Projekt ustawy "odszkodowawczej" do poprawy

Sejmowa Komisja  Sprawiedliwości i Praw Człowieka przerwała pierwsze czytanie senackiego projektu regulującego rynek kancelarii odszkodowawczych do czasu przedstawienia opinii przez rząd - donosi "Prawo.pl" (z 13.02.2019 r.). Agnieszka Gołaszewska z Departamentu Legislacyjnego Prawa Cywilnego  Ministerstwa Sprawiedliwości powiedziała - pisze portal- że projekt wymaga poważnych korekt i "resort jest w trakcie przygotowywania ostatecznego stanowiska". Według przedstawicielki resortu sprawiedliwości, wynikający z art. 9. projektu  (zakaz  przenoszenia  wierzytelności z tytułu czynów niedozwolonych na doradcę lub osobę trzecią)tak ogólny zakaz cesji "budzi poważne wątpliwości". A. Gołaszewska podkreśliła, iż "roszczenia z tytułu czynów niedozwolonych nie dotyczą tylko szkód komunikacyjnych. To też inne sprawy, np. szkody wyrządzenie przez osoby znajdujące się pod nadzorem, działaniem funkcjonariusze publicznego. Nie wszystkie one są dochodzone przed zakładami ubezpieczeniowymi" - podaje "Prawo.pl".  Aleksander Daszewski, radca prawny w biurze Rzecznika Finansowego (RF), skomentował  zaś, że "wprowadzenie zakazu cesji w demokratycznym państwie prawa to rozwiązanie absurdalne. (...) Dlaczego obywatel nie ma prawa zbyć swojego długu? Powinien mieć taką możliwość, gdy nie ma sam czasu na zajmowanie się sprawą".

Z kolei posłowie, zarówno PiS jak i opozycji podkreślali, że jeśli projekt w obecnej formie zostanie uchwalony,  zaszkodzi to  poszkodowanym oraz utrudni bezgotówkowe naprawienie samochodów po wypadkach, a "zyskają na nim tylko ubezpieczyciele". Natomiast senator Grzegorz  Bierecki zapewniał, że proponowana  regulacja "nie zniszczy dotychczasowego sposobu napraw powypadkowych, nie zmieni nic w działalności branży warsztatowej". Według Biereckiego, "z danych Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych wynika, że obecnie większość powypadkowych napraw – ponad 95 proc. - odbywa się w warsztatach, które mają podpisane umowy z ubezpieczycielami. W takiej sytuacji nie ma konieczności cesji. Jedynie od 3 do 5 proc. zdarzeń jest realizowanych przez cesje, reszta to na podstawie upoważnienia"- informuje portal.

 

 

Chory ma prawo zastrzec  dostęp do swojej dokumentacji medycznej po śmierci

 

Nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty z z 6 grudnia 2018 r., a która weszła w  życie 9 lutego 2019 r.,  daje prawo do włączenia do dokumentacji medycznej chorego   stosownego sprzeciwu,  zakazującego bliskim dostępu do jego akt medycznych po śmierci - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 09.02.2019r.).Ustawodawca wyszedł naprzeciw tym chorym, którzy nie chcą ujawniać przed rodziną, że np. byli nosicielami wirusa HIV czy cierpieli na chorobę psychiczną. Jeśli zaś chory nie  wyrazi sprzeciwu za życia, tajemnicy dokumentacji będzie mógł bronić jeden z jego bliskich, sprzeciwiając się  udostępnianiu akt medycznych  innym. Jednak w  takim przypadku "do gry może wkroczyć sąd, np. by na wniosek lekarza ustalić, czy sprzeciwiający się ujawnianiu dokumentacji innym rzeczywiście jest osobą bliską zmarłego". Ponadto, sąd może jednak  unieważnić także  sprzeciw zmarłego - wyjaśnia gazeta - na przykład w sytuacji gdy  wgląd do jego dokumentacji medycznej  będzie niezbędny do dochodzenia odszkodowania lub zadośćuczynienia z tytułu śmierci pacjenta, ochrony życia lub zdrowia osoby bliskiej. Eksperci ostrzegają, iż nowe  przepisy  nie są precyzyjne i mogą powodować  wiele wątpliwości interpretacyjnych. Na przykład,   nie jest jasny  sposób wyrażania sprzeciwu, ponieważ "nie wiadomo, w jakiej formie ma być złożony i w jakich okolicznościach. Nie sprecyzowano, czy obecni muszą być świadkowie" - podaje gazeta. Ponadto,  gdy sprzeciw zostanie wyrażony wyłącznie w jednej placówce, inne nie będą miały jak się o tym dowiedzieć i mogą nieświadomie złamać prawo wydając dokumentację bliskim.

"Rz" przypomina, iż dotychczas dostęp do dokumentacji medycznej zmarłego mieli nawet bliscy, którzy "zostali przez niego wydziedziczeni, uporczywie nie dopełnili względem niego obowiązków rodzinnych, a nawet dopuścili się względem niego umyślnego przestępstwa albo rażącej obrazy czci".  

 

 

SA:  Agent przyjął składkę za ochronę ubezpieczeniowa, umowa  ubezpieczenia  jest zawarta

 

 Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł ( sygn. akt VI ACa 602/17), iż w sytuacji gdy pośrednik "pobrał składkę od zainteresowanego ubezpieczeniem i nie wspomniał nic, że  umowa jeszcze nie została zawarta", to  ubezpieczyciel   po wystąpieniu zdarzenia  nie może już argumentować, że ów  oferty nie chciał przyjąć - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 13.02.2019r.). Sąd rozpatrywał sprawę o odszkodowanie z polisy ubezpieczenia  na życie z powództwa wdowy  po ubezpieczonym. Sprawa o tyle była skomplikowana,  iż zmarły mężczyzna "postanowił zawrzeć u agenta ubezpieczeniowego umowę ubezpieczenia. Zapoznał się z warunkami, przedłożył dokumenty, wpłacił składkę". Tymczasem ubezpieczyciel,  po przeanalizowaniu dokumentacji do ubezpieczenia uznał, że ryzyko jest większe i wystawił  polisę z gorszymi dla mężczyzny warunkami, niż ten wcześniej zaakceptował Ubezpieczony miał wprawdzie, zgodnie z art. 811 k.c.  siedem dni na złożenie sprzeciwu, ale nie zdążył tego zrobić, gdyż  wcześniej umarł - pisze gazeta. Towarzystwo  ubezpieczeń wypłaciło więc żonie zmarłego odszkodowanie,  zgodnie z tym, co wynikało z wystawionej przez centralę polisy. Jednak  kobieta  domagała się wypłaty, według warunków ubezpieczenia na które umówił się jej mąż z agentem ubezpieczeniowym. Sprawa trafiła więc na wokandę sądu, który miał  rozstrzygnąć, kiedy  doszło do zawarcia umowy - wyjaśnia dziennik. I tak, Sąd Okręgowy przyznał rację ubezpieczycielowi, stwierdzając, iż nie doszło do zawarcia "umowy w zakresie, w jakim starała się to wykazać strona powodowa", ponieważ samo wypełnienie "wniosku o zawarcie umowy ubezpieczenia oraz uiszczenie do rąk agenta kwoty pieniężnej na poczet składki nie skutkowało zawarciem podstawowej umowy ubezpieczenia w zakresie sugerowanym przez stronę powodową ani też umowy ubezpieczenia dodatkowego”. Ponadto, SO podkreślił, że "agent nie złożył przecież żadnego oświadczenia woli w imieniu pozwanego zakładu ubezpieczeń" - podaje "DGP". Natomiast  Sąd Apelacyjny zajął zupełnie inne stanowisko. SA orzekł, iż umowa ubezpieczenia "dla swej ważności nie wymaga zachowania formy szczególnej i może dojść do jej zawarcia nawet w wyniku milczącego przyjęcia oferty przez ubezpieczyciela. Postanowienie, że umowa ubezpieczenia powinna być potwierdzona przez ubezpieczyciela dokumentem ubezpieczenia, oznacza zastrzeżenie formy jedynie ad probationem, bowiem wspomniany dokument ma zwykłą postać pisemną” – donosi dziennik. W opinii warszawskiego SA,   "nieprawdziwe jest twierdzenie, że agent ubezpieczeniowy jest de facto jedynie pośrednikiem. (...) jest on upoważniony do zawarcia umowy w imieniu zakładu. A nawet gdyby ktoś jedynie podawał się za agenta, lecz nim nie był, mielibyśmy do czynienia z tzw. czynnością niezupełną wymagającą po prostu potwierdzenia jej przez przedsiębiorcę". Zdaniem SA,  znaczenie ma też przeświadczenie ubezpieczającego. Ubezpieczyciel  nie wykazał bowiem - podkreślił sąd - "aby oświadczono klientowi, iż umowa ubezpieczenia nie jest potwierdzona.(...) takie oświadczenie powinno zostać złożone drugiej stronie umowy lub osobie przez nią uprawnionej w stosownym czasie".  SA podkreślił, że "odmienny wyrok mógłby prowadzić do nieuczciwej praktyki przedsiębiorców, którzy by się dowiedzieli np. o śmierci wnioskodawcy i wówczas przedstawialiby znacznie mniej korzystne warunki, by zredukować ponoszone obciążenia" - podaje "DGP". 

Zdaniem  radcy prawnego Piotra Stosio, wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie jest  kolejnym orzeczeniem potwierdzającym, iż "sądy wszelkie wątpliwości rozstrzygają na korzyść ubezpieczającego bądź uposażonego, czyli słabszej strony umowy ubezpieczenia. Oczywiście sąd ma rację, że wydanie dokumentu ubezpieczenia potwierdzającego zawarcie umowy, choć obligatoryjne dla ubezpieczyciela, nie ma wpływu na fakt jej dokonania. Do jej zawarcia może dojść nawet w sytuacji braku wydania dokumentu potwierdzającego". Agent ubezpieczeniowy  działa w imieniu i na rzecz zakładu ubezpieczeń. A "sumy pieniężne przekazane z tytułu umowy ubezpieczenia przez klienta pośrednikowi uznaje się jako wpłacone zakładowi ubezpieczeń. Gdyby agent składki nie pobrał, a jedynie wysłał wniosek do weryfikacji, wyrok mógłby być odmienny" - pisze gazeta.

 

 

Branża motoryzacyjna obawia się ograniczenia  bezgotówkowej likwidacji szkód komunikacyjnych 

 

Projekt ustawy o tzw. kancelariach odszkodowawczych może wykluczyć bezgotówkową likwidację szkód komunikacyjnych. Tak przynajmniej widzą to przedstawiciele branży motoryzacyjnej - twierdzi "Rzeczpospolita" (Nr z 13.02.2019 r.). Jak pisze dziennik, "protesty przedstawicieli tego sektora wywołał projekt ustawy o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych  (...) i ma na celu wprowadzenie nadzoru nad działalnością firm odszkodowawczych, które pośredniczą w kontaktach pomiędzy poszkodowanymi i zakładami ubezpieczeń. (...)Jednak przy tej okazji przemycono przepis, który – jak twierdzi branża – cofnie nas do lat 90. XX wieku".  Według gazety, chodzi o "niewinnie wyglądający" zakaz przenoszenia wierzytelności na doradcę lub osobę trzecią, a wiec np. na  warsztat samochodowy,  likwidujący szkody komunikacyjne  bezgotówkową metodą serwisową. Jeśli wejdzie on w życie, to wówczas  właściciel auta będzie musiał sam starać się o odszkodowanie i w związku z tym przedstawić ubezpieczycielowi  kosztorys napraw przygotowany przez warsztat. A ubezpieczyciel będzie mógł zakwestionować ten kosztorys. W takiej sytuacji klient "będzie się mógł na to zgodzić albo toczyć długotrwały bój o wyższe odszkodowanie. Część takich sporów zakończy się w sądach. A gra idzie o wielkie pieniądze – w ubiegłym roku tylko z tytułu komunikacyjnego ubezpieczenia OC wypłacono 8,5 mld zł " - podkreśla dziennik. Zdaniem  Marka Koniecznego, prezesa Związku Dealerów Samochodowych (ZDS),  "tysiące Polaków znów będą musiały płacić za naprawy z góry i czekać tygodniami na decyzje ubezpieczyciela i swój samochód. A towarzystwa ubezpieczeniowe zarobią dodatkowe kilkadziesiąt milionów złotych". Samochodziarze mają obawy - komentuje "Rz" -  iż w związku z tym część właścicieli aut  zrezygnuje z napraw w autoryzowanych warsztatach i sięgnie po tańsze części zamienne. Na przykład  Andrzej Sugajski, dyrektor generalny w Związku Polskiego Leasingu (ZPL) ostrzega iż  "to pogorszy stan bezpieczeństwa na naszych drogach".

Natomiast według ubezpieczycieli, proponowane  przepisy mają jedynie uszczelnić system i obejmą tylko "te warsztaty, przy których działa firma odszkodowawcza. A to nieliczne przypadki" - podaje gazeta. I tak, Marcin Tarczyński z Polskiej Izby  Ubezpieczeń (PIU) wyjaśnia w dzienniku,  że "projekt ustawy dotyczy firm odszkodowawczych i nie ma żadnego związku z kontaktem kierowcy z ubezpieczycielem lub warsztatem. Poszkodowany będzie tak jak do tej pory bezgotówkowo naprawiał auto. Warsztat będzie mógł tak jak do tej pory być upoważniony do ustalenia kosztów naprawy od ubezpieczyciela i do odbioru odszkodowania w imieniu klienta. Ustawa nie ma wpływu na jakość napraw, a już tym bardziej na bezpieczeństwo na drogach". 

Jednak obie branże: motoryzacyjna i leasingowa, zaapelowały do klubów poselskich i członków sejmowej Komisji Sprawiedliwości  o odrzucenie ustawy w całości lub o wprowadzenie poprawek ograniczających jej skutki. Natomiast organizacje zrzeszające polskich przedsiębiorców motoryzacyjnych i firmy pomocy drogowej - informuje "Rz" - zapowiedziały protesty, w tym spowalnianie ruchu i blokady węzłów autostradowych.   Jak donosi dziennik, sejmowa Komisja Sprawiedliwości przerwała jednak prace nad  kontrowersyjnym  projektem ustawy.  Posłowie chcą usłyszeć, jakie jest stanowisko rządu w tej sprawie.

 

 

PIU: Procedowane w Sejmie RP przepisy ustawy ukrócą  patologię firm odszkodowawczych

 

Celem ustawy o świadczeniu usług w zakresie dochodzenia roszczeń odszkodowawczych wynikających z czynu niedozwolonego  jest ochrona poszkodowanych - informuje "Rzeczpospolita" (Nr z 13.02.2019r.), powołując się na wypowiedź Jana Grzegorza Prądzyńskiego, prezesa Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU)w  programie Pawła Rożyńskiego "RZECZoBIZNESIE".  Zdaniem szefa PIU, w ciągu ostatnich lat narosło na  rynku  odszkodowawczym szereg patologii, którym ustawodawca chce zapobiec. M.in.  firmy odzyskiwały odszkodowania w imieniu poszkodowanych, tyle,  że często  pieniądze te  wpływały na ich konto, ale nie były wypłacane poszkodowanym. W myśl przepisów projektowanej ustawy poszkodowany  ma otrzymywać pieniądze na swoje konto, a dopiero  później będzie płacił firmie za świadczoną usługę. Jak zauważył Prądzyński,   "firmy odszkodowawcze wolałyby nie mieć takiej regulacji, bo to utrudnienie w działalności" - donosi dziennik. "Zależy nam, żeby ta ustawa ujrzała światło" - przyznał  prezes Prądzyński, podkreślając, że jest to  "jedynym rozwiązaniem, żeby zapobiec patologii akwizycji na cmentarzach czy szpitalach". Obecnie kancelarie odszkodowawcze jako swoje wynagrodzenie pobierają  około  30-35 proc. wywalczonego odszkodowania  od ubezpieczyciela. Jak ocenił szef  PIU,  jest to i  tak bardzo dużo. "Powinno być do maksymalnie 20 proc." - stwierdził. Ponadto, ustawa zabrania procentowej opłaty od części pieniędzy wypłacanej na rehabilitację - podaje gazeta.  Przy  tym, obecnie poszkodowany po wypadku  - w ocenie J.G.Prądzyńskiego -  nie ma żadnej szansy, żeby się dowiedzieć ile realnie mu się należy. Także i "ubezpieczyciel też nie wie ile ma wypłacić". Za ból i cierpienie danej osoby poszkodowanej, czy śmierć osoby bliskiej w wypadku  ciężko w sposób prosty określić kwoty pieniężne. Za granicą służą do tego różne algorytmy. Natomiast w Polsce cały obszar zadośćuczynień i odszkodowań, w przeciwieństwie do innych krajów europejskich, nie został uregulowany przez ustawodawcę.  PIU  od lat apeluje o zajęcie się tą kwestią - oświadczył Prądzyński.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT