SN: 10-letni termin przedawnienia roszczeń klientów związanych z rozwiązaniem umowy z UFK przed 9 lipca 2018 r.

Sąd Najwyższy orzekł (postanowienie SN z 30 stycznia 2019 r., sygn. akt III CZP 70/18), iż do roszczenia o wypłatę części świadczenia wykupu trzeba stosować 10-letni termin przedawnienia, a nie trzyletni, ponieważ  tzw. „uefki” mają "więcej wspólnego z inżynierią finansową niż klasycznym ubezpieczeniem" - donosi "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 31.01.2019r.). W związku z tym branża ubezpieczeniowa  musi więc liczyć się z zalewem pozwów - komentuje  gazeta.

"DGP" przypomina, iż  sądy  powszechne od  lat rozstrzygają czy do polisy z UFK  znajduje zastosowanie ogólny 10-letni termin przedawnienia, czy  trzyletni. I  orzekają bardzo różnie, gdyż różnią się w ocenie tego, czym w ogóle „uefki” są, a więc czy są  typową umową ubezpieczenia, gdzie zgodnie z art. 819 par. 1 k.c. należy zastosować trzyletni termin przedawnienia, czy w związku z częścią inwestycyjną  polisy  "umowa nienazwaną o mieszanym charakterze",  wobec której  stosować należy w myśl art. 118 k.c., termin 10-letni (a od 9 lipca 2018 r., czyli dla nowych ubezpieczeń, termin sześcioletni). Co istotne, SN  "w trzech jednobrzmiących uchwałach (sygn. akt III CZP 13/18, III CZP 20/18 i III CZP 22/18) stwierdził, że polisa z UFK  nie jest typową umową ubezpieczenia, a zatem obowiązuje standardowy termin przedawnienia"> Jak podkreśla dziennik, 

trzy uchwały SN  jednak  nie wystarczyły, gdyż  "część judykatury zdawała się nie dostrzegać orzeczeń SN". Na wniosek jednego z ubezpieczycieli sprawa trafiła po raz kolejny na wokandę Sądu Najwyższego. Pełnomocniczka towarzystwa argumentowała  że w myśl ustawodawcy "ubezpieczenie z UFK  nadal pozostaje ubezpieczeniem", a  więc  termin przedawnienia roszczeń wynosi tu  trzy lata. Jej argumenty jednak nie przekonały Sądu Najwyższego.  Sędziowie uznali, że nie ma powodu do  wydawania nowej uchwały, gdyż  w pełni podzielają argumentację zawartą w poprzednich. Sędzia Grzegorz Misiurek uzasadniając postanowienie  podkreślił, że SN wnikliwie przeanalizował wszystkie rodzaje wykładni  i  uznał, że treść przepisów ustawy ubezpieczeniowej "nie może  przesądzać o charakterze umowy” z UFK, gdyż ta  „najczęściej zawiera elementy nietypowe, a zatem (...) ma charakter mieszany". W opinii SN, istotne bowiem jest  to, jak umowy traktowali klienci. A większość zaś zawierała je w celach inwestycyjnych, a nie ubezpieczeniowych - podaje "DGP".

Zdaniem dziennika, postanowienie SN jest prezentem "dla osób, które miały „uefki” w przeszłości, zlikwidowały polisy, a ubezpieczyciel zatrzymał większość pieniędzy". Może na tym skorzystać nawet kilkaset tys. osób - szacuje gazeta.

10-letni termin przedawnienia ma zastosowanie do roszczeń klientów związanych z rozwiązaniem umowy ubezpieczenia z ufk  przed 9 lipca 2018 r. Do pozostałych roszczeń zastosowanie będą mieć już przepisy o terminie sześcioletnim.

 

 

Coraz więcej spraw sądowych przeciw bankom o zwrot pieniędzy  za ubezpieczenie niskiego wkładu kredytu hipotecznego

 

Ubezpieczenia niskiego wkładu w kredytach mieszkaniowych są problemem dla banków, gdyż   posiadacze takich kredytów   coraz częściej swój spór z bankiem przenoszą na drogę sądową - pisze "Bankier.pl" ( z 25.01.2019 r.). Dzieje się tak m.in. pod wpływem informacji o kolejnych wyrokach, które są korzystne dla kredytobiorców i  zachęciły większą liczbę osób do złożenia pozwów. Albowiem dla wielu z nich  (podobnie jak dla frankowców),  najłatwiejszym sposobem na odzyskanie pieniędzy od banku może być kwestionowanie zasad ubezpieczenia niskiego wkładu własnego - zauważa portal, podkreślając, że z perspektywy czasu takie polisy wzbudzają  liczne wątpliwości. Zaś dotychczasowe orzecznictwo sądów cywilnych potwierdza, że w umowach ubezpieczeń niskiego wkładu własnego dość często znajdują się postanowienia umowne  rażąco naruszające interesy konsumentów.  "Po analizie prawnej okazuje się, że wiele ubezpieczeń niskiego wkładu własnego ma wątpliwą konstrukcję. (…) co stwarza  kredytobiorcom nadzieję na zwrot zapłaconej składki oraz odsetek" - twierdzi "Bankier.pl". Chodzi między innymi o mechanizm, który sprawia, że "konsument opłacający składkę de facto zabezpieczał interes majątkowy banku" oraz o  "nieprecyzyjne zasady wybierania kursu, który bank stosował przy obliczaniu brakującego wkładu oraz składki ubezpieczeń (ta kwestia dotyczy kredytów z waloryzacją do walut obcych - głównie CHF i EUR)", czy o  klauzule w umowie,  przewidujące możliwość zastosowania roszczenia regresowego przez ubezpieczyciela w stosunku do kredytobiorcy. Zdaniem Andrzeja Prajsnara, eksperta porównywarki Ubea.pl, chodzi także o złe praktyki  banków, związane z nieprecyzyjnymi umowami ubezpieczenia (np. bez definicji "brakującego wkładu"), a także z brakiem możliwości wyboru ubezpieczyciela czy niedostatecznym poinformowaniem konsumenta - podaje portal. Przy tym, wysokość roszczeń kredytobiorców związanych z ubezpieczeniem niskiego wkładu w praktyce bywa bardzo różna, zależna od indywidualnego przypadku każdego dłużnika - "typowe roszczenia dotyczące wadliwych ubezpieczeń niskiego wkładu pod względem wartości lokują się w połowie tego przedziału i wynoszą ok. 20000 zł – 25000 zł". Często   pojawiają się rozbieżności dotyczące zasad przedawnienia roszczeń.  Jednak "obecnie nie ma wątpliwości, że do roszczeń w sprawie wadliwych polis kredytowych stosuje się dziesięcioletni termin przedawnienia (o ile takie roszczenia powstały przed 9 lipca 2018 r.)". Jak wyjaśnia Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl, sądy najczęściej  uznają , że okres przedawnienia rozpoczyna się od daty pobrania przez bank każdej kolejnej składki ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. A    właściwe oszacowanie wartości roszczeń oraz szans na wygranie sporu sądowego jest kluczowe dla decyzji konsumenta, dotyczącej złożenia pozwu, zwłaszcza, że  spór z bankiem  bywa długotrwały. "Bankier.pl" radzi, ze należy  wziąć pod uwagę wynagrodzenie prawnika oraz możliwe koszty związane z przegraniem sporu i przeniesieniem postępowania do drugiej instancji. 

 

 

Ważne systemowe zarządzanie ryzykiem 

 

Długotrwałe wysokie temperatury latem 2018 r. i wynikająca z upalnej aury susza  kosztowały polską gospodarkę 2,6 mld zł — podaje "Puls Biznesu" (Nr z 29.01.2019r.), za  raportem „Klimat ryzyka”, opracowanym  przez firmę doradczą Deloitte na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU).  Albowiem katastrofy naturalne i anomalie pogodowe, na przykład   huragany, nawałnice czy powodzie,  powodują   często długotrwałe straty, wykraczające poza bezpośrednie straty majątkowe.  Dotykają one  zwykle niepowiązanych ze sobą gałęzi gospodarki  i " wpływają też na codzienne wydatki Kowalskich" - pisze "PB". I tak, w ciągu ostatnich 10 lat aż trzykrotnie w Polsce doszło do suszy, przez którą ucierpiało przede wszystkim rolnictwo. Wskaźnik cen za towary za żywność i napoje bezalkoholowe w naszym kraju w ciągu ostatnich dziesięciu lat wzrósł - według  danych GUS -  o około 20 proc.  Zdaniem  Rafała Mańkowskiego z PIU,  ubiegłoroczne letnie upały  w znacznym stopniu wpłynęły na dynamikę wzrostu cen żywności w Polsce -  informuje gazeta. I tak, w przypadku warzyw i owoców we wrześniu ub.r. było to 10,2 proc. r./r., a w sierpniu 2018 r. ceny wzrosły o  8,6 proc. r./r.  Ponadto,  raport „Klimat ryzyka" podkreśla, że  w  2010 r. doszło do jednej z większych powodzi w Polsce, która była  m.in. efektem wyjątkowo śnieżnej zimy. W wyniku zalania mieszkań i domów szacunkowe  straty ”wyniosły niemal 2 mld zł.  Natomiast  surowa,  bezśnieżna i skrajnie mroźna zima w 2012 r. doprowadziła  do  wymarznięcia większości areałów ozimin - donosi dziennik. Co istotne, także katastrofy naturalne i związane z nimi straty w innych krajach, nawet w bardzo odległych regionach świata, maja wpływ na  ceny usług i towarów również   w Polsce. Na przykład gwałtowne mrozy w  Argentynie   przyczyniły się do wzrostu cen cytryn i innych cytrusów także w naszym kraju. Jednak wpływ klęsk żywiołowych na ceny żywności to tylko ułamek kosztów związanych z kataklizmami naturalnymi na świecie - pisze „PB”. W opinii Rafała Mańkowskiego z PIU, to właśnie pośrednie negatywne skutki dotykają nas coraz częściej i dotkliwiej. Sposobem na  ograniczenie wzrastających kosztów katastrof jest wdrożenie systemowych rozwiązań   zarządzania ryzykiem, a więc odpowiedniej identyfikacji ryzyk, oceny prawdopodobieństwa ich występowania i skutków oraz zaplanowanie konkretnych działań. Chodzi przede wszystkim o prewencję,  edukację czy  transfer ryzyka w postaci ubezpieczeń. Ważne, aby podejmować decyzje dotyczące ryzyka występowania katastrof w oparciu o wiedzę,  wynikającą z analizy wiarygodnych danych.

 

 

ETPC: prywatny detektyw na zlecenie towarzystwa ubezpieczeń  może śledzić osobę w miejscu publicznym 

 

Zdaniem   Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPC), śledzenie ubezpieczonego na zlecenie prywatnego ubezpieczyciela w celu weryfikacji roszczeń odszkodowawczych ubezpieczonego, nie jest naruszeniem prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego - donosi "Prawo.pl" (z 25.01.2019 r.) powołując się na decyzję ETPC, opublikowaną 17stycznia br.  Skargę do ETPC wniosło małżeństwo mieszkające Szwajcarii,  bezskutecznie dochodzące  przed sądami szwajcarskimi zadośćuczynienia za naruszenie ich prywatności w związku z obserwacją przeprowadzoną przez prywatnego detektywa na zlecenie firmy ubezpieczeniowej - pisze portal. Przed Trybunałem skarżący zarzucili, że nagrania i zdjęcia, wykonane bez ich wiedzy i zgody, stanowiły naruszenie ich prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, chronionego w art. 8 Konwencji  o prawach człowieka. Tymczasem ETPC nie uznał ich argumentacji,  a samą skargę uznał za rażąco nieuzasadnioną i przez to niedopuszczalną.

"Prawo.pl"podaje, iż jeden z  małżonków doznał obrażeń w wyniku  wypadku  komunikacyjnego dwóch aut w 2001 r. (jako pasażer)  i w związku z tym  pozwał obu kierowców i ich ubezpieczycieli o odszkodowanie w wysokości 1,8 mln euro. Argumentował,  że z powodu  wypadku cierpi  na ataki epileptyczne i ból w lewym ramieniu oraz  nie może wykonywać żadnych prac domowych. Jeden z ubezpieczycieli wynajął więc  prywatną agencję detektywistyczną, aby ta  zweryfikowała twierdzenia skarżącego. Ten przez cztery dni w 2006 r. był filmowany i fotografowany w lokalizacjach dostępnych publicznie, a  zebrany materiał był wykorzystany jako dowód w sprawie wniesionej przez ubezpieczyciela przeciwko skarżącemu.  Jednak  sądy szwajcarskie uznały, iż to na ubezpieczycielu spoczywa obowiązek weryfikacji, czy roszczenia poszkodowanego są uzasadnione, podkreślając, że "weryfikacja jest także interesem pozostałych ubezpieczonych". Ponadto, sądy  stwierdziły, że "interes ubezpieczyciela (i przy okazji innych ubezpieczonych) miał charakter nadrzędny w stosunku do ochrony skarżącego przed ingerencją w jego prawo do poszanowania prywatności" - informuje portal.

 

 

Rzetelna likwidacja szkód wymaga uwzględniania opinii  niezależnych rzeczoznawców

 

W Polsce jest problem z niezależną wyceną wartości szkody - alarmują przedsiębiorcy. Rzeczoznawcy szkód pracują głównie dla ubezpieczycieli - "większość osób, która się tym zajmuje, jest zatrudniania i wynagradzana przez ubezpieczycieli, a w takim układzie trudno o obiektywizm" - pisze  "Puls Biznesu" (Nr  z 29.01.2019 r.). Poszkodowani w wypadkach twierdzą, iż towarzystwa ubezpieczeń  mają różne metody zaniżania odszkodowań, zaś opinie niezależnych ekspertów najczęściej nie są przez ubezpieczycieli akceptowane. W rezultacie sądy są obłożone sprawami dotyczącymi likwidacji szkód - podkreśla w dzienniku   Aleksander Daszewski, radca prawny z Biura Rzecznika Finansowego (RF). A  sytuację poszkodowanych mogłyby poprawić przepisy umożliwiające wprowadzenie  niezależnych  rzeczoznawców do  likwidacji szkód z OC ppm, m.in. poprzez  pokrywanie przez ubezpieczycieli ich kosztów - zauważa gazeta. Rzecznik Finansowy (RF) wyszedł więc z pomysłem do Ministerstwa Finansów (MF) - informuje "PB" - aby do procesu  likwidacji szkód z OC ppm wprowadzić niezależnego rzeczoznawcę, któremu poszkodowany mógłby  zlecić wycenę, jeśli propozycja ubezpieczyciela byłaby zaniżona. Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) jednak krytykuje ten pomysł. Jak przyznaje w "PB" Łukasz Kulisiewicz, ekspert PIU, na przykład w Niemczech przez jakiś czas funkcjonował na rynku ubezpieczeniowym  model niezależnego rzeczoznawcy, ale ten system się nie sprawdził, gdyż okazał się być za drogim.

 Koszty niezależnych opinii kształtowały się na poziomie od 500 do nawet  1500 euro i  ponosili je kierowcy w składkach. Powodowało to wzrost  kosztów likwidacji szkód, dlatego też  powrócono do rzeczoznawców wewnętrznych.

 

 

RPO: odsetki za zwłokę przy wypłacie alimentów i odszkodowań powinny być wolne od PIT 

 

Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) zwrócił się do  Teresy Czerwińskiej, Minister Finansów o "rozważenie zastosowania prokonstytucyjnej wykładni przepisów oraz o zainicjowanie prac legislacyjnych w celu rozszerzenia zwolnień podatkowych w tych ważnych dla obywateli sprawach", jak np. alimenty wypłacane dzieciom z opóźnieniem,  czy niektóre odszkodowania dla ofiar wypadków komunikacyjnych - donosi "Rzeczpospolita" (Nr z 26.01.2019 r.). RPO w swoim  wystąpieniu do MF wskazuje,ze opodatkowanie odsetek od świadczeń zwolnionych z podatku ze względów społecznych nie ma żadnego uzasadnienia.  Gazeta informuje, iż  do Biura  Rzecznika Praw Obywatelskich napływa wiele skarg,  związanych z kwalifikacją podatkową odsetek wypłacanych za opóźnienie w sytuacji, gdy należność główna korzysta ze zwolnienia podatkowego. Jak podaje dziennik, dotyczy to  podatników, którym należne są odsetki na podstawie art. 481 § 1 Kodeksu cywilnego, iż  jeśli dłużnik opóźnia się z zapłatą, "wierzyciel może żądać odsetek za czas opóźnienia, choćby nie poniósł żadnej szkody, a opóźnienie wynikało z okoliczności, za które dłużnik nie odpowiada". Sądy bowiem  zajmują w takich sprawach różne stanowiska, m.in. przyjmując za fiskusem,  że skoro odsetki nie zostały wymienione jako zwolnione, to podlegają opodatkowaniu PIT - pisze "Rz". Na przykład niektóre sądy administracyjne uznają, iż "zwolnienia podatkowe są odstępstwem od zasady powszechności opodatkowania, co powoduje, że niedopuszczalne jest poszerzanie zakresu zwolnień w drodze wykładni wbrew woli ustawodawcy".  Takie stanowisko m.in przyjął NSA w maju 2018 r. 

"Podobny pogląd prezentowany jest wobec ofiar wypadków komunikacyjnych, którym zasądzono zadośćuczynienia i renty, łącznie z odsetkami. Mimo że kwota główna korzysta ze zwolnienia podatkowego, organy skarbowe twierdzą, że odsetki ustawowe od tych świadczeń podlegają opodatkowaniu". Jednak część sądów stoi na stanowisku, że nie można odrębnie traktować obu świadczeń. "W orzecznictwie sądów administracyjnych zarysowują się zatem dwie odmienne wykładnie spornych przepisów" - informuje dziennik.

Według "Rz", RPO podziela pogląd o konieczności zwolnienia takich odsetek z opodatkowania, sprzeciwiając  się " stanowi prawodawstwa, który sprzyja profiskalnej wykładni przepisów prawa podatkowego przez organy i część sądów administracyjnych".   Zdaniem RPO - podaje gazeta - "nie sposób doszukać się uzasadnionej racji w opodatkowaniu odsetek od świadczeń, które sam ustawodawca uznał za zwolnione z podatku ze względów społecznych. (...) tego rodzaju odsetki mają charakter swoistej rekompensaty za to, że obywatel nie mógł korzystać z należnych mu środków pieniężnych. Dlatego respektowanie zasady sprawiedliwości społecznej, wynikającej z art. 2 Konstytucji, wymaga, aby w taki sam sposób traktować odsetki wypłacane za opóźnienie co należność główną, korzystającą ze zwolnienia podatkowego".a

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT