem skutków wypadków podczas uprawiania sportów są  wyższe  opłaty, niż za standardowe świadczenia zdrowotne. W Szwajcarii   płaci się za wizytę u internisty, poradę lekarza pierwszego kontaktu, lekarza specjalisty, lekarza stomatologa, a  za " leczenie stacjonarne w szpitalu posiadacz  EKUZ musi uiścić wstępną opłatę ryczałtową w wysokości 33 franków (w przypadku  małoletnich) lub 92 franków w przypadku osób dorosłych. Dodatkowo koszt hospitalizacji wynosi 15 franków dziennie (z opłaty  zwolnione dzieci i osoby do 25 r. życia, o ile kontynuują naukę oraz  kobiety w ciąży) - donosi dziennik.  We Francji zaś  pacjent z  EKUZ musi najpierw pokryć  koszty leczenia we własnym zakresie, a następnie ubiegać się o ich częściowy zwrot (70 proc. są zwracane po powrocie do kraju).

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT