Polisy od ryzyka terroryzmu coraz bardziej dostępne

Od   aktów  terroryzmu można się ubezpieczyć, chociaż jeszcze nie tak dawno ryzyko to przeważnie znajdowało się  w tzw. wyłączeniach od umowy ubezpieczenia.  A że liczba  „ognisk zapalnych”  na całym świecie,  w tym konfliktów zbrojnych i zamachów stale rośnie - podaje "Prnews.pl"(www.prnews.pl z 18.07.2016 r.), pojawienie się w ofercie ubezpieczycieli tzw. "polis terrorystycznych" jest niejako odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku. Mogą one być adresowane zarówno do klientów korporacyjnych, ubezpieczających swoich pracowników i majątek, jak również do osób prywatnych, w tym podróżnych -  pisze  portal. „Firmy ubezpieczeniowe nadal odnotowują wiele zapytań o ubezpieczenia od ryzyka terroryzmu"  Według Pawła Holnickiego-Szulca, dyrektora działu Specialty Lines w firmie AIG, jeżeli chodzi o majątek, to na rynku ubezpieczeniowym dostępne są rozwiązania dla firm  z bardzo dużymi sumami  ubezpieczenia -  do 250 mln euro na zdarzenie. "Kwota ma zapewnić przedsiębiorcy, który został dotknięty atakiem terrorystycznym, odtworzenie swojego majątku" - mówi Holnicki-Szulc.
Według "Prnews.pl", polisy terrorystyczne mogą nabyć także podróżni.  Polisy turystyczne dla biur podróży oferują  ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej.  Można także kupić ubezpieczenie od ryzyka  uprowadzenia i okupu czy  wymuszenia "członków zarządu i rady nadzorczej, pracowników spółki lub danej organizacji, a także ich najbliższych, jak również gości przebywających w obiektach należących do danej firmy". Jak wyjaśnia  w portalu Marta Paluszek, Financial Institutions Practice Leader w dziale ubezpieczeń Financial Lines, najbardziej narażeni   na podwyższone ryzyko porwania lub wymuszenia są  pracownicy  spółek  z "branży paliwowej i naftowej, wydobywczej, medialnej, zbrojeniowej i obronnej" oraz organizacji rządowych  i pozarządowych.  To właśnie te  podmioty  są  "najbardziej zainteresowane ubezpieczaniem swoich pracowników od tego typu ryzyka" – tłumaczy w "Prnews.pl" M.Paluszek.
 
Polisa ubezpieczenia mieszkania niezbędna na sezon letnich burz

Zerwane dachy, zniszczone samochody, czy zalane mieszkania i piwnice – to najczęstsze szkody, z którymi możemy się spotkać w sezonie burzowym. Tylko w 2015 r.   poszkodowanym w wyniku ognia i innych żywiołów ubezpieczyciele wypłacili łącznie 1,35 mld zł - informuje   "Rzeczpospolita"(Nr z 15.07.2016 r.) . Z kolei   Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) ostrzega w dzienniku,  iż to nie jest jeszcze koniec  intensywnych  burz i ulew, które w ostatnich dniach przeszły nad Polską i  spowodowały duże straty. Tymczasem oferowane przez  rynek ubezpieczeniowy  polisy  zapewniają  finansową ochronę przed następstwami burz, gradu, silnego wiatru  czy powodzi. Przy tym,  ubezpieczenie domu lub mieszkania rzadko kosztuje więcej niż kilkaset złotych rocznie i "za tę kwotę można bez kłopotu chronić dorobek całego życia" - pisze gazeta. Zdaniem Marcina Tarczyńskiego z  PIU,  warto więc ubezpieczyć nasze lokum na sumę ubezpieczenia, adekwatną  do wartości naszego majątku , a  po ewentualnym  wystąpieniu zdarzenia   zadbać o  niezbędną dokumentację, np. fotograficzną,  potwierdzającą rzeczywisty rozmiar powstałych strat.
"Nie zaszkodzi również upewnić się u ubezpieczyciela, w jaki sposób rozpocząć sprzątanie po wystąpieniu szkody" - radzi dziennik. Ponadto, w polisie  ubezpieczenia  mieszkania często znajduje się także  pakiet assistance (m.in. fachowe usługi specjalistów, pomoc w razie ewakuacji itp). Wystarczy zadzwonić po pomoc na infolinię  ubezpieczyciela.

