Polisy komunikacyjne OC po uchwałach SN będą droższe

Zdaniem "Gazety Wyborczej"(Nr z 13.04.2018r.), ubezpieczyciele stoją przed wyborem: "albo zacząć systematycznie podnosić stawki polis OC  co roku o 10 proc., albo za kilka lat jednorazowo podbić ceny o 70, a może nawet   i o 100 proc". Według dziennika, najnowsze uchwały Sądu Najwyższego, przyznające  rodzinom opiekującym się  osobami w stanie terminalnym i wegetatywnym po wypadkach komunikacyjnych  realną możliwość uzyskania zadośćuczynienia prawdopodobnie  odwrócą  trend z zatrzymaniem podwyżek cen polis, który można obserwować w ostatnich miesiącach. "Zadośćuczynienie dla osoby bliskiej może wynieść średnio ponad 40 tys. zł, a świadczenia mogą dostać średnio 3-4  osoby w rodzinie jednego poszkodowanego. Dlatego ostrożne szacunki mówią o 3,3 mld zł dodatkowych kosztów branży ubezpieczeniowej" - podaje gazeta.  Jak przyznaje w  "Wyborczej" Marcin Tarczyński z Polskiej Izby Ubezpieczeń(PIU),  "nie wiemy, jak szeroki będzie krąg osób ciężko i trwale poszkodowanych, jakie kwoty będą zasądzane  i  jaki będzie krąg osób uprawnionych do świadczeń.  W zależności od tych czynników koszty świadczeń mogą się wielokrotnie różnić".  Ponadto,  nie  wiadomo,  czy odszkodowania dla rodzin sądy będą  przyznawać  niemal  automatycznie,  czy trzeba będzie udowadniać bliską relację z poszkodowaną osobą.  Do tej pory ich bliscy   mogli liczyć jedynie na wypłatę odszkodowań, pokrywających dodatkowe koszty opieki. Teraz zaś będą mogli  wystąpić do sądu o zadośćuczynienie za ból, cierpienie i zerwane więzi z poszkodowaną bliską osobą (dzieckiem, rodzicami czy dalszą rodziną) - podkreśla "GW".
Orzekanie zadośćuczynień za  zerwanie więzi z rodziną prawdopodobnie przełoży się na kolejne podwyżki cen polis dla kierowców. W opinii Moniki Leżyńskiej,  dyrektor departamentu aktuariatu taryfowego w AXA Ubezpieczenia,  "ryzyko będzie rosło, czy to ze względu na nowe regulacje, czy też nowe rodzaje roszczeń. To w naturalny sposób będzie przekładało się na wzrost składek w sposób zrównoważony i adekwatny do zmieniającego się ryzyka. Chodzi o to, aby móc zapewnić rynkowi stabilność i w konsekwencji bezpieczeństwo klientom" - informuje dziennik.
Gazeta podkreśla, powołując się na Jakuba Nowińskiego, członka zarządu multiagencji "Superpolisa Ubezpieczenia", że w ostatnich kliku miesiącach  br. "podwyżki cen ewidentnie wyhamowały",  zaś zakłady ubezpieczeń, "mając świadomość, jak istotnym kryterium wyboru polisy OC jest cena",  przekonują  klientów atrakcyjnymi składkami.

Kto zapłaci za kolizję z sarną ?

W  okresie wiosenno-letnim istotnie wzrasta liczba szkód dotyczących kolizji na drodze z dzikimi zwierzętami. Zderzenie z sarną, dzikiem czy łosiem  może mieć poważne konsekwencje dla kierowcy. Nawet jeśli jemu osobiście nie stanie  się nic złego, to jego auto z pewnością będzie poturbowane - twierdzi "Rzeczpospolita"(Nr z 14.04.2018 r.).  Wartość odszkodowania w takich sprawach często wynosi nawet  kilkadziesiąt tysięcy zł – podaje gazeta.   Co  istotne,  poszkodowany po potrąceniu na drodze zwierzęcia  w  pierwszej kolejności powinien  zapewnić mu pomoc i zawiadomić odpowiednie służby,  m.in. policję, straż gminną czy Służbę  Leśną. Za niedopełnienie tego obowiązku grozi bowiem kara aresztu lub grzywny w wysokości do 5 tys. zł - ostrzega  dziennik . Ponadto,  Marcin Jaworski z Biura Rzecznika Finansowego  radzi w gazecie,  aby poszkodowany starał się uzyskać np. z policji czy Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji informację, czy wcześniej w tym miejscu były odnotowywane tego rodzaju zdarzenia .  Albowiem   w takiej sytuacji  można  dochodzić odszkodowania  od zarządcy drogi,  jeżeli nie było ustawionego przy drodze znaku: "uwaga dzikie zwierzęta". "Jednak może to być proces długotrwały, a ostateczne rozstrzygnięcie nie musi być korzystne dla kierowcy" – tłumaczy Dawid Korszeń, rzecznik prasowy  Warty. Z kolei w opinii M. Jaworskiego z Biura RzF,    dużo  zależy od okoliczności konkretnej sprawy, a skuteczne dochodzenie roszczeń  „może być trudne, nawet przy wsparciu Rzecznika Finansowego” - podaje gazeta.  Zarząd dróg  odpowiada za uszkodzenie samochodu w wyniku zderzenia ze zwierzętami leśnymi, ale pod warunkiem, że ponosi za to winę. Na przykład  zarządca drogi nie ponosi odpowiedzialności za  zderzenie  z  dzikim zwierzęciem, jeśli doszło do tego poza obszarem, którego charakter uzasadniałby ustawienie ostrzegającego znaku drogowego (np. droga nie biegła przez las) – pisze   dziennik. Zarządca drogi powinien we własnym interesie zbierać informacje, czy  w danym miejscu przebiega trasa migracji zwierząt, ponieważ ani nadleśnictwa, ani koła łowieckie "nie są zobligowane żadnymi przepisami do ich przekazywania". A zgodnie z kodeksem cywilnym,  do poszkodowanego należy wykazanie zaniedbań ze strony zarządcy drogi - ostrzega „Rz”. "Jeżeli szkoda pozostaje w związku z polowaniem lub nagonką, wówczas poszkodowany może zwrócić się z roszczeniem do osób, które zajmują się organizacją polowań” - radzi dziennik.

Działalność  odszkodowawców   potrzebuje   prawnego uregulowania

Zdaniem senackiej komisji budżetu i finansów, istnieje potrzeba ustawowej ingerencji w rynek kancelarii odszkodowawczych, aby wyeliminować patologie związane z działalnością tych podmiotów - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 20.04.2018 r.). "Z korespondencji, która dociera do senatorów wynika bowiem,  że pojawiają się różne oceny tych podmiotów, zarówno pozytywne, jak i negatywne" - podaje gazeta. Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) powiedział senatorom, iż  "problemy z działalnością tzw. kancelarii odszkodowawczych wynikają m.in. z tego, że nie ma właściwie miejsca, do którego poszkodowani mogą się zwracać o informacje, jakiego rodzaju odszkodowania mogą uzyskać za określony wypadek.(...) często za podobny wypadek zasądzane są odszkodowania bardzo różnej wysokości.(...) istnieje potrzeba stworzenia uregulowania kwot wysokości odszkodowania za określone wypadki, co pozwoli odszkodowanym na podejmowanie racjonalnych decyzji, czy chcą korzystać z pełnomocników". W jego opinii, zapewni to "większą przewidywalność zadośćuczynień" i umożliwi szybszą wypłatę odszkodowań. Prezes PIU podkreśla, że  niezbędne jest także uregulowanie samego rynku kancelarii odszkodowawczych, ponieważ  "na rynku regulowanym, takim jakim jest rynek ubezpieczeń, rynek kancelarii jest rynkiem nieuregulowanym" - informuje dziennik. Z kolei przedstawicielka PIU Ewa Jezierewska mówiła o patologiach działalności kancelarii odszkodowawczych. W jej opinii, "bardzo często umowy z klientami, zawierane przez te kancelarie, konstruowane są w ten sposób, że środki z ubezpieczenia trafiają nie na konto poszkodowanego, tylko na konto kancelarii i są tam przetrzymywane, czasem nawet przez wiele miesięcy" - donosi "DGP". Natomiast według prof. Pawła Wajdy z kancelarii Baker&McKenzie rynek kancelarii odszkodowawczych jest bardzo istotny gospodarczo i wymaga pilnej interwencji prawodawcy;  zasadniczym ryzykiem związanym z działalnością tego rynku jest to, że kapitały własne tych podmiotów są często kilkudziesięciokrotnie niższe, niż skala obsługiwanych roszczeń, sięgających mld zł - pisze gazeta.
Zdaniem prof. Wajdy,  musi to być działalność regulowana, a o wejściu do zawodu doradcy odszkodowawczego powinien decydować egzamin publiczny, jak np. w przypadku maklerów giełdowych. W takiej regulacji powinny być zapisane górne limity wysokości wynagrodzeń kancelarii, sięgające obecnie  nawet i kilkudziesięciu proc. odszkodowania.  Poza tym,  "wypłata świadczenia powinna być obowiązkowo bezpośrednio przekazana do poszkodowanego, a nie na rachunek bankowy kancelarii odszkodowawczej. Umowy powinny być objęte obowiązkowym ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej, powinny być też w ewentualnej ustawie określone zasady pozyskiwania klientów".
Na posiedzenie komisji dostarczono też materiał, firmowany przez Ogólnopolską Izbę Pośredników i Przedstawicieli Firm Odszkodowawczych. Zawarto tam  m.in. informacje, że w ciągu 14 lat kancelarie zrzeszone w tej izbie pomogły 250 tys. ludzi, a ich celem jest "ochrona praw zwykłych ludzi", "wsparcie prawne osób, dotkniętych życiowymi tragediami, których nie stać na prawnika", a także dochodzenie w imieniu osób poszkodowanych "roszczeń od gigantów ubezpieczeniowych".
Szef senackiej komisji Grzegorz Bierecki stwierdził,  iż  "niebawem komisja zdecyduje, czy inicjatywa ustawodawcza w tej sprawie zostanie przygotowana".

Czy warto  mieć  polisę  TUW- a ?

Towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych mogą być dobrą alternatywą dla rozwiązań komercyjnych. Zdaniem Rafała Kilińskiego, prezesa TUW PZUW,   "to, że klient ubezpieczeń wzajemnych ubezpiecza się u siebie, owocuje lepszą dbałością o ubezpieczone mienie" - pisze "Puls Biznesu"(Nr z 16.04.2018 r.). Natomiast Piotr Dzikiewicz, prezes TUW Cuprum podkreśla, iż umowa ubezpieczenia wzajemnego nie przenosi w pełni ryzyka na towarzystwo. "Zostaje  ono zatrzymane na poziomie wspólnoty ubezpieczeniowej, co stanowi podstawę do częściowych zwrotów składek bądź konieczność dopłat. Tym samym polisa wzajemna łączy w sobie cechy ubezpieczenia — czyli pozwala na przeniesienie ryzyka z jednostki na wspólnotę — oraz samoubezpieczenia" - mówi Dzikiewicz w gazecie.  Dziennik przypomina, iż  TUW-y działają w formie zbliżonej do spółdzielni, gdyż ubezpieczeni są jednocześnie  członkami tych towarzystw. "Jeżeli więc składka w danym okresie ubezpieczeniowym okaże się wyższa niż poniesione straty, to TUW odnotuje nadwyżkę, która może zostać rozdzielona między członków. Natomiast w przypadku większych strat będą oni zobowiązani do odpowiedniej dopłaty" - informuje "PB". Każdy TUW ma swój statut, w którym jest informacja o potencjalnej maksymalnej dopłacie. I tak, w przypadku  "TUW PZUW wynosi ona najwyżej 50 proc. — i to w odniesieniu do składki przypisanej za rozpatrywany rok z danej grupy ubezpieczeń, a nie do szkody" — pisze  dziennik, powołując się na  Rafała Kilińskiego. "Jeżeli firma płaci za polisę np. 2 mln zł składki rocznie, z czego 1 mln zł za ubezpieczenie od żywiołów, a poniesie szkodę w wysokości 50 mln zł w wyniku pożaru, to dopłaci maksymalnie 500 tys. zł" - twierdzi prezes Kiliński. Natomiast Agnieszka Michałowska, dyrektor z Marsh Polska zauważa, iż w naszym kraju jest to jeszcze mało popularna forma zawierania ubezpieczeń, m.in. dlatego, że "mamy z nią względnie mało doświadczeń, a ponadto panuje niepewność co do ewentualnej dopłaty składki w przypadku szkodowości innych podmiotów należących do danego TUW". 
W Polsce pierwsze TUW-y pojawiły się w XVI wieku i działały nieprzerwanie do pierwszych lat po II wojnie światowej (aż 65 proc. składki ubezpieczeniowej w naszym kraju trafiało do ówczesnych TUW-ów). Wzajemność w ubezpieczeniach zaczęła się w Polsce ponownie odradzać  dopiero po 1990 r. w. Obecnie mamy na rynku 9 ubezpieczycieli wzajemnych, których udział w składce rynku ubezpieczeń majątkowych wynosi niecałe 6,5 proc. - donosi "PB". 
Większość TUW-ów powstałych po latach 90. skupiło się na kliencie masowym oraz małej i średniej przedsiębiorczości. TUW PZUW celuje w ubezpieczenia korporacyjne,  gdyż "tam osiągane korzyści są bardziej namacalne" — tłumaczy w dzienniku Rafał Kiliński. I tak, generalnie TUW-y były tworzone głównie przez korporacje.  TUW Cuprum założyły w 1994 r. spółki z grupy KGHM Polska Miedź.  Swój TUW ma także Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo —  Polski Gaz TUW (od końca 2016 r.). Natomiast Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych (PTUW) powstałe w 2003 r., rozpoczynało działalność od ubezpieczenia majątku Poczty Polskiej i obecnie oferuje polisy dla klientów indywidualnych i przedsiębiorców.
 
Ubezpieczyciele chcą doprecyzowania przepisów w sprawie   zadośćuczynień  dla bliskich osób w stanie wegetatywnym

Zdaniem "Dziennika Gazety Prawnej"(Nr z 17.04.2018r.), w związku z niedawnymi uchwałami Sądu Najwyższego przyznającymi prawo do zadośćuczynienia  najbliższym poszkodowanych, którzy na skutek czynu niedozwolonego doznali ciężkiego i trwałego uszczerbku na zdrowiu, Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) chce szybkiej nowelizacji  przepisów  w tej sprawie. Na przykład Łukasz Kulisiewicz, ekspert PIU, postuluje na blogu Izby o doprecyzowanie pojęć , np. „osoby ciężko poszkodowanej” czy osób uprawnionych do zadośćuczynienia - pisze gazeta. Ponadto,  nowa regulacja powinna też  dokładnie określić  wysokość zadośćuczynienia - twierdzi Kulisiewicz. " W przeciwnym razie, uchwała Sądu Najwyższego będzie oznaczała jedynie zator kolejnych spraw w sądach i brak wiedzy rodzin ofiar wypadków, kiedy i na jakie świadczenie mogą liczyć. Kto na tym wygra? Przede wszystkim pełnomocnicy, bo brak ostrych regulacji oznacza więcej pracy (i pieniędzy) dla nich"- podkreśla ekspert w "DGP".  Jak przypomina dziennik, towarzystwa ubezpieczeń od dawna apelują o  tabelaryzację  zadośćuczynień i świadczeń, dotyczących np. kosztów leczenia, a niezbędną dla właściwej taryfikacji składek. Natomiast  przeciwny tabelaryzacji jest Rzecznik Finansowy (RzF). W opinii Rzecznika, tę kwestię lepiej rozstrzygną  sądy.

NIK : CEPIK 2.0  nie  działa  poprawnie

System Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) 2.0 nie działa  poprawnie - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 17.04.2018 r.), powołując się na wyniki kontroli    przeprowadzonej przez NIK. Według  NIK, system "nie był prawidłowo przygotowany zarówno w okresie zarządzania przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych jak i Ministerstwo Cyfryzacji",  zaś termin jego udostępnienia opóźnił się o dwa lata; miał być uruchomiony już 4 stycznia 2016 r., po czym  kilkukrotnie go zmieniano. Natomiast  po uruchomieniu w listopadzie 2017 r. systemu CEPiK 2.0  "w zakresie rejestracji pojazdów wystąpiły liczne utrudnienia dla obywateli i urzędów" - podaje dziennik. Ponadto, koszty realizacji inwestycji wzrosły o 42 mln zł. Przy tym, "MSW rozpoczynając prace nad CEPiK 2.0 nie sporządziło studium wykonalności ani kalkulacji wartości przedmiotu zamówienia i oparło się wyłącznie na ofercie sporządzonej przez Centralny Ośrodek Informatyki (COI)" - pisze gazeta. I tak, w umowie między COI a MSW pierwotną wartość prac przy budowie systemu CEPiK 2.0 oszacowano na nieprzekraczalną kwotę 149,9 mln zł brutto, zaś w podpisanym przez MC Aneksie nr 3 do pierwotnej umowy kwota ta została zwiększona do 192,5 mln zł (tj. o 28,4 proc)  z uzasadnieniem  potrzeby wykonania dodatkowych prac. Zdaniem kontrolerów NIK, COI nierzetelnie zarządzał zagrożeniami związanymi z realizacją CEPiK 2.0,  nie określając kluczowych ryzyk dla budowy tego systemu, m.in.  kwestii jakości tworzonego oprogramowania. "Ryzyko to wystąpiło w 2016 r., w związku z czym konieczne było ponowienie przez COI w 2016 r. części prac programistycznych" -  podkreśla "Rz".
NIK zwróciła także uwagę na niski stan zaawansowania etapów CEPiK 2.0. przewidzianych do uruchomienia w 2018 r., co " stwarza ryzyko, że prace (...) nie zostaną zakończone w zakładanych terminach".  Z kolei według informacji  ze starostw i urzędów miast na prawach powiatu wynika, że uruchomienie CEPiK 2.0 w części dotyczącej Centralnej Ewidencji Pojazdów w dniu 13 listopada 2017 r. - podkreśla gazeta - "znacząco utrudniło" obsługę obywateli w zakresie rejestracji pojazdów ze względu na błędy i braki występujące w tym systemie. Przede wszystkim  nastąpiło znaczne wydłużenie czasu obsługi sprawy; zmniejszyła się liczba realizowanych spraw w porównaniu z okresem przed udostępnieniem CEPiK 2.0 oraz  "niemożliwe było załatwienie niektórych rodzajów spraw w pierwszych dniach funkcjonowania CEPiK 2.0 w części urzędów, szczególnie w dużych miastach, brak było dostępu do systemu".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT