Pracodawca zapłaci odszkodowanie z tytułu ubezpieczenia grupowego na życie, jeśli spóźni się z opłatą składek

Jeżeli przez opóźnienie z wpłatą składek na grupowe ubezpieczenie pracowników wygaśnie umowa ubezpieczenia, pracodawca może zostać zobowiązany do zapłaty równowartości całego odszkodowania, które wynikałoby z umowy ubezpieczenia - informuje "Rzeczpospolita" (Nr  z 17.01.2019 r.). Dziennik opisuje sprawę wdowy po pracowniku spółki, który od 2015 r., a więc od początku   zatrudnienia  w tejże firmie,  był objęty ubezpieczeniem grupowym. Tymczasem  przez błąd specjalisty z działu księgowości składki z tytułu tej umowy nie były za mężczyznę przekazywane. Jak pisze gazeta,   pracownik zmarł we wrześniu 2018 r. Jego żona wystąpiła wówczas do ubezpieczyciela o odszkodowanie w wysokości  50 tys. zł  z  tytułu  tegoż ubezpieczenia, jednak   zakład ubezpieczeń odmówił wypłaty, powołując się na wygaśnięcie umowy. Okazało się wówczas, że umowa ubezpieczenia wygasła w stosunku do ubezpieczonego,  wskutek nieopłacenia składek przez trzy miesiące - podaje "Rz".  Żona pozwała o zapłatę tej kwoty były zakład  pracy zmarłego męża  i  zastanawia się, jakie są jej szanse wygrania sprawy w sądzie. 

Zdaniem gazety, orzecznictwo  nie jest w tym względzie korzystne dla pracodawców i w razie takiego zaniedbania nakazuje płacić i to znacznie więcej,  niż suma nieprzekazanych składek. 

Jak przypomina dziennik, Sąd Najwyższy w wyroku z 18 kwietnia 2018 r. (II PK 46/17) orzekł, iż  w przypadku,  gdy  ubezpieczający pracodawca  przez zaniechanie przekazywania składek należnych z tytułu umowy grupowego ubezpieczenia pracowniczego „na życie”  za ubezpieczonego pracownika doprowadził do utraty ochrony ubezpieczeniowej  (w razie jego  śmierci)  przez najbliższych zmarłego, nie może podlegać kwestii kontraktowa odpowiedzialność ubezpieczającego pracodawcy za  wyrządzoną szkodę.  

 

 

PZU w 2019 r. stawia na wzrost sprzedaży, rentowność i  innowacyjność 

 

Zdaniem Pawła Surówki, prezesa zarządu PZU SA, 2018 r.  był dobrym "może nie dla wszystkich, ale dla większości firm ubezpieczeniowych". Prezes PZU SA  mówi  w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" (Nr z 23.01.2019 r.), iż w  ub.r. ubezpieczyciel  realizował  przyjęte plany, zakładające duży wzrost sprzedaży, odnotowując jednocześnie stosunkowo małą  szkodowość.     "To był rok bez większych katastrof naturalnych, które towarzyszyły nam w 2017 r. Nie wystąpiły też duże skoki umieralności, który obserwowaliśmy we wcześniejszych kwartałach" - podkreśla szef grupy PZU, przyznając,  iż "w ostatnich 12 miesiącach widać było PZU bardzo mocno w sferze medialnej", zaś  "konkurenci potwierdzali, że PZU znów przyjęło rolę lidera rynku". Ubezpieczyciel osiągnął  w trzecim kwartale  u.br. najlepszy wynik od pięciu lat,  m.in. dzięki rekordowemu przypisowi składki oraz rekordowej  rentowności. Jak twierdzi w dzienniku prezes P. Surówka, kierowanej przez niego firmie pomogła konsekwentna dyscyplina kosztów w ubezpieczeniach majątkowych oraz dobra sprzedaż produktów dla firm. "To był dobry rok dla naszej działalności na rynku ubezpieczeń korporacyjnych, w tym dla naszego Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych, które pozyskiwało kolejnych dużych klientów. Dobre wyniki osiągnął segment ubezpieczeń komunikacyjnych" - zauważa  szef grupy PZU. Podkreśla w rozmowie z "Rz", iż  ubezpieczyciel w ub. r.  prowadził konsekwentną rozbudowę ubezpieczeń życiowych o produkty zdrowotne. "To poszerza ochronę klienta i równocześnie daje nam możliwość stania się jeszcze ważniejszym partnerem w jego życiu. Ochrona zdrowia to zresztą bardzo ważny dla nas segment, który rozwija się niezwykle dynamicznie". W opinii P. Surówki, w 2018 r. potwierdził się  również "sens obecności PZU w sektorze bankowym".  Prezes PZU SA przypomina w rozmowie z  gazetą, iż mimo,  że w 2017 r.  Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) motywowała towarzystwa ubezpieczeniowe do dbania o dochodowość wszystkich oferowanych produktów, to niektóre firmy zdecydowały się poświęcić rentowność dla większego wzrostu, obniżając ceny polis. 

"Niektórzy postanowili też grać trochę poza boiskiem. Rynek będzie musiał się z tym zmierzyć (...) martwi nas nagłe pojawianie się zagranicznych graczy, którzy są co prawda w stanie zaoferować niższe ceny, ale odbywa się to kosztem odpowiednich zasobów kapitałowych i gwarancji, że zawsze będą w stanie wypłacić odszkodowania i świadczenia" - podkreśla P. Surówka. W jego opinii, w 2019 r.  najważniejszym wyzwaniem dla PZU będzie uruchomienie programu pracowniczych planów kapitałowych (PPK) . Towarzystwo  chce stać się jednym z najważniejszych graczy na tym rynku. Ponadto, szef grupy PZU zapowiada na 2019 r. uruchomienie  platformy mojePZU,  dzięki której firma będzie oferować w jednym miejscu wiele swoich produktów i usług.  "Chcemy, żeby jak największa grupa Polaków miała zainstalowaną aplikację mojePZU  na swoich urządzeniach mobilnych. Chcemy móc się z nimi szybko kontaktować". PZU SA testuje też  innowacyjny produkt PZU Go, który ma poprawić bezpieczeństwo na drodze. PZU Go   to  "aplikacja mobilna połączona z niewielkim urządzeniem montowanym na przedniej szybie samochodu, która w razie kolizji lub wypadku automatycznie wezwie pomoc" - wyjaśnia w dzienniku. 

 

 

Bankructwo z powodu braku wypłaty odszkodowania należnego z polis all risks?

 

Znajdujące się obecnie w stanie upadłości spółki Mysław i Ajpi od lat sądzą się z Ergo Hestią o wypłatę odszkodowania po pożarze, który wybuchł w 2009 r. i strawił dwie hale produkcyjne o wartości kilkudziesięciu mln zł - donosi "Puls Biznesu" (Nr z 22.01.2019 r.). Firma Mysław przegrała w Sądzie  Okręgowym i Sądzie Apelacyjnym  kwestię roszczeń wobec sopockiego  ubezpieczyciela i złożyła skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. Z kolei  w  sprawie Ajpi toczy się postępowanie wciąż w pierwszej instancji - informuje gazeta. Według dziennika, przedsiębiorstwa zatrudniały  przed pożarem  łącznie 500 osób i osiągały przychody  rzędu   170 mln.  Szefowie firm twierdzą, iż  zbankrutowały one w wyniku problemów z uzyskaniem odszkodowania po zdarzeniu.  Jak podaje "PB", spółki  ubezpieczały majątek w Ergo Hestii (polisy od wszystkich ryzyk  opiewały na kwotę 95 mln zł) i przedstawiciele ubezpieczyciela pojawili się na miejscu katastrofy  jeszcze w dniu pożaru. Obejrzeli zakład, zrobili zdjęcia i pojechali. Odezwali się po tygodniu. Jak twierdzi w gazecie Teresa Jochemczyk,  przez wiele lat pełniąca  funkcję prezesa obu  firm, "domagali się dostarczenia dokumentów, które potwierdzą rozmiar szkody -  faktur za naprawy albo wyliczenie wartości szkody przez ekspertyzy, opinie i kosztorysy, przy czym ekspertów mieliśmy zatrudnić na własny koszt. Powoływali się na zapis w ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU), mówiący o tym, że poszkodowany jest zobowiązany do udokumentowania roszczenia i jego zgłoszenia. Uzależnili od tego wypłatę jakiegokolwiek odszkodowania, w tym nawet kwoty bezspornej. W skrócie - przerzucili na nas obowiązek likwidacji szkody. Mieliśmy ustalić jej zakres i wysokość".  

Według Jochemczyk, pozytywnie udało się załatwić sprawę z odszkodowaniem w Mysławie, ale tylko za majątek obrotowy i wyłącznie dlatego, że zarząd firmy sam wyliczył wysokość szkody -ubezpieczyciel wypłacił 4,5 mln zł.  Kością niezgody stała się natomiast wypłata za szkody w majątku trwałym, czyli w budynku i urządzeniach. Wartość tych szkód wyliczona przez ekspertów wyniosła łącznie ponad 30 mln zł - pisze gazeta. Tymczasem  Ergo Hestia stała na stanowisku, że dopóki nie dostanie ekspertyz i kosztorysów czy faktur za naprawę, to nie wypłaci ani złotówki. Także  Ajpi  ostatecznie  nie otrzymało odszkodowania oszacowanego na 12 mln zł, bo firma nie dostarczyła ubezpieczycielowi ekspertyz i kosztorysów, a po roku od daty pożaru do sądu trafił wniosek o upadłość likwidacyjną spółki. Tymczasem T. Jochemczyk  tłumaczy w "PB", iż  Ajpi nie mogła "dostarczyć faktur, bo nie dysponowaliśmy pieniędzmi na odbudowę. Powinny one przecież pochodzić z odszkodowania. Minął 30 dzień, nie dostaliśmy żadnej informacji ani decyzji" - twierdzi. Co istotne - pisze gazeta - banki  zgodziły się poczekać na rozwój sytuacji i nie wszczęły egzekucji, ale  o kredycie na odbudowę  nie było mowy. 

Z kolei według Ergo Hestii, "likwidacja szkody pożarowej w Mysławie i Ajpi przebiegała zgodnie z warunkami zawartej umowy ubezpieczenia" - podaje dziennik, powołując się na wyjaśnienie, które ubezpieczyciel przysłał do redakcji "PB". I tak,  towarzystwo ubezpieczeń stwierdziło, iż  "likwidacja dużych, złożonych szkód przemysłowych (...) wymaga współdziałania poszkodowanego z ubezpieczycielem". Ergo Hestia  podkreśliła, iż  dwa fakty "podważają twierdzenie, jakoby likwidacja szkody z 2009 r. doprowadziła Ajpi i Mysława do bankructw. Po pierwsze, Ajpi złożyła wniosek o upadłość już w maju 2009 r., czyli jeszcze przed pożarem, a po drugie - Mysław był notowany na GPW kilka lat po pożarze, więc (...) nie mógł być w złej sytuacji, bo uczestnicy obrotu giełdowego muszą spełnić restrykcyjne wymogi, m.in. co do kondycji finansowej". 

Władze obu spółek  założyły stowarzyszenie Victima, świadczące bezpłatną pomoc firmom w podobnych sytuacjach - informuje gazeta.

 

 

KUKE przewiduje na 2019 r. wzrost  upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw

 

Według prognoz Korporacji  Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE), w 2019 r.  łączna liczba upadłości i restrukturyzacji może sięgnąć  około 1200 przedsiębiorstw, a wiec o 11 proc. więcej niż w ub. r. - donosi "Interia.pl" (z 21.01.2019 r.) za  komunikatem KUKE. Według informacji ubezpieczyciela, w 2018 r. łącznie ogłoszono 1081 upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw - pisze portal. Zdaniem Tomasza Ślagórskiego, wiceprezesa KUKE, "bezpośredni wpływ na sytuację finansową przedsiębiorstw będzie miało nadchodzące osłabienie tempa wzrostu gospodarczego Polski. Opublikowane ostatnio słabe dane dotyczące produkcji przemysłowej w grudniu ub.r.  oraz styczniowy spadek wskaźnika PMI poniżej poziomu 50 pkt. wskazują, że tempo wzrostu PKB w 2019 roku może być niższe o 4 proc. r/r." 

Jak podkreśla  wiceprezes KUKE, patrząc na uwarunkowania międzynarodowe,  niższe tempo rozwoju strefy euro z pewnością odczują polskie przedsiębiorstwa z "branż nastawionych na eksport, takich jak przemysł samochodowy czy meblarski". "Interia.pl" podaje za KUKE, iż "wyjątkowo niepokojące są dane z rynku niemieckiego - pierwszego partnera eksportowego Polski oraz niewiadoma dotycząca ostatecznej formy brexitu".  Rosną również  "ryzyka wewnętrzne związane ze spadkiem rentowności krajowych przedsiębiorstw, szczególnie tych o małej i średniej wielkości. Wzrost wynagrodzeń pracowników - choć korzystny z punktu widzenia popytu krajowego - stawia modele biznesowe tych podmiotów pod presją, co w przypadku niektórych z nich może oznaczać problemy z wypłacalnością" -

Według KUKE, najbardziej narażonymi na ten rodzaj ryzyka pozostaną w 2019 r. branża budowlana i transportowa. Ponadto, pozytywnie na gospodarkę  będzie oddziaływać utrzymanie na dotychczasowym poziomie podstawowych stóp procentowych, a więc  kosztów finansowania w złotych polskich oraz podwyższony poziom inwestycji przedsiębiorstw ze względu na aktualnie wysokie wykorzystanie mocy wytwórczych - informuje portal.

Z danych KUKE wynika, iż w 2018 r.  największy wzrost  upadłości odnotowano  w takich branżach jak: farmacja i leki (0,99 proc. wobec 0,00 proc.), wytwarzanie i zaopatrywanie w energię i gaz (1,33 proc. wobec 0,67 proc.), produkcja komputerów i wyrobów elektronicznych (1,24 proc. wobec 0,63 proc.) oraz górnictwo i wydobywanie kamienia i piasku (1,77 proc. wobec 0,96 proc.). Z kolei w grudniu 2018 r. sądy gospodarcze ku ogłosiły upadłość 54 przedsiębiorstw, czyli o 5,9 proc. więcej niż w listopadzie oraz o 14,9 proc. więcej niż w grudniu 2017 r. W grudniu ub.r. najwięcej upadłości i rozpoczętych restrukturyzacji było w woj. podkarpackim (1,80 proc.), natomiast najmniej w woj. lubuskim (0,72 proc.). 

KUKE od ponad 25 lat ubezpiecza transakcje handlowe polskich przedsiębiorców ( sprzedaż towarów i usług z odroczonym terminem płatności);  oferuje produkty z gwarancjami Skarbu Państwa oraz ubezpiecza długoterminowe projekty eksportowe o charakterze inwestycyjnym. 

 

 

Rzecznik Finansowy interweniuje w sprawie polis inwestycyjnych Debt & Equity z TU Europa

 

Jak donosi "Puls Biznesu" (Nr z 22.01.2019r.), w lutym 2019 r. Rzecznik Finansowy (RF) chce otrzymać od   Towarzystwa Ubezpieczeniowego Europa  stanowisko w sprawie polis z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym (UFK) . Według gazety, w  2016 r. te produkty sprzedawały  placówki Idea Banku  pod szyldem Lion’s Bank. Problem zaistniał, kiedy w ub. r. rozczarowani inwestorzy zaczęli rozwiązywać umowy i okazało się, że terminy wypłat pieniędzy z polis Debt & Equity  nie są dotrzymywane. Ubezpieczyciel tymczasem  zrzuca winę na brak płynności funduszy  Trigon TFI, których certyfikaty stanowią aktywa UFK - pisze dziennik. Tyle, że w  ogólnych warunkach ubezpieczenia Debt & Eqity II,  nie ma ani słowa o funduszach Trigonu. Według OWU, środki z  polis z UFK   "trafiają do ubezpieczeniowego funduszu kapitałowego, który jest wydzielonym funduszem aktywów ubezpieczyciela" - podkreśla "PB". Ponadto,  ubezpieczyciel zobowiązał się w  przypadku wypowiedzenia umowy przez klienta do wypłaty mu pieniędzy z polisy w ciągu 14 dni. Natomiast Jacek Barszczewski, rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego (KNF)  tłumaczy  w gazecie, iż  specyfika tego typu produktów stanowi, że "ryzyko utraty zainwestowanych środków spoczywa co do zasady na kliencie. Niemniej jednak klient ma zawsze możliwość dochodzenia swoich roszczeń poprzez zgłaszanie reklamacji, w drodze postępowań prowadzonych przez sąd polubowny, czy w drodze postępowań prowadzonych przez sądy powszechne”.

"PB" zauważa zaś, iż Rzecznik Finansowy w tej  sprawie z  TU Europa "niewiele może". Wprawdzie instytucje finansowe - pisze dziennik - "muszą mu udzielić wyjaśnień, ale ich skutkiem może być co najwyżej tzw. istotny pogląd w sprawie, który będzie dla ich klientów stanowił wsparcie w sądzie". 

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT