Projekt nowej regulacji w sprawie dystrybucji ubezpieczeń

Pośrednik będzie zmuszony ujawnić szczegóły swojego wynagrodzenia - wynika z projektu ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, przygotowanej przez  Ministerstwo Rozwoju i Finansów, która  ma  zastąpić  dotychczasowe  przepisy  o  pośrednictwie  ubezpieczeniowym - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 07.12.2016 r.). Nowa regulacja ma  implementować  do krajowego porządku prawnego przepisy  dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 20 stycznia 2016 r.- pisze dziennik . A  jednym z podstawowych celów dyrektywy jest  "zwiększenie poziomu ochrony klientów zawierających umowy ubezpieczenia. Środkiem do tego jest   m.in. zapewnienie odpowiedniej informacji o produkcie oraz dostawcy" - podaje gazeta. Ponadto, projekt  proponuje  wprowadzenie ogólnej klauzuli, aby dostawca ubezpieczeń postępował uczciwie, rzetelnie i profesjonalnie, zgodnie z najlepiej pojętym interesem swoich klientów. Dyrektywa  także zabrania "wynagradzania dostawców w sposób, który mógłby być zachętą do rekomendowania klientowi konkretnego produktu ubezpieczeniowego"; w szczególności, aby   wynagrodzenie oparte na wynikach sprzedaży nie mogło być zachętą do proponowania klientowi określonego produktu - wyjaśnia "Rz", powołując się na  uzasadnienie do projektu.  Przy tym,  dyrektywa szczegółowo określa informacje, które muszą być przekazane klientowi przed zawarciem umowy ubezpieczenia, aby wyeliminować ewentualne konflikty interesów; nakładając  obowiązek zbadania  jego potrzeb przed zawarciem umowy.  Przy  tym  dystrybutor powinien posiadać odpowiednią wiedzę o oferowanych produktach. Stąd  więc  obowiązek  szkolenia pracowników, pośredników ubezpieczeniowych i zakładów ubezpieczeń ( co najmniej 15 godzin rocznie szkoleń, odpowiadających charakterowi sprzedawanych produktów, rodzajowi dystrybutora oraz stanowiska danego pracownika w instytucji) - podkreśla  dziennik. Według projektu, "roczna informacja przekazywana ubezpieczającemu lub ubezpieczonemu powinna zawierać również ocenę, czy umowa ubezpieczenia odpowiada potrzebom ubezpieczającego lub ubezpieczonego wraz z uzasadnieniem" - informuje "Rzeczpospolita".

Rynek asekuracyjny nie uporał się z  nieprawidłowościami w procesie likwidacji szkód komunikacyjnych

Według kancelarii odszkodowawczej  Votum,  około 90 proc. odszkodowań wypłacanych przez towarzystwa ubezpieczeń  za szkody komunikacyjne  jest zaniżana  - podaje "Puls Biznesu"(Nr z  07.12.2016 r.).  Z kolei ubezpieczyciele odpierają wyliczenia  Votum, powstałe na podstawie wyników  badania   przeprowadzonego  "na ponad 9 tys. szkodach, w których poszkodowani chcieli otrzymać pieniądze "do ręki" i naprawić swoje pojazdy samodzielnie",  twierdząc iż - "to bzdura " - pisze dziennik.  Jak   twierdzi  w  gazecie   Tomasz Stanisławski, dyrektor  Departamentu Sprzedaży Korporacyjnej w Votum,   zachowania  firm  ubezpieczeniowych  w zakresie likwidacji szkód komunikacyjnych  nie zmieniły się  nawet  pod  wpływem  zeszłorocznych  wytycznych  Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), które miały "ucywilizować" likwidację szkód. Stanowisko Votum   kwestionuje natomiast   Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), który krytycznie postrzega przede wszystkim metodologię badań  przeprowadzonych przez kancelarię. W jego opinii, wnioskom Votum  zaprzeczają  dane rynkowe ( wypłaty odszkodowań wzrosły o kilkaset mln zł).  Z kolei  Maciej Podlewski z KNF-u zauważa, iż  kancelarie odszkodowawcze mają dane dotyczące poszkodowanych, którzy się do nich zgłosili, niezadowoleni z likwidacji ich szkody przez ubezpieczyciela -  podkreśla  "PB".
Natomiast  zdaniem  Pawła  Wawszczaka  z Biura Rzecznika Finansowego (RzF), nieprawidłowości w procesie likwidacji szkód komunikacyjnych nie zniknęły  i nadal są bardzo widoczne  -  pisze gazeta.

Oświadczenie  sprawcy kolizji nie gwarantuje wypłaty odszkodowania

Towarzystwa ubezpieczeniowe  coraz częściej odmawiają wypłaty odszkodowania,  dochodzących roszczeń oskarżając o próbę wyłudzenia. W takiej sytuacji poszkodowanym  pozostaje pójście z roszczeniami  do sądu  -  donosi "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr   z 06.12.2016 r.). Gazeta przypomina, iż  w przypadku zderzenia dwóch pojazdów,  wezwanie policji wprawdzie nie jest obowiązkowe, ale powinno się to zrobić, zwłaszcza  "jeśli są ranni lub ofiary śmiertelne, gdy zachodzi podejrzenie, że jeden z kierowców był pijany  lub pod wpływem narkotyków,  sprawca zbiegł albo nie posiada prawa jazdy czy ważnej polisy OC".  Tymczasem według Aliny Przeklasa, prawniczki  specjalizującej  się w ubezpieczeniach,  w  "ostatnich miesiącach zauważalny jest wzrost decyzji odmawiających wypłaty odszkodowania w sytuacji,  gdy na miejsce  nie   została wezwana policja. (...) coraz częściej ubezpieczyciele składają przeciwko poszkodowanym zawiadomienia  o  popełnieniu przestępstwa  z  art. 13 par. 1 w związku z art. 286 par. 1 kodeksu karnego, tj. o wprowadzenie w błąd co do przebiegu zdarzenia oraz doprowadzenie ubezpieczyciela do niekorzystnego rozporządzenia mieniem" - informuje dziennik. "DGP" podkreśla,  iż   gdy mamy do czynienia z kolizją  na  drodze (choćby wiązało się to z dużymi uszkodzeniami), a jej sprawca  nie  kwestionuje  winy,  nie ma obowiązku wzywania policji. Albowiem do uzyskania odszkodowania  z  OC sprawcy  wystarczy  spisanie oświadczenia uczestników zdarzenia, a właściwie  "przynajmniej do tej pory wystarczyło". Teraz - alarmują prawnicy -  coraz częściej ubezpieczyciele odmawiają wypłaty odszkodowania, utrzymując, że "w opisanych okolicznościach nie  mogło dojść do powstania uszkodzeń, których naprawy domaga się poszkodowany" - pisze gazeta.  Zdaniem Aliny Przeklasa, "w sytuacji, gdy rzeczywiście mamy do czynienia z próbą wyłudzenia odszkodowania, działania ubezpieczyciela są w pełni uzasadnione.  Jednak nawet gdy organy ścigania nie stwierdzą przestępstwa i umorzą postępowanie, a tak się dzieje najczęściej, nadal  nie  zmienia  to  decyzji  ubezpieczyciela  w  przedmiocie  wypłaty odszkodowania" - podaje "DGP". 
W opinii  Krystyny Krawczyk, dyrektora wydziału klienta rynku ubezpieczeniowo-emerytalnego w Biurze Rzecznika Finansowego (RzF), ."jeśli ubezpieczyciel składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i przywiązuje do tego taką wagę, że zwleka z wypłatą do czasu zakończenia postępowania,  to jeśli jest ono umorzone, powinien to uwzględniać jako potwierdzenie zasadności roszczeń poszkodowanego".  Dyr. Krawczyk radzi, aby zrobić np. dokumentację zdjęciową "nie tylko samych uszkodzeń, lecz także miejsca, w którym wypadek się zdarzył", ponieważ firmy  ubezpieczeniowe  najczęściej kwestionują szkody w przypadku stłuczek, których okoliczności zostały udokumentowane jedynie ogólnikowym oświadczeniem uczestników kolizji. Krystyna Krawczyk podkreśla, iż "idealnie by było, gdyby wystąpienie zdarzenia mogli potwierdzić świadkowie (...) kamery monitoringu miejskiego".
Jednak – zauważa dziennik - takie działania mogą pomóc, ale wcale nie gwarantują zaspokojenia roszczenia. Zdaniem Piotra Kucały z kancelarii T&W,  "na etapie  przedsądowym udaje się załatwić jedynie co trzecią sprawę. W pozostałych przypadkach o odszkodowanie trzeba walczyć w sądzie". Aby uniknąć takich kłopotów, warto  wzywać policję na miejsce zdarzenia nawet wówczas, gdy okoliczności kolizji nie budzą żadnych  wątpliwości - podpowiada "DGP".

Rzecznik Finansowy:   zmowa podwyżkowa ubezpieczycieli nie istnieje

Zdaniem  Aleksandry Wiktorow,  Rzecznika Finansowego (RzF),  nie da się uniknąć podwyżek OC  - pisze "Rzeczpospolita"(Nr z 02.12.2016 r.). A. Wiktorow powiedziała w Radiu ZET, iż   Polaków należało bronić  kilka  lat  temu  przed obniżkami  OC. Albowiem obniżając ceny komunikacyjnego OC   towarzystwa  "strzelały sobie w stopę. (...) Dalej tak funkcjonować się nie da" – powiedziała Rzecznik Finansowy.
W opinii A. Wiktorow,  dzisiejsza  " zmowa podwyżkowa ubezpieczycieli nie istnieje. Obecne podwyżki są normalnym zachowaniem prywatnych instytucji rynkowych, które chcą odbudować swoje straty" - podaje gazeta.  RzF powiedziała,  iż  jeśli już " mówić o zmowie, to wcześniej była zmowa obniżkowa" – powiedziała  Aleksandra Wiktorow,  wskazując, że odpowiedzialność ponoszą za to zakłady ubezpieczeń. "Wszyscy obniżali, obniżali, już na minusie są tak dużym, że dalej funkcjonować się nie da" - stwierdziła Wiktorow,  podkreślając, iż   ceny ubezpieczenia OC w Polsce  nie są wygórowane w porównaniu z innymi krajami - podaje "Rz". W jej opinii,  przede wszystkim "wydają się drogie tym, którzy w ostatnim czasie (...) kupili sobie bardzo tanie samochody (...) w związku z tym muszą płacić (...)  OC  bardzo  wysokie w stosunku do ceny samochodu".  Wiktorow  podkreśliła, iż  obecne  podwyżki OC spowodowała  nieodpowiedzialna działalność zakładów.  Firmy muszą stosować się do wytycznych KNF  i  OC  oraz  płacić "odszkodowania, które przywracają samochód do poprzedniej sprawności".  RzF  jako  kolejny powód podwyżek   wymieniła rosnące wypłaty odszkodowań z ubezpieczeń OC, szczególnie za szkody osobowe, przede wszystkim zadośćuczynienie za straty moralne dla rodzin za  śmierć osób w wypadku.

Komunikacyjne OC sprzedaje się razem z pojazdem

Polisę OC sprzedaje się razem z pojazdem mechanicznym. Według przepisów ustawy  o ubezpieczeniach obowiązkowych,  zbywca auta ma  obowiązek przekazania nabywcy pojazdu dokumentów potwierdzających zawarcie ubezpieczenia OC  komunikacyjnego – pisze  "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 06.12.2016 r.). Sprzedający samochód powinien także  w ciągu 14 dni od daty sprzedaży poinformować o tym na piśmie ubezpieczyciela  oraz  przekazać mu dane kupującego (imię, nazwisko, adres, PESEL) - podaje gazeta. Jest to ważne, szczególnie w sytuacji kiedy składka za komunikacyjne OC opłacana jest w ratach - pisze dziennik. Albowiem - tłumaczy w "DGP" Marcin Jaworski, ekspert ds. komunikacji i edukacji w Biurze Rzecznika Finansowego (RzF)  -  jeśli ubezpieczyciel nie będzie miał adresu nabywcy auta, to do jego zbywcy będzie wysyłał monity o dokonanie płatności kolejnych rat.  Zdaniem M. Jaworskiego, towarzystwo ubezpieczeń   będzie miało do tego pełne prawo, gdyż   to  "sprzedający ponosi  tzw. solidarną odpowiedzialność za opłatę składki  za  okres  od  sprzedaży  pojazdu  do  dnia poinformowania  ubezpieczyciela  od sprzedaży" - wyjaśnia  M. Jaworski. A  to oznacza, że ubezpieczyciel  może wybrać,   od kogo  będzie domagał  się  zapłaty  składki - twierdzi dziennik. 

Od  1 stycznia  2017 r.  wzrastają  sumy gwarancyjne komunikacyjnego  OC

Jak informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 02.12.2016 r.),  od 1 stycznia 2017 r.  minimalna suma gwarancyjna  komunikacyjnego OC  wzrośnie do 1,22 mln euro na jednego poszkodowanego (w przypadku tzw. szkody osobowej)   oraz  do   6,07 mln euro na jedno zdarzenie drogowe. Natomiast  w przypadku szkody materialnej,  suma gwarancyjna OC  wzrośnie do 1,22 mln euro na jedno zdarzenie szkodowe, niezależnie od liczby poszkodowanych  w  wypadku - podaje dziennik. Gazeta  przypomina,  iż  obecnie wysokość minimalnych sum gwarancyjnych  OC  stanowi   w przypadku szkody na osobie – 1 mln euro na jednego poszkodowanego, zaś  5 mln euro na jedno zdarzenie drogowe. Z kolei  w przypadku szkody materialnej  wynosi  1 mln euro na jedno zdarzenie szkodowe, niezależnie od liczby poszkodowanych.
"Rz"  wyjaśnia, iż  sumy gwarancyjne  OC  to granice wysokości finansowej odpowiedzialności cywilnej  posiadacza  pojazdu  lub kierującego tym  pojazdem.  Są one określone  przepisami prawa i nie mogą być niższe niż kwoty wskazane przez Komisję Europejską - tłumaczy gazeta.  Mariusz Wichtowski,  prezes zarządu Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK) wyjaśnia w dzienniku, iż  ustalona prawnie wysokość  sum gwarancyjnych  ma  zapewnić  sprawcy zdarzenia drogowego, że towarzystwo ubezpieczeniowe, którego polisę on  posiada   uwolni go od  ciężaru wypłaty świadczenia do wysokości sumy gwarancyjnej,  określonej w umowie komunikacyjnego  ubezpieczenia OC.  Z kolei suma gwarancyjna ma  zapewnić  poszkodowanemu w wypadku uzyskanie odszkodowania lub świadczenia ubezpieczeniowego do kwoty określonej w umowie. Natomiast  wysokość  sumy  gwarancyjnej  daje  zakładom ubezpieczeń  przewidywalność,  co do ich zobowiązań,  a co za tym idzie,  właściwe zarządzanie powierzonymi  im  środkami osób ubezpieczających -  podaje gazeta. 

Czy rząd  będzie  interweniował  w sprawie cen  komunikacyjnego OC ?

Rząd ma dwa scenariusze na obniżki polis komunikacyjnego OC - pisze "Dziennik Gazeta Prawna"(Nr z 02.12.2016 r.).  Według gazety, zarówno premier  Beata Szydło, jak  i posłowie nie ukrywają, że reakcja na szybki wzrost cen polis OC  musi być szybka, gdyż "w przeciwnym razie poruszanie się samochodem po polskich drogach zacznie być luksusem.  A na to  zgody  władzy nie ma". I  tak,  jeden  ze  scenariuszy rozwiązania problemu,  przewiduje wykorzystanie kontroli Skarbu Państwa  nad   PZU.  Lider  polskich ubezpieczeń  miałby  ewentualnie  obniżyć naliczane przez siebie składki  za polisy OC, co pociągnęłoby  za  sobą  reakcję  pozostałych uczestników  rynku.  Jak  zauważa gazeta,  "doprowadziłoby to zapewne do tego, że obniżki musieliby wprowadzić także pozostali gracze rynkowi.  Tyle,  że takie działanie w ocenie części ekspertów można by uznać za niezgodne z prawem spółek".  Natomiast druga  koncepcja  rozwiązania problemu rosnących stawek na komunikacyjne OC, to wprowadzenie stawek maksymalnych za to ubezpieczenie. Jak wyjaśnia w "DGP"  Adam Abramowicz, poseł PiS i przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego,  "rozważamy  wprowadzenie  stawek maksymalnych za ubezpieczenie OC. Skoro zakłady ubezpieczeń zapowiadają dalsze podwyżki, to mając na uwadze fakt, iż wykupienie polisy jest przymusowe, musimy zainterweniować". W opinii  parlamentarzysty PiS,  podwyżki cen komunikacyjnych polis OC są bowiem  dotkliwe  dla wielu drobnych przedsiębiorców.  Znaczny wzrost opłat odczuwają bowiem przede wszystkim ci, którzy prowadzą biznes i wykorzystują do tego kilka, kilkanaście samochodów.  Według  szacunków,  ubezpieczenie niewielkiej floty aut, np. 10, obecnie może być bowiem droższe nawet o kilkadziesiąt tys. zł niż przed  rokiem -  podaje gazeta.  Zdaniem A. Abramowicza, "coraz więcej przedsiębiorców nie stać na płacenie OC. Musimy więc działać" - mówi w dzienniku.  Według ekspertów, w  Polsce ubezpieczenie komunikacyjne OC było w ostatnich latach jednym z najtańszych w Europie. Statystycznie ubezpieczyciele   dokładali  do każdej polisy, zamiast na niej zarabiać. Dlatego, "choć może nagły  wzrost stawek jest dla wielu Polaków szokujący, to jednak musiało to w którymś momencie nastąpić" - podkreśla "DGP".

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT