Nowa odmiana wojny cenowej w komunikacji: tańsze OC, ale i niższe odszkodowanie

Jeżeli jeździsz bezpiecznie, za obowiązkową polisę OC możesz zapłacić  dużo mniej, ale  w razie wypadku dostać też niższe odszkodowanie - podkreśla "Gazeta Wyborcza"(Nr z 31.11.2013 r.). W opinii gazety, jest to  nowa odmiana wojny cenowej: "ceny dla bezpiecznych kierowców spadają, a dla tych, którzy powodują wypadki, rosną".  Zdaniem "Wyborczej",  ceny polis OC w Polsce należą do najtańszych w Europie. Są zbyt niskie i nie pokrywają ponoszonych przez firmy kosztów. Przy tym,  "sprzedaż wyłącznie OC, bez dodatkowych promocji, przynosi ubezpieczycielom straty" - pisze dziennik. Komisja Nadzoru Finansowego przyznaje, że problem stanowią głównie ubezpieczenia komunikacyjne. "Tu obowiązkowe ubezpieczenie OC jest tanie, za to klient płaci więcej za dodatkowe autocasco".  A według przepisów, " składka ubezpieczeniowa powinna być skalkulowana odpowiednio do ryzyka i na podstawie danych statystycznych, a nie w zależności od widzimisię ubezpieczycieli". Teraz sytuacja się zmieniła i towarzystwa  "nie mogą sobie odbić strat nawet na polisach AC, bo ich ceny też są już  zaniżane". Marcin Tarczyński z  Polskiej Izby Ubezpieczeń mówi w gazecie, iż "wysokość odszkodowania i rodzaje świadczeń, jakie musi pokryć ubezpieczyciel, zależą wyłącznie od wysokości i rozmiaru szkody. OC komunikacyjne jest ubezpieczeniem regulowanym ustawowo, więc od niczego innego kwoty wypłat zależeć nie mogą (...) Widać to zresztą w liczbach: wysokość świadczeń wzrasta m.in. w związku ze zmianami w prawie, natomiast ceny nie rosną w takim tempie jak świadczenia". Natomiast inne stanowisko reprezentuje Rzecznik Ubezpieczonych.  Zdaniem Krystyny Krawczyk, dyrektora  Biura Rzecznika Ubezpieczonych, ubezpieczyciele  "wciąż wbrew uchwałom Sądu Najwyższego niechętnie pokrywają koszty wynajmu auta zastępczego, stosują zabronioną amortyzację, obniżając należne odszkodowania". Niektórzy  potrafią np. pomniejszyć wypłatę odszkodowania o 70 proc.," tłumacząc to właśnie amortyzacją, czyli zużyciem części. Przez to kierowcy są zmuszani do napraw z wykorzystaniem tańszych zamienników lub muszą dopłacać do napraw z własnej kieszeni."

Podatek od polis  D&O ?

Fiskus  chce opodatkować polisy  D&O (directors and officers),  czyli ubezpieczenia OC kupowane przez spółki dla osób zarządzających, zawierane na wypadek złych decyzji biznesowych - donosi "Puls Biznesu" (Nr z 05.11.2013 r.). Zdaniem organów podatkowych, opłacane przez spółkę składki D&O są dla niego "nieodpłatnym świadczeniem, a w związku z tym podlegają podatkowi dochodowemu od osób fizycznych (PIT) jako przychód ze stosunku pracy lub przychód z działalności wykonywanej osobiście" - twierdzi dziennik.
Według "PB",  te polisy są  kosztem  spółki, albowiem składki nie obciążają żadnego ubezpieczonego, czyli członka organu.
Gazeta przypomina, że polisa D&O chroni majątek osób pełniących funkcje we władzach spółki, a spółkę przed szkodami wyrządzonymi przez ewentualne uchybienia zarządzających. Tego typu ubezpieczenia minimalizują ryzyko gospodarcze spółki, zwiększając jednocześnie  wiarygodność spółki w oczach kontrahentów i akcjonariuszy.
Jak podkreśla w "PB"   Andrzej Dmowski, adwokat z Russell Bedford, " spółka uzyskuje ponadto pewność, że roszczenie zostanie pokryte, nawet gdy jego wielkość przekracza możliwości osoby za nie odpowiedzialnej". W opinii Dmowskiego,  polisa D&O nie wyłącza całkowicie odpowiedzialności ubezpieczonego.

Klient banku nie ma wpływu na  ubezpieczenie kredytu bez własnego wkładu

Kredytobiorca nie ma żadnego wpływu   na ubezpieczenie kredytu bez własnego wkładu - pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 05.11.2013 r.). Bank kupuje polisę, a płaci jego klient. I chociaż - twierdzi w gazecie Norbert Jeziolowicz  ze Związku Banków Polskich -  ZBP wydał rekomendacje, które mówią, że banki powinny należycie informować klienta o ubezpieczeniu, to  zdaniem  Rzecznika Ubezpieczonych, rekomendacje ZBB  nie rozwiązały jednak problemu.
Według gazety, do  Biura Rzecznika Ubezpieczonych wpływa wiele zapytań i skarg dotyczących ubezpieczenia kredytu mieszkaniowego z niskim wkładem własnym lub bez niego. Niepokój  Rzecznika Ubezpieczonych budzi  zwłaszcza działalność banków, które wymuszają na kredytobiorcach ubezpieczenie wkładu własnego, gdy jest niski albo go nie ma. RzU  ma zastrzeżenia zwłaszcza co do kredytowania składki przez bank, ponieważ  oznacza to dodatkowy zysk z oprocentowania dla banku - zauważa gazeta.  Dziennik opisuje  sprawę klientki banku, która wzięła kredyt na 100 proc.  wartości mieszkania i otrzymała potem  informację, że ma zapłacić 10 tys. zł ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, które bank zawarł bez jej wiedzy. W opinii Tomasza Repucho, adwokata specjalizującego  się w prawie bankowym,  klient może wystąpić do sądu cywilnego z pozwem o zapłatę nienależnie pobranego świadczenia i powołać się na niedozwoloną klauzulę w umowie.
Agnieszka Majchrzak z UOKiK, mówi natomiast, że Urząd nie otrzymuje wielu skarg dotyczących kredytów hipotecznych.

Sądy zalane pozwani o odszkodowanie za najem samochodów zastępczych

Sądy od dwóch lat są zasypywane pozwami o odszkodowanie za najem samochodów zastępczych. O odszkodowania nie występują poszkodowani, ale firmy, które się w tym specjalizują - podaje "Puls Biznesu"(Nr z 6.11.2013 r.). Z danych Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia wynika, że obecnie do sądów warszawskich wpływa rocznie po kilkanaście tysięcy takich pozwów. "Na około 600 spraw czekających u mnie na rozpatrzenie, jedna trzecia dotyczy odszkodowania za najem pojazdu zastępczego" - pisze gazeta powołując się na  Anetę  Łazarską, sędzię  z Sądu Rejonowego dla Warszawy.  Jest to  głównie skutkiem uchwały Sądu Najwyższego z 17 listopada 2011 r. (III CZP 5/11) podjętej na wniosek Rzecznika Ubezpieczonych. SN stwierdził w niej, że "odszkodowania obejmującego zwrot kosztów najmu auta zastępczego mogą domagać się nie tylko przedsiębiorcy, ale też osoby nieprowadzące działalności gospodarczej, a o przyznaniu odszkodowania nie decyduje to, czy poszkodowany mógł - w czasie naprawy samochodu - korzystać z komunikacji zastępczej (np. taksówek, komunikacji miejskiej)" - przypomina dziennik. W rezultacie  właściciel uszkodzonego samochodu zawiera z wypożyczalnią - na czas naprawy - umowę na auto zastępcze (najem jest "bezgotówkowy"), dokonując  tzw. cesji wierzytelności na rzecz  wypożyczalni, która otrzymuje prawo dochodzenia w sądzie odszkodowania, obejmującego zwrot kosztów najmu. To  wypożyczalnie  "wynajmują prawników, przygotowują dokumenty i składają do sądu pozew o odszkodowanie od firmy, w której sprawca szkody miał wykupioną polisę ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej (OC)" - pisze "PB".
Dla poszkodowanych jest to bardzo wygodna forma, ponieważ pozwala korzystać z wynajętego auta, bez ponoszenia kosztów. Problem mają natomiast firmy ubezpieczeniowe. Przy tym "odszkodowanie nie może przysługiwać tylko za czas technologicznej naprawy auta - jak chciałyby tego firmy ubezpieczeniowe - ale też czas badań technicznych, sprowadzenia części zamiennych z zagranicy, przewiezienia auta do punktu naprawy na drugim końcu Polski, itd."
W opinii sędziów, zdarzają się w takiej  sytuacji nadużycia,   próby  uzyskania zawyżonego odszkodowania poprzez zawyżanie stawek za najem czy   kosztów procesów sądowych. Spotyka się także fikcyjne umowy, zawierane  tylko "w celu wyłudzenia odszkodowania, nawet jeśli miałaby to być kwoty rzędu 300- 600 zł".

O 5 proc. wzrosły kary za brak komunikacyjnej polisy  OC

Według "Dziennika Gazety Prawnej"(Nr z  30.10.2013 r.), który powołuje się na  Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG), do 3360 zł  rośnie podstawowa kara za brak OC. Tyle zapłaci właściciel samochodu osobowego, który w 2014 roku, przez dłużej niż dwa tygodnie, nie wykupi polisy OC.  UFG szacuje, iż w ciągu  trzech pierwszych kwartałach 2013 r.  Fundusz otrzymał ponad 50 tysięcy zawiadomień o braku OC (przede wszystkim od policji – 27 tys. i od organów ds. rejestracji pojazdów – 7 tys.). " tym czasie UFG wezwał do zapłaty kary za brak OC prawie 34 tysiące właścicieli pojazdów (20 tysięcy w analogicznym okresie poprzedniego roku). Z czego prawie 70 procent było wynikiem zawiadomień od instytucji zewnętrznych, zaś reszta – z kontroli własnych Funduszu: informacje w bazie polis komunikacyjnych oraz m.in. nieubezpieczeni sprawcy wypadków." - podaje 'DGP".
W opinii UFG  - podkreśla gazeta - najbardziej skuteczna w wykrywaniu kierowców bez tego obowiązkowego ubezpieczenia jest policja z Wielkopolski i Dolnego Śląska, a jeśli chodzi o wszystkie nadsyłane do Funduszu zawiadomienia o braku OC przodują komendy z województw: mazowieckiego i śląskiego". Niezależnie od policji UFG wypracował  własne narzędzia kontroli (ogólnopolską bazę polis komunikacyjnych OC i AC, czyli Ośrodek Informacji UFG ), dzięki którym wykrywa przypadki braku polisy OC; w omawianym czasie wykryto brak polisy OC u prawie 5 tysięcy kierowców.
Jak pisze dziennik,  średni okres windykacji kary przez UFG sięga trzech lat. "Przy braku dobrowolnej zapłaty, jest ona ściągana przez urząd skarbowy, w trybie egzekucji administracyjnej".

Czy franszyza w OWU polisy jest korzystna dla jej właściciela ?

Ubezpieczenie ubezpieczeniu nie równe, a o podpisaniu polisy nie powinien decydować wyłącznie czynnik finansowy. Dlatego też, dokonując wyboru ubezpieczenia należy przede wszystkim sprawdzić, przed czym tak naprawdę polisa nas zabezpiecza - radzi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 04.11.2013 r.). W opinii gazety, podstawową   zasadą   jest tu określenie preferowanego zakresu ubezpieczenia oraz jego warunków, jak np. karencja odpowiedzialności czy reguły wyliczania odszkodowania. "Winna to być także kontrola franszyzy integralnej, której zapisy mogą niekorzystnie wpływać na zakres naszego zabezpieczenia. Jak wyjaśnia 'DGP", franszyza  integralna to "ograniczenie odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń, które występować może w przypadku właściwie każdego ubezpieczenia", co  sprowadza się do eliminacji konieczności likwidowania pewnych szkód. I tak,  franszyza integralna  wskazuje próg  wartości, po przekroczeniu którego ubezpieczyciel odpowiada za szkodę. Najczęściej występuje  w formie kwotowej, czyli np. 500 zł;   w przypadku szkody o mniejszej wartości ubezpieczyciel ma prawo odmówić jej likwidacji.
Dziennik twierdzi, iż  "z  ogólnego punktu widzenia, zastosowanie franszyzy integralnej nie jest dla ubezpieczonego korzystne, ponieważ ogranicza to możliwość dochodzenia odszkodowania. (...) Każdorazowo dokładnej kalkulacji wymaga bowiem sytuacja, w której musimy zdecydować czy niewielką szkodę zlikwidujemy samodzielnie, czy sprawę przekażemy ubezpieczycielowi i narazimy się na utratę wypracowywanych dotychczas zniżek".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT