SN: Nie wszystkie koszty związane z najmem auta zastępczego zrefunduje ubezpieczyciel

Zdaniem Sądu Najwyższego (sygn. akt: III CZP 20/17), wydatki na najem pojazdu zastępczego poniesione przez poszkodowanego,  a  przekraczające koszty zaproponowane przez ubezpieczyciela w celu skorzystania z takiego pojazdu,  są objęte odpowiedzialnością z tytułu komunikacyjnego OC,   jeżeli ich poniesienie było celowe i ekonomicznie uzasadnione  - podaje „Dziennik Gazeta Prawna”(Nr z 29.08.2017 r.).  Wynajmując samochód,  poszkodowany ma prawo wyboru - tego ubezpieczyciel nie może ograniczyć. Jednak  zakład ubezpieczeń  nie musi pokrywać wysokich kosztów pojazdu zastępczego, wynajętego przez klienta na własną rękę – pisze gazeta. SN  rozstrzygał problem  dwóch przedsiębiorców poszkodowanych w dwóch niezależnych od siebie wypadkach samochodowych, którzy nie  mogąc korzystać ze swoich pojazdów, potrzebowali aut zastępczych. Zaś  towarzystwo, w którym byli ubezpieczeni, „zaoferowało im udostępnienie samochodów z floty współpracującej z nim firmy i pokrycie z tego tytułu wszystkich kosztów w ramach ubezpieczenia OC sprawcy” - informuje „DGP”. Poszkodowani na własną rękę wynajęli pojazdy zaoferowane im przez serwisy, w których naprawiali samochody. Jednak  ubezpieczyciel zgodził się pokryć koszty wynajmu samochodu   zastępczego tylko do kwoty określonej w swojej ofercie, odmawiając im zapłaty pozostałej części.
Obydwaj przedsiębiorcy skierowali więc  przeciwko towarzystwu  pozwy o zwrot pozostałej części opłat. Jednak wyroki sądów I instancji były rozbieżne, albowiem pierwszy z poszkodowanych proces wygrał, zaś pozew drugiego został w całości oddalony. Z kolei Sąd Okręgowy przy rozpoznawaniu apelacji uznał, iż ma do czynienia z zagadnieniem prawnym budzącym poważne wątpliwości, jak również wywołującym rozbieżności w orzecznictwie sądów powszechnych oraz praktyce likwidacyjnej zakładów ubezpieczeń. Dlatego zwrócił się z pytaniem prawnym do Sądu Najwyższego – wyjaśnia gazeta.

Zmuszając do zakupu ubezpieczenia szkoła łamie prawo

Szkoła  nie może  zmuszać rodziców  uczniów do zakupu ubezpieczenia, gdyż  jest to łamanie prawa – podkreśla „Dziennik Gazeta Prawna”(Nr z 29.08.2017 r.). Gazeta informuje, iż na początku roku szkolnego  nauczyciele oraz dyrektorzy szkół zazwyczaj  informują rodziców czy opiekunów dzieci o możliwości ich ubezpieczenia,  przedstawiając  konkretne oferty towarzystw.  Opiekunowie najczęściej korzystają  z  takiej oferty, zwłaszcza, gdy pada argument, że „uczeń nieubezpieczony nie będzie mógł brać udziału np. w wycieczkach i białych/zielonych szkołach”. Takie działanie jest jednak niezgodne z prawem, ale również ze stanowiskiem samego resortu edukacji  - podaje dziennik -  podobnie jak „przekonywanie rodziców do indywidualnego ubezpieczenia dzieci od nieszczęśliwych wypadków i dostarczenia potwierdzenia zawarcia takiej umowy”. Tymczasem  zgodnie z przepisami dzieci nie muszą mieć polisy od następstw nieszczęśliwych wypadków ani na czas pobytu w szkole, ani na czas wycieczek poza terenem placówki - twierdzi  „DGP”. Zaś  „podstawą żądania przez szkołę ubezpieczenia dziecka  jest (...) jego udział  w wycieczce zagranicznej zorganizowanej przez placówkę. W  tym przypadku ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków, może być przydatne” - pisze gazeta. Posiadanie polisy jest obowiązkowe przy wycieczkach zagranicznych. Jednak  to wciąż opiekun decyduje, jaką umowę ubezpieczenia  podpisać i  jaka będzie najlepsza forma ochrony  dla dziecka. Stąd   DGP” radzi rodzicom, aby zapoznali się z  warunkami  oferty  przedstawionej  przez szkołę i   raczej  zdecydowali  się na  tzw. polisę sprofilowaną. A  można  na przykład  wybrać pakiet ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków podczas uprawiania sportów o dużym ryzyku,  takich jak jazda konna, narciarstwo, ścianka wspinaczkowa, karate.  Gazeta podkreśla,  iż ubezpieczyciele w zamian za polecanie ich oferty często „odwdzięczają się”  szkołom drobnym  wsparciem  finansowym  przy remontach,  czy  zniżkami cen polis  dla nauczycieli.
 
KNF ukarała za dumping

Ubezpieczyciele zapłacą blisko 860 tys., zł kary  za  sprzedaż ubezpieczeń komunikacyjnych  po dumpingowych cenach -  informuje „Gazeta Wyborcza”(Nr z 31.08.2017 r.). Według dziennika, Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  nałożyła na   Compensę TU SA  karę 600 tys. zł  oraz  260 tys. zł kary na TUZ Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych za tego typu praktyki. Jak podkreśla gazeta,  polscy kierowcy przez lata płacili najniższe stawki za obowiązkowe ubezpieczenie OC spośród mieszkańców Europy, pomimo iż wysokość odszkodowań za wypadki rosła z  rok na rok.  Ceny polis  nie nadążały   za  zmianami na rynku, za wzrostem liczby i wartości odszkodowań za wypadki, za wzrostem wartości zadośćuczynień za śmierć i poważne uszkodzenia ciała czy zadośćuczynień za śmierć bliskich – twierdzi „GW”.  Firmy sprzedawały polisy komunikacyjne OC często poniżej kosztów, aby przyciągnąć klienta do siebie lub go zwyczajnie utrzymać.  Wojnie cenowej w komunikacji sprzyjało wejście na polski rynek asekuracyjny firm,  sprzedających tanie polisy przez internet i telefon. Wszystko to  doprowadziło  do gigantycznych strat branży ubezpieczeniowej – podaje „Wyborcza”.
Ponadto,  towarzystwa wypłacają rekordowe  zadośćuczynienia z za ból i cierpienie spowodowane śmiercią najbliższych w wypadku samochodowym. Według danych  Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU), podczas gdy Niemcy  i Szwedzi dostają co najwyżej 5 tys. euro, to Polacy średnio 62 tys. zł.  
Pierwsze ostrzeżenie i apel o niestosowanie dumpingowych cen oraz dostosowanie składek do wypłacanych odszkodowań nadzór  wysłał do ubezpieczycieli  już kilka lat temu. „Teraz KNF od słów przeszła do czynów” - komentuje gazeta.

Polacy nie chcą czekać na  likwidację  szkody

Klienci  towarzystw ubezpieczeń  oczekują od ubezpieczycieli szybszego  przebiegu procesu likwidacji szkody  oraz mniej związanych z tym formalności, po prostu  szybkich wypłat – donosi „Rzeczpospolita”(Nr z 25.08.2017 r.), powołując się na  55 proc. uczestników  badania  ARC Rynek i Opinia , przeprowadzonego na zlecenie Uniqa.  Według badania, zbyt dużo formalności (39 proc.) oraz długi proces likwidacji szkody (28 proc.) były dla nich najbardziej uciążliwe.  Dla badanych, szybszy przebieg procesu likwidacji szkód (30 proc.), mniej formalności (25 proc.) oraz możliwość przekazania komuś innemu zajęcia się sprawą (17 proc.) spowodowałoby, że czuliby się bardziej komfortowo - pisze gazeta.  Ponadto, z badania wynika, iż prawie 60 proc. jego uczestników wie co robić gdy zdarzy się szkoda, choć wciąż w tej grupie prawie 1/3 deklaruje, że sprawia im to trudność. Przy tym aż 61 proc. badanych skorzystałoby z mobilnej aplikacji do dokonania oględzin uszkodzonego pojazdu lub zniszczonego mieszkania - informuje dziennik. W tym,  jedna czwarta badanych przez ARC Rynek i Opinia ceni  bezpośredni kontakt z agentem, a zbliżony proc. respondentów wskazuje formularz internetowy. I tak,   im starsi klienci, tym chętniej kontaktują się ze swoim agentem lub wybierają się do placówki ubezpieczyciela w sytuacji, gdy przytrafi się im szkoda (młodsi  preferują zgłoszenia szkody online).  Zdaniem  Jarosława Matusiewicza, prezesa spółek Uniqa w Polsce, „klienci z góry zakładają, że proces likwidowania szkody będzie trudny. (…) W tym także wciąż duża rola  ubezpieczycieli by zadbać o wiedzę i wyższy komfort klientów (…).  Chcemy bowiem maksymalnie minimalizować stres pojawiający się w tej sytuacji i poprowadzić klienta przez proces likwidacji”. Ponadto, z badania wynika, że aż 61 proc. ankietowanych skorzystałoby z mobilnej aplikacji do dokonania oględzin uszkodzonego pojazdu lub zniszczonego mieszkania. I dokonałaby tego samodzielnie (37 proc.) lub przy wsparciu agenta (24 proc.). Zaledwie 24 proc. badanych chce bezpośredniego kontaktu z przedstawicielem ubezpieczyciela. Im starsi klienci, tym chętniej kontaktują się ze swoim agentem lub wybierają się do placówki ubezpieczyciela w sytuacji, gdy przytrafi się im szkoda. Młodsze osoby preferują zgłoszenia szkody online.

Turecki ubezpieczyciel sprawcy wypadku pokryje koszty odszkodowań poszkodowanych

Za wypadek polskiego autokaru w Turcji  zapłaci turecki ubezpieczyciel – informuje „Rzeczpospolita”(Nr z 26.08.2017 r.). Według dziennika,  poszkodowani w wypadku autokaru będą mogli występować z roszczeniami wyłącznie bezpośrednio do tureckiego zakładu ubezpieczeń, w którym polisę OC miał sprawca wypadku.  Jak podkreśla  gazeta, Turcja nie jest członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Tak więc , w procesie odszkodowawczym  poszkodowani i ich bliscy nie będą mogli skorzystać z przepisów Dyrektywy Komunikacyjnej 2009/103/WE, przewidujących możliwość dochodzenia odszkodowań za pośrednictwem reprezentantów do spraw roszczeń w Polsce. Nie będzie także możliwe wystąpienie do Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (PBUK), działającego jako organ odszkodowawczy. Jednak  PBUK  na podstawie umowy zawartej z tureckim Biurem Narodowym,  „w każdej chwili służy (...) pomocą w zakresie uzyskania niezbędnych informacji do ustalenia odpowiedzialności cywilnej za skutki wypadku oraz ewentualnych dalszych kroków postępowania w kwestiach odszkodowawczym” - podaje dziennik.
W wypadku autokaru z polskimi pasażerami,  śmierć poniosła jedna osoba, a 12 zostało rannych.

Nadzór monitoruje procedury likwidacji szkód i ułatwienia dla poszkodowanych przez nawałnice

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF)  przepytała ubezpieczycieli, jak wyglądają ich procedury likwidacji szkód i ułatwienia dla poszkodowanych w wyniku burz i wichur  - donosi „Rzeczpospolita”(Nr z 28.08.2017 r.).   Z informacji zebranych przez nadzór wynika, że  towarzystwa sprawnie likwidują szkody po nawałnicach, które przeszły nad Polską w połowie sierpnia br. - pisze dziennik. I tak,  ułatwienia dla poszkodowanych obejmują przede wszystkim „zwiększenie działań informacyjnych, aktywne docieranie do poszkodowanych, zwiększenie dostępności likwidatorów, wprowadzenie wypłat zaliczkowych, przyspieszone oględziny i szybką ścieżkę wypłaty” - podaje gazeta. W przypadku większych szkód trwają prace nad oszacowaniem strat.  Według  „Rz”, pierwsze odszkodowania albo przynajmniej zaliczki trafiają już na konta ofiar żywiołów. Wypłaty zaliczkowe mają na celu ograniczenie rozmiarów szkody poprzez umożliwienie zabezpieczenia mienia przed dalszym niszczeniem, a tzw. kwota bezsporna – jak najszybsze rozpoczęcie odtwarzania zniszczonego mienia na podstawie wstępnego oszacowania wysokości szkody – wyjaśnia  dziennik.  DO KNF dotarły sygnały, że  działają firmy, które „wprowadzają w błąd poszkodowanych, twierdząc, że przyjęcie kwoty bezspornej lub wypłaty zaliczkowej zamyka drogę do otrzymania odszkodowania w pełnej wysokości w późniejszym terminie”.  Gazeta  podkreśla, iż za wcześnie jednak na ocenę, czy wypłaty są wystarczające  i czy przy likwidacji szkód nie dochodzi do nieprawidłowości.

Poszkodowany przez żywioł rolnik, pomimo posiadania polisy, nie zawsze dostanie odszkodowanie od ubezpieczyciela

W wyniku nawałnic, które przeszły nad Polską w połowie sierpnia br. zostało poszkodowanych 6,5 tys. gospodarstw rolnych, zaś straty objęły  32 tys. ha upraw – informuje „Rzeczpospolita”(Nr z 31.08.2017 r.). Na przykład do PZU poszkodowani  rolnicy  zgłosili  około  35 tys. szkód , z których blisko  3 proc. to szkody w uprawach.  Niestety, pomimo obowiązku ubezpieczenia budynków w gospodarstwach rolnych, około 9 proc. budynków nie było ubezpieczonych - podkreśla gazeta.  Z  kolei  polisy dobrowolnego ubezpieczenia upraw posiada  jedynie 30 proc. rolników. W tym,  część tych  polis ochroną ubezpieczeniową  nie obejmuje zdarzeń, które dotknęły rolników – pisze dziennik. Na przykład  „mogli mieć ubezpieczenie od gradu, a już nie od deszczu czy wichury”. Dlatego też „nie po każdej burzy należy się odszkodowanie” – twierdzi „Rz”.   Na przykład Concordia ma  odmawiać poszkodowanym rolnikom wypłaty  odszkodowań, uzasadniając swoją decyzję  brakiem deszczu nawalnego, ponieważ suma opadów w regionie była zbyt niska.  (podtopienia traktuje  jako powódź, a  ta   nie jest objęta zakresem ochrony ubezpieczyciela). Poszkodowanym z pomocą przychodzi  za to państwo. Rząd  oferuje  poszkodowanym  rolnikom wsparcie,  bez względu na to, czy byli ubezpieczeni, czy nie. Ponadto, na  odtworzenie zniszczonych składników gospodarstwa rolnicy  mogą  też  liczyć  na  pomoc  ze  środków unijnych – podaje gazeta.

Administracja strony: EPC System - Outsorcing IT