Dwie  drogi  dochodzenia  roszczeń   za  błędy medyczne


Do  czasu  uchwalenia  nowych  regulacji  prawnych  w sprawie dochodzenia  rekompensat  za błędy  medyczne - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 16.07.2016 r.) -   pacjenci  mają "dwie drogi dochodzenia roszczeń: pozasądową przed Wojewódzkimi Komisjami ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych oraz sądową (postępowanie cywilne)".  Poszkodowany wskutek błędu medycznego może żądać zadośćuczynienia za krzywdę oraz odszkodowania   - pisze dziennik.  I tak,  "zadośćuczynienie dotyczy niematerialnych następstw błędu w leczeniu", a więc  bólu, cierpienia, okaleczenia, wydłużenia czasu leczenia czy pogorszenia rokowań co do wyzdrowienia. Natomiast  "odszkodowanie pokrywa szkodę majątkową", a więc np. koszt operacji naprawczej, rehabilitacji czy dodatkowej opieki - wyjaśnia gazeta. Według dziennika,  poszkodowany  i ewentualnie jego spadkobiercy, mogą  złożyć wniosek do właściwej miejscowo (siedziba szpitala) Wojewódzkiej Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych w terminie jednego roku od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o danym zdarzeniu medycznym, jednak  nie później niż w ciągu trzech lat od  zdarzenia.  Komisja ma cztery miesiące na rozpoznanie sprawy i wydanie orzeczenia w formie pisemnej.  "Jeśli strony nie złożą wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, ubezpieczyciel przedstawia propozycję odszkodowania i zadośćuczynienia" - podaje dziennik. I tak,  maksymalna wysokość świadczenia dla jednego pacjenta z tytułu jednego zdarzenia medycznego  wynosi 100 tys. zł, a razie śmierci pacjenta – 300 tys. zł. Poszkodowany ma siedem dni na przyjęcie albo odrzucenie propozycji. Przyjmując ją,  zrzeka się  wszelkich roszczeń. Zdaniem  Mariusza Kowolika, partnera kancelarii Sadkowski i Wspólnicy,  "pozasądowe dochodzenie roszczeń za zdarzenia medyczne nie przewiduje możliwości zasądzenia renty. Przyjęcie propozycji odszkodowania zamyka też skutecznie możliwość dochodzenia roszczeń na zasadach ogólnych".  
Alternatywą dla postępowania przed komisją wojewódzką jest skierowanie powództwa do sądu - przypomina "Rz". W procesie sądowym ważne jest ustalenie odpowiedzialności lekarza/szpitala na przyszłość, co oznacza, że jeśli w przyszłości stan zdrowia poszkodowanego się pogorszy, może on dochodzić dalszych roszczeń. Według Mariusza Kowolika, proces  odszkodowawczy w polskich realiach jest niezwykle skomplikowany pod względem dowodowym oraz długotrwały.
"Średnio trwa od dwóch do czterech lat"  - informuje "Rzeczpospolita".

Poślizg  w  uruchomieniu CEPiK 2.0:

Czy  czeka nas informatyczna wpadka  w sprawie uruchomienia Centralnej  Ewidencji  Pojazdów i Kierowców (CEPiK 2.0)?  System, z którego mają korzystać przede wszystkim starostwa wydające prawa jazdy, a także policja, sądy, wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego, stacje kontroli pojazdów czy szkoły  jazdy miał ruszyć  w styczniu 2016 r. - pisze "Dziennik  Gazeta Prawna" (Nr z 14.07.2016 r.),  jednak po zmianie rządu,  minister infrastruktury Andrzej Adamczyk polecił przesunąć wdrożenie systemu na początek 2017 r.  Tymczasem wygląda na to, iż  "rewolucję znów trzeba będzie przesunąć   minimum o pół roku. W gorszym scenariuszu nawet o rok" - twierdzi dziennik, powołując się na  korespondencję pomiędzy Centralnym Ośrodkiem Informatyki (COI) a nadzorującym  je  Ministerstwem Cyfryzacji (MC), któremu  COI musi się regularnie spowiadać z postępu prac nad CEPiK 2.0. Według ostatnich wymian korespondencji, "problemy są dosyć poważne". Zdaniem pracowników COI  - donosi "DGP" -  „terminowa realizacja zadań jest z każdym dniem coraz bardziej problematyczna”.
 CEPiK 2.0.  ma też istotne znaczenie dla kierowców - twierdzi gazeta. Wraz z nim pojawić się mają  nowe e-usługi, np. „Sprawdź punkty karne” czy  „Sprawdź szkołę jazdy”. Ponadto, jeśli ma funkcjonować rygorystyczny okres próbny dla początkujących kierowców,  to  "system jest niezbędny", gdyż ma odnotowywać  ich przewinienia drogowe, przebyte kursy, mandaty (wystarczą dwa, żeby okres próbny przedłużył się o kolejne dwa lata) itp. Bez systemu nie ma miejsca, w którym można by te wszystkie informacje gromadzić. Dodatkowo, wejście CEPiK 2.0  dałoby  w przyszłości możliwość „odmiejscowionej”  rejestracji auta - informuje "DGP".
Koszt nowej  Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK 2.0.) szacowany jest na 140–150 mln zł.

Munich RE: ubezpieczyciele wypłacili  w I półroczu br. za straty spowodowane przez kataklizmy 27 mld dol.

Z danych Munich Re, największego na świecie reasekuratora wynika, iż 2016 r.  będzie kosztowny dla ubezpieczycieli - donosi "Rzeczpospolita"(Nr z 15.07.2016 r.). Munich  Re szacuje straty w pierwszym półroczu br. spowodowane katastrofami naturalnymi na   70 mld dol. (280 mld zł),  z czego 27 mld dol. było ubezpieczonych - pisze dziennik. A to oznacza, że globalny koszt dla portfeli zakładów już po 6 miesiącach wynosi tyle,  co w całym 2015 r.  Jak podaje gazeta, z powodu strat wywołanych  przez  kataklizmy,  ubezpieczyciele musieli   wypłacić 19 mld zł odszkodowań. "Głównym winowajcą” były trzęsienia ziemi w Japonii i  Ekwadorze oraz  tragiczne w skutkach pożary lasów w Kanadzie - zauważa "Rz".  Japońska katastrofa z połowy kwietnia  br. kosztowała łącznie - według szacunków ubezpieczycieli  aż 25 mld dol.,  z czego ubezpieczyciele pokryli niemal jedną czwartą strat.  Z kolei straty spowodowane trzęsieniem ziemi w Ekwadorze  Munich Re oszacował  na  2,5 mld dol. ,  z czego ubezpieczone było 400 mln dol.  Za  wiosenne pożary  lasów  w  kanadyjskim  stanie  Alberta  ubezpieczyciele musieli wyłożyć 2,7 mld dol., przy łącznych  szkodach - według wyceny Munich Re - 3,6 mld dol.
Według "Rzeczpospolitej",  dotychczas rekordowe straty odnotowano w 2011 r. ,  kiedy fala tsunami uderzyła w Japonię,  a w Nowej Zelandii zatrzęsła się ziemia. Wówczas straty światowej gospodarki sięgnęły  380 mld dol. a ubezpieczyciele wypłacili 105 mld dol. odszkodowań.

Ubezpieczyciel może żądać regresu  od  kierującego pojazdem w stanie nietrzeźwym

Według "Dziennika Gazety Prawnej"(Nr z 13.07.2016 r.), właściciel auta, który wykupi polisę AC, uzyska odszkodowanie z tytułu szkody na mieniu, "gdy nie będzie podstaw do wypłaty z OC innego kierowcy". Gazeta informuje, iż  nowelizacja prawa karnego znacznie zaostrzyła postępowanie wobec pijanych kierowców. "Od niedawna wobec takich przestępców jest stosowany środek karny w postaci obligatoryjnego zakazu prowadzenia pojazdów". Ponadto, pracownik,  który  pijany prowadzi  służbowe auto, ryzykuje natychmiastową utratą pracy (tzw. dyscyplinarką), czyli rozwiązaniem umowy o pracę przez pracodawcę bez zachowania okresu wypowiedzenia - pisze "DGP" W opinii dziennika, mimo to wciąż odnotowywane są   przypadki łamania elementarnych zasad postępowania.  Wprawdzie ubezpieczyciel jest zobowiązany do wypłaty odszkodowania przedsiębiorcy także wtedy, gdy wypadek zostanie spowodowany przez jego pracownika "jadącego na podwójnym gazie", to jednak w takiej sytuacji towarzystwu ubezpieczeń przysługuje  prawo regresu - czyli zwrot wypłaconego świadczenia z polisy OC.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT