SN: NFZ nie musi płacić za ratowanie życia i leczenie nieubezpieczonych pacjentów

Sąd Najwyższy w swoim najnowszym wyroku  orzekł, że Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) nie musi płacić szpitalowi za leczenie chorych nawet w stanach nagłych, gdy  nie są oni  ubezpieczeni i nie mają prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej z innych tytułów. NFZ  nie ma bowiem do tego podstawy prawnej - informuje "Dziennik Gazeta Prawna" (Nr z 11.06.2019 r.).

SN rozpatrywał sprawę zapłaty przez NFZ należności za tzw. „nadwykonania”  Wojewódzkiemu Szpitalowi Zespolonemu w P., a więc za "świadczenia wykonywane ponad limit kontraktowy, ale przeprowadzane w stanach nagłych u pacjentów przyjmowanych z zagrożeniem życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu". Jak pisze dziennik, szpitalna placówka z P.  domagała się początkowo od NFZ blisko 950 tys. zł, ale ostatecznie zmniejszyła swoje żądania do około 550 tys. zł. Jednak  NFZ odmówił i sprawa trafiła do sądu. I tak, NFZ bronił się w sądzie przed opłaceniem świadczeń za  pięcioro  pacjentów hospitalizowanych przez Szpital w P., a którzy  nie byli  ubezpieczeni. Fundusz tłumaczył,  że "nie są oni świadczeniobiorcami w rozumieniu ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych (t.j. Dz.U. z 2018 r., poz. 1510 ze zm.)".  Według gazety, stanowiska NFZ nie podzieliły jednak sądy. Zarówno Sąd Okręgowy oraz Apelacyjny w Warszawie żądaną kwotę  55 tys. zł  za  ich leczenie zasądziły, uznając,   że szpital miał "ustawowy obowiązek udzielania takich świadczeń w stanach nagłych, gdyż chodzi tu o ratowanie poważnie zagrożonego zdrowia i życia ludzi.  NFZ powinien więc pokryć koszty zabiegów i leczenia ratującego pacjentów" - donosi "DGP".

NFZ odwołał się więc do Sądu Najwyższego, argumentując, że w związku ze zmianą przepisów z początkiem 2013 r.  NFZ  pokrywa szpitalom wydatki za leczenie wszystkich osób, które udokumentują albo oświadczą, że mają prawo do leczenia (są ubezpieczone). Sąd Najwyższy uznał tę  argumentację.

Gazeta przypomina, iż od 2013 r. NFZ może wystąpić z regresem w stosunku do pacjenta, który oświadczył nieprawdę, że jest ubezpieczony i ma prawo do sfinansowania leczenia.

 

 

PIU: towarzystwa ubezpieczeń zarobiły w I kw. 2019 r. blisko 1,1 mld zł netto

 

W I kwartale 2019 r. ubezpieczyciele w  Polsce odnotowali blisko  10,2 mld zł wypłaconych  odszkodowań i świadczeń - informuje "Interia.pl" (z 12.06.2019 r.) za  komunikatem Polskiej Izby  Ubezpieczeń (PIU). W tym, towarzystwa wypłaciły  5,1 mld zł z ubezpieczeń na życie;  3,7 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych oraz  1,4 mld zł z pozostałych ubezpieczeń. Tylko z tytułu  komunikacyjnego  OC  ubezpieczyciele w pierwszych trzech miesiącach br. zlikwidowali ponad 300 tys. szkód, a poszkodowani otrzymali ponad 2,3 mld zł odszkodowań i świadczeń, a więc o przynajmniej ad 2,5 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub.r. - pisze portal.  Jedna szkoda z OC komunikacyjnego naprawiana jest w Polsce co pół minuty - twierdzi komunikat PIU.

I tak, według  danych PIU, w omawianym czasie  zapłaciliśmy za ochronę pojazdów  prawie 6 mld zł, z czego około 3,7 mld zł stanowiły składki na OC, a blisko  2,2 mld zł  składki na autocasco. Natomiast na  ubezpieczenia chroniące przed skutkami żywiołów wydaliśmy w I kw. 2019 r.   ponad 1 mld zł. Z kolei ubezpieczenia na życie kosztowały nas w pierwszych trzech miesiącach br.  ponad 5,2 mld zł, a więc o 7,7 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2018 r.  W analizowanym   czasie  br.  towarzystwa  wypłaciły  z tytułu polis na życie prawie  5,1 mld zł świadczeń.

Z komunikatu PIU wynika - podaje „Interia.pl" - iż spółki ubezpieczeniowe wypracowały  w I kw.  2019 r.  ponad 1,1 mld zł zysku netto, a więc  o 8,6  proc. więcej niż rok wcześniej.

PIU podkreśla, iż opublikowane wyniki za I kwartał br.  "nie obejmują kosztów podtopień i wichur, które miały miejsce w maju tego roku. Wiadomo jednak, że zakłady ubezpieczeń są przygotowane na wszelkie zjawiska pogodowe, zarówno pod kątem organizacyjnym jak i finansowym".  

 

 

Firmy mają ponad 161,4 mln zł długów z tytułu nieopłaconych polis

 

W 2018 r. przedsiębiorstwa funkcjonujące w Polsce były zadłużone u ubezpieczycieli na sumę  161,4 mln zł  — informuje "Puls Biznesu" (Nr z 11.06.2019 r.),  powołując się na dane Krajowego Rejestru Długów (KRD).  Jest to o 40 proc. więcej niż rok wcześniej - podkreśla gazeta.  Według wyliczeń   KRD, składki ubezpieczeniowe najmniej rzetelnie  płacą mikroprzedsiębiorcy - blisko 60 proc. zeszłorocznego długu wobec towarzystw ubezpieczeniowych stanowiły zaległości osób prowadzących tzw.  jednoosobową działalność  gospodarczą. Natomiast na drugim miejscu w tym rankingu dłużników uplasowały  się spółki z o.o. (30 proc.), a pozostała część zadłużenia pochodzi od spółek akcyjnych, komandytowych, jawnych i cywilnych - podaje „PB". Zdaniem ekspertów KRD, niska rzetelność płatnicza najmniejszych przedsiębiorstw wynika m. in. z ich słabej kondycji finansowej - dłużnik rekordzista ma do zapłaty ponad 2 mln zł.

Według szacunków KRD, najwięcej zadłużonych przedsiębiorstw pochodzi z województwa mazowieckiego (6 112), a ich zaległości wobec ubezpieczycieli wynoszą 34,5 mln zł. Z kolei drugie  miejsce zajmuje Śląsk z długiem ponad 21,4 mln zł, a  trzecią lokatą "szczyci" się  Wielkopolska - 8 mln zł. Następne miejsca w rankingu dłużników zajmują przedsiębiorcy z  województwa dolnośląskiego (14 mln zł długu) oraz województwa małopolskiego (10,8 mln zł długu).

Zdaniem Jakuba Kosteckiego, prezesa spółki  Kaczmarski Inkasso,  "największym problemem ubezpieczycieli są zaległości składkowe z tytułu polis ubezpieczeń obowiązkowych, np. OC, które opłaca się w ratach - twierdzi dziennik.  "Mikrofirmy nie tylko miesiącami są zmuszone czekać na zapłatę od swoich kontrahentów, ale też z powodu zatorów płatniczych z trudem regulują własne zobowiązania. Dla nich prowadzenie działalności wiąże się z dużymi kosztami: to jest ZUS, podatki, czynsze, wynagrodzenia. W tej sytuacji opłata składek ubezpieczeniowych często wędruje na sam koniec listy przelewów. W efekcie sprawy te trafią do windykacji" – podkreśla J. Kostecki. Wśród innych  przyczyn zaległości składkowych  są  niekompletne dokumenty oraz nieznajomość ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych.

I tak, najbardziej zadłużoną wobec ubezpieczycieli branżą jest transport (ponad 63,5 mln zł długu). Drugie miejsce w tym niechlubnym zestawieniu  zajmują  firmy handlowe (dług powyżej 23,3 mln zł), budowlane (14,5 mln zł), usługowe (9,9 mln zł), przemysłowe (9,1 mln zł), finansowe (3,9 mln zł) i gastronomiczne (2,3 mln zł). Ponad 1,2 mln zł są winni ubezpieczycielom rolnicy, a nieco ponad 1 mln zł - zarządcy nieruchomości.

Średnie zadłużenie z tytułu nieopłaconej składki ubezpieczeniowej wynosi w Polsce  5 tys. 381,90 zł, a maksymalne -  2 mln 097 tys. 995,50 zł.

 

 

KNF ukarała PZU grzywną w wysokości 900 tys. zł

 

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  "doceniła" działania lidera polskich ubezpieczeń  i nałożyła na PZU SA karę w wysokości 900 tys. zł  w związku ze stwierdzeniem przypadków opóźnień w przyznaniu i wypłacie odszkodowania - donosi "Interia.pl" (z 11.06.2019 r.), powołując się na komunikat KNF. Nadzór finansowy poinformował, iż Komisja  jednogłośnie nałożyła na PZU karę pieniężną w wysokości 900 tysięcy złotych, „za naruszenie art. 14 ust. 1-3 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych, w związku ze stwierdzeniem przypadków opóźnień w przyznaniu i wypłacie odszkodowania lub niedopełnieniu obowiązków informacyjnych".  Stwierdzone  w toku prowadzonego przez KNF postępowania dotyczyły szkód likwidowanych w latach 2014-2016 roku - podaje portal.

Według  komunikatu KNF, nadzór  stosował już sankcje za te naruszenia, obejmujące częściowo wskazany okres, natomiast PZU SA wdrożył  "intensywne środki zaradcze oraz usprawnił procedury likwidacji szkód, co zostało uwzględnione przy wymiarze kary" - informuje "Interia.pl".

Damian Ziąber, rzecznik prasowy PZU SA  oświadczył, że ubezpieczyciel nie otrzymał jeszcze pisma z KNF w tej sprawie. Ziąber powiedział, iż firma odniesie się do treści pisma z KNF, jak tylko go otrzyma. Rzecznik prasowy PZU stwierdził, iż PZU  zakłada, że "decyzja KNF nie jest prawomocna" - pisze portal.

 

 

Polisa komunikacyjna OC bez względu na ubezpieczyciela ma taki sam zakres ubezpieczenia  

 

Blisko  połowa polskich kierowców nie porównuje cen ubezpieczeń komunikacyjnych OC i w efekcie za nie przepłaca. Warto więc   pamiętać, ze komunikacyjne ubezpieczenie OC ma wszędzie taki sam zakres, więc przepłacanie za polisę nie ma sensu -  radzi "Onet.pl" (z 06.06.2019 r.). Tymczasem  dla młodych kierowców różnice w cenach OC  wynoszą nawet i kilkaset złotych. Co istotne,  od dwóch lat  średnia cena OC  kształtuje się w granicach 1000 zł, zaś na początku maja 2019 r.  cena ta wynosiła blisko 944 zł. Zdaniem portalu, który powołuje się dane  porównywarki  mfind, "na taką kwotę przy wyliczeniu OC może liczyć większość Polaków". I tak, najtańsze polisy OC obecnie kosztują znacznie poniżej 500 zł, a w ostatnich miesiącach można było znaleźć ubezpieczenie  OC w cenie nawet poniżej 300 zł. Z danych mfind wynika też, że liczba polis poniżej 300 jest całkiem duża. Najtańsza polisa z kwietnia 2019 r.  wyniosła 202 zł i kupił ją kierowca Fiata 126p z małopolski - podaje "Onet.pl".

Portal podkreśla, że o wiele mniej za komunikacyjne  OC zapłacą kierowcy po 35  roku życia, z  nienaganną historię ubezpieczeniową, mieszkający w małej miejscowości i poruszający  się pojazdem o niezbyt dużej pojemności silnika. Ponadto, z szacunków wynika - przyznaje w portalu Bartosz Salwiński z mfind -  że  ponad 30-letni właściciel samochodu z niewielkim silnikiem, zamieszkały poza wielkomiejską aglomeracją  typu warszawska  czy  trójmiasto itp. oraz   jeżdżący  "bezszkodowo" w ostatnich latach, za komunikacyjne OC nie powinien zapłacić więcej niż 500-650 zł rocznie.

Dlatego przed zakupem polisy OC dla auta  warto sprawdzić ofertę przynajmniej kilku ubezpieczycieli - pisze "Onet.pl".

 

 

E-hulajnogi zyskają status pojazdów oraz wpłyną na nowelizację ustawy o ruchu drogowym oraz ustawy o elektromobilności

 

E-hulajnogi będą traktowane jak pojazdy. Rząd ma zająć się  zmianami w projekcie ustawy o ruchu drogowym oraz ustawy o elektromobilności, dotyczącymi urządzeń transportu osobistego (UTO) przygotowanymi przez resort infrastruktury - informuje "moto.rp.pl" (z 10.06.2019 r.). Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury zapowiedział, że  hulajnogi z napędem elektrycznym prawnie  będą traktowane jak rowery, a ich użytkownicy będą mieli te same prawa i obowiązki co rowerzyści - pisze portal.  Zaproponowane zmiany to skutek wzrostu liczby wypadków spowodowanych przez te  e-pojazdy. Albowiem ilość zdarzeń i powstałych w ich wyniku szkód  wzrasta  wraz z falą rosnącego zainteresowania przejazdami e-hulajnogami. Wprawdzie  w  Polsce brak statystyk obrazujących skalę problemu, ale jak podaje Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) w raporcie „Nowa miejska mobilność. Co oznacza dla ubezpieczeń?”, " w 2018 r. w Stanach Zjednoczonych miało miejsce ok. 1,5 tys. wypadków z poważnymi (tj. wymagającymi hospitalizacji) urazami, w których uczestnikami byli użytkownicy elektrycznych hulajnóg. Między styczniem a kwietniem 2019 r. we Francji zginęło pięciu użytkowników e-hulajnóg, a i w Polsce „głośno ostatnio było o nastolatku, który w centrum Warszawy, jadąc po chodniku zderzył się z pieszą, która w konsekwencji trafiła do szpitala". A problem, jak powinny  po mieście poruszać się elektryczne hulajnogi dotyczy całej Europy. Zdaniem   Rafała Webera, wiceministra  infrastruktury, e-hulajnogi  z  chodników  nie znikną. E-pojazdy będą mogły się po nich poruszać, gdy nie będzie drogi dla rowerów i dopuszczalna prędkość na drodze obok chodnika będzie wyższa niż 30 kilometrów na godzinę.

Według "moto.rp.pl", nowe przepisy  w sprawie UTO pozwolą ubezpieczycielom na doprecyzowanie odpowiedzialności za wypadki i szkody, które spowodują ich użytkownicy. Nowe regulacje są  także  szansą dla ubezpieczycieli na rozszerzenie oferty o  zupełnie nowe produkty. "Nowe ryzyko daje potencjał rozwoju ubezpieczeń dla użytkowników indywidualnych, ale i nowe możliwości firmom, czyli właścicielom i wynajmujących mobilny sprzęt w przestrzeni miejskiej. Ci drudzy mogą chcieć się chronić przed stratami wynikającymi z aktów wandalizmu i zniszczeń ich sprzętu, albo żądań zadośćuczynienia w przypadku wypadku spowodowanego przez fabryczne wady ich środka lokomocji" - pisze portal.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